Выбрать главу

Peake był jednocześnie zdziwiony i przerażony swym odkryciem. Zdziwienie wynikało nie tylko z głębokiego wejrzenia w istotę natury Sharpa, ale także z faktu, że wszystko to zauważył od razu, na pierwszy rzut oka. Mimo pragnienia, by stać się legendą, dwudziestosiedmioletni agent DSA zdawał sobie sprawę, że jest jeszcze naiwny i wykazuje niebezpieczne skłonności do powierzchownych ocen tak ludzi, jak i zjawisk. Czasami, mimo całego szkolenia i poważnej pracy, wydawało mu się, że wciąż jest małym chłopcem lub też że ukryte w nim dziecko wywiera zbyt duży wpływ na jego charakter. Teraz stał i przyglądał się szefowi, który wlepił wygłodniałe oczy w nieprzytomną dziewczynę. Poznanie prawdziwej natury Ansona Sharpa przytłoczyło Peake’a. Nagle ożywił się. Przyszło mu do głowy, że może – mimo swego młodego wieku – jeszcze wydorośleje.

Sharp wciąż patrzył na poobcieraną i poranioną rękę Sarah Kiel. Jego zielone oczy pojaśniały, a w kącikach ust pojawił się lubieżny uśmieszek.

Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie z głuchym plaśnięciem, które wyrwało Peake’a z zamyślenia, i do pokoju wrócił doktor Werfell. Sharp zamrugał oczami, jakby otrząsnął się z lekkiego transu, i zrobił krok do tyłu, ustępując miejsca lekarzowi. Ten podniósł oparcie łóżka, odsłonił lewe ramię Sarah i zrobił jej zastrzyk, który miał wywołać przeciwreakcję na środki uspokajające zażyte wcześniej przez dziewczynę.

Sarah obudziła się w ciągu paru minut. Była względnie świadoma, choć nieco zmieszana. Nie wiedziała, gdzie się znajduje, jak się tu dostała oraz kto i dlaczego tak ją skatował. Nie przestawała dociekać, kim są Werfell, Sharp i Peake, a lekarz cierpliwie odpowiadał na wszystkie jej pytania. Poza tym zajmował się kolejno: mierzeniem dziewczynie tętna, słuchaniem pracy serca i badaniem źrenic.

Niecierpliwość Ansona Sharpa rosła. Nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie pacjentka wyjdzie z narkotycznego otępienia.

– Czy naprawdę dał jej pan wystarczająco silną dawkę?

– To trochę potrwa – rzekł chłodno Werfell.

– My nie mamy czasu – odparł Sharp.

Chwilę później Sarah Kiel przestała zadawać pytania. Nagle wróciła jej pamięć i w szoku wciągnęła gwałtownie duży haust powietrza.

– Eric! – krzyknęła.

Peake nie przypuszczał nawet, że jej blada jak płótno twarz może się stać jeszcze bielsza, a tak się właśnie stało. Dziewczyna zaczęła się trząść. Sharp szybko zbliżył się do jej łóżka.

– To wszystko, doktorze.

Werfell zmarszczył brwi.

– Co to ma znaczyć?

– Ano to, że skoro dziewczyna już się obudziła, to możemy ją przesłuchać, a do tego nie jest nam pan potrzebny. Może pan odejść, jasne?

Doktor Werfell tłumaczył, że powinien zostać przy pacjentce na wypadek, gdyby pojawiła się opóźniona reakcja na zastrzyk. Sharp jednak znów stał się twardy i odwołał się do reprezentowanej przez niego władzy federalnej. Lekarz zmiękł, ale podszedł jeszcze do okna, by je odsłonić. Sharp nakazał mu pozostawić zasłony zaciągnięte, Werfell więc ruszył w stronę wyłącznika światła. Agent nie pozwolił również na zapalenie górnego oświetlenia.

– Ostre światło może razić biedną dziewczynę w oczy – powiedział, choć widać było, że jego troska o Sarah Kiel nie jest bynajmniej szczera.

Peake miał nieprzyjemne przeczucie, że Sharp zamierza nie patyczkować się z dziewczyną, że chce ją przestraszyć niemal na śmierć. Nie sądził, aby to było konieczne, i podejrzewał, że nawet jeśli dziewczyna powiedziałaby im wszystko, wicedyrektor DSA i tak będzie ją terroryzował dla samej tylko przyjemności. Prawdopodobnie traktował poniżanie i zadawanie cierpień psychicznych jako częściowo zadowalające go i społecznie akceptowalne ujście dla swych ukrytych żądzy: by pobić i zgwałcić Sarah Kiel. Sukinsyn pragnął, aby w pokoju panowała możliwie największa ciemność, gdyż mrok miał pogłębić nastrój grozy, który chciał stworzyć.

Po wyjściu Werfella Sharp zbliżył się do samej krawędzi łóżka, opuścił boczną barierkę zabezpieczającą przed wypadnięciem i usiadł na brzegu materaca. Ujął w swoje ręce lewą, zdrową dłoń Sarah, uścisnął lekko i przyjaźnie, uśmiechnął się do niej dobrodusznie i coś mówiąc, zaczął głaskać swoim olbrzymim łapskiem jej szczupłe ramię. Wnikał paluchami nawet pod rękaw szpitalnej koszuli, co nie było już ani dobroduszne, ani przyjacielskie, lecz prowokacyjne.

Peake cofnął się do kąta i skrył w cieniu. Wiedział, że nie on ma tu zadawać pytania, nie chciał też, by Sharp widział wyraz jego twarzy. Choć osiągnął już tyle, że zdołał wniknąć głęboko do wnętrza swego szefa i zrozumiał, że sam musi się zmienić – za rok na pewno będzie już innym człowiekiem – to jednak na razie nie zaszły w nim aż takie zmiany, by potrafił zapanować nad uczuciami malującymi się na jego obliczu. Nie umiał jeszcze ukryć niesmaku i dlatego wolał pozostać niewidoczny.

– Nie mogę panu nic powiedzieć – odezwała się Sarah Kiel, patrząc na Sharpa z bojaźnią i odsuwając się od niego, jak tylko mogła najdalej. – Pani Leben zakazała mi komukolwiek o tym mówić.

Sharp, wciąż trzymając zdrową rękę dziewczyny w swojej lewej dłoni, podniósł prawą dłoń, którą do tej pory głaskał Sarah po ramieniu, i przyłożył ją dziewczynie do policzka. Zacisnął pięść, tak że wystające kostki zetknęły się z gładką skórą jej lewej, nie poranionej części twarzy. Wyglądało to prawie na gest sympatii i uczucia, ale prawda była inna.

– Pani Leben należy do poszukiwanych przestępców, Sarah – powiedział Sharp. – Jest nakaz jej aresztowania. Sam go wydałem. Pani Leben dokonała wielu wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu państwowemu. Niewykluczone, że wykradła tajemnice obronne z zamiarem przekazania ich Sowietom. Chyba nie chcesz ochraniać kogoś takiego? Hmm…?

– Była dla mnie bardzo dobra – wykrztusiła Sarah.

Peake zauważył, że dziewczyna próbowała uwolnić się od głaszczącej ją po policzku ręki, ale najwyraźniej bała się obrazić Sharpa. Zdaje się, że nie zdawała sobie sprawy z prawdziwego znaczenia tej „pieszczoty”. Ale już niedługo zrozumie…

– Pani Leben płaci za mój pobyt w szpitalu – ciągnęła Sarah. – Dała mi trochę gotówki, zadzwoniła do moich starych. Była… była… bardzo dobra i prosiła, żebym nikomu nic nie mówiła. Nie chcę łamać danego jej słowa.

– Ciekawe… – powiedział Sharp, biorąc ją pod brodę i podnosząc głowę tak, by mogła patrzeć na niego zdrowym okiem. – Ciekawe, że nawet taka mała kurewka jak ty ma swoje zasady.

– Nie jestem kurwą! Ja nigdy… – odpowiedziała wystraszona.

– Jesteś, jesteś – przerwał jej Sharp, ujmując ją mocno za podbródek, by nie mogła odwrócić głowy. – Może twój ptasi móżdżek tego nie pojmuje albo za bardzo odurzyłaś się narkotykami, ale jesteś niczym innym jak małą kurewką szkolącą się dopiero w zawodzie, dziwką, początkującą lafiryndą, która z czasem zmieni się w doświadczoną profesjonalną kurwę.

– Nie ma pan prawa tak do mnie mówić.

– Kochanie, do kurew mówię tak, jak mi się podoba.

– Ale pan jest gliną lub kimś w tym rodzaju… Jest pan urzędnikiem państwowym… Nie może mnie pan tak traktować… – oponowała Sarah.