Выбрать главу

– …bardzo dużo pracy. Ale natychmiast po zakończeniu rozmowy z panią Leben ubrałem się, pojechałem samochodem do odległego o sto sześćdziesiąt kilometrów Kansas City i w środku nocy dotarłem na lotnisko. O świcie wylądowałem w Los Angeles, tam miałem przesiadkę do Palm Springs, a potem taksówką…

– Nie interesuje mnie ani trochę pański dziennik podróży – powiedział Sharp, wciąż zagradzając mu drogę.

– Panie Sharp, jestem dobrodusznym człowiekiem, co oznacza, że staram się najpierw wytłumaczyć panu po dobroci, że chcę porozmawiać z córką. Widzę, że płakała, i bardzo mi się to nie podoba. Muszę dowiedzieć się, co jest tego przyczyną. A więc, chociaż w gruncie rzeczy nie jestem zły ani skory do rozróby, radzę panu zejść mi z drogi, bo nie ręczę za siebie.

Twarz Sharpa wypełniła się gniewem. Cofnął się, ale tylko po to, by swobodnie wyciągnąć rękę i położyć ją na piersi Stone’a.

Peake nie wiedział, czy agent zamierza wyprowadzić mężczyznę z pokoju na korytarz, czy tylko pchnąć go na ścianę. I nigdy się tego nie dowiedział, Stone bowiem zacisnął swą dłoń na przegubie Sharpa i nie okazując ani cienia wysiłku, usunął ją ze swej piersi. Wicedyrektor agencji zbladł, co świadczyło, że Stone zadał mu nie mniej bólu niż on jego córce. Z twarzy Sharpa odpłynęła czerwień złości, a w oczach pojawiło się cierpienie. Dopiero wtedy Stone puścił przegub Sharpa i powiedział:

– Wiem, że jest pan agentem federalnym, a ja mam wielki szacunek dla prawa. Wiem, że może pan to uznać za świadome utrudnianie śledztwa, co da panu świetne podstawy do kopnięcia mnie zaraz w dupę i zakucia w kajdanki. Nie uważam jednak, żeby przyniosło to panu – lub pańskiej agencji – jakieś korzyści, ponieważ od razu zaznaczyłem, że skłonię córkę do złożenia zeznań. Co pan o tym sądzi?

Peake miał ochotę bić brawo, ale nie uczynił nic. Sharp stał nieporuszony, oddychał głęboko, trząsł się cały, a jego zamglone nienawiścią oczy powoli się rozjaśniały. Potrząsnął gwałtownie głową, jakby był bykiem na corridzie, który po nieudanym ataku na muletę toreadora otrząsa się i powraca do zmysłów.

– W porządku. Tylko chcę mieć te informacje natychmiast! Wszystko jedno, jak pan to zrobi. Może uda się panu szybciej niż mnie.

– Dziękuję, panie Sharp. Niech mi pan da pół godziny…

– Pięć minut – powiedział Sharp.

– Proszę pana – odparł spokojnie Stone – przecież ja muszę mieć czas na przywitanie się z córką, uściskanie jej. Nie widziałem jej prawie półtora roku. No i potrzebuję trochę czasu, by wydobyć z niej całą tę historię, dowiedzieć się, co się z nią działo. Dopiero potem zacznę zadawać jej szczegółowe pytania.

– Cholera, ale pół godziny to za długo! – denerwował się Sharp. – Poszukujemy człowieka, bardzo niebezpiecznego człowieka i…

– Prawem mojej córki jako obywatelki tego kraju jest odmowa jakichkolwiek zeznań przed przybyciem tu jej adwokata. A jeśli po niego teraz zadzwonię, minie kilka godzin, zanim przyjedzie…

– Dobra – rzucił Sharp. – Pół godziny i ani minuty dłużej. Będę czekał na korytarzu.

Wcześniej Peake odkrył, że jego szef jest sadystą i pedofilem, teraz zaś dokonał następnego odkrycia na jego temat: sukinsyn był w gruncie rzeczy tchórzem. Potrafiłby strzelić ci w plecy, napaść na ciebie skrycie i poderżnąć gardło, gdyż taki miał charakter, ale w konfrontacji z przeciwnikiem twarzą w twarz kulił pod siebie ogon, jeśli tylko napotkał opór. Tak, to było jeszcze ważniejsze odkrycie.

Peake stał przez chwilę, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Sharp podszedł do drzwi. Jerry wciąż patrzył na Stone’a.

– Peake! – zawołał Sharp podwładnego, wychodząc z pokoju.

Młody agent podążył wreszcie za swym szefem, ale wciąż nie mógł oderwać wzroku od Felsena Kiela – Stone’a. To on będzie stanowił prawdziwą legendę.

20

Gliniarze na chorobowym

Detektyw Reese Hagerstrom poszedł spać we wtorek o czwartej trzydzieści rano, po powrocie z rewizji w domu pani Leben. Obudził się o wpół do jedenastej, nie wypoczęty, gdyż we śnie męczyły go koszmary. Szklanookie trupy leżały w kontenerach na śmieci, a martwe kobiety wisiały ukrzyżowane na ścianach. We śnie pojawiła się też Janet, nieżyjąca żona Reese’a, trzymająca się kurczowo klamki u drzwi niebieskiego furgonu marki Chevrolet, tego strasznego furgonu, i krzycząca: „Porwali Esther, porwali Esther!” W każdym koszmarze jeden z mężczyzn siedzących w chevrolecie strzelał do niej tak, jak to się odbyło w rzeczywistości: trafił od razu i wielkokalibrowy pocisk zmasakrował jej śliczną buzię, rozerwał ją na kawałki…

Reese wstał z łóżka i wziął bardzo gorący prysznic. Pomyślał, że dobrze byłoby móc odkorkować mózg i wypuścić zeń część pamięci, w której tkwiły te ohydne, koszmarne obrazy.

Jego siostra, Agnes, przypięła do lodówki karteczkę, że zabiera Esther na wizytę kontrolną u dentysty.

Reese stanął przy oknie koło zlewozmywaka i patrzył na wysokie drzewo koralowe rosnące na podwórzu. Potem wypił kawę i zjadł czerstwą słodką bułkę. Gdyby Agnes widziała, jak wygląda jego śniadanie, na pewno by się zatroskała. Ale koszmary przyprawiły go o mdłości i nie miał apetytu na nic solidniejszego. Nawet tę bułkę przełknął z trudem.

– Kawa i słodycze! – wykrzyknęłaby Agnes. – Od kawy dostaje się wrzodów, a po ciastkach zatykają się cholesterolem naczynia krwionośne! Dwa sposoby na powolne samobójstwo! Jeśli chcesz się zabić, podam ci sto szybszych i mniej bolesnych sposobów.

Dziękował Bogu za Agnes, mimo jej skłonności do odgrywania roli starszej siostry, mimo jej zrzędzenia z byle powodu, począwszy od tego, jak Reese się odżywia, a skończywszy na tym, jakie nosi krawaty. Ale bez niej nie pozbierałby się po śmierci Janet.

Biedna Agnes – krępa, grubokoścista, pozbawiona urody – miała zniekształconą lewą rękę i jej przeznaczeniem było staropanieństwo. Odznaczała się jednak dobrym sercem i niedoścignionym instynktem macierzyńskim. Po śmierci Janet przyjechała z walizką i ulubioną książką kucharską, aby zająć się Reese’em i małą Esther „tylko przez lato”, aż oboje dojdą do siebie i nie będą już potrzebowali pomocy. Agnes była nauczycielką w Anaheim i latem nie pracowała. Mogła więc sobie na to pozwolić, by poświęcić swój czas na cierpliwe odbudowywanie rozbitego domu brata. Od tamtego czasu minął już piąty rok i bez niej Reese byłby zgubiony.

Reese nawet lubił jej dobroduszne zrzędzenie. Kiedy ktoś radził mu, by odżywiał się rozsądniej, czuł, że ten ktoś dba o niego i kocha go.

Nalewając sobie do filiżanki kolejną porcję kawy, postanowił, że kupi dziś siostrze bukiet róż i bombonierkę. Z natury nie był skłonny do okazywania uczuć, ale od czasu do czasu nadrabiał to prezentami wręczanymi ad hoc tym, na których mu zależało. Nawet najdrobniejsze niespodzianki, i to pochodzące tylko od brata, wzruszały Agnes. Grubokościste, krępe i pozbawione urody kobiety nie mają okazji otrzymywać prezentów, nie są więc do nich przyzwyczajone.

Życie jest nie tylko nie w porządku, ale czasami bywa wprost okrutne. O tym Reese wiedział już od dawna. Myślał tak nie tylko z powodu przedwczesnej tragicznej śmierci Janet czy faktu, że ciepłe, dobroduszne, macierzyńskie serce Agnes zostało na zawsze zamknięte w ciele, którego oceniający tylko powierzchowność mężczyźni nigdy nie pokochają. Jako policjant bowiem Reese regularnie oglądał najgorsze strony człowieczeństwa i już dawno zrozumiał, że światem rządzi okrucieństwo i że jedyną obroną przed nim jest miłość rodzinna i przyjaźń.

Jego najbliższy przyjaciel, Julio Verdad, przyjechał, gdy Reese napełniał sobie właśnie filiżankę po raz trzeci. Hagerstrom przyniósł drugie naczynie i nalał kawy także dla Julia. Potem obaj usiedli w kuchni przy stole.