Выбрать главу

Na regale za ladą, wśród obciągniętych folią pudełek ze śrutem, stało nastawione na lokalną rozgłośnię radio. Gdy Ben i Rachael wybierali broń i amunicję, z głośnika rozlegała się tylko przerywana reklamami muzyka. Ale wybiła pierwsza trzydzieści w południe, pora nadawania wiadomości, i Ben usłyszał na falach eteru nazwisko swoje oraz Rachael.

…Shadwaya i Rachael Leben został wydany nakaz aresztowania. Pani Leben jest wdową po zamożnym przedsiębiorcy, Ericu Lebenie, który wczoraj zginął w wypadku ulicznym. Jak oświadczył rzecznik Departamentu Sprawiedliwości, Shadway i pani Leben poszukiwani są w związku z kradzieżą strategicznych, ściśle tajnych materiałów naukowych z laboratoriów korporacji Geneplan, które dotyczyły projektów finansowanych przez Departament Obrony, a także w związku z podejrzeniem o dokonanie zabójstwa na dwóch oficerach policji w Palm Springs, którzy zginęli wczoraj wieczorem w czasie gwałtownej strzelaniny… Rachael też to usłyszała.

– Paranoja!

Ben położył jej rękę na ramieniu, by się uspokoiła, i nerwowo spojrzał na dwóch sprzedawców, wciąż zajętych swoimi klientami. Niczego tak nie pragnął, jak tylko tego, by nie zwrócili uwagi na nadawane przez radio wiadomości. Przecież Sam, zanim wyjął formularz do wypełnienia, obejrzał jego prawo jazdy i z pewnością zapamiętał nazwisko Bena. Gdyby je teraz usłyszał, na pewno by zareagował.

Protesty i zapewnienia, że jest niewinny, na nic by się zdały. Sam zadzwoniłby po gliniarzy. Niewykluczone, że w kasie za ladą miał nawet rewolwer i że mógłby go użyć w celu zatrzymania ich w sklepie do czasu przybycia policji. Ben nie chciał być zmuszony odebrać Samowi broń i ranić go może przy tej okazji.

…Szef wywiadu wojskowego, Jarrod McClain, który koordynuje dochodzenie oraz pościg za Shadwayem i Leben, wydał przed godziną w Waszyngtonie specjalne oświadczenie dla prasy, w którym nazwał całą historię „sprawą najwyższej wagi państwowej, która może nawet przerodzić się w kryzys bezpieczeństwa narodowego”…

Sam wciąż znajdował się w części ze sprzętem wędkarskim i właśnie roześmiał się głośno z tego, co powiedział klient, po czym ruszył z powrotem w stronę kasy. Jeden z wędkarzy szedł wraz z nim. Prowadzili ożywioną rozmowę, więc nawet jeśli docierał do nich głos z radia, to niewątpliwie słuchali go bezwiednie. Gdyby jednak umilkli, zanim komunikat dobiegnie końca…

…Mimo oświadczeń, że Shadway i pani Leben narazili na zniszczenie system bezpieczeństwa państwowego, ani McClain, ani rzecznik Departamentu Sprawiedliwości nie chcieli podać, na czym polegają prace wykonywane w Geneplan na zlecenie Pentagonu…

Obaj mężczyźni znajdowali się już kilka kroków od Bena i Rachael. Nadal zawzięcie dyskutowali na temat zalet wędek i kołowrotków.

Rachael wpatrywała się w niego lękliwie i Benny trącił ją lekko, by wyrwać z transu, który mógłby zwrócić uwagę obu mężczyzn na płynące z radia niepokojące wiadomości.

…Korporacja zajmuje się wyłącznie badaniami w dziedzinie genetyki… Sam wszedł za ladę. Klient został po drugiej stronie żółtego blatu i dalej szli już rozdzieleni, ale nie przerywali ożywionej rozmowy. Zbliżali się do Rachael i Bena.

…Wszystkie komisariaty policji w Kalifornii i większość na Południowym Zachodzie dysponują już zdjęciami i rysopisami Benjamina Shadwaya oraz Rachael Leben. Służby federalne ostrzegają, że poszukiwani przestępcy mają broń i są niebezpieczni.

Sam i wędkarz doszli do kasy, a Benny powrócił do pilnego wypełniania formularza.

Spiker radiowy przeszedł do kolejnej informacji.

Tymczasem – ku zaskoczeniu i radości Bena – Rachael zaczęła gawędzić z klientem, odwracając jego uwagę od innych rzeczy. Był to wysoki, tęgi mężczyzna po pięćdziesiątce, w czarnej koszulce z krótkimi rękawami, które odsłaniały jego muskularne, pokryte błękitno-czerwonym tatuażem ramiona. Rachael udała, że jest zafascynowana tymi rysunkami, a wędkarz – jak każdy mężczyzna w podobnej sytuacji – był wyraźnie zadowolony z pochlebstw młodej, ładnej kobiety. Rachael przybrała minkę i głosik kalifornijskiej słodkiej idiotki i nikt, kto teraz słuchałby jej czarującej, bezmyślnej paplaniny, nie podejrzewałby, że przed kilkunastoma sekundami dowiedziała się z radia, iż jest poszukiwana przez policję w związku z podejrzeniem o dokonanie podwójnego zabójstwa.

Tymczasem ten sam, nieco pompatyczny spiker, relacjonował zamach bombowy na Środkowym Wschodzie. Sprzedawca Sam wyłączył radio, przerywając w pół zdania najnowsze doniesienia.

– Jestem chory, jak słyszę o tych cholernych Arabach – powiedział do Bena.

– A kto nie jest? – odrzekł Benny, wypełniając ostatnią rubrykę.

– Moim zdaniem – kontynuował Sam – jeśli dalej będą nam się dawać we znaki, należy zrzucić na nich bombę, i spokój!

– Tak jest! – zgodził się Benny. – Cofnąć ich do epoki kamienia łupanego.

Radio było częścią zestawu stereofonicznego. Sprzedawca włożył teraz do magnetofonu kasetę i puścił muzykę.

– Jeszcze dalej! Oni już w tej chwili znajdują się w epoce kamienia łupanego.

Z głośników leciała już muzyka grupy „The Oak Ridge Boys”, kiedy Benny powiedział:

– Zrzucić na nich bombę i spowodować, by znaleźli się w epoce dinozaurów!

Rachael wydawała z siebie cichutkie okrzyki zdumienia, podczas gdy wędkarz opowiadał jej, jak to specjalne igły wprowadzają atrament pod trzy warstwy skóry.

– Tak, w epoce dinozaurów! – przytaknął Sam. – Niech ich terrorystyczne bandy wyżywają się na tyranozaurach!

Ben zaśmiał się i wręczył sprzedawcy wypełniony formularz.

Należność została już odciągnięta z karty kredytowej Bena i Samowi pozostało tylko podpiąć pod formularz rachunek i wydruk z kasy, a do torby z czterema zapakowanymi pudełkami naboi wrzucić kopię pokwitowania.

– Zapraszam do naszego sklepu w przyszłości.

– Na pewno skorzystam z zaproszenia – zapewnił Ben.

– Do widzenia – powiedziała Rachael do wędkarza.

– Dzień dobry i… do widzenia – zwrócił się Benny do wędkarza.

– Do widzenia – rzekli oboje do sprzedawcy.

Ben niósł pudło z bronią, Rachael zaś plastykową torbę z amunicją. Szli powoli i niedbale w stronę drzwi. Minęli aluminiowe wiadra pełne przynęty, przykryte perforowanym styropianem, oraz złożone sieci włókowe na piskorze, a także małe siatki zwane podrywkami, które wyglądały jak rakiety do tenisa o słabo naciągniętych żyłkach. Przeszli obok regałów z naczyniami na lód, termosami i kolorowymi czapeczkami wędkarskimi.

Za nimi rozległ się głos wytatuowanego wędkarza, który zapewne myślał, że już go nie słyszą:

– Ale kobitka!

Nawet ci się nie śni, „jaka kobitka”, pomyślał Benny, otwierając przed Rachael drzwi i wychodząc za nią.

Na dworze w niewielkiej od nich odległości stał samochód, z którego wysiadał właśnie zastępca szeryfa okręgu San Bernardino.

Lampy jarzeniowe oświetlały zielone i białe kafelki w łazience; były na tyle silne – dla Erica nawet zbyt silne – że wymiatały wszystkie złowrogie cienie.

Oprawne w mosiężną ramę łazienkowe lustro, nie skażone plamami ani żółtym nalotem starości, odbijało obrazy jasno i wyraźnie w każdym szczególe – dla Erica zbyt wyraźnie.

Eric Leben nie był zaskoczony tym, co zobaczył. Siedząc w fotelu, zdążył – za pomocą dotyku – zapoznać się ze zdumiewającymi zmianami w górnej części swej twarzy. Ale wzrokowe potwierdzenie tego, co powiedziały nie dowierzające pałce, zaszokowało, przestraszyło i przygnębiło naukowca. A przy tym okazało się dlań bardziej fascynujące niż cokolwiek, co widział w swym życiu.

Rok temu poddał się doświadczeniom wchodzącym w skład projektu „Wildcard”, niedoskonałego jeszcze programu zmian genetycznych, których celem było uodparnianie organizmu. Od tego czasu nie przeziębiał się, nie łapał grypy, nie miewał bólów głowy ani opryszczek, ani nawet zgagi. Z tygodnia na tydzień gromadził materiały mające potwierdzić jego tezę, że następują pożądane zmiany bez żadnych skutków ubocznych.