Выбрать главу

Benny pamiętał dobrze i jedno, i drugie. Dlatego między innymi chciał kupić broń.

– Gdybym przejęła kontrolę nad Geneplan – ciągnęła Rachael – mogłabym finansować dalsze prace nad długowiecznością w nie zmienionej formie. Ale ja raczej wolałabym odłożyć „Wildcard” na bok i zacząć wszystko od nowa.

– Wiedziałem, że tak powiesz – powtórzył Benny – i podejrzewam, że rząd też o tym wie. Dlatego bardzo wątpię w to, iż chcą cię dostać tylko po to, by przekonać do współpracy. Jeśli wiedzą coś na twój temat – a jako żona Erica na pewno miałaś u nich swoją kartotekę – to nie łudzą się co do możliwości przekupienia cię lub zastraszenia. Jesteś nie skorumpowana i jeśli uważasz, że coś jest niesłuszne, to tego nie robisz. Prawdopodobnie nawet nie będą próbowali z tobą rozmawiać.

– Zostałam wychowana w wierze katolickiej – powiedziała z nutą ironii w głosie. – Wiesz, że pochodzę z bardzo surowej, przykładnej religijnej rodziny.

Nie wiedział. Rachael mówiła o tym po raz pierwszy.

– Bardzo wcześnie posłano mnie do prowadzonej przez zakonnice szkoły z internatem – kontynuowała łagodnym głosem. – Zaczęłam nienawidzić tego wszystkiego… Te nie kończące się msze, upokarzające spowiedzi, w czasie których musiałam odsłaniać wszystkie swoje niewinne grzeszki. Myślę jednak, że ta szkoła ukształtowała mnie właściwie, nie sądzisz? Gdybym nie spędziła kilku lat w rękach dobrych sióstr, nie byłabym tak praworządna i nieprzekupna.

Benny wyczuł jednak, że ten pozytywny element wychowania Rachael był samotną gałązką na wysokim, zapewne szkaradnym, drzewie niemiłych doświadczeń.

Na chwilę odwrócił spojrzenie od drogi, chcąc zobaczyć wyraz jej twarzy. Ale mozaika chaotycznie zmieniających się cieni i świateł, które padały przez przednią szybę, nienaturalnie zniekształcała oblicze Rachael, udaremniając mu możliwość obserwacji. Jej twarz wyglądała tak, jakby w połowie pokrywały ją tańczące języki ognia.

Rachael westchnęła i odezwała się:

– Dobrze, a więc jeśli nasz rząd wie, że nie zdoła nakłonić mnie do współpracy, to dlaczego wysyłają za mną list gończy, oskarżając o tysiące wyssanych z palca przestępstw? Dlaczego angażują takie siły, żeby mnie odnaleźć?

– Ponieważ chcą cię zlikwidować – odpowiedział Benny bez ogródek.

– Co?

– Oni wolą pertraktować ze wspólnikami Erica – Knowlsem, Seitzem i innymi, ponieważ wiedzą, że ci ludzie są przekupni, natomiast ciebie chcą po prostu sprzątnąć.

Rachael była zaszokowana, czemu Benny się nie dziwił. Wprawdzie nie należała do kobiet łatwowiernych i naiwnych, była jednak zorientowana na teraźniejszość i dlatego poświęcała zbyt mało uwagi złożoności zmieniającego się wokół niej świata, chyba że świat ten kolidował z naczelną zasadą jej życia. A zasada ta brzmiała: czerpać, ile się da, przyjemności z każdej chwili. Przyjmowała za prawdę różne mity, aby życie uczynić wygodniejszym i łatwiejszym. Jednym z takich mitów była wiara w to, że rząd zawsze dba o dobro obywateli – czy to prowadząc wojnę, czy zmieniając system wymiaru sprawiedliwości, podnosząc podatki, czy w jakiejkolwiek innej sytuacji. Trzymała się z dala od polityki i nie widziała potrzeby interesowania się, kto wygra wybory czy w inny sposób dążyć będzie do władzy. Najłatwiej było uwierzyć w dobre intencje tych, którzy z takim zapałem zmierzali do objęcia stanowisk państwowych.

Zdziwiona Rachael wlepiła w niego wzrok. Nie musiał nawet patrzeć na nią przez mozaikę świateł i cieni, by wiedzieć, że właśnie zdziwienie maluje się na jej twarzy. Domyślał się, co czuje, wsłuchując się w nierówny rytm jej oddechu i dostrzegając kątem oka napięcie, które kazało jej wyprostować się w fotelu.

– Sprzątnąć? Nie, nie, Benny. Rząd Stanów Zjednoczonych nie wykonuje egzekucji na swych obywatelach. Nie jesteśmy w republikach bananowych. Nigdy w coś takiego nie uwierzę.

– Oczywiście, że nie cały rząd Stanów Zjednoczonych… Na pewno nie Biały Dom, Senat, sekretarze stanu czy prezydent… To nie oni zwoływali narady, by przedyskutować przeszkody, jakie stawiasz na ich drodze, nie oni konspirują, by cię zlikwidować. Ale może ktoś w Pentagonie, DSA albo CIA stwierdził, że zagrażasz interesom państwa, że z twojej winy ucierpieć mogą miliony obywateli. A gdy położyć na szale dobro milionów obywateli oraz dwójki podłych morderców, wybór okaże się jasny. To jest bolszewickie myślenie. Zawsze można poświęcić życie jednego podłego mordercy czy nawet pary lub dziesiątków albo tysięcy morderców, jeśli w grę wchodzi dobro mas. Przynajmniej oni tak myślą, nawet jeśli nie udają, że wierzą w świętość jednostki. Potrafią więc złożyć w ofierze podłych morderców i jeszcze mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

– Wielki Boże! – jęknęła Rachael. – W co ja cię wciągnęłam, Benny?

– W nic mnie nie wciągnęłaś – odparł. – Sam się wepchnąłem. Nie powstrzymałabyś mnie. Zresztą niczego nie żałuję.

Rachael jakby odjęło mowę.

Zza horyzontu wyłonił się po lewej stronie zjazd nad jezioro, a przydrożna tablica informowała: KĄPIELISKO I WYPOŻYCZALNIA ŁODZI.

Ben zjechał z głównej drogi. Znaleźli się na wąskim, wysypanym żużlem leśnym trakcie. Przejechali kilkaset metrów i wielkie drzewa ustąpiły miejsca otwartej przestrzeni o wymiarach dwadzieścia na sto metrów. Byli nad samym brzegiem. Powierzchnię jeziora zdobiły gdzieniegdzie cekiny słonecznego światła. Tam gdzie woda falowała, skręcone strumienie złotej poświaty tańczyły wraz z nią. W innych miejscach ostre snopy odbijały się od lśniącej tafli i raziły w oczy obserwatorów.

Na drugim końcu terenu rekreacyjnego stało kilkanaście samochodów, głównie pickupy i auta campingowe z pustymi przyczepami na łódki. Jeden z pojazdów, wielki turystyczny pickup, czarno lakierowany, z czerwonymi i szarymi paskami oraz lśniącymi w słońcu metalowymi okuciami, podjechał do samej krawędzi jeziora. Wysiadło z niego trzech mężczyzn, którzy zaczęli wodować dwusilnikową motorówkę „Water King”. Nad wodą stały drewniane stoły i ławki, przy których siedzieli spożywający posiłek ludzie. Pod jednym z takich stołów węszył w poszukiwaniu odpadków seter irlandzki. Nie opodal dwóch chłopców odbijało piłkę, a nieco dalej czaiło się wzdłuż brzegu ze swoimi kijami ośmiu, może dziesięciu, wędkarzy.

Wszyscy sprawiali wrażenie zadowolonych. Jeśli nawet ktoś spośród nich podejrzewał, że świat otaczający ten raj na ziemi staje się groźny i szalony, zachowywał obawy dla siebie.

Benny przejechał przez parking i zatrzymał forda tuż przy ścianie lasu, z dala od reszty aut i ludzi. Wyłączył silnik i odkręcił boczną szybę. Następnie odsunął do tyłu siedzenie tak daleko, jak tylko się dało, by zapewnić sobie dosyć miejsca do pracy, rozłożył na kolanach pudło z bronią, wyjął jego zawartość, a zbędne opakowanie odrzucił na tylne siedzenie.

– Pilnuj, żeby nikt nas nie zobaczył – nakazał Rachael. – Jeśli ktoś będzie szedł w tę stronę, daj mi znać. Wyjdę z samochodu i zajmę się intruzem. Nie chcę, żeby ktoś spostrzegł, co mamy, i zaczął się tym interesować. W końcu jeszcze nie nadszedł sezon polowań.

– Benny, co zamierzasz zrobić?

– Tylko to, co zaplanowaliśmy – odpowiedział, próbując kluczykiem od samochodu zerwać z karabinu foliowe opakowanie. – Musimy, zgodnie z tym, co doradziła ci Sarah Kiel, znaleźć domek Erica i sprawdzić, czy on tam przebywa.

– Ale przecież jest nakaz aresztowania nas… Ktoś chce nas zabić… Czy nadal nasz poprzedni plan jest aktualny?

– Raczej tak. – Wydobył wreszcie broń z foliowych woreczków i zaczął ją lustrować. Była już całkowicie złożona. Dobra robota, pomyślał, a w moich rękach będzie chodzić, jak trzeba. – Chociaż z początku zamierzaliśmy dopaść Erica i zabić go, zanim zupełnie wyzdrowieje i zechce załatwić ciebie. Ale po tym komunikacie radiowym może powinniśmy tylko go pojmać, lecz nie likwidować…