Выбрать главу

– Słuchaj, Peake. Nie chcę, żebyś sobie o mnie źle pomyślał w związku z tym, jak potraktowałem tę kurewkę. Niedozwolone środki, których użyłem: groźby, trochę bólu, kiedy ściskałem jej palce, poszturchiwanie, to nic nie znaczy. To tylko taka technika pracy, chyba rozumiesz… Dobra metoda na uzyskiwanie szybkich odpowiedzi. Gdyby nie chodziło tu o zagrożenie bezpieczeństwa państwowego, nigdy nie użyłbym takich środków. Ale czasami, w sytuacjach wyjątkowych, takich jak ta, musimy dla naszego kraju robić rzeczy, których normalnie nikt by nie aprobował. Mam nadzieję, że się rozumiemy?

– Ależ oczywiście! – Peake sam był zdumiony, że potrafi odgrywać naiwniaczka, udawać podziw dla swego szefa i jeszcze robić to przekonywająco. – Dziwię się, że mógł mnie pan posądzić o brak zrozumienia. Co prawda sam nigdy nie pomyślałbym, że tak też można, ale gdy zobaczyłem, jak pan to robi… no cóż, od razu wiedziałem, o co chodzi, i podziwiałem pańskie zdolności prowadzenia przesłuchania. Dla mnie ten przypadek stanowił znakomitą okazję do zapoznania się z nowymi metodami pracy. Dzięki panu zdobędę wiele cennych doświadczeń, które kiedyś okażą się może jeszcze cenniejsze, niż się teraz spodziewam.

Przez chwilę zielone oczy Sharpa wpatrywały się w Peake’a z wyraźnym niedowierzaniem. Potem jednak wicedyrektor zdecydował się chyba wziąć słowa podwładnego za dobrą monetę, bo odprężył się trochę i powiedział:

– Dobrze. Miło mi, że tak myślisz, Peake. Czasami to śmierdząca robota. Niekiedy możesz czuć do siebie niesmak z powodu tego, co robisz, ale pamiętaj wtedy, że pracujesz dla swojego kraju.

– Tak jest. Ja zawsze o tym pamiętam.

Sharp kiwnął głową i znów zaczął spacerować tam i z powrotem, mrucząc coś pod nosem.

Ale Peake wiedział, że upokorzenie i zadawanie bólu Sarah Kiel sprawiało Sharpowi niezmierną radość, podobnie jak podniecało go jej dotykanie. Wiedział, że Sharp jest sadystą i pedofilem; w sali szpitalnej aż nazbyt uwidoczniły się te ciemne strony charakteru szefa. Choćby usłyszał od niego nie wiadomo jakie kłamstwa, nigdy już nie zapomni tego, co widział. Ta wiedza dawała mu olbrzymią przewagę nad wicedyrektorem – na razie jednak nie miał zielonego pojęcia, jak ją wykorzystać.

Poznał też, że Sharp jest w gruncie rzeczy tchórzem. Choć zachowywał się jak bokser, do czego zresztą miał odpowiednie warunki fizyczne, wicedyrektor DSA ustąpiłby w konfrontacji z kimś, kto zdecydowanie odważyłby się mu przeciwstawić, nawet jeśli tym kimś byłby człowiek tak niskiej postury jak Stone. Sharp nie miał żadnych skrupułów, jeśli chodzi o stosowanie przemocy, i gdyby tylko odzyskał pewność siebie albo jego przeciwnik okazał się słaby i niegroźny, natychmiast stałby się na powrót brutalny. Natomiast wycofywał się natychmiast, gdy zachodziło najmniejsze niebezpieczeństwo, że sam może ponieść porażkę. Ta wiedza też dawała Peake’owi wielką przewagę nad zwierzchnikiem, ale i dla niej nie widział na razie żadnego zastosowania.

Zresztą, mniejsza z tym. Peake był pewny, że kiedyś będzie miał okazję wykorzystać w praktyce to wszystko, czego się dziś dowiedział. W końcu, jeśli ma stać się legendą, musi postępować rozważnie, praworządnie i skutecznie. Nie może tak od razu robić użytku ze swoich obserwacji.

Nieświadomy tego, że dał podwładnemu do ręki dwa sztylety, Sharp spacerował wciąż tam i z powrotem z niecierpliwością cezara.

Stone domagał się pół godziny na widzenie z córką. Gdy więc minęło trzydzieści minut, Sharp zaczął nerwowo spoglądać na zegarek.

Po trzydziestu pięciu minutach podszedł ciężkim krokiem do drzwi, oparł na nich dłoń, zaczął pchać je do środka, ale nagle zawahał się i cofnął.

– Kurczę, dajmy mu jeszcze pięć minut. W końcu to nie taka prosta sprawa wydobyć coś logicznego od tej naćpanej kurewki.

Peake mruknął pod nosem, że się zgadza. Spojrzenia, które Sharp rzucał w stronę drzwi, stawały się coraz bardziej zabójcze. Wreszcie po czterdziestu minutach od chwili, kiedy na życzenie Stone’a wyszli z sali, Sharp powiedział, starając się ukryć swój lęk przed kolejną konfrontacją z farmerem:

– Muszę wykonać parę bardzo ważnych telefonów. Będę na dole przy automatach.

– Tak jest.

Sharp ruszył przed siebie, ale obejrzał się jeszcze i dorzucił:

– Jeśli ten prostaczek wyjdzie wreszcie, niech na mnie czeka, choćby nie wiem jak długo mnie nie było. I nic mnie nie obchodzi, co będzie miał na ten temat do powiedzenia.

– Tak jest.

– Dobrze mu zrobi, jak go trochę przetrzymam – dodał zwierzchnik i odszedł dumnym krokiem, z podniesionym czołem i zarzucając ramionami niczym rewolwerowiec. Chciał sprawić wrażenie bardzo ważnego człowieka, najwyraźniej był przekonany, że jego dostojeństwo nie zostało zachwiane.

Jerry Peake oparł się o ścianę i spoglądał na przechodzące korytarzem pielęgniarki. Do ładniejszych uśmiechał się i zagadywał je, prowadząc – jeśli nie były szczególnie zajęte – zalotne konwersacje.

Sharpa nie było przez dobre dwadzieścia minut, dzięki czemu Stone miał do dyspozycji pełną godzinę. Kiedy jednak wrócił, odbywszy swe ważne rozmowy telefoniczne, a farmer wciąż przebywał z córką, zakipiał ze złości. Nawet bowiem tchórz wybuchnie, jeśli posunąć się za daleko.

– Ten żałosny prostak nie może przecież siedzieć tam cały dzień, mleć jęzorem nie wiadomo o czym i rozpieprzać mi roboty!

Odwrócił się od Peake’a i ruszył ku drzwiom. Zanim jednak zrobił dwa kroki, Stone wyszedł.

Peake zastanawiał się, czy przy powtórnym spotkaniu Felsen Kiel będzie wyglądał równie imponująco jak wtedy, kiedy nagle wszedł do sali i przeszkodził Ansonowi Sharpowi w dręczeniu dziewczyny. Ku wielkiej jego satysfakcji Stone wyglądał jeszcze bardziej imponująco niż wówczas. Ta silna, pobrużdżona, ogorzała twarz; te wielkie łapy o zdeformowanych pracą kłykciach; ta powierzchowność wskazująca na niezachwiane opanowanie i łagodne usposobienie. Peake patrzył wystraszony, jak mężczyzna szedł korytarzem, niczym ożywiony blok granitu.

– Przepraszam, że musieli panowie tak długo czekać. Ale na pewno rozumiecie, że mieliśmy z córką dużo do pomówienia.

– Pan na pewno też rozumie, że to nie cierpiąca zwłoki sprawa bezpieczeństwa państwowego – odpowiedział Sharp, choć już nieco spokojniejszym głosem niż wcześniej.

Nie zwracając na to najmniejszej uwagi, Stone kontynuował:

– Córka mi powiedziała, że chcecie się chyba dowiedzieć, gdzie ukrył się facet nazwiskiem Leben.

– Zgadza się – odparł oschle Sharp.

– Mówiła coś, że ten facet zmienił się w… żywego trupa, ale ja nic z tego nie rozumiem. Może to tylko takie urojenia pod wpływem narkotyków. Jak pan uważa?

– Tak, tak, to pod wpływem narkotyków – zapewnił skwapliwie Sharp.

– No dobra, ona domyśla się, gdzie on może być – rzekł Stone. – Gość ma domek letniskowy nad jeziorem Arrowhead. Tak przynajmniej twierdzi Sarah. To coś w rodzaju tajemnej kryjówki. – Z kieszeni koszuli wyjął złożoną kartkę. – Zapisałem sobie, jak tam dojechać.

Podał papier Peake’owi, Peake’owi, a nie Sharpowi.

Peake spojrzał na staranne, czytelne pismo Stone’a i przekazał zapiski zwierzchnikowi.

– Rozumiecie – mówił dalej farmer – moja Sarah była dobrą dziewczyną. Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Do tego czasu była naprawdę kochanym dzieckiem, pod każdym względem. Ale nagle opętał ją ten szaleniec, uzależnił od narkotyków, zamieszał w umyśle. Miała wtedy dopiero trzynaście lat, łatwo ulegała wpływom, można ją było bez trudu zranić albo zdobyć.

– Panie Kiel, nie mamy czasu…

Stone udawał, że nie słyszy Sharpa, chociaż patrzył wprost na niego.