Выбрать главу

Uwaga Jerry! Miej się na baczności! – pomyślał Peake, usłyszawszy, że Sharp zwrócił się do niego po imieniu. Ten człowiek unikał zażyłości w kontaktach z podwładnymi.

– No cóż – odparł – chcę dobrze wykonywać swoją robotę, być porządnym agentem, jeśli o to panu chodzi…

– Mam na myśli coś więcej. Czy marzysz o awansie, większej władzy, szansie na samodzielne prowadzenie dochodzeń?

Peake obawiał się, że Sharp może być niechętny zbyt ambitnym planom młodych agentów, toteż nic nie wspomniał o swoim największym marzeniu – by stać się legendą.

Powiedział za to obłudnie:

– No cóż, zawsze nieśmiało marzyłem, żeby zapracować sobie na stanowisko asystenta szefa biura stanowego w Kalifornii. Miałbym wtedy swój wkład w prowadzenie operacji. Ale najpierw muszę się jeszcze dużo nauczyć.

– Czy to wszystko? – spytał Sharp. – Uderzyła mnie w tobie bystrość i łatwość uczenia się, młody człowieku. Myślałem, że mierzysz wyżej.

– Dziękuję panu za uznanie, ale w agencji jest wielu bystrych i łatwo uczących się ludzi w moim wieku i będę zadowolony, jeśli w tym towarzystwie uda mi się zostać asystentem szefa biura okręgowego.

Sharp milczał przez chwilę, ale Peake wiedział, że rozmowa jeszcze się nie skończyła. Musieli zwolnić, aby wejść w ostry zakręt w prawo, na którym akurat szop przebiegał przez jezdnię. Peake wcisnął hamulec i zwolnił jeszcze bardziej, pozwalając zwierzęciu bezpiecznie zejść na pobocze. Wreszcie Sharp odezwał się ponownie:

– Jerry, obserwuję cię uważnie i muszę przyznać, że podobasz mi się. Masz cechy, które pozwolą ci zajść daleko. Jeśli pragniesz dostać się do Waszyngtonu, to jestem przekonany, że sprawdziłbyś się na wielu stanowiskach w kwaterze głównej DSA.

Jerry Peake przestraszył się nagle. Pochlebstwa Sharpa były przesadzone, a niedwuznaczna oferta protekcji – zbyt wspaniałomyślna. Wicedyrektor DSA wyraźnie chciał coś od niego i w zamian oferował swój towar, chyba jednak zbyt drogi, by Peake zgodził się zapłacić taką cenę. Ale jeśli odmówiłby ubicia interesu, który proponował Sharp, uczyniłby sobie z niego wroga na całe życie.

– Nie wszyscy o tym wiedzą – ciągnął wicedyrektor – i proszę cię, Jerry, żebyś zachował te informacje dla siebie, ale w ciągu najbliższych dwóch lat dyrektor odejdzie na emeryturę, rekomendując mnie na swoje miejsce, na fotel szefa agencji.

Peake wierzył, że Sharp mówi prawdę, ale jednocześnie miał dziwne przeczucie, że Jarrod McClain, dyrektor DSA, zdziwiłby się, słysząc, że ma odejść.

Sharp kontynuował:

– Gdy tak się stanie, będę musiał pozbyć się ludzi, których Jarrod poustawiał na wysokich stanowiskach. Nie znaczy to, że nie mam szacunku dla dyrektora, ale on reprezentuje starą szkołę, a mianowani przez niego faceci to głównie urzędnicy, nie zaś agenci. Będę zatem potrzebował młodych, agresywnych ludzi, takich jak ty.

– Nie wiem, co mam powiedzieć, proszę pana – odrzekł Jerry, co było tyleż prawdą, co wykrętem.

Peake uważnie obserwował drogę, Sharp zaś Peake’a.

– Ludzie, których zamierzam skupić wokół siebie, muszą być mi absolutnie oddani i przekonani o słuszności mojej wizji agencji. Muszą być gotowi do podejmowania ryzykownych decyzji, do poświęceń, do czynienia wszystkiego, co jest niezbędne, by DSA mogła się rozwijać dla dobra naszego kraju. Niekiedy – rzadko, ale nieuchronnie – znajdą się w sytuacjach, kiedy trzeba będzie trochę nagiąć przepisy albo nawet je naruszyć, wszystko jednak dla dobra naszego kraju i agencji. Gdy przyjdzie wam stawić czoło tej zgniliźnie, z którą walczymy – terrorystom, sowieckim agentom, nie możecie trzymać się ściśle litery prawa, chyba że nie zależy wam na wygranej. Ale nasz rząd utworzył tę agencję po to, by wygrywała, Jerry. Jesteś młody, lecz wierzę, że pracujesz już dość długo, żeby wiedzieć, o czym mówię. Założę się, że już nieraz sam nagiąłeś prawo.

– Hmm… no, może trochę – powiedział ostrożnie Peake i zaczął się pocić pod kołnierzykiem swej białej koszuli.

Minęli właśnie tabliczkę z napisem: LAKE ARROWHEAD – 16 KILOMETRÓW.

– W porządku, Jerry, będę z tobą szczery. Mam nadzieję, że jesteś odpowiedzialnym człowiekiem i można na tobie polegać. A więc nie wziąłem ze sobą posiłków z Waszyngtonu, ponieważ właśnie stamtąd otrzymałem dyspozycje, że pani Leben i Benjamin Shadway muszą zniknąć. Dlatego my, którzy mamy wykonać zadanie, powinniśmy utrzymać całą sprawę w tajemnicy, w możliwie najmniejszym kręgu osób.

– Zadanie?

– Należy ich zlikwidować, Jerry. Jeśli znajdziemy ich w tym domku razem z Erikiem Lebenem, to trzeba się starać, by jego pojmać żywcem, jako materiał laboratoryjny, co zaś się tyczy Shadwaya i tej kobiety… musimy ich z premedytacją usunąć. Liczna asysta policji utrudniłaby to, o ile w ogóle nie uniemożliwiła. Musielibyśmy odłożyć egzekucję do czasu, kiedy Shadway i pani Leben byliby tylko w naszych rękach, a potem upozorować próbę ucieczki czy coś takiego. Obecność naszych ludzi zwiększyłaby tylko niebezpieczeństwo, że cała sprawa dostanie się do gazet i telewizji. W pewnym stopniu to wielkie szczęście, że ty i ja będziemy mieli szansę przeprowadzić tę operację we dwóch, bo damy sobie radę, zanim włączą się w to policja i środki przekazu.

Egzekucja? Agencja nie ma prawa likwidować cywilów. To szaleństwo! Peake jednak spytał spokojnie:

– Dlaczego mamy zlikwidować Shadwaya i panią Leben?

– Przykro mi, ale to ściśle tajne, Jerry.

– A więc list gończy, w którym mówi się o szpiegostwie i zamordowaniu policjantów w Palm Springs jest tylko… przykrywką, tak? Szyldem, który ma nam zapewnić pomoc lokalnych komisariatów?

– Tak – potwierdził Sharp. – Jest jeszcze dużo rzeczy w tej sprawie, o których nie wiesz, Jerry, informacji trzymanych w ścisłej tajemnicy. Nie mogę się nimi z tobą podzielić, mimo iż proszę cię o współudział w czymś, co może ci się wydać działaniem amoralnym lub nawet przestępstwem. Ale jako wicedyrektor agencji zapewniam cię, że Shadway i pani Leben stanowią dla naszego kraju wielkie zagrożenie, tak wielkie, iż nie możemy dopuścić, żeby dostali się do środków przekazu czy nawet do lokalnych władz.

Gówno, pomyślał Peake, ale nic nie powiedział, tylko jechał przed siebie pod baldachimem rozłożystych konarów, pokrytych listowiem we wszystkich odcieniach zieleni.

– Nie ja sam podjąłem decyzję o ich zlikwidowaniu, Jerry – wyjaśniał Sharp. – Ona nadeszła z Waszyngtonu. Ale nie od Jarroda McClaina. Od kogoś dużo bardziej ważnego, Jerry. Dużo bardziej. Najbardziej.

Gówno, znów pomyślał Peake. Czy naprawdę sądzisz, że uwierzę, iż prezydent rozkazał zamordować z zimną krwią dwoje bezbronnych cywilów, którzy zapewne przez przypadek wplątali się w jakąś akcję?

Potem uzmysłowił sobie, że gdyby nie wiedza, którą nie tak dawno temu zdobył o swym szefie w szpitalu w Palm Springs, byłby wciąż na tyle naiwny, by uwierzyć w jego słowa. Nowy, oświecony Jerry Peake – świadek okrucieństwa Sharpa wobec Sarah Kiel i jego reakcji na postawę Stone’a – nie był już tak łatwowierny jak stary Jerry Peake. Ale Sharp nic o tym nie wiedział.

– Ta decyzja pochodzi od najwyższej władzy w państwie, Jerry.

Peake domyślił się, że Anson Sharp ma własne powody, by pragnąć śmierci Shadwaya i Rachael Leben, i że Waszyngton nic nie wie o jego planach. Wprawdzie nie miał na to żadnych dowodów, ale nie miał też żadnych wątpliwości. Było to bardzo silne przeczucie, a legendarni agenci lub ci, którzy mieli się nimi stać, powinni ufać swym przeczuciom.

– Oni oboje są niebezpieczni, oboje są uzbrojeni, zapewniam cię, Jerry. Choć nie są winni przestępstw, o jakie się ich oskarża w liście gończym, są winni innych zbrodni, o których nie mogę ci powiedzieć, bo nie jesteś jeszcze dopuszczony do tak poufnych informacji. Niech wystarczy ci przekonanie, że na pewno nie zastrzelimy pary uczciwych obywateli.