Выбрать главу

Peake zdumiał się, jak niebywale wzrosła jego zdolność wykrywania kitu. Jeszcze wczoraj, kiedy lękał się każdego wyższego rangą agenta, nie poczułby smrodu w najczystszej postaci, który wydobywał się z gładkich zdań Sharpa, ale teraz wprost dusił go ten odór.

– Proszę pana – odezwał się – a co będzie, jak oni złożą broń i poddadzą się? Czy wtedy też zlikwidujemy ich… z premedytacją?

– Tak.

– Jesteśmy ławą przysięgłych, sędzią i katem zarazem?

W głosie Sharpa pojawiła się nuta zniecierpliwienia:

– Jerry, cholera jasna, czy ty sądzisz, że ja to lubię? Kiedy byłem w Wietnamie i zabijałem, bo moja ojczyzna mówiła mi, że to konieczne, żeby wygrać wojnę, wtedy też nie lubiłem tego, chociaż bez żadnych wątpliwości chodziło o wroga. Nie myśl więc, iż skaczę z radości, bo musimy zlikwidować dwoje ludzi, którzy w gruncie rzeczy piekielnie mniej na to zasługują, niż zasługiwali Wietnamczycy. Z drugiej jednak strony dopuszczono mnie do ściśle tajnych informacji, z których wiem, że Shadway i pani Leben stanowią wielkie zagrożenie dla naszego kraju. Mam rozkaz ich zlikwidowania od najwyższej władzy. Jeśli chcesz znać prawdę, to fakt ten nie daje mi spokoju. Nikt nie lubi sytuacji, w których musi przyznać, że jedynym wyjściem jest czyn amoralny, że ludzkie uczynki są nie tylko czarne i białe, ale przede wszystkim – w różnych odcieniach szarości. Nie lubię tego, ale znam swoje obowiązki.

Lubisz, lubisz… Już ja to wiem, pomyślał Peake. Tak bardzo to lubisz, że na samą myśl o możliwości zastrzelenia tych ludzi z podniecenia zlałbyś się w spodnie.

– Jerry? Czy ty też znasz swoje obowiązki? Czy mogę na ciebie liczyć?

W salonie koło okna, po drugiej stronie fotela, Ben znalazł coś, czego przedtem nie zauważył ani on, ani Rachaeclass="underline" lornetkę. Przyłożył ją do oczu, wyjrzał przez okno i zobaczył wyraźnie wyłaniającą się zza zakrętu piaszczystą drogę, którą skradali się w stronę domu. Czy to Eric siedział w tym fotelu i obserwował ich nadejście?

W ciągu niecałych piętnastu minut Ben zakończył przeszukiwanie salonu i trzech sypialń. Wyglądając przez okno ostatniego z pomieszczeń, zauważył, że krzewy okalające trawnik są w jednym miejscu połamane. Było to miejsce najbardziej oddalone od tego, w którym Ben i Rachael wyszli z lasu, kierując się w stronę domu. Mężczyzna zaczął podejrzewać, że krzaki stratował uciekający przed nimi Eric i że odgłosy, które słyszeli w zaroślach, były także jego dziełem.

Bardzo możliwe, że Eric siedział tam nadal i patrzył. Nadszedł czas, by zapolować na niego. Benny opuścił sypialnię, przeszedł przez salon i znalazł się w kuchni. Następnie otworzył przysłaniającą otwór drzwiowy ramę z moskitierą, ale nie wyszedł na werandę, kątem oka bowiem dostrzegł opartą o lodówkę siekierę. Siekiera?

Marszcząc brwi, spojrzał zafrasowany na błyszczące ostrze. Mógłby przysiąc, że kiedy przechodzili tędy z Rachael, nie stała tu żadna siekiera.

Zimny prąd przebiegł mu po kręgosłupie.

Zaczął analizować możliwości przeoczenia przez nich siekiery. Kiedy po raz pierwszy obeszli dom, zatrzymali się w garażu, by przedyskutować swe następne kroki. Potem wrócili do domu i przez kuchnię poszli prosto do salonu, gdzie mieli pozbierać akta. Zrobiwszy to udali się znów do garażu, wsiedli do mercedesa i Benny odwiózł Rachael do bramy. Ani razu nie przechodzili tak blisko lodówki, by mógł mieć absolutną pewność, że siekiera nie stała tam już wcześniej.

Tymczasem lodowaty prąd dopłynął po kręgosłupie do podstawy czaszki Bena.

Benny widział dwa rozwiązania tej zagadki, tylko dwa. Pierwsze – podczas gdy dyskutowali w garażu swe następne posunięcia, za ścianą, w kuchni, czyhał na nich Eric z siekierą w ręce. Chciał zaatakować ich z zaskoczenia. Byli od niego o krok, a nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Mogli zginąć w okamgnieniu od uderzenia ostrym narzędziem, ale Eric usłyszał ich rozmowę i z jakichś, sobie tylko wiadomych, przyczyn zdecydował się na zmianę strategii. Zaniechał ataku i odstawił siekierę.

Albo…

Albo Erica nie było wtedy w domu, wszedł dopiero później, gdy zobaczył, jak odjeżdżają mercedesem. Odłożył broń, sądząc, że już nie wrócą, a potem uciekł, zapominając o niej, gdy usłyszał nadjeżdżającego forda.

Albo-albo.

Która z hipotez była prawdziwa? Potrzeba znalezienia odpowiedzi na to pytanie była teraz dla Bena sprawą najważniejszą i najpilniejszą. A więc która?

Jeśli Eric przebywał w domu już wówczas, gdy on z Rachael naradzali się w garażu, to dlaczego nie zaatakował? Co sprawiło, że się rozmyślił?

Wokół panowała niemal absolutna cisza. Wsłuchując się w nią, Benny zastanawiał się, czy jest to cisza związana z tym, że oprócz niego nie ma tu nikogo innego, czy też z tym, że ktoś czai się w milczeniu.

Po chwili przystał na tę pierwszą możliwość. To była martwa, pusta cisza, której doświadcza się tylko w zupełnej samotności. Erica nie było w domu. Ben rzucił okiem przez moskitierę na zarośla w miejscu, gdzie kończył się wyschnięty trawnik. Las zdawał się nie mniej cichy niż dom i Ben miał nieodparte wrażenie, że i tam nie ma Erica. Gdyby ruszył teraz na łów, byłby wśród drzew równie samotny jak w tych czterech ścianach.

– Eric? – odezwał się spokojnie, ale głośno. – Nie oczekiwał odpowiedzi, toteż jej nie otrzymał. – Dokąd poszedłeś, cholera jasna?

Opuścił strzelbę, nie troszcząc się już, by trzymać ją prosto. Czuł w kościach, że w tym górskim ustroniu nie spotka doktora Lebena.

Cisza. Cisza. Głęboka, nieprzyjemna cisza.

Nagle poczuł, że balansuje na krawędzi straszliwego odkrycia. Popełnił błąd. Śmiertelny błąd. Błąd nie do naprawienia. Ale na czym on polegał? Co to za błąd? Kiedy uczynił fałszywy krok? Ben opuścił wzrok na porzuconą siekierę, rozpaczliwie pragnąc zrozumieć, o co tu chodzi.

Nagle serce podeszło mu do gardła.

– O Boże – szepnął. – Rachael.

LAKE ARROWHEAD – 2 KILOMETRY.

Peake znalazł się za jadącym powoli samochodem kempingowym, a obowiązywał akurat zakaz wyprzedzania. Zmniejszenie prędkości zdawało się jednak nie przeszkadzać Sharpowi, który zajęty był teraz przekonywaniem młodego agenta, by ten przystał na zamordowanie Shadwaya i pani Leben.

– Oczywiście, Jerry, jeśli masz choćby najmniejsze wątpliwości, to zostaw sprawę mnie. Będziesz musiał mi tylko pomóc w ich obezwładnieniu – to należy w końcu do twoich obowiązków służbowych – a gdy już się z tym uporamy, ja sam załatwię wszystko do końca.

I tak będę współwinny zbrodni, pomyślał Peake.

– Dobrze, nie mógłbym pana zostawić w potrzebie – powiedział na głos.

– Bardzo mi miło, że słyszę to z twoich ust, Jerry. Byłbym rozczarowany, gdybyś okazał się mięczakiem. Ani przez chwilę nie wątpiłem w twoją odwagę ani w to, że zgodzisz się na udział w akcji do samego końca. Dlatego cię wybrałem. I wprost brak mi słów, by wyrazić, jak bardzo nasz kraj i agencja będą ci wdzięczne za twoje bezinteresowne oddanie.

Ty dewiancie, łżesz jak pies, pomyślał Peake. Ale na głos powiedział:

– Nie chciałbym w żaden sposób działać wbrew interesom naszego kraju ani popsuć opinii o naszej agencji.

Sharp uśmiechnął się, odbierając te słowa jako totalną kapitulację swego podwładnego.

Ben poruszał się wolno po kuchni, koncentrując spojrzenie na podłodze, gdzie błyszczały tłuste plamy po rozlanej zupie oraz otwarte metalowe puszki. Kiedy wraz z Rachael przeszukiwali kuchnię, uważali, by nie wdepnąć w kałuże, i Benny nie spostrzegł w bałaganie żadnych śladów Erica. A na pewno by je zauważył, gdyby istniały, patrzył bowiem bacznie pod nogi.