Выбрать главу

Skała kończyła się i znów był piasek. Rachael nie zauważyła tego, gdyż nie patrzyła pod nogi, i dlatego skręciła kostkę. Próbowała wstać, kontynuować ucieczkę, ale kontuzja nie pozwalała jej na to. Gdy tylko postawiła stopę na ziemi, poczuła straszliwy ból. „Nie!” krzyknęła i rzuciła się w bok, przeturlała się po jakichś zaroślach, kamieniach, kępkach ostrych traw i znalazła się nad brzegiem wielkiego arroyo, naturalnego kanału wodnego biegnącego przez pustynię. W czasie ulewnych deszczów płyną nim strugi wody niczym w prawdziwej rzece, ale przez większą część roku – tak jak teraz – jest wyschnięty. Kanał miał około piętnastu metrów szerokości i dziesięciu głębokości. Jego ściany z obu stron łagodnie opadały na dno. Rachael zatrzymała się, rozeznała w sytuacji i pomyślała, co ma zrobić, i zrobiła to: sturlała się w dół, modląc się rozpaczliwie, by nie trafić na ostre kamienie lub grzechotnika.

Był to karkołomny czyn, który przysporzył jej wielu sińców, a kiedy z impetem spadła na dno arroyo, omal nie wypluła z siebie płuc. Nie zważając na to, podniosła się, rozejrzała wokół i zobaczyła Erica – lub to coś, co kiedyś było Erikiem – patrzącego na nią znad krawędzi skarpy. Znajdował się mniej więcej dziesięć metrów nad nią, ale dziesięć metrów w pionie wydawało się stanowić dużo większy dystans niż tyleż metrów w poziomie. To tak, jakby Rachael stała na ulicy, a Eric wyglądał na nią z dachu dwupiętrowego domu. Własna odwaga i niepewność Erica znowu dały jej przewagę. Gdyby od razu sturlał się za nią, na pewno już by jej dopadł.

Tę przewagę musiała teraz wykorzystać. Odwróciła się w prawo i, uważając na skręconą kostkę, pobiegła przed siebie po płaskim dnie kanału. Nie wiedziała, dokąd zaprowadzi ją arroyo, ale wiedziała, że nie wolno jej się zatrzymać. Gnała przed siebie, rozglądając się wokół za czymś, czego mogłaby użyć przeciwko swemu prześladowcy, za czymś, co uratowałoby jej życie, za czymkolwiek…

Za czymkolwiek.

Trzeba jej było cudu.

Kiedy zaczynała biec, spodziewała się, że Eric skoczy za nią na dno wąwozu, ale on nie zrobił tego. Ruszył natomiast wzdłuż krawędzi skarpy i, patrząc z góry, metr za metrem podążał jej śladem.

Rachael podejrzewała, że i on szuka czegoś, co dałoby mu przewagę.

29

Nowi ludzie

We wtorek o szesnastej trzydzieści, dzięki pomocy biura szeryfa okręgu Riverside, które pożyczyło im samochód wraz z kierowcą, Sharp i Peake byli już w Palm Springs. Wynajęli dwa pokoje w motelu przy Palm Canyon Drive.

Sharp zadzwonił po Nelsona Gossera, agenta, który został na służbie w domu Erica Lebena w Palm Springs. Gosser kupił im płaszcze kąpielowe, a ich ubrania zabrał do pralni ekspresowej. Potem z baru „Kentucky Fried Chicken” przywiózł obu mężczyznom dwie porcje kurczaka z sałatką z kapusty, frytkami i półsłodkim pieczywem.

Podczas gdy Sharp i Peake przebywali w Arrowhead, agenci federalni odnaleźli na tyłach nie zamieszkanego domu, kilka ulic na zachód od Palm Canyon Drive, czerwonego mercedesa 560 SL z przestrzeloną oponą. Samochód należał do Rachael Leben. Natomiast niebieski ford, pozostawiony przez Shadwaya w Arrowhead, doprowadził ich do wypożyczalni samochodów na lotnisku. Oczywiście, żaden z tych śladów nie mówił jednak, gdzie należy szukać poszukiwanych zbiegów.

Sharp zadzwonił na lotnisko i wezwał do telefonu pilota śmigłowca „Bell”. Naprawa sprzętu dobiegała końca. Po zatankowaniu do pełna helikopter zostanie przekazany do wyłącznej dyspozycji wicedyrektora DSA, a nastąpi to najdalej za godzinę.

Następnie Sharp zadzwonił do swych agentów w laboratorium w Riverside i innych miejscach okręgu Orange. Rozmawiając z nimi, jadł kurczaka, zdejmując jednak przyrumienioną, chrupiącą skórkę, gdyż była tłusta. Nie ruszył też frytek, bo uważał, że spożywanie czegoś takiego to dopraszanie się o zawał, sałatką zaś wzgardził, ponieważ kapusta nie była świeża. W dochodzeniu uczestniczyło ponad sześćdziesięciu agentów. Sharp nie mógł rozmawiać ze wszystkimi, ale po połączeniu się z sześcioma miał dokładny obraz wszystkich aspektów sprawy.

Dochodzenie prowadziło na razie donikąd.

Same pytania, żadnych odpowiedzi. Gdzie jest Eric Leben? Gdzie się podział Ben Shadway? Dlaczego Rachael Leben była nieobecna w domu nad jeziorem Arrowhead? Gdzie wtedy przebywała? Gdzie jest teraz? Czy zachodziło niebezpieczeństwo, że Shadway i pani Leben znajdą jakieś materiały dowodzące istnienia projektu „Wildcard” i podadzą je do publicznej wiadomości?

Większość ludzi – w obliczu tylu piętrzących się i nie rozwiązanych problemów, a także wobec nieudanej, upokarzającej akcji, jaką dla Sharpa była wyprawa do Arrowhead – straciłaby chęć do jedzenia. Anson Sharp jednak z apetytem dokończył kurczaka z pieczywem. Zważywszy ponadto, że człowiek ten zaryzykował całą swoją przyszłość, podporządkowując działania agencji wykonaniu osobistej wendety na Benie Shadwayu, wydawało się nieprawdopodobne, że może on teraz położyć się i rozkoszować głębokim, niczym nie zmąconym snem niewinnego dziecka. On sam jednak, ścieląc łóżko w motelowym pokoju, nie bał się bezsenności. Potrafił zawsze – niezależnie od warunków – zasnąć, kiedy tylko przyłożył głowę do poduszki.

To w końcu człowiek, którego jedynym zainteresowaniem jest jego własna osoba, który działał tylko i wyłącznie dla swego dobra. Stąd ta niezwykła dbałość o formę fizyczną – prawidłowe odżywianie, sen, gimnastyka, pielęgnacja sylwetki. Poza tym Sharp naprawdę wierzył, że jest lepszy od innych ludzi i los mu sprzyja. Dlatego żadne niepowodzenie nie mogło wytrącić go z równowagi, jako że każdą porażkę czy rozczarowanie traktował jako coś chwilowego, przejściowego, jako jednorazową nieistotną anomalię. Liczyło się tylko gładkie pasmo awansów, sukcesów i uznania.

Zanim położył się do łóżka, Sharp polecił Nelsonowi Gosserowi, by przekazał instrukcje dla Peake’a. Następnie zabronił centrali telefonicznej łączenia rozmów z jego pokojem, zaciągnął zasłony, zdjął szlafrok, poprawił poduszkę i wyciągnął się na materacu.

Patrząc na ciemny sufit, pomyślał o Shadwayu i roześmiał się. Biedny Shadway na pewno zachodził w głowę, jak to możliwe, żeby człowiek skazany przez sąd wojenny i wyrzucony z armii mógł zostać agentem DSA. To był bez wątpienia poważny problem dla prostodusznego Bena, który w życiu kierował się błędnym przekonaniem, że uczynki dzielą się na moralne i amoralne i że dobre są zawsze nagradzane, a złe ściągają potępienie na głowy ich sprawców. Ale Anson Sharp wiedział, że nie istnieje obiektywna sprawiedliwość i że rewanżu można się obawiać tylko wtedy, gdy pozwoli się komuś na zemstę. Wiedział również, że altruizm i przestrzeganie zasad fair play nie są automatycznie nagradzane, moralność zaś i amoralność to tylko puste słowa. Według Sharpa człowiek nie miał w życiu wyboru między dobrem i złem, lecz między czynem, który może przynieść jakieś korzyści, a czynem, który nie przyniesie żadnych zysków, przy czym skutki tych działań dla osób trzecich były dla niego bez znaczenia. Liczył się tylko on, numero uno.

Kierując się w swym postępowaniu tą prostą, egoistyczną filozofią, bez trudu usunął ze swych akt hańbiące obciążenia. Szacunek dla techniki komputerowej i jej możliwości okazały się tu nieocenione.

W Wietnamie Sharp kradł zdumiewająco bezkarnie olbrzymie ilości towarów z dostaw dla sklepu w bazie oraz dla kantyny. Jego wspólnikiem był elektronik z kwatermistrzostwa dywizji, kapral Eugene Dalmet. Wchodząc do systemu, mogli wyśledzić wszystkie transporty zaopatrzenia i wybrać sobie odpowiedni czas i miejsce do ich zagarnięcia. Potem prawie zawsze udawało się Dalmetowi usunąć z komputera wszystkie dane dotyczące przesyłki.