Выбрать главу

– Właściwie, to się stało nagle i niespodziewanie… – Melodie bawiła się zawzięcie serwetką, składała ją i rozpościerała na kolanach, bardzo zaabsorbowana tym, co robiła. – A ze względu na twój niedawny wypadek snucie planów małżeńskich na pewno dla żadnego z was nie jest sprawą pierwszoplanową. Przynajmniej dopóki całkiem nie wydobrzejesz.

No tak, znów padło aż zbyt dobrze jej znane stwierdzenie.

– Mówisz tak samo jak Noah.

– Noah to mądry facet – odparła Melodie z zuchwałym uśmiechem.

Natalie zyskała chwilę na dokładniejsze przemyślenie słów Melodie, bo nadeszła właśnie kelnerka z zamówionymi przez nie daniami. Wyjaśnienia były logiczne, ale czuła, że coś tu nie gra. Jednak chociaż bardzo się starała, nie była w stanie odkryć przyczyny swego niepokoju i poczucia dyskomfortu. Melodie zajęła się swoją kanapką.

– Mój lunch jest wspaniały. A twój?

Natalie zrozumiała, że przyjaciółka postanowiła zmienić temat i postanowiła przystać na to.

– Mój jest też w porządku.

Melodie z pełnymi ustami czuła się zwolniona z obowiązku odpowiadania na niewygodne pytania, dotyczące zaręczyn Natalie z Noahem, więc przy ich stoliku zapadła cisza. Dziewczyna ponownie rzuciła okiem na siedzącego samotnie mężczyznę. Nadal się w nią wpatrywał z takim natężeniem, jakby od chwili wejścia do restauracji nie mógł oderwać od niej wzroku.

I znów przebiegł ją dreszcz. Wiedziała, że powinna zignorować jego denerwujące spojrzenie i pewny siebie, zarozumiały uśmieszek, a jednak jej wzrok raz po raz powracał do tamtego stolika. Mówiła sobie, że to zwykła ciekawość, ale coś niewytłumaczalnego przyciągało jej uwagę do tego mężczyzny, zmuszało ją do spoglądania raz po raz w jego stronę.

– Coś się stało? – zapytała Melodie. – Wyglądasz na poruszoną.

Natalie odetchnęła głęboko, co w najmniejszy stopniu nie zmniejszyło narastającego w niej napięcia.

– Może mi się tylko wydaje, ale siedzący za tobą facet przez cały czas gapi się na nasz stolik. Nawet w tej chwili, zajęty jedzeniem hamburgera, nie spuszczał z niej wzroku.

Melodie zanurzyła frytkę w ketchupie i włożyła ją do ust.

– Podrywa cię?

– Nie, właściwie nie. – W jego zachowaniu nie było nic uwodzicielskiego, robił raczej wrażenie zaborczego i to niepokoiło Natalie. – Gapi się tylko na mnie w denerwujący sposób.

Melodie rzuciła przez ramię ukradkowe spojrzenie na mężczyznę, a potem znów przeniosła wzrok na Natalie. W jej oczach była troska i czujność.

– On jest po prostu chamski. Najlepiej go ignorować.

– Próbowałam. – Opuścił ją apetyt, więc odsunęła od siebie ledwie napoczętą sałatkę. – Ale on patrzy tak nachalnie.

Melodie kończyła lunch, próbując oderwać myśli i spojrzenie Natalie od faceta choć nie mogła zaprzeczyć, że sama czuła się zaniepokojona jego obecnością. Natalie westchnęła z ulgą, kiedy wreszcie zapłacił za lunch i wyszedł.

– Przepraszam – powiedziała Natalie. – Pewnie jestem po prostu zmęczona i robię z igły widły.

– Możliwe – zgodziła się Melodie, ale coś w jej głosie kazało Natalie zastanowić się, co przyjaciółka zobaczyła, gdy zerknęła przez ramię na tamtego faceta.

Zapłaciły rachunek i wstały od stołu.

– Muszę wejść do toalety – stwierdziła Natalie, marząc, by otrząsnąć się wreszcie z nurtującego ją niepokoju.

– Pójdę z tobą – zawołała natychmiast Melodie tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Natalie obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem, ale nie podjęła dyskusji. Razem przeszły przez salę jadalną w drodze do toalety usytuowanej w końcu długiego korytarza na tyłach restauracji. Natalie zerkała na klientów, rozglądając się za mężczyzną, który się na nią przedtem gapił, i choć miała poczucie własnej śmieszności, ulżyło jej, że go nie znalazła.

Otworzyły drzwi do damskiej toalety, w której były tylko dwie kabiny. Ponieważ jedna z nich była zajęta, Natalie weszła pierwsza, a potem skorzystała Melodie. Myjąc ręce, podniosła wzrok na swoje odbicie w lustrze. Nagle mignęła jej przed oczami twarz mężczyzny z restauracji i nieoczekiwanie poczuła przypływ klaustrofobii. Musi natychmiast stąd wyjść, musi znaleźć się na otwartej przestrzeni.

– Mel, wyjdę na świeże powietrze – zawołała. – Spotkamy się w poczekalni.

I zanim Melodie zdążyła się odezwać, Natalie wybiegła z toalety do holu i… wpadła wprost na mocny męski tors. Impet uderzenia zaparł jej na chwilę dech, pasek torebki zsunął jej się z ramienia i torebka z łoskotem upadła na ziemię. Natalie nawet nie drgnęła, sparaliżowana widokiem mężczyzny, który gapił się na nią w patio. Teraz stał przed nią, tak blisko, że widziała złote plamki na tęczówkach orzechowych oczu.

On także nie poruszył się, patrzył na nią, jakby oczekiwał od niej jakiejś reakcji. Potem jego wzrok zaczął powoli przesuwać się wzdłuż całego ciała Natalie. Tak ostentacyjnie rozbierał ją oczami, że poczuła się zbrukana.

Żołądek zacisnął jej się w twardy węzeł. Zmusiła się w końcu, by zrobić duży krok do tyłu, choć sama nie rozumiała, dlaczego spokojne przecież zachowanie mężczyzny tak bardzo ją przeraża. Ale nie mogła ignorować instynktownego poczucia zagrożenia.

Serce waliło jej tak głośno, że dziwiła się, iż on go nie słyszy.

– Ja… no… przepraszam – wykrztusiła dziwnie skrzekliwym głosem.

– Powinnaś patrzeć, gdzie idziesz i zwracać więcej uwagi na otoczenie – wycedził.

Natalie poczuła się wstrząśnięta nieoczekiwaną pewnością, że go zna. Próbując pozostać przy zdrowych zmysłach, wpatrywała się uważnie w jego rysy, starała się uchwycić coś konkretnego, ale jej się nie udało.

– Czy ja pana znam?

Mężczyzna pochylił się powoli, podniósł z podłogi torebkę Natalie i zawiesił ją na ramieniu dziewczyny, przeciągając dotyk ponad miarę.

– Może znałaś mnie w poprzednim życiu – powiedział, wpatrując się w nią intensywnie. Musnął lekko palcami jej szyję, zanim opuścił rękę.

Poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, jakby poraził ją prąd. Od jego dotyku dostała gęsiej skórki, a słowa zabrzmiały tajemniczo, jakby zawierały ukryty sens, którego nie była w stanie pojąć.

Drzwi damskiej toalety otwarły się i wyszła z nich Melodie, która zatrzymała się jak wryta na widok ich dwojga.

– Natalie, wszystko w porządku?

Natalie, wdzięczna za przerwanie tego dziwnego spotkania i za dającą poczucie bezpieczeństwa obecność drugiej osoby, mogła tylko bez słowa spojrzeć na Melodie. Miała wrażenie, że jej gardło zostało zasznurowane i że nie będzie w stanie wykrztusić ani słowa.

– Co tu się dzieje? – zapytała Melodie stanowczo.

– Nic – odparł gładko mężczyzna – Mieliśmy małą kolizję. I o ile wiem, nie odnieśliśmy żadnych obrażeń.

Żadnych obrażeń fizycznych, zgodziła się z nim w duchu Natalie, ale wewnętrznie cała się trzęsła i była kompletnie rozbita.

Mężczyzna uprzejmie skłonił przed nią głowę, obszedł Melodie i ruszył korytarzem z powrotem na salę jadalną. Natalie miała takie zawroty głowy i była tak przerażona, ze ledwo trzymała się na nogach.

Melodie uspokajającym gestem położyła jej rękę na ramieniu.

– Boże, Natalie, jesteś blada jak śmierć i cała się trzęsiesz. Znasz go?

Może, w poprzednim życiu. Nadal nie mogła doszukać się sensu w tym, co powiedział, więc nie zawracała sobie głowy powtarzaniem jego sformułowań.

– Nie wiem.

Melodie spojrzała na nią z powątpiewaniem.

– Wiesz co? Sądzę, że miałaś zbyt wiele wrażeń jak na jeden dzień. Chodźmy stąd. Zabieram cię do Cole'a, tam do powrotu Noaha będziesz odpoczywać.