– Pewnie to Jane daje ci tyle do myślenia, co? – rzuciła tonem zazdrosnej kochanki.
– Błagam cię, przestań – westchnął. – Wiesz, jak mi trudno – dodał, budząc niej poczucie winy. Po chwili spróbował jeszcze raz. – Joanno, musimy koniecznie porozmawiać. Mam ci wiele do powiedzenia. Bardzo mi zależy, żebyśmy byli razem, ale to się nie uda, jeśli nadal będziesz unikać tego tematu.
W duchu przyznała mu rację.
– Zarezerwuję stolik na ósmą
Podczas popołudniowej odprawy nie mogła się skupić. Po głowie krążyły jej różne myśli. Nie wyobrażała sobie życia ani bez Matthew, ani bez pracy, ale jak pogodzić jedno z drugim? Wciąż słyszała poważny ton Matthew, w którym brzmiała nuta determinacji. Wiedziała, że Matthew potrafi być bardzo uparty. Zamrugała i szybko skierowała uwagę na salę pełną policjantów, którzy czekali na jej wskazówki.
– Musimy się skupić na czterech głównych wątkach – zaczęła, wskazując na tablicę z wykresami, i wzięła głęboki oddech. – Dzięki przedstawicielce komendy okręgowej mamy już sprawcę. Tak jak podejrzewano, jest nim Włoch o nazwisku Gallini, płatny zabójca, który ma na swoim koncie jeszcze inne morderstwa. Dowody balistyczne sugerują jego powiązanie z co najmniej trzema innymi zabójstwami z użyciem broni palnej. Jego modus operandi był łatwy do przewidzenia: Pugh twierdzi, że za zabójstwo Selkirka dostał jakieś osiem tysięcy – dodała i przerwała na chwilę. – Na razie nie wiemy, jakim samochodem wywiózł ofiarę, ale w noc zabójstwa około wpół do drugiej w okolicy Gallows Wood widziano brązowego vauxhalla cavaliera. Trzeba sprawdzić mężczyznę i kobietę, którzy to zgłosili. Wiemy już, że samochód zarejestrowany jest na nazwisko Dustin Holloway. Musimy zbadać każdy ślad – dodała. – Pugh dowiodła też, że ktoś z personelu szpitala wpuścił zabójcę do środka… Tak, to właśnie dzięki niej wyszło na jaw, że zabójca miał wspólnika – ciągnęła, ignorując falę drwiących pomruków, która przeszła po sali.
– Chwileczkę, Joanno… – wyjąkał Mike, zaskoczony.
– Pugh ma na to dwa dowody. Po pierwsze, wykazała brak śladów włamania na parapecie w sąsiedniej sali, gdzie w noc zabójstwa nikt nie leżał. – Rozejrzała się i uśmiechnęła na widok dwóch znajomych twarzy. – A dzięki Timmisowi i McBrine’owi, którzy zdjęli drzwi przeciwpożarowe, by przekazać je do analizy, dowiedzieliśmy się, że Gallini dostał się do szpitala wyjściem awaryjnym – dodała i przerwała, by nabrać tchu. – A po drugie, tylko ktoś ze szpitala mógł wyłączyć kardiomonitor. Niech kilkoro z was przyjrzy się bliżej trzem osobom z personelu szpitala, które miały wtedy dyżur. Zajrzyjcie w ich akta i konta bankowe, może znajdziecie jakieś dowody przestępstwa.
Mike dotknął jej łokcia.
– A co z tym facetem, który cierpiał na depresję i podobno wyskoczył z okna?
– Nie wiem – rzuciła, marszcząc brwi.
Mike nie spuszczał z niej wzroku.
– Przecież sama zawsze mówisz, że nie wierzysz w zbiegi okoliczności – zauważył.
Ale Joanna zwróciła się już do zebranych:
– Kolejna sprawa to życie zawodowe Jonathana Selkirka. Wiemy już, że firma prawnicza Selkirk & Wilde była podejrzana o wyłudzenia. Odniosłam dziwne wrażenie, że Rufus Wilde ucieszył się na wieść o śmierci partnera – dodała, wykrzywiając twarz. – Jakoś nie przekonał mnie jego nowy, czarny krawat ani żałobna garsonka jego córki. Wilde miał chyba cichą nadzieję, że z powodu śmierci Selkirka wydział przestępstw gospodarczych umorzy sprawę. Widocznie nie zna jeszcze naszych ludzi. Ta uwaga wyraźnie rozbawiła zebranych policjantów.
– Co ciekawe, Wilde przyznał też, że Selkirk telefonował do niego ze szpitala – kontynuowała, unosząc dłoń. – Możemy się tylko domyślać, co mu powiedział. Wilde twierdzi, że Selkirk prosił go, by przejął jego sprawy, ale kto wie, jak było naprawdę. – Znów powiodła wzrokiem po sali. – Dawn, skontaktuj się z wydziałem przestępstw gospodarczych i zdobądź szczegółowe informacje o firmie Selkirk & Wilde. Spróbuj też dowiedzieć się jak najwięcej o panu Wilde i jego ślicznej córeczce – dodała, marszcząc czoło. – Nie podobało mi się, jak odgrywała grzeczną dziewczynkę, a do tego jeszcze ta czarna garsonka…
– Nie wierzę, że to ona mogła wydębić osiem tysięcy, żeby pozbyć się partnera swego ojca – zauważył Mike.
Joanna przymrużyła powieki.
– Jasne, że nie. Ale mogła podsunąć tatusiowi czek do podpisu.
Spojrzała na tablicę.
– Kolejny krąg podejrzanych to wesoła rodzinka Selkirka: jego żona, syn, synowa oraz przyjaciel rodziny, Anthony Pritchard. Zachowują się tak, jakby śmierć pana domu wyraźnie ich uszczęśliwiła. – Joanna cmoknęła z niezadowoleniem. – Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby po śmierci bliskiej osoby rodzina zachowywała się tak beztrosko. – Popatrzyła po twarzach zebranych. – Sami rozumiecie, że to trochę podejrzane i bardzo źle o nich świadczy, dlatego wkrótce sama zajrzę do Justina Selkirka i jego żony i porozmawiam z Anthonym. Ostatni wątek to rodzina Carterów – zupełne przeciwieństwo Selkirków. Wciąż nie mogą pogodzić się ze stratą córki Roweny, która pięć lat temu zginęła pod kołami auta Jonathana Selkirka na przejściu dla pieszych przy szkole. Selkirk uciekł z miejsca wypadku. Podobno miał we krwi trzykrotnie więcej alkoholu, niż pozwalają na to przepisy.
Po sali przeszedł szmer niedowierzania.
– Przez jakiś czas Carterowie wysyłali Selkirkowi listy z pogróżkami, dopóki policja ich nie upomniała. Wilde twierdzi, że Selkirk prosił go, by wysłał Carterom ostrzeżenie po tym, jak rano w dniu swojej śmierci otrzymał anonim, który na oko przypominał dawne listy od Carterów. Wysłaliśmy go do analizy i jeszcze dziś powinniśmy dostać wyniki. – Jeszcze raz przebiegła wzrokiem po sali. – Śmierć małej Roweny Carter wstrząsnęła całym miastem i wszyscy współczujemy jej rodzicom, ale pamiętajmy o tym, że brutalne zabójstwo Jonathana Selkirka jest czynem równie karygodnym.
Gdy policjanci opuścili salę, Joanna zwróciła się do Mike’a:
– Wiesz, zastanawiają mnie ci Carterowie. Nie rozumiem dwóch rzeczy: skąd Carter mógł wiedzieć, że zabójca kazał Selkirkowi klęczeć, skoro nie podano tego w prasie?
– A ta druga rzecz?
– Pamiętasz te fotografie w ich salonie? – spytała, wyraźnie przejęta.
Mike skinął głową.
– Brakowało tam jednego portretu. Zastanawiam się, czy przypadkiem Carterowie nie zdjęli go po to, by przypomnieć Selkirkowi o wypadku.
Zadowolona, że Pugh zwolniła jej pokój, Joanna siedziała przy biurku w towarzystwie Mike’a. Jedli kanapki na późny lunch, popijając je piątą filiżanką kawy, gdy nagle zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się głos sierżanta dyżurnego.
– Ma pani gościa, pani inspektor.
– Powiesz mi, kto to jest, czy bawimy się w zgadywanki? – spytała z pełnymi ustami.
– Mówi, że nazywa się Pritchard – oznajmił, po czym zwrócił się do mężczyzny:
– A imię?
– Już wiem, o kogo chodzi – przerwała mu Joanna stanowczym tonem. – Przyślij go do mnie.
Na korytarzu rozległy się energiczne kroki, a po chwili ktoś zapukał do drzwi. Otworzył Mike.
– Witamy, panie Pritchard – przywitał go przesadnie grzecznym głosem. – Miło, że pan nas odwiedził. Pańska pomoc bardzo się przyda w śledztwie.
Ale „dziadek Tony” nie dał się nabrać na ten przyjazny ton. Wszedł i rozejrzał się nerwowo po pokoju.
– Dzień dobry, sierżancie – odezwał się oficjalnie. – Dzień dobry, pani inspektor.
– Proszę, niech pan siada – zachęciła go Joanna, a Mike swoim zwyczajem stanął w rozkroku, oparty o drzwi, i założył ręce.