Выбрать главу

Przełożona pielęgniarek nie kryła niechęci na ich widok.

– Bardzo mi zależy, żeby jak najszybciej zakończyć tę sprawę. Nie służy nam ten niezdrowy szum. Po co niepokoić pacjentów, ich rodziny i cały personel? – Zmierzyła Joannę surowym wzrokiem. – A poza tym chcielibyśmy dostać z powrotem nasze drzwi awaryjne.

– Lepiej wstawcie nowe na rachunek policji – odparła jej Joanna. – Stare mogą przydać się w sądzie jako dowód rzeczowy.

Przełożona zrobiła gniewną minę.

– No cóż, chyba nie mam innego wyjścia. A w jakiej sprawie państwo przyszli?

– Podejrzewamy, że ktoś z dyżurujących mógł wpuścić zabójcę do szpitala.

– To niemożliwe – odparła z naciskiem. – Mam do swoich pracowników pełne zaufanie. W ogóle nie bierzcie ich pod uwagę.

– Wszystkich musimy brać pod uwagę.

– Ale nie personel pielęgniarski.

– Tak jak w przypadku śmierci Frosta?

Tamta zamrugała nerwowo.

– To był tragiczny wypadek, który nie ma nic wspólnego z porwaniem pana Selkirka. – zaprotestowała. – Pan Frost był wrażliwym człowiekiem, cierpiał na silną depresję i stany lękowe. To tylko zbieg okoliczności… – dodała po chwili.

– Że w obu przypadkach ta sama pielęgniarka pełniła dyżur na oddziale? – dopowiedziała za nią Joanna. – To mały szpital. Jakoś trudno uwierzyć, że dwóch pacjentów zginęło tu przypadkowo tajemniczą śmiercią. Prawda, siostro? – spytała, wpatrując się w nią uważnie.

– To się zdarza – wyjąkała niepewnie i oboje wiedzieli, że coś ukrywa.

– A czy zastaliśmy dziś Yolande Prince?

– Nie, ale… – Jej twarz zastygła niczym maska. – Nie, to nie do pomyślenia… – zaczęła, ale głos jej się urwał.

Joanna i Mike patrzyli na nią wyczekująco.

– Nadal jest na zwolnieniu. Jeszcze z nią nie rozmawiałam – wykrztusiła wreszcie.

– A pozostałe dwie osoby?

– Tak. W tym tygodniu akurat pracują na dzienną zmianę i są na oddziale.

– Dobrze, w takim razie najpierw poprosimy pana O’Sullivana.

O’Sullivan nadszedł powłóczystym krokiem. Jego niebieskie oczy spojrzały zadziornie na funkcjonariuszy.

– Wiedziałem, że tu wrócicie – rzucił. – Chociaż zbytnio się nie spieszyliście.

Usiadł w fotelu, skrzyżował nogi i oparł się wygodnie.

– No, ale lepiej późno niż wcale, nie?

– Proszę nam opowiedzieć, co dokładnie wydarzyło się w noc zniknięcia Jonathana Selkirka – zaczęła Joanna. – Co dokładnie pan pamięta? Czy wchodził pan do sali obok, tam gdzie było otwarte okno?

O’Sullivan pokręcił głową.

– A niby po co miałem tam wchodzić, skoro nie leżał tam żaden pacjent? – zdziwił się, patrząc na nich jak na parę idiotów.

– A czy drzwi w sali obok były otwarte? Niech się pan dobrze zastanowi.

O’Sullivan teatralnym gestem przyłożył ręce do skroni, udając, że się koncentruje.

– Były zamknięte – odparł po chwili. – Inaczej w korytarzu byłby przeciąg i wiatr trzaskałby drzwiami.

Joanna przypatrywała mu się uważnie.

– A co dokładnie mówił Jonathan Selkirk?

O’Sullivan zamrugał.

– Że nie uda im się go dorwać.

– Wcześniej pan o tym nie wspomniał. A kogo miał na myśli?

Pielęgniarz zamyślił się na chwilę.

– Chyba swoją rodzinę. Powiedział, że jeszcze się zdziwią, bo on nie da się tak łatwo wpędzić do grobu – dodał, opierając ręce o biurko. – Ale oni wszyscy tak mówią. Każdemu choremu zdaje się, że krewni tylko czekają na jego śmierć, żeby dobrać się wreszcie do jego krwawicy.

Joanna pochyliła się do przodu.

– A więc Selkirk miał na myśli żonę i syna?

– A kogóż by innego?

Joanna zerknęła na Mike’a i znów zwróciła się do pielęgniarza.

– A pamięta pan dzień, kiedy zginął Frost? – Patrzyła mu prosto w oczy. – Co pan wtedy widział, panie O’Sullivan?

– To było późnym wieczorem – zaczął. – Najpierw długo z nim rozmawiała, a potem poszła rozdać pacjentom leki…

– Kto? Yolande Prince? – przerwała mu Joanna.

– Tak.

– Proszę mówić dalej.

– Jakąś godzinę później poszedłem na drugi koniec korytarza, gdy nagle usłyszałem głuche stuknięcie. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem na parkingu człowieka w piżamie. Leżał nieruchomo, a Yolande darła się wniebogłosy i popędziła do łazienki.

– I co pan wtedy zrobił? – spytała łagodnie Joanna.

– Pobiegłem za nią – odparł. – Mało butów nie pogubiłem.

Mike pochylił się i zajrzał mu w twarz z bliskiej odległości.

– Po co? – spytał. – Przecież jest pan pielęgniarzem, powinien był pan zadzwonić po pomoc i czym prędzej zejść do pacjenta.

O’Sullivan odchylił się na krześle do tylu tak mocno, że omal się nie przewrócił.

– Chciałem sprawdzić, co ona tam robi – odrzekł z namysłem.

– I nie widział pan, jak pacjent wyskoczył oknem?

O’Sullivan zaprzeczył ruchem głowy.

– Byłem wtedy na oddziale, a Frost wyskoczył z okna w łazience.

– Dlaczego? – dociekał Mike.

– Bo tylko w łazience okna są wystarczająco duże, by człowiek mógł się przez nie przecisnąć. Pozostałe są zakratowane albo przyblokowane gwoźdźmi. Kiedyś był tu szpital psychiatryczny.

– A co pan myślał, biegnąc do łazienki?

O’Sullivan wykrzywił usta w złośliwy grymas, od którego jego twarz wydała się jeszcze bardziej koścista. Spojrzał na nich ze złośliwą satysfakcją.

– Zastanawiałem się, jak facet sięgnął do parapetu. Okna w łazience są bardzo wysoko.

Joanna i Mike wymienili zdziwione spojrzenia.

– Czy wy nic nie rozumiecie? Oni też nie rozumieli. Nikt oprócz mnie tego nie zauważył, ale ja siedziałem cicho.

– Och, daj pan spokój – żachnął się Mike, zniecierpliwiony jego pokrętną taktyką.

Joanna uniosła rękę w gipsie i oparła ją o blat biurka.

– Czy zeznał pan to w trakcie przesłuchania?

O’Sullivan zerknął na nią chytrze.

– Tak – rzucił. – Ale to nie moja wina, że oni nie zrozumieli, co miałem na myśli.

– No więc co pan miał na myśli?

– To, że ten facet powinien był dostać tabletki nasenne i zasnąć na parę godzin.

Teraz Joanna zaczynała powoli rozumieć.

– Niech pan mówi dalej – zachęciła łagodnym tonem.

Ale O’Sullivan najwyraźniej nie był gotów powiedzieć wszystkiego.

– Myślałem, że Yolande wyskoczy za nim, ale gdy zobaczyła mnie, to przestała krzyczeć.

– No i co potem?

– Rozpłakała się. Mówiła, że on się jej zwierzał – dodał, zniesmaczony. – Za kogo ona się uważa? Przecież nie ma dyplomu psychologa…

– Niech pan nie odbiega od tematu – warknął Mike.

– Podobno zwierzył się jej z całego swego życia – ciągnął. – A ona wysłuchała go i uznała, że mu się poprawiło i że nie potrzebuje już leków. Sami widzicie, że zachowała się niefachowo. No i po odstawieniu leków Michael Frost był na tyle przytomny, by wspiąć się na krzesło i wyskoczyć z okna. A wszystko przez to, że jakiejś głupiej pielęgniarce zdawało się, że wyleczyła go, słuchając jego zwierzeń. – Pochylił się naprzód. – Powinienem był to wtedy zgłosić – dodał.

– A czy ona wiedziała, że się pan domyślił, co się stało?

– No cóż – mruknął O’Sullivan, wyraźnie zadowolony z siebie. – Powiedziałem tylko, że Frost musiał być bardzo pobudzony jak na kogoś, kto przyjmował silne środki uspokajające, a ona natychmiast podniosła wrzask. Pobiegłem do telefonu, a gdy wróciłem, widziałem, jak zabiera z łazienki krzesło i odnosi na salę, a więc – mówiąc waszym językiem – próbowała zafałszować dowody.