Nie udało mi się jednak dotrzymać danego sobie słowa.
Przed stacją zatrzymała się hałaśliwie, z dudnieniem, flotylla motocykli, blokując mi wyjazd sprzed budynku. Miałam na sobie bladoróżową skórzaną kurtkę. Tamci motocykliści byli poubierani w czarne kurtki i spodnie nabijane gwoździami. Ich pojazdy wydawały się lepiej utrzymane od nich samych, zarośniętych, niedomytych i niezbyt przyjaznych, co sugerowały ich miny. Większość z nich to byli wysocy, potężnie zbudowani mężczyźni; kilku niższych, chudszych siłą kontrastu sprawiało wrażenie jeszcze gorszych twardzieli.
Otoczyli moją victory ciasnym kręgiem.
Zachowali milczenie, gdy wyszłam z budynku stacji, wypijając po drodze resztę wody. Nie zwróciłam na nich uwagi i przeszłam między motocyklami do mojej victory, która przypominała lśniącą wyspę spokoju na morzu niechęci.
Kiedy mnie zobaczyli, nie było już najmniejszych szans, aby to spotkanie dobrze się skończyło. Spostrzegłam drapieżne uśmieszki, zmianę mowy ciała, błysk w oczach.
Mówiłam, oczywiście, o dobrym końcu dla nich.
Przełożyłam nogę przez siodełko, bez najmniejszego wysiłku wrzuciłam pustą butelkę do kosza stojącego w odległości dziesięciu metrów ode mnie.
– Ruszać się – powiedziałam po prostu. Roześmiali się.
– Świetna maszyna jak dla kobiety – odezwał się jeden z nich. – Na pewno dajesz sobie z nią radę? – Te słowa wywołały liczne propozycje, z czym jeszcze mogłabym lub chciałabym sobie poradzić.
Zamiast odpowiedzi odwróciłam się do mówiącego z szerokim, fałszywym uśmiechem.
– Ty również masz ładny rower. Ma przerzutki? – zapytałam. Kiedyś ktoś w ten sposób mnie obraził. Zignorowałam obelgę. Dopiero później Luis wyjaśnił mi ten złośliwy żart. Teraz już rozumiałam, dlaczego dumna istota ludzka może się poczuć urażona takim porównaniem. Dla mnie nic ono nie znaczyło.
Było jednak ważne dla tego człowieka, którego samoocena nierozerwalnie wiązała się z jego motocyklem. Motocykl był jego dumą, jego wizerunkiem.
– Coś ty powiedziała, suko?
– Chyba zaproponowałam, żebyście się ruszyli. – Może powinnam dodać „proszę”. Ale nie byłam w odpowiednim nastroju.
Człowiek, który ze mną rozmawiał, zsiadł z motocykla i zaczął przechadzać się wokół mnie. Nie odwróciłam głowy, żeby spojrzeć na niego, gdy stanął za moimi plecami. W takich sytuacjach, w obecności takiego stada drapieżców, lepiej sprawiać wrażenie całkowitej swobody i spokoju niż choć na chwilę okazać słabość.
– Nie potraktowałem z pogardą twojej maszyny, suko. Dlaczego musiałaś obrazić moją? To harley softail superglide, a nie jakiś cholerny schwinn. Na czym jeździsz? Na victory? Ten złom jeździ dopiero od niecałych dziesięciu lat. A mój harley jest w drodze dłużej, niż ty żyjesz.
Te słowa rozśmieszyły mnie.
– O, wątpię w to – powiedziałam i spojrzałam mu prosto w oczy. – Chcesz się ze mną bić? Teraz oni wybuchnęli śmiechem, szczerze i spontanicznie. Dało się w tym śmiechu usłyszeć cień groźby, która – skierowana do kogoś innego – musiałaby wywołać dreszcz strachu.
– Och, kotku, nie chcesz tego spróbować – powiedział. – Naprawdę nie chcesz. Uśmiechnęłam się.
– Skoro nie jesteś na tyle dorosłym mężczyzną, żeby się bić, to chyba powinieneś wsiąść na rowerek i stąd popedałować.
Wesołość ucichła. Uśmieszki zniknęły. Pozostał zimny, twardy gniew tak wielki, jak niebo nad naszymi głowami.
– Ostra z ciebie sztuka, suko – odezwał się przywódca bandy niskim głosem. – Powinienem ci sprawić solidne lanie. Nauczyć cię, że nie wolno pyskować.
Uniosłam brwi ze zdziwieniem.
– Chcesz mnie przestraszyć? – zapytałam. Kiedy nie zareagował od razu, podpowiedziałam mu: – Usiłuję tylko zrozumieć, o co wam chodzi. Jeśli liczysz, że mnie przestraszysz i dzięki temu poczujesz się ważniejszy, to oboje tracimy czas. Nie mogę sobie na to pozwolić. Śpieszę się. Jeśli będę musiała cię zabić, wolałabym to zrobić szybko.
Wpatrywał się we mnie uważnie przez chwilę. Potem jeden z jego ludzi trącił go w ramię i skinął głową, wskazując okap budynku. Znajdowała się tam kamera ochrony, o czym wiedziałam wcześniej. Przywódca spojrzał na nią, a potem zwrócił się do mnie:
– Wiesz, co? Masz dziurę w mózgu. Lepiej leć do swoich kryształów, promieni księżyca i piramid. Przestań się wtrącać do rzeczywistego świata, bo dostaniesz solidną nauczkę, na którą sobie zasłużyłaś. – Uśmiechnął się fałszywie. – Życzę miłego, pieprzonego dnia!
Nastąpiła cisza. Tylko podmuch wiatru od pustyni chłodził moją skórę i zwiewał mi jasne włosy na twarz, ale nawet nie mrugnęłam okiem. Nie zrobił tego też stojący naprzeciw mnie motocyklista.
Ci ludzie nie przypadkiem przetrwali i osiągnęli status wędrownych drapieżników. Intuicja ostrzegała ich, że mówię śmiertelnie poważnie i nie jestem kimś, z kim można bez konsekwencji się zabawiać. Ponieważ był milczący świadek zajścia – kamera – mogli albo odpuścić, albo zaczekać na właściwy moment.
Przywódca spojrzał na kolegów, wzruszył ramionami i szybko kiwnął głową. Ludzie blokujący mój motocykl wycofali swoje maszyny. Te skomplikowane manewry na niewielkiej powierzchni wykonali umiejętnie, z wdziękiem i sprawnie. Zostawili mi wolną drogę od mojej przedniej opony aż do autostrady.
– Dziękuję – powiedziałam. Obiecałam Luisowi, że częściej będę używała tych słów. Wydawało mi się, że to odpowiednia chwila, żeby spełnić obietnicę. Kopnięciem przywróciłam victory do życia, włożyłam kask, powoli wyprowadziłam motocykl na drogę, a gdy dotarłam do wolnej przestrzeni, otworzyłam przepustnicę do końca.
Za plecami usłyszałam gardłowy ryk. Zerknęłam we wsteczne lusterko, zobaczyłam ruszającą za mną całą bandę odzianych w czerń motocyklistów.
To tak. W końcu jednak uznali, że nadszedł odpowiedni moment. Sami wybrali. Wyraźnie dałam im do zrozumienia, że nie mam nastroju do zabaw, żeby poprawić ich samoocenę. Zastanawiałam się, jak najlepiej unieruchomić ich harleye, aby uniknąć niepotrzebnej przemocy; mogłabym na przykład bez kłopotu zniszczyć ich opony. Mogłabym też rozmiękczyć metalowe ramy motocykli, co spowodowałoby ich rozłamanie pod wpływem pędu. Albo mogłabym po prostu rozkręcić kilka ważnych śrubek, żeby stracili kontrolę nad maszynami.
Miałam aż za dużo pomysłów i przez kilka kilometrów zastanawiałam się, który z nich spowodowałby najmniejszą liczbę urazów. Zbliżali się coraz szybciej.
Przywódca wrzasnął coś w moim kierunku. Wyczułam w jego głosie szalone, dzikie podniecenie. Zamierzał odzyskać swoją potęgę, naprawić wizerunek, który mocno nadszarpnęłam w obecności jego ludzi. Chciał walczyć.
Nie byłam do końca przeciwna spełnieniu jego planów… gdy nagle poczułam wokół gwałtowny podmuch. Dzika energia pędziła przez sferę eteryczną w dół, w stronę realnego świata jak niewidoczne tornado!
– Nie zbliżajcie się do mnie! – krzyknęłam w stronę motocyklistów, którzy z rykiem silników mnie doganiali. Przywódca patrzył na mnie lubieżnie. Pomyślał, że ja się boję. Idiota! – Zjeżdżajcie stąd albo zginiecie!
W odpowiedzi wyciągnął pistolet spod skórzanej kamizelki i wycelował we mnie.
– Nie groź mi, wiedźmo! Nie bałam się, ostrzegałam go.
Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, zanim któreś z nas miało szansę wykonać następny ruch w tej z góry przegranej partii szachów. Poczułam gorąco, nienaturalny żar, promieniujący ze zbiornika paliwa victory. Uświadomiłam sobie, że mój czas się skończył. Nie mogłabym zatrzymać wybuchu, ale ropa naftowa jest wytworem Ziemi i podlega mocom Strażnika Luisa. Musiałam tylko zobojętnić paliwo w zbiorniku mojego motocykla. Poczułam, jak victory gwałtownie się przechyla, gdy zmienione paliwo dotarło do silnika, który zakasłał, zaczął przerywać i zgasł.