Dobiegł mnie przeraźliwy, krótki krzyk, a później, dopiero po długiej chwili, wołanie Luisa:
– Cass! Mam ją!
Ją. Serce mi stanęło i znów ruszyłam biegiem, osiągając jeszcze większą prędkość niż przedtem. Ibby?
Luis wyłonił się z ciemności i stanął w świetle latarni. Miał na rękach dziecko.
Nie była to Isabel, lecz inna dziewczynka, ubrana w taki sam paramilitarny strój. Miała długie złote warkocze, które spływały po ręce Luisa jak sznury. Poczułam, że ściska mnie w żołądku, i zwolniłam kroku.
Dostrzegłam na jego twarzy ten sam wyraz pełnego troski bólu. – Musiało ją to wykończyć – powiedział. – Tak jak inne dzieciaki. Ktoś napromieniował ją mocą, i to nieźle. Ta moc ją wypala. Do diabła, musimy to powstrzymać. Ile jeszcze więzi tych dzieciaków?
– Tyle, żeby rzucać nimi, kiedy tylko nadarza się okazja, aby nas zniszczyć – odparłam. – Zauważyłeś zmianę?
Zmarszczył brwi, spoglądając na twarz śpiącej dziewczynki, którą trzymał na rękach.
– Jest czystsza. Zdrowsza. Nie jest ubrana w łachmany, jak te dzieci z Kolorado.
– Ma na sobie mundur – zauważyłam. – I jest wytrenowana. Armia Perły staje się faktem. Przypuszczam, że nie jesteśmy na celowniku.
Nadbiegający zadyszany agent Tuner usłyszał ostatnią część zdania. Natychmiast wyjął telefon, wybrał numer i odwrócił się, żeby porozmawiać. Kończąc rozmowę, odwrócił się znów do nas.
– Macie rację – oznajmił, zamykając telefon. – Kwatera główna Straży ma doniesienia o pojedynczych atakach wszędzie. Dzieciaki atakują dorosłych Strażników. Strażnicy są zbici z tropu, nie wiedzą, co się dzieje.
– Wyjaśnij im wszystko – poleciłam. – Powiedz im, że mamy poważny problem i żeby byli w gotowości.
– Chcesz, żeby przygotowali się do walki z dzieciakami?
– Nie żeby przygotowali się obrony – powiedziałam. – Te dzieciaki będą zabijać nas bez wahania. Zostały wyszkolone tak, żeby nie drgnęła im powieka. Jeżeli któryś ze Strażników się zawaha, zginie.
Nowe gierki Perły. Czasami jesteś kretynką, pomyślałam. Wykorzystała dzieci Strażników w roli pikadorów, drażniąc nas, wykrwawiając, doprowadzając do furii, którą mogła manipulować.
Ale może jednak władza Perły nie była tak doskonała, jak jej się wydawało. Isabel nie uderzyła we mnie ze śmiertelną siłą. Powaliła mnie i się wycofała.
Braki w wyszkoleniu? Czy wolna wola?
Nie mogłam za długo się nad tym zastanawiać.
Następnym razem, kiedy spotkam się z Ibby… może będę musiała ją zniszczyć.
Ją, inne dzieciaki… Strażników… ludzką rasę.
Owładnęła mnie chęć zniszczenia, promieniująca jak trucizna.
Ale jeżeli zrobię ten krok, ten ostateczny krok, na pewno nie zadecyduje o tym Perła. Będzie to wyłącznie moja decyzja.
Przyglądałam się blondynce śpiącej w ramionach Luisa. Sprawiała wrażenie tak niewinnej. Tak kruchej. Miała nie więcej niż osiem, dziewięć lat, była w wieku Glorii Jensen, z którą przyjechaliśmy się tutaj spotkać. Zastanawiałam się, kto stracił to dziecko i jak dawno temu.
– Potrafię ją powstrzymać. Zabierzmy ją do szpitala, żeby się upewnić, czy nic jej nie jest. Poszłam za Luisem i agentem Turnerem w stronę wejścia do szpitala, skąd wybiegli właśnie ochroniarze i ratownicy, pędząc w stronę karetki stojącej na odległym krańcu parkingu. Nie rozbiła się, choć na pewno nie była to przyjemna jazda, miałam jednak litość. Robiłam, co mogłam, żeby ochronić pasażerów i żeby nie stało się im nic złego.
Pewnie się będą zastanawiać, jak wyjaśnić brak dachu oraz powstanie metalowej barykady i stosu wilgotnej ziemi wokół niej.
Miałam ważniejsze rzeczy na głowie.
7.
Gloria Jensen niewiele mogła nam powiedzieć. Była senna od środków przeciwbólowych, starannie zabandażowana, a złamaną rękę miała na plastikowym temblaku. Państwo Jensen nie wiedzieli, co zaszło na przyszpitalnym parkingu. Zdążyli się już wylewnie przywitać z córką. Usiedli po obu stronach łóżka i co chwila dotykali Glorii, jakby nie chcieli spuścić jej z oka nawet na chwilę.
Gloria otworzyła szeroko oczy, gdy mnie zobaczyła. Weszłam sama, Turner i Luis zostali na korytarzu z naszą małą napastniczką. Luis utrzymywał ją w sztucznej śpiączce, aby powstrzymać dziewczynkę przed dalszym niszczeniem siebie albo wszystkiego dookoła, a Turner, jak przypuszczam, wolał nie wchodzić mi w paradę. Coraz baczniej mi się przyglądał.
Gloria nie powiedziała mi nic istotnego. Została zabrana ze szkoły. Usiłowała walczyć z mężczyzną, który ją porwał. Złamał jej rękę, aby nad nią zapanować, związał ją, zakneblował i wrzucił do bagażnika swojego samochodu.
– Później, po bardzo długim czasie pojawił się drugi mężczyzna – powiedziała. – Nie wiem, jak się tam dostał. Po prostu bagażnik nagle się otworzył, a on wydostał mnie stamtąd i oddał policjantowi, a potem znów zniknął. Później przywieźli mnie tutaj.
Rashid. Ściszony ton głosu Glorii potwierdzał, że wyczuła, iż mężczyzna, który ją uratował, jest w jakimś sensie inny.
– Ten pierwszy mężczyzna – zagadnęłam. – Znałaś go? Widziałaś go wcześniej? Gloria skinęła głową, a małe warkoczyki podskoczyły jej przy twarzy.
– Był na obozie zeszłego lata – odpowiedziała. – Nazywał się Holden. Nie podobało mi się tam, więc tata zabrał mnie do domu. Ale Brianna została.
– Brianna – powtórzyłam. – To twoja przyjaciółka?
– Tak. Jej rodzice dużo podróżują. Spędza ze mną wiele czasu. Ale jej się tam podobało. – Zaspana twarz Glorii przybrała wyraz niechęci. – Starali się być mili, ale widziałam, że nie są. Powiedziałam tacie, że chcę wracać, i mnie zabrał. Bri-Bri nie chciała jechać.
– Brianna jest w twoim wieku? – zgadywałam. – Ma jasne włosy splecione w dwa warkocze? Gloria była tak zaskoczona, jakbym nagle machnęła czarodziejską różdżką i z powietrza wyczarowała słonia.
– Tak, to Bri! Skąd wiesz?
– Magia – wyjaśniłam z poważną miną, a ona uśmiechnęła się rozpromieniona. – Glorio, chcę, żebyś coś zrozumiała. Ty i twoi rodzice nie jesteście bezpieczni. Ci ludzie mogą przyjść po ciebie znowu. Moim zdaniem będą próbowali. Musisz być uważna, zgoda? I… – Spojrzałam na matkę Glorii. – I musisz zostać przeszkolona, żebyś rozumiała, co cię czeka.
Matka Glorii skrzywiła się, a potem skinęła głową. Delikatnie poklepała córkę po ramieniu.
– To dlatego, że jesteś wyjątkowa, skarbie – powiedziała. – Tak jak ja kiedyś. Wytłumaczę ci, co to oznacza. Gloria spojrzała na nią przez ramię.
– Ja już to wiem, mamo – stwierdziła spokojnie. – Oglądałam wiadomości. To magia, prawda? Jak ci ludzie, którzy potrafią wywołać deszcz.
– Tak. – Matka Glorii westchnęła ciężko. – Mniej więcej się zgadza, twoja moc prawdopodobnie będzie związana z pogodą. Tak jak moja. – Pani Jensen znowu ostro spojrzała w moją stronę. – Czy Strażnicy będą ją chronić?
– Obawiam się, że Strażnicy w tej chwili nie są w stanie ochronić samych siebie – powiedziałam. – Musicie pilnować jej sami.
Ruszyłam do wyjścia, ale powstrzymał mnie błagalny wzrok Glorii Jensen.
– Jesteś dzielna, Glorio Jensen – powiedziałam, ujmując jej drobną dłoń. – Nie pozwolisz, żeby to cię zatrzymało. Wiem, jak się bałaś tam, w samochodzie, wyczuwałam to. I wiem, jak cierpiałaś. Ale jesteś silna. Na pewno któregoś dnia staniesz się wspaniałym Strażnikiem.
– Ale nie teraz?
– Nie – odparłam. – Nie teraz. I nie powinnaś pozwolić, żeby ktoś cię do tego zmuszał. Ścisnęłam ją za rękę i wlałam w nią trochę uzdrowicielskiej siły Luisa, która wyzwoliła w jej oczach blask i w pewnym stopniu pokonała strach i ból. Później ukłoniłam się jej rodzicom i wyszłam.