Выбрать главу

– Nie jestem dżinnem – przypomniałam mu. – I z radością przyjmę od ciebie wszelkie wsparcie. I od wszystkich innych Strażników, których będziesz w stanie zlokalizować i szybko tu przysłać. Ale nie możemy czekać. Oni wiedzą, że tu jesteśmy. I nie będą mieli ochoty zbyt długo czekać.

– Na co? – spytał Sanders. Jego głos stal się cichy. Pozostali agenci, którzy uważnie, acz dyskretnie przysłuchiwali się rozmowie, nagle podnieśli głowy, wyczekując odpowiedzi na jego pytanie.

– Niech mi pan pokaże, gdzie znajdują się inne kompleksy. Zaskoczyła go moja prośba. Skinął na znajdującą się w pobliżu agentkę, która wpisała hasło na swoim komputerze i ściągnęła cztery kwadranty na lśniącym monitorze. Jeden był podpisany: „Różany Kanion, La Jolla, Kalifornia”, tu obecnie się znajdowaliśmy. Drugi: „Dogtown Commons, Massachusetts” i wyglądał dokładnie jak ten z La Jolla. Pod trzecim widniał napis: „Adams, Tennessee”, a pod ostatnim: „Ohioville, Pensylwania”.

– Chcę to zobaczyć na mapie – powiedziałam. Ściągnęła mapę i podświetliła dla mnie wszystkie zaznaczone miejsca.

Wspomogłam się paranormalnym wzrokiem, przyglądając się przez eteryczny filtr i dostrzegłam upiorne rzeki mocy, przez niektórych ludzi nadal zwane liniami ley.

Każde z tych miejsc znajdowało się na połączeniu strumieni mocy. Tam znajdowały się Wyrocznie: w Sedonie – Wyrocznia Ziemi, w Seacasket – Wyrocznia Ognia. Jedynie Wyrocznia Wody nie miała określonego miejsca, które można byłoby zidentyfikować.

Perła stała się naturalnym odpowiednikiem linii mocy, w najpotężniejszych miejscach, których nie zajęły Wyrocznie dżinnów.

I wszystkie te miejsca – wszystkie – wyglądały teraz identycznie. Starannie wypielęgnowany teren pozbawiony roślinności. Ta sama lśniąca kopuła. Były też otoczone tak ukształtowanym terenem, że utrudniał zbliżenie się do nich.

Zbudowała sobie sieć, system wspierania i sieć energetyczną.

– Linie ley - powiedziałam do Luisa. Skinął głową. – Widzisz, co robi?

– Buduje sobie sieć mocy? Tak, widzę. Pytanie tylko, co znajduje się pod tymi kopułami. I w której z nich ukrywa się Perła.

– Nie jestem pewna, czy przebywa w którejkolwiek – rzuciłam. – A raczej nie jestem pewna, czy nie jest w nich wszystkich jednocześnie. Wydaje mi się, że Perła może istnieć jednocześnie w różnych miejscach.

– Czy nie dzieliłaby przez to mocy? – zapytał Luis.

– Nie wiem – przyznałam. Możliwe było, że mając do czynienia z liniami ley przemieszczała się z jednego miejsca do drugiego, przenosiła świadomość niezauważalnie bez większego, albo żadnego, opóźnienia. – Ile jeszcze punktów stycznych jest odsłoniętych?

– W tym kraju? Pewnie około dziesięciu. Myślisz, że te chce także zająć?

– Ośrodek w Ohioville, tu? – odezwała się agentka przy komputerze. – Pojawił się na naszym radarze około dwóch miesięcy temu. Miejscowi zarzekają się, że wcześniej go tam nie było. Obrazy satelitarne to potwierdzają.

Perła rozszerzała swoje wpływy. Była to infekcja, rodzaj choroby, przemieszczającej się po widocznych liniach mocy, krzyżujących się na powierzchni planety, służących także za kanał prowadzący bezpośrednio przez jej jądro. Budowle te mogły rozmnażać się jak grzyby po deszczu, bez uprzedzenia.

– Moim zdaniem – zaczęłam cicho -… jeżeli uda jej się zdobyć wystarczającą ilość mocy, zajmie każdy punkt łączący linie mocy na świecie. Wyobraź sobie, że to pęcherze, w których czai się zakażenie. – Dotknęłam ekranu i białej kopuły. – Kiedy pękną…

Zapadła cisza. Wszystkie oczy były zwrócone na mnie. Luis wyglądał, jakby mu się zrobiło niedobrze.

– To znaczy, jak duży jest problem? Na tyle duży, że znów zostałam zmuszona do tego, żeby przypomnieć sobie rozkazy Ashana. „Zniszcz ich wszystkich.

Ona wzmacnia się poprzez ludzi. Jeżeli odetniesz ją od ludzi, pozbawisz ją połączenia z Ziemią i raz na zawsze będzie można ją zabić”.

Prowadziła wojnę przeciwko dżinnom i to prawda, że chciała zniszczyć ich wszystkich i wchłonąć ich eteryczną moc, ale jej serce i dusza były połączone poprzez ludzkość, podobnie jak dżinny były połączone z Wyroczniami.

Nie chcę tego robić, szeptało coś w głębi mojej duszy. I naprawdę nie chciałam. Bałam się takiego rozwiązania z całego serca. Aby zniszczyć ludzkość, musiałabym odczuwać jej ból, jej śmierć i życie, przepływające przeze mnie, usuwane ze świata i żywe wspomnienie Matki. Musiałabym zgładzić Luisa Rochę, Isabel, a nawet kruche pomniki zmarłych, jak Manny i Angela.

Nie mogłam. Nie mogłam zmusić się do takiego posunięcia, nawet wobec takich zagrożeń, mimo że tak niewiele czasu nam zostało, by im przeciwdziałać.

Czas jeszcze jest. Musi być jakiś sposób, żeby ją powstrzymać.

Musiałam spróbować. Dla dobra tych, których kochałam, a także dla dobra tych, których nie kochałam, na przykład agenta Sandersa i jego nieznanej rodziny, musiałam nie tylko spróbować, ale i wygrać.

– Potrzebujemy wszystkich Strażników, jakich uda się znaleźć – powiedziałam. – Wszystkich. Musimy zaatakować jednocześnie miejsca opanowane przez Perłę, zmusić ją do walki na wielu frontach. Rozumiesz? – Odwróciłam się do agenta Sandersa. – Trafimy tam na ludzi, z którymi trzeba będzie walczyć i na takich, których trzeba będzie ratować. Możemy liczyć na to, że zrobi pan wszystko, co będzie trzeba?

– Chcesz, aby w każdym z tych miejsc był taki zespół?

– Czy to znaczy, że jeszcze ich tam nie ma? I nie dostarczają panu informacji? Milczał, przyglądając mi się, aż w końcu skinął lekko głową.

– Dobra – powiedział. – Kiedy?

– Ja sprawdzę Strażników – zaproponował Luis i poklepał się po kieszeniach z zakłopotaniem. – Gdzie jest moja komórka?

Agent Klein wstał i podał mu ją. Luis otworzył telefon i zaczął dzwonić. Ja przez ten czas przyglądałam się lśniącym, nijakim kopułom na ekranie.

Siostra, pomyślałam. Kiedyś byłyśmy siostrami. Tak do siebie podobnymi. Ale ona nauczyła się kochać zabijanie, a ja dzięki Ashanowi nauczyłam się szukać czegoś przeciwnego. Była to ciężka lekcja, której Ashan pewnie nie zamierzał mi zaserwować. Niemniej jednak, ceniłam ją.

Przyszło mi do głowy, że Perła spodziewa się, że postąpię zgodnie z tym, co chciał Ashan, niszcząc ludzkość, żeby odciąć ją od źródła mocy. To sprawiłoby, że stałabym się taka sama jak ona.

Myśl o tym doprowadzała mnie to do szaleństwa, bo zapewne wywołując tyle śmierci i cierpienia, zniszczyłabym siebie samą. Stałabym się kopią Perły.

Obsesyjnie chciałabym końca wszystkiego.

Zastanawiałam się, czy Ashan też o tym pomyślał. O tym, co by się stało, gdybym zamieniła się w istotę toksyczną jak Perła. Gdybyśmy obie chciały zniszczyć świat.

Mogłam tylko przypuszczać, że stary, sprytny Ashan na pewno brał pod uwagę taką ewentualność.

A to oznaczało, że gdybym wykonała jego rozkazy… zniszczyła ludzkość… coś czekałoby, żeby mnie także zniszczyć.

Byłoby to jedyne bezpieczne wyjście.

I nagle niewytłumaczalna obecność Rashida nabrała sensu. Był najemnikiem Ashana. Krążył przy mnie nie dlatego, że się mną interesował czy o mnie martwił, ale dlatego, że czekał.

Czekał na to, co on oraz Ashan uważali za nieuniknione.

Moje dłonie – cielesna i metalowa – zacisnęły się w pięści.

– Nie – wymruczałam. – To nie jest nieuniknione.