– I wampiry?
– Wampiry to także Inni. Są innymi Innymi, ich możliwości są wcześniej zdeterminowane.
– Nie rozumiem – Igor pokręcił głową. No, tak, nie nadaję się na opiekuna. Nie umiem i nie lubię wyjaśniać starych legend…
– Kiedyś dwóch szamanów – powiedziałem – po najedzeniu się halucynogennych grzybów, zaczęło bić w bębny. Działo się to dawno, jeszcze w czasach przedhistorycznych. Jeden z szamanów zdrowo mącił w głowach myśliwym i ich wodzowi. Drugi zaś, gdy zobaczył jak jego cień, drżący na podłodze pieczary w świetle ogniska, nabiera objętości, staje się przestrzenny i podnosi się na całą swoją wysokość, zrobił krok i wszedł w cień. Wszedł w Zmrok. Wtedy zaczęło się to, co najciekawsze. Rozumiesz?
Igor milczał.
– Zmrok zmienia wchodzącego. To Inny świat i przemienia ludzi w Innych. A to, kim ty się staniesz, zależy jedynie od ciebie. Zmrok jest jak burzliwa rzeka, która płynie we wszystkie strony jednocześnie. Zdecyduj się, kim chcesz zostać w świecie Zmroku, decyduj się szybko, bo niewiele już czasu zostało.
Teraz zrozumiał. Zwęziły się jego źrenice i nieco zbladła skóra. Reakcja na stres wyśmienita, rzeczywiście nadaje się na agenta operacyjnego…
– Kim mógłbym zostać?
– Ty – kim tylko zechcesz. Jeszcze nie określiłeś się. Wiesz, czym tak naprawdę jest wybór? Dobro i Zło. Światło i Ciemność.
– A pan to Dobro?
– Przede wszystkim i nade wszystko jestem Innym. Rozróżnienie Dobra i Zła dotyczy tylko zwyczajnych ludzi. Jeśli wybierzesz Światło – nie będziesz wykorzystywać swoich zdolności dla własnej korzyści. Jeśli wybierzesz Ciemność – takie zachowanie będzie twoją normą. Ale nawet mag Ciemności jest zdolny do leczenia chorych i odnajdywania zaginionych bez wieści. A mag Światła może odmówić ludziom pomocy.
– W takim razie nie rozumiem, na czym polega różnica?!
– Zrozumiesz. Zrozumiesz, kiedy staniesz po jednej lub po drugiej stronie.
– A ja nie chcę opowiadać się za żadną stroną!
– Za późno. Byłeś w Zmroku i już się zmieniasz. Dzień, jeszcze jeden – i klamka sama zapadnie.
– Jeśli wybrałeś Światło… – Igor wstał, nalał sobie jeszcze herbaty. Zauważyłem, że po raz pierwszy odwrócił się ku mnie plecami, bez strachu.
– A pan kim jest? Magiem?
– Uczniem maga. Pracuję w Biurze Nocnego Patrolu. Taka praca też jest potrzebna.
– A co pan umie zrobić? Niech pan pokaże, chcę uwierzyć!
No, wreszcie – teraz już wszystko idzie tak, jak opisano w podręczniku. Był w Zmroku, ale to go nie przekonało. Drobne, cyrkowe sztuczki zawsze są bardziej przekonywające.
– Spójrz.
Wyciągnąłem do niego rękę. Igor zatrzymał się, próbując zrozumieć, co się dzieje. Potem spojrzał na kubek.
Herbata już nie parowała. Chrzęściła, przemieniona w cylinderek mętno-brązowego lodu z zamrożonymi listkami.
– Oj – powiedział chłopiec.
Termodynamika – to najprostsze ćwiczenie z władzy nad materią. Pozwoliłem wznowić cząsteczkom herbaty ruchy Browna, i lód zakipiał. Igor krzyknął, upuszczając kubek.
– Wybacz – podskoczyłem, chwytając ze zlewu szmatkę. Przykucnąłem, wycierając z linoleum kałużę.
– Magia sprawia same kłopoty – powiedział chłopiec. – Szkoda kubka.
– Zaraz.
Cień pojawił się jak na zawołanie, wszedłem w Zmrok i spojrzałem na skorupy. Jeszcze pamiętały siebie jako całość, a kubkowi nie było pisane tak szybko się rozbić. Pozostając w Zmroku zgarnąłem ręką garstkę odłamków. Kilka najmniejszych, które wpadły pod kuchenkę, ochoczo przyturlało się do mojej ręki. Wyszedłem ze Zmroku i postawiłem cały kubek na stole.
– Ale herbatę trzeba wlać raz jeszcze.
– Niezły numer – wydaje się, że ten maleńki hokus-pokus wywarł na chłopcu silne wrażenie. – A można tak z każdą rzeczą?
– Z prawie każdą rzeczą.
– Antoni… a jeśli coś rozbiło się przed tygodniem?
Mimowoli uśmiechnąłem się.
– Nie. Wybacz, już zbyt późno. Zmrok daje szansę, ale trzeba ją wyzyskać szybko, jak najszybciej.
Igor zachmurzył się. Ciekawe, co on rozbił przed tygodniem?
– Teraz wierzysz?
– To magia?
– Tak. Najbardziej prymitywna. Takiej prawie nie trzeba się uczyć.
Chyba powiedziałem to niepotrzebnie. W oczach chłopca pojawił się ogieniek. Już oceniał swoje przyszłe perspektywy. Korzyści. Światło i Ciemność…
– A doświadczony mag może robić jeszcze inne rzeczy?
– Nawet ja mogę.
– A kierować ludźmi? Światło i Ciemność…
– Tak – powiedziałem. – Tak, możemy.
– I robicie to? To dlaczego terroryści porywają zakładników? Przecież można by niedostrzegalnie przekraść się przez Zmrok i zastrzelić ich. Lub zmusić, żeby sami się zastrzelili! A dlaczego ludzie umierają z powodu chorób? Magowie przecież mogliby uzdrawiać, sam pan tak powiedział?
– To będzie Dobro – powiedziałem.
– Oczywiście! Przecież jesteście magami Światła!
– Jeśli my zrobimy cokolwiek bezwzględnie dobrego, magowie Ciemności uzyskują prawo do uczynienia czegoś złego.
Igor ze zdziwieniem patrzył na mnie. Spadło na niego zbyt wiele w ciągu ostatniej doby. I tak nieźle to wszystko wytrzymał.
– Niestety, Igorze, zło jest silniejsze – taka jest jego natura. Zło jest destrukcyjne. Zniszczyć coś jest znacznie łatwiej, niż uczynić coś nowego.
– A co w takim razie robicie? Ten wasz Nocny Patrol… Walczycie z magami Ciemności?
Nie należało odpowiadać na to pytanie. Stało się to dla mnie tak jasne jak i to, że w ogóle nie należy odkrywać całej prawdy chłopcu. Trzeba uśpić jego czujność. Uciec głębiej w Zmrok. W żadnym przypadku nie dawać żadnych wyjaśnień!
Niczego nie potrafię mu udowodnić!
– Wy z nimi walczycie?
– Nie całkiem – powiedziałem. Prawda była gorsza od kłamstwa, ale nie miałem prawa kłamać. – Śledzimy siebie wzajemnie.
– Przygotowujecie się do walki?
Patrzyłem na Igora i myślałem o tym, że to zupełnie niegłupi chłopiec. Ale jeszcze chłopiec. Jeśli powiem mu teraz, że zbliża się wielkie starcie między Dobrem i Złem, że może zostać nowym jedi świata Zmroku, to będzie nasz.
Co prawda nie na długo.
– Nie, Igor. Nas jest bardzo niewielu.
– Tych po stronie Światła? Mniej niż tych po stronie Ciemności?
Teraz był gotowy rzucić dom, mamę z tatą, założyć błyszczącą zbroję i pójść umierać za Dobro…
– W ogóle Innych. Igor… zmagania Dobra i Zła trwały tysiące lat ze zmiennym powodzeniem. Czasami Światło wygrywało, ale gdybyś wiedział, ilu ludzi, którym nawet na myśl nie przyszło, że istnieje świat Zmroku, przy tym ginęło… Innych jest niewielu, ale przecież każdy Inny jest zdolny porwać za sobą tysiące zwykłych ludzi… Jeśli teraz doszłoby do wojny Dobra i Zła -zginie połowa ludzkości. Dlatego już prawie pół wieku temu podpisano umowę. Wielki Traktat między Dobrem i Złem, Ciemnością i Światłem.
Oczy mu się zaokrągliły. Westchnąłem i ciągnąłem dalej:
– To bardzo krótki Traktat. Teraz odczytam ci go – w oficjalnym przekładzie. Już masz prawo go znać.
Zamknąwszy oczy, spojrzałem w Ciemność. Zmrok ożył, zakłębił się pod powiekami. Rozwinęło się szare płótno, pokryte świecącymi się czerwonymi literami. Traktatu nie wolno wygłaszać z pamięci, można go jedynie odczytywać:
My jesteśmy Inni.
Służymy różnym siłom,
Ale w Zmroku nie ma różnicy pomiędzy brakiem Ciemności a brakiem Światła.
Wojna między nami może zniszczyć świat.
Podpisujemy Wielki Traktat o rozejmie.
Każda z jego stron będzie żyła wedle swoich praw,