– Jaz nimi pracowałam – dobiegło mnie ze Zmroku. – Antoni, miły, to nie tak wygląda! Gniew matki to ostry, czarny wybuch i wielki wir. Ale momentalnie się rozpływa. Prawie zawsze.
Możliwe. Nie kłóciłem się. Olga jest specjalistą od klątw i zna chyba wszystkie. Tak, oczywiście, rodzonemu dziecku nie można długo życzyć zła… długo to nie trwa – i wybaczą. Jednak mogą być wyjątki.
– Wyjątki są możliwe – zgodziła się Olga. – Teraz kompleksowo sprawdzają jej matkę. Ale… nie liczyłabym na szybki sukces.
– Swietłana – spytałem. – A nie ma innego wyjścia? Nie można inaczej pomóc twojej mamie? Oprócz transplantacji?
– Nie. Jestem lekarzem, wiem. Medycyna nie jest wszechmocna.
– A gdyby nie medycyna? Zmieszała się:
– O czym ty mówisz, Antoni?
– O medycynie nietradycyjnej – powiedziałem. – Ludowej.
– Antoni…
– Rozumiem, Swietłano, w to trudno uwierzyć – powoli zacząłem. – Jest wielu szarlatanów, aferzystów, ludzi chorych umysłowo. Ale czy na pewno to wszystko jest mistyfikacją?
– Antoni, pokaż mi takiego, który potrafi wyleczyć z prawdziwie ciężkiej choroby – Świetlana z ironią popatrzyła na mnie. – Tylko nie opowiadaj, a pokaż mi go! Jego samego i pacjentów, najchętniej przed i po leczeniu. Wtedy uwierzę, we wszystko uwierzę. W uzdrowicieli, we wróżów, w mistrzów białej i czarnej magii…
Mimowolnie zezłościłem się. Nad dziewczyną wisiał idealny przykład i dowód istnienia „czarnej" magii, taki, który można nawet opisać w podręcznikach.
– Mogę pokazać – powiedziałem. Przypomniałem sobie, jak kiedyś do biura przytaszczyli Daniiła. To była zwyczajna walka… nie bijatyka, ale też i nawet nie potyczka. Po prostu miał pecha. Brali siedmiu wilkołaków, z powodu jakiegoś niewielkiego naruszenia warunków Traktatu. Wilkołaki mogły się poddać – i wszystko zakończyłoby się krótkimi obrachunkami pomiędzy Patrolami. Jednak stawiły opór. Pewnie miały coś grubszego na sumieniu… jakiś krwawy ślad, o którym Nocny Patrol nie wiedział. I teraz już nigdy się nie dowie. Daniił szedł pierwszy, został poważnie ranny. Lewe płuco, serce, głęboka rana wątroby, jedna nerka wyrwana całkowicie.
Naprawiał Daniiłę szef, a pomagał prawie cały personel Patrolu, każdy, kto w tej chwili miał jakieś siły. Ja stałem w trzecim rzędzie, naszym zadaniem było nie tyle wspierać swoją energią szefa, ile ochraniać go od wpływów zewnętrznych. Mimo to czasami popatrywałem na Daniiła. Pogrążał się w Zmrok, czasami sam, czasami razem z szefem. Po każdym pojawieniu się w normalnej rzeczywistości jego rany się zmniejszały. Nie było to zbyt trudne, ale bardzo efektowne, bo rany były jeszcze świeże i niezdeterminowane Losem. Jednak żadnych wątpliwości w to, że szef jest zdolny do wyleczenia matki Swietłany nie miałem. Nawet jeśli nie uniknie swego losu w najbliższej przyszłości, jeśli musi umrzeć, wyleczenie jest możliwe. Śmierć nastąpi z innych powodów…
– Antoni, jak możesz mówić takie rzeczy?
Wzruszyłem ramionami. Swietłana westchnęła:
– Dawać nadzieję to przecież odpowiedzialność. Antoni, nie wierzę w cuda. Ale teraz jestem gotowa uwierzyć. Nie obawiasz się tego?
Spojrzałem jej w oczy – nie, Swietłano. Boję się wielu rzeczy. Ale innych.
– Antoni, wir oklapł na kolejne dwadzieścia centymetrów. Antoni, szef prosił, Żeby ci przekazać – Wspaniale się spisujesz.
Coś nie spodobało mi się w jej tonie. Rozmowa poprzez Zmrok nie jest podobna do zwyczajnej, ale mimo to emocje wyczuwa się.
– Co się zdarzyło? – spytałem przez martwą, szarą zasłonę.
– Pracuj dalej, Antoni.
– Co się stało?
– Chciałabym mieć taką pewność – powiedziała Swietłana. Spojrzała w okno: – Nie słyszałeś? Jakieś drapanie
– To… na pewno wiatr – powiedziałem. – Albo ktoś przechodził.
– Ołga, mów!
– Antoni, z wirem wszystko jest OK. Powoli się zmniejsza. Ty w jakiś sposób wzmacniającej wewnętrzną odporność. Według szacunku do rana wir zmaleje do przypuszczalnie bezpiecznej wielkości. Wtedy będę mogła przystąpić do pracy.
– W takim razie – o co chodzi? Olga, wiem, że coś jest nie w porządku, wyczuwam to!
Milczała.
– Olga, jesteśmy partnerami, czy nie?
To podziałało. Nie widziałem w tej chwili białej sowy, ale wiedziałem, że jej oczy rozjarzyły się i przez chwilę popatrzyła w okna polowego sztabu. Prosto w twarz szefowi i Zawulonowi.
– Antoni, mamy problem z chłopcem.
– Z Igorem?
– Antoni, o czym myślisz? – spytała Swietłana. Ciężko rozmawiać jednocześnie i w realnym świecie, i w świecie Zmroku…
– O tym, że dobrze by było czasem się rozdwoić.
– Antoni, masz znacznie ważniejszą misję.
– Mów, Olga.
– Nie rozumiem, Antoni – to znowu Swietłana.
– Widzisz, właśnie sobie uświadomiłem, że jeden z moich znajomych ma kłopoty. Wielkie kłopoty – spojrzałem jej w oczy.
– Wampirzyca. Porwała chłopaczka.
Nic nie poczułem. Żadnych emocji – ani litości, ani złości, ani smutku. Tylko wewnątrz zrobiło się zimno i pusto.
Pewnie tego oczekiwałem. Nie wiem dlaczego, ale oczekiwałem.
– Przecież tam byli Niedźwiedź i Tygrysek!
– Ale stało się
– Co z nim?
Żeby tylko go nie zainicjowała! Lepsza jest śmierć. Wieczna śmierć jest znacznie bardziej przerażająca.
– Żyje. Wzięła go jako zakładnika.
– Cooo?
Czegoś takiego jeszcze nie było. Nigdy dotąd się nie zdarzyło. Zakładnicy to ludzki wynalazek.
– Wampirzyca żąda negocjacji. Chce sądu… ma nadzieję, ze się wykręci.
Wampirzycy trzeba by postawić piątkę z plusem – za inteligencję. Nie miała i nie ma szansy ucieczki. A tak będzie mogła zwalić całą winę na już zlikwidowanego towarzysza, tego, który ją zainicjował… Nic nie wiem, nie jestem winna. Ukąsili mnie. Stałam się taka, jaka jestem. Prawa nie znałam, Traktatu nie czytałam. Byłabym normalną, posłuszną prawu wampirzycą…
Przecież taka obrona może być skuteczna! Szczególnie jeśli Nocny Patrol pójdzie na jakieś ustępstwa. A my na nie pójdziemy… Nie mamy wyjścia. Każde ludzkie życie musi być chronione.
Rozluźniłem się, poczułem ulgę. Właściwie, co dla mnie znaczy ten chłopak? Padnie na niego los – stanie się w legalną ofiarą wampirów i wilkołaków. Takie jest życie. I mnie to nie wzruszy. Nawet jeśli nie padnie – ileż to razy Nocny Patrol nie zdążył, ilu ludzi zginęło za sprawą Ciemności… Ale to dziwne, już wplątałem się w walkę w jego obronie, wstąpiłem w Zmrok i przelałem za niego krew. Teraz mi nie jest wszystko jedno. Nie jest mi to obojętne…
Przeżycia w Zmroku są intensywniejsze niż w świecie ludzi. Nie mogłem koncentrować uwagi i na Oldze, i na Swietłanie.
– Antoni, nie zaprzątaj sobie głowy moimi problemami.
Mimo wszystko chciało mi się śmiać. Jej problemami zajmowały się teraz setki głów, a Swietłana nawet tego się nie domyślała i nie mogła się o tym dowiedzieć. Ale dobrze byłoby wspomnieć o cudzych kłopotach – takich maleńkich w porównaniu z czarnym wirem inferna, aby przez chwilę ją zaabsorbowały.
– Wiesz, jest takie porzekadło – zacząłem. – Nieszczęścia chodzą parami. Ty masz kłopoty, ale ja mówiłem nie o nich. Mój inny znajomy ma także duże kłopoty. Osobiste, ale z tego powodu wcale mu nie jest lżej.