Выбрать главу

– Zdejmij!

Oj, niedobrze… źle… Chwyciłem za łańcuszek, zerwałem amulet i rzuciłem pod nogi. Teraz, jeśli tylko zechce, Zawulon może wpływać na mnie.

– Zdjąłem. Teraz mów. Czego chcesz?

Wampirzyca zakręciła głową – obróciła nią o trzysta sześćdziesiąt stopni! O czymś takim nawet nie słyszałem… i nasi agenci widocznie też nie – Tygrysek zaryczała.

– \Ktoś się podkrada! – mówiła ludzkim, piskliwym, histerycznym głosem młodej, głupiej dziewczyny, przypadkowo obdarzonej mocą i władzą. – Kto? Kto to?

Lewą rękę, gdzie zapuściła sobie pazury, przycisnęła do szyi młodzika – Zadrżałem, wyobraziwszy sobie, co nastąpi, jeśli wypłynie choć kropelka krwi. Wampirzyca straci nad sobą kontrolę! Drugą ręką, głupim, obwiniającym gestem, bardzo podobnym do gestu Lenina na wozie pancernym, wampirzyca wskazała na brzeg dachu.

– Niech wyjdzie! Westchnąłem i zawołałem:

– Ilja, wyjdź…

Na krawędzi dachu ukazały się palce. Po chwili Ilja przeskoczył niskie ogrodzenie i stanął obok Tygryska. Gdzież on tam się chował? Na daszku balkonu? A może wisiał, wczepiony w splątany siny mech?

– Wiedziałam! – triumfująco powiedziała wampirzyca. – Oszustwo!

Siemiona, wydaje się, nie wyczuła. Może nasz flegmatyczny przyjaciel od stu lat zajmował się technikami ninji?

– Ty mówisz o oszustwie?

– Ja! – na chwilę w oczach wampirzycy błysnęło coś ludzkiego. – Ja umiem oszukiwać! A wy – nie!

Dobrze. Dobrze, ty umiesz, a my nie umiemy. Wierz w to i miej taką nadzieję.

– Czego chcesz? – spytałem.

Zamilkła na chwilę, jakby wcześniej o tym nie pomyślała.

– Żyć!

– Z tym to się spóźniłaś. Już jesteś martwa.

Wampirzyca znowu się wściekła:

– Tak? Ale martwi jeszcze potrafią uciąć głowę!

– Tak. Tylko to umieją.

Patrzyliśmy na siebie. Wszystko było takie nierealne, teatralno-pompatyczne, cała ta rozmowa była bezsensowna, przecież nigdy się nie zrozumiemy. Ona jest nieżywa. Jej życie to cudza śmierć. Ja żyję. Ale według niej wszystko wygląda inaczej.

– Jestem niewinna… -jej głos nagle uspokoił się, złagodniał. A ręka na szyi Igora nieco się rozluźniła. – Wy, którzy nazywacie siebie Nocnym Patrolem… Wy, którzy nie śpicie po nocach, którzy zdecydowaliście, że macie prawo bronić świat przed Ciemnością… Gdzie byliście, kiedy pito moją krew?

Niedźwiedź zrobił kroczek naprzód. Milimetrowy kroczek – tak niewielki, że nie wyglądało to nawet na przestąpienie z jednej mocarnej łapy na drugą, ale po prostu na poślizg pod naporem wiatru. Pomyślałem, że będzie musiał dreptać tak jeszcze dziesiątki minut, bo też i tak ślizgał się przez cały ten czas, kiedy na mnie oczekiwano. Tak długo, dopóki nie uzna, że ma dostatecznie dużą szansę na powodzenie. Wtedy skoczy… i jeśli się uda, chłopczyk zostanie wyrwany z rąk wampirzycy i zapłaci za to tylko kilkoma złamanymi żebrami.

– Nie jesteśmy w stanie upilnować wszystkich – powiedziałem. – Po prostu nie możemy.

To jest właśnie najgorsze… Zaczynałem jej współczuć. Nie chłopakowi, który wplątał się w rozgrywki między Światłem i Ciemnością, nie Swietłanie, nad którą zawisła klątwa, ani nawet temu niewinnemu miastu, w który uderzy klątwa… współczułem jej – wampirzycy. Bo rzeczywiście, gdzie byliśmy? y, nazywający siebie Nocnym Patrolem…

– Mogłaś jednak wybierać – powiedziałem. – I nie mów, że tak nie j było. Inicjacja następuje jedynie w przypadku dwustronnej zgody. Mogłaś umrzeć. Uczciwie umrzeć. Jak człowiek.

– Uczciwie? – wampirzyca odrzuciła głowę, jej włosy rozsypały się na ramionach.

Gdzie ten Siemion… czyżby tak trudno było się wspiąć na dach dwudziestopiętrowego domu? – Chciałabym… honorowo. Ale ten… który podpisywał licencję… który przeznaczył mnie na karmę? Czy postąpił honorowo? Światło i Ciemność…

Ona nie jest zwykłą ofiarą wampira-kłusownika. Była wyznaczoną zdobyczą, wybraną przez ślepy los. I nie miała żadnego wyboru, musiała oddać swoje życie, by odwlec czyjąś śmierć. A ten chłopiec, który rozsypał mi się wczoraj w garstkę prochu pod nogami, spalony pieczęcią… zakochał się. Naprawdę zakochał się… i nie wyssał cudzego życia, lecz przekształcił dziewczynę w równą sobie.

Nieżywi umieją nie tylko urywać głowy, ale i kochać. Ale na nieszczęście nawet ich miłość potrzebuje krwi.

Musiał ją ukrywać, przecież przemienił dziewczynę w wampira niezgodnie z prawem. Musiał ją karmić i potrzebował żywej krwi, a nie substytutu, Oddawanego przez naiwnych dawców.

I zaczął kłusować na ulicach Moskwy, a my, obrońcy Światła, szlachetny Nocny Patrol, który oddaje ludzi na ofiarę Ciemnym, oburzyliśmy się.

Najgorsze na wojnie to zrozumienie wroga. Zrozumieć – znaczy wybaczyć. A nie mamy prawa… od początku stworzenia świata nie mam prawa…

– Ale mimo wszystko miałaś wybór – powiedziałem. – Tak. Cudza zdrada nie jest usprawiedliwieniem własnej.

Cicho się zaśmiała. – Tak, tak… szlachetny sługo Światła… Oczywiście. Ty masz zawsze rację. I możesz tysiące razy powtarzać, że jestem martwa. Że moja dusza spaliła się, rozpuściła się w Zmroku. Tylko wyjaśnij tej podłej i złej, jaka jest między nami różnica? Wyjaśnij mi tak… żebym ci uwierzyła.

Wampirzyca opuściła głowę, popatrzyła w twarz Igorowi. Powiedziała, przekonująco, prawie po przyjacielsku:

– A ty… chłopcze… rozumiesz mnie? Odpowiedz. Odpowiedz uczciwie, nie zwracaj uwagi na pazury. Ja się nie obrażę.

Niedźwiedź przesunął się naprzód. O kolejny milimetr. Poczułem, jak naprężają się jego mięśnie, jak gotuje się do skoku.

A za plecami wampirzycy, bez szmeru, płynnie i równocześnie błyskawicznie szybko – jak tylko on potrafi tak poruszać się w ludzkim świecie – pojawił się Siemion.

– Chłopcze, obudź się! – wesoło powiedziała wampirzyca. – Odpowiedz! Tylko szczerze! Jeśli sądzisz, że on ma rację, a ja nie… Jeśli rzeczywiście w to wierzysz… ja ciebie wypuszczę.

Pochwyciłem spojrzenie Igora. I zrozumiałem, co odpowie.

– Ty także… masz rację.

Pusto. Zimno. Nie miał już siły na emocje.

– Czego w końcu chcesz? – spytałem. – Istnieć? Dobrze… poddaj się. Będzie sąd, wspólny, złożony z obu Patroli…

Wampirzyca popatrzyła na mnie. Pokiwała głową:

– Nie… ja nie wierzę w wasz sąd. Ani Nocnego Patrolu, ani Dziennego-

– W takim razie po co mnie przyzywałaś? – spytałem. Siemion przysuwał się do wampirzycy, był coraz bliżej i bliżej…

– Żeby pomścić – powiedziała wampirzyca. – Zabiłeś mojego przyjaciela. Ja zabiję twojego… na twoich oczach. Potem… spróbuję… zabić ciebie. Ale nawet jeśli mi się nie uda… – uśmiechnęła się. – Tobie wystarczy świadomość, że nie udało ci się uratować chłopca. Nieprawdaż? Żołnierzu Patrolu? Podpisujecie licencje, nie patrząc ludziom w twarz. Nie warto patrzeć… teraz ujawnia się cała wasza moralność… cała wasza zakłamana, tandetna, podła etyka…

Siemion skoczył.

Jednocześnie z nim Niedźwiedź.

Akcja była piękna i szybsza od każdej kuli, każdego zaklęcia. W końcu wiedza, którą nabywali przez dwadzieścia, czterdzieści, sto lat…została wykorzystana!

Na wszelki wypadek wyciągnąłem zza pleców pistolet i pociągnąłem za spust – wiedząc, że kula będzie poruszać się leniwie i powoli, jak na zwolnionych zdjęciach z taniego filmu sensacyjnego, pozostawiając wampirzycy szansę na uchylenie się i na zabicie…

Siemion rozpłaszczył się w powietrzu, jakby natknął się na szklaną ścianę, spłynął po niewidocznej przegrodzie, jednocześnie przechodząc w Zmrok. Niedźwiedzia odrzuciło – był znacznie masywniejszy. Kula, z gracją ważki pełznąca ku wampirzycy, wybuchła płomieniem i znikła.