Выбрать главу

Gdyby nie oczy wampirzycy – powoli rozszerzające się, nie rozumiejące, sądziłbym, że ochronną tarcze opuściła sama. Chociaż jest to przywilej jedynie najsilniejszych magów…

– Oni są pod moją opieką… – zabrzmiało zza moich pleców.

Odwróciłem się i ujrzałem Zawulona.

Zadziwiające, że wampirzyca nie wpadła w panikę. Zaskoczyło też mnie to, że nie zabiła Igora. Nieudany atak i pojawienie się maga były dla niej jeszcze większą niespodzianką niż dla nas, dlatego że ja cały czas czekałem na coś podobnego od chwili, kiedy zdjąłem amulet.

Nie zdziwiłem się, że przybył tak szybko. Ciemność ma swoje szlaki. Ale dlaczego Zawulon, obserwator ze strony Ciemności, wolał wziąć udział w tym małym starciu, niż przebywać w naszym sztabie? Stracił zainteresowanie Świetlaną i wiszącym nad nią wirem? Odgadł coś, czego my ciągle nie potrafimy dostrzec?

Przeklęty nawyk ciągłego rozważania! Agenci operacyjni są go pozbawieni, wynika to z samej natury ich profesji. Ich specjalność to natychmiastowa reakcja na niebezpieczeństwo, zwarcie, zwycięstwo lub klęska.

Ulja już wydobył magiczną buławę. Jej bladoliliowa poświata była zbyt jaskrawa jak na maga trzeciej rangi i zbyt już równomierna, aby uwierzyć w nieoczekiwany wybuch jego mocy. Raczej naładował ją sam szef.

Widać przewidział?

A więc oczekiwał zjawienia się kogoś równego mu siłą?

Ani Tygrysek, ani Niedźwiedź nie zaczęli transformacji swoich postaci. Ich magia nie potrzebowała dodatkowego wyposażenia, a już tym bardziej przybrania ludzkiej postaci. Niedźwiedź jak poprzednio wpatrywał się w wampirzycę, zupełnie ignorując Zawulona, Tygrysek stała obok mnie. Siemion, pocierając plecy, powoli obchodził wampirzycę, demonstracyjnie pokazując się w jej polu widzenia. On także pozostawił nam maga Ciemności.

– Oni? – zaryczał Tygrysek.

Nie od razu zrozumiałem, co ją tak zdenerwowało.

– Oni są pod moją ochroną – powtórzył Zawulon. Był otulony w bezkształtny, czarny płaszcz, jego głowę przykrywał pomięty beret z ciemnego futra. Ręce chował w kieszeniach, ale ja byłem z jakiegoś powodu pewny, że niczego tam nie ma, ani amuletów, ani pistoletów.

– Ktoś ty? – wrzasnęła wampirzyca. – Ktoś ty?

– Twój obrońca i opiekun – Zawulon patrzył na mnie, nawet nie na mnie, trochę prześlizgując się wzrokiem – gdzieś obok. – Twój pan.

Co on, zwariował? Wampirzyca zupełnie nic nie zrozumiała ze zmiany rozkładu sił. Jest pobudzona. Przygotowała się na śmierć… na przerwanie swojej egzystencji. Teraz pojawiła się szansa ocalenia… Ale taki ton…

– Nie mam żadnych panów! – dziewczyna, której życie rozpoczęło się od cudzej śmierci, zaśmiała się. – Kimkolwiek jesteś – czy ze Światła czy z Ciemności, zapamiętaj! Nie ma i nie będzie żadnych panów!

Zaczęła się cofać ku krawędzi dachu, ciągnąc za sobą Igora. Nie zmieniła chwytu – jedną ręką trzymała go, a drugą przyłożyła mu do gardła. Zakładnik… niezły ruch przeciw siłom Światła.

Ale możliwe, że i przeciw siłom Ciemności.

– Zawulon, zgadzamy się – powiedziałem kładąc rękę na naprężone plecy Tygryska – Ona jest twoja. Zabieraj ją na sąd. My szanujemy Traktat.

– Zabieram ich… – Zawulon patrzył przygasłym okiem przed siebie. Wiatr siekł go po twarzy, ale nieruchome oczy maga były szeroko otwarte, jakby odlane ze szkła. – Kobieta i chłopiec są nasi.

– Nie. Tylko wampirzyca.

W końcu zaszczycił mnie spojrzeniem:

– Adepcie Światła, biorę jedynie swoje. Szanuję Wielki Traktat. Kobieta i chłopiec są nasi.

– Jesteś silniejszy od każdego z nas – powiedziałem. – Ale jesteś tutaj sam, Zawulonie.

Mag pokręcił głową i uśmiechnął się – smutnie i wyrozumiale.

– Nie, Antoni Gorodecki.

Wyszli zza szybu windy, chłopak i dziewczyna. Już mi znani. Niestety, już znani.

Alicja i Piotr. Wiedźma i wiedźmin z Dziennego Patrolu.

– Igor! – cicho rzekł Zawulon. – Zrozumiałeś różnicę między nami?

Która ze stron wydaje się tobie bardziej interesująca?

Chłopiec milczał. Ale być może jedynie dlatego, że pazury wampirzycy ciągle spoczywały na jego gardle.

– Mamy problem? – mruczącym głosem spytała Tygrysek.

– Mhm – potwierdziłem.

– Wasza decyzja? – spytał Zawulon. Jego Patrol milczał, nie mieszając się.

Mnie się to nie podoba – powiedziała Tygrysek. Zwróciła się w stronę

Zawulona, a jej ogon bezlitośnie uderzał mnie w kolano. – Bardzo mi się nie podoba punkt widzenia Dziennego Patrolu… na to zdarzenie…

Widać było, że był to ich wspólny pogląd -jej i Niedźwiedzia. Zawsze, wtedy byli razem, w imieniu ich obojga wypowiadało się tylko jedno. Spojrzałem na Ilja, obracał buławę w palcach i uśmiechał się – niedobrze, marzycielsko. Jak dziecko, które zamiast plastykowego pistoletu przytaszczyło ze sobą naładowane uzi. Siemionowi wyraźnie było wszystko jedno. Kichał na szczegóły. Już od siedemdziesięciu lat zajmuje się bieganiem po dachach…

– Zawulon, czy mówisz w imieniu Dziennego Patrolu? – spytałem.

Przez sekundę cień wahania błysnął w oczach maga.

Co tu się dzieje… Dlaczego Zawulon opuścił nasz sztab, tracąc możliwość Wytropienia i ściągnięcia do Dziennego Patrolu nieznanego maga o olbrzymiej mocy? Z takiej możliwości się nie rezygnuje – nawet dla wampirzycy i chłopaczka z potencjalnie wybitnymi zdolnościami. Dlaczego Zawulon dąży do konfliktu?

I dlaczego, dlaczego nie chce – przecież wyraźnie to widzę, nie ma najmniejszej wątpliwości! – wystąpić w imieniu Dziennego Patrolu?

– Mówię jako osoba prywatna – powiedział Zawulon.

– W takim razie mamy niewielką prywatną różnicę poglądów – odpowiedziałem.

– Tak.

Nie chce mieszać w tę sprawę Patroli. To jest sprawa między nami, Innymi, chociaż jesteśmy na służbie, w trakcie akcji. Ale Zawulon nie chce, by konflikt nabrał oficjalnego charakteru. Dlaczego? Tak wierzy w swoje siły, czy też boi się przybycia szefa?

Nic nie rozumiem…

Ale dlaczego porzucił sztab i polowanie na czarodzieja, który rzucił klątwę na Swietłanę? Ciemność walczyła o to, żeby im oddać nieznanego maga. A teraz z łatwością się go wyrzeka?

O czym wie Zawulon? Coś, czego my jeszcze nie wiemy?

– Wasze nędzne… – zaczął mówić mag. Ale nie zdążył dokończyć – swój ruch wykonała ofiara.

Usłyszałem ryk Niedźwiedzia, w którym przebijało zaskoczenie i niepewność – odwróciłem się.

Igor, od pół godziny zakładnik wampirzycy, znikał, rozpuszczał się.

Chłopiec uciekał jeszcze głębiej w Zmrok.

Wampirzyca ścisnęła ręce – próbując ni to utrzymać go, ni to zabić. Ruch pazurzastej łapy był błyskawiczny, ale już nie natrafił na żywe ciało. Wampirzyca uderzyła sama w siebie – pod lewą pierś, w serce.

Jaka szkoda, że już jest martwa!

Niedźwiedź skoczył. Jak ożywiona zaspa przeniósł się przez pustkę, gdzie przed sekundą stal Igor, i przewrócił wampirzycę. Pod jego masą walczące ciało skryło się całkowicie – jedynie wysunęła się, nerwowo uderzająca w futrzasty bok, pazurzasta ręka.

W tej samej chwili Ilja podniósł buławę. Liliowe światło nieco zmatowiało, potem buława wybuchła, przekształcając się w kolumnę białego ognia. Wydawało się, że w rękach agenta pojawił się oderwany od latarni promień reflektora, oślepiający i prawie namacalnie gęsty. Z widocznym wysiłkiem Ilja machnął rękoma, przejechał po szarym niebie promieniem, niewidzianym w Moskwie od czasów wojny – i spuścił herkulesową maczugę na Zawulona.