Trzasnęły drzwi. Na ulicę wyszła dziewczyna, zatrzymała się, poprawiając g ramieniu torebkę – stała gdzieś o dziesięć metrów od samochodów, na chodniku. Głupie tu te ich domy – bez podwórek. Pracować niewygodnie i mieszkać pewnie też. Co z ich renomy, jeśli rury przerdzewiałe, metrowe ściany pokrywa grzyb i duchy pewnie grasują…
Maksym uśmiechnął się przelotnie, wysiadając z samochodu. Uniósł się lekko, mięśnie przez noc nie zastygły, nawet jakby przybyło mu sił. I to był pewien symptom.
Swoją drogą, to naprawdę ciekawe – czy na świecie są duchy?
– Galina! – krzyknął.
Dziewczyna odwróciła się do niego. I to też był wyraźny symptom. Gdyby Inferno inaczej, zaczęłaby uciekać, przecież jest coś podejrzanego i niebezpiecznego w człowieku, czekającym na ciebie o świcie na ulicy…
– Nie znam pana – powiedziała. Spokojnie, z zaciekawieniem.
– Tak – potwierdził Maksym. – Ale ja znam panią.
– Kim pan jest?
– Sędzią.
Podobała mu się właśnie ta nazwa – archaiczna, napuszona, uroczysta. Ten, który ma prawo sądzić.
– Kogo pan ma zamiar sądzić?
– Panią, Galino – Maksym był rzeczowy i zwięzły. Zaczynało mu ciemnieć przed oczami, i to znowu był kolejny, wyraźny znak.
– Naprawdę? – obrzuciła go pewnym siebie wzrokiem i Maksym dostrzegł w źrenicach żółtawy ognik. – A uda się?
– Uda się – odpowiedział Maksym, podnosząc rękę. Kindżał już był w dłoni, wąska cienka klinga z drewna, niegdyś jasnego, ale w ciągu ostatnich trzech lat pociemniałego, nasiąkniętego…
Dziewczyna nie wydała żadnego głosu, kiedy drewniane ostrze weszło w serce.
Jak zawsze Maksym przeżył chwilę strachu, krótkotrwały i paraliżujący przypływ trwogi – a może jednakże, bez względu na wszystko, doszło do pomyłki? A może?
Lewą ręką dotknął krzyżyka, zwykłego drewnianego krzyżyka, który zawsze nosił na piersi. I stał tak, z drewnianym kindżałem w jednej ręce, z zaciśniętym w dłoni krzyżem w drugiej. Stał, dopóki dziewczyna nie zaczęła się zmieniać…
To działo się szybko. To zawsze działo się szybko – transformacja w zwierzę i ponownie w człowieka. Przez kilka sekund na chodniku leżało zwierzę – czarna pantera z zastygłym wzrokiem, obnażonymi kłami, ofiara polowania, odziana w skromną garsonkę, rajstopy, pantofelki… Potem proces przebiegał w drugą stronę -jakby wahadło ostatni raz wykonało swój ruch.
Maksymowi wydawało się zadziwiające nawet nie to – krótkie i zazwyczaj opóźnione przekształcenie – lecz to, że martwa dziewczyna nie miała żadnej rany. Krótka chwila transformacji oczyszczała ją, ozdrawiała. Tylko przecięcie na bluzce i marynarce.
– Bogu niech będzie chwała – wyszeptał Maksym, patrząc na martwego wilkołaka. – Chwała Tobie, Boże.
Nie miał nic przeciw tej roli, przypisanej mu w życiu.
Ale mimo wszystko była zbyt ciężka dla niego, chociaż nie miał zawyżonego poziomu roszczeń.
Rozdział 1
Tego ranka zrozumiałem, że wiosna rzeczywiście już nastąpiła.
Jeszcze wieczorem niebo było zupełnie inne. Nad miastem płynęły chmury, pachniało wilgotnym przemarzniętym wiatrem i nie narodzonym śniegiem. Chciało się głębiej wcisnąć w fotel, wepchnąć do wideo kasetę z czymkolwiek bajecznym i debilnie głupim, czyli amerykańskim, wypić łyczek koniaku i tak usnąć.
Rankiem wszystko się zmieniło.
Ruchem doświadczonego magika na miasto narzucono błękitną chusteczkę, przeciągnięto nią po ulicach i placach -jakby wycierając ostatnie ślady zimy. I nawet pozostałe w rogach i rynsztokach grudy brudnego śniegu wydawały się nie być niedopatrzeniem triumfującej wiosny, ale nieodłącznym elementem wnętrza. Przypomnieniem…
Szedłem do metra i uśmiechałem się. Czasami bardzo dobrze być człowiekiem. Cały ostatni tydzień wiodłem takie właśnie życie – przychodząc do pracy nie wchodziłem wyżej niż na tutejsze piętro, walczyłem z serwerem, który nieoczekiwanie nabrał wiele przyjętych nawyków. Uruchamiałem dziewczętom z księgowości nowe programy biurowe, których potrzeby używania wcale nie odczuwały. Wieczorami chodziłem do teatrów, na mecze piłki nożnej, do jakichś małych barów i restauracyjek. Dokądkolwiek, byle było hałaśliwie i tłoczno. Być człowiekiem – czepią tłumu jest znacznie ciekawiej, niż być po prostu człowiekiem. Rzecz jasna w biurze Nocnego Patrolu, starym trzypiętrowym budynku, wynajmowanym przez nas od naszej firmy-córki, nawet nie wspominano o ludziach. Nawet trzy staruszki-sprzątaczki były Innymi. Nawet zuchwali młodzi Ochroniarze przy wejściu, których cała praca polegała na odstraszaniu drobnych łobuzów i akwizytorów, mieli niewielkie zdolności magiczne. Nawet hydraulik, klasyczny moskiewski hydraulik-alkoholik, był magiem… i w dodatku, byłby zupełnie niezłym magiem, gdyby nie sięgał zbyt często po butelkę. Tak się złożyło, że parter i pierwsze piętro wyglądały zupełnie zwyczajnie. Tu mogła zjawiać się policja podatkowa, ludzie – partnerzy biznesowi, bandyci z naszej osłony… nieważne, że naszą osłonę ostatecznie nadzorował osobiście szef, ale czy o tym mogli wiedzieć zwykli raketierzy? I rozmowy prowadzono tutaj zupełnie zwyczajne. O polityce, podatkach, zakupach, pogodzie, cudzych przygodach erotycznych i własnych perypetiach miłosnych. Dziewczyny obgadywały facetów, a my nie pozostawaliśmy im dłużni. Nawiązywano romanse, prowadzono intrygi przeciwko bezpośrednim zwierzchnikom, rozważano możliwości otrzymania premii… Po półgodzinie dojechałem do stacji metra „Sokół”, wyszedłem na górę. Dokoła panował hałas, w powietrzu było aż gęsto od spalin samochodowych. A mimo to – wiosna.
Nasze biuro mieści się w nienajgorszej moskiewskiej dzielnicy. Naprawdę nienajgorszej, jeśli, oczywiście, nie będziemy jej porównywać z rezydencją Dziennego Patrolu. Ale przecież Kreml nie nadaje się dla nas – zbyt silne piętno odcisnęła historia na Placu Czerwonym i otaczających go starych, ceglanych murach. Może kiedyś te plamy zanikną. Ale na razie na to się nie zanosi… niestety.
Z metra ruszyłem pieszo, nie było daleko. Twarze otaczających mnie ludzi dobre, ogrzane słońcem i wiosną. Lubię wiosnę – wtedy słabnie poczucie poniżającej bezsilności. I maleje liczba ciężkich prób…
Jeden z chłopaków-ochroniarzy palił przed wejściem. Skinął przyjaźnie głową – do jego zadań nie należała wnikliwa kontrola. Ode mnie natomiast zależało, czy ich komputer w dyżurce będzie miał dostęp do Internetu i czy pojawi się na nim kilka świeżych gier, czy też wyłącznie służbowe informacje i dossier współpracowników.