Выбрать главу

– Spóźniasz się, Antoni – rzucił.

Z powątpiewaniem spojrzałem na zegarek.

– Szef wezwał wszystkich do sali konferencyjnej, już ciebie szukali.

To dziwne, zazwyczaj mnie na poranne narady nie wzywano. Coś się zdarzyło w moim informatycznym gospodarstwie? Wątpliwe, wtedy wyciągnęliby mnie w nocy z łóżka, i koniec. Nie raz już tak było…

Kiwnąłem głową i przyspieszyłem kroku.

Mamy w budynku windę, starą i archaiczną, wolałem więc z niej nie korzystać i wbiegłem na trzecie piętro na własnych nogach. Na trzecim piętrze, na klatce schodowej, znajdował się jeszcze jeden posterunek, już poważniejszy. Dyżurował Garik. Gdy zbliżałem się, zmrużył oczy, popatrzył przez Zmrok, skanując aurę i wszystkie te znaczki, które my, członkowie Patrolu, nosiliśmy na swoim ciele. Dopiero potem życzliwie się uśmiechnął:

– Pośpiesz się.

Drzwi do sali konferencyjnej były uchylone. Zajrzałem do środka – zebrało się ze trzydzieści osób, najwięcej było agentów operacyjnych i analityków. Szef przechadzając się przed mapą Moskwy, kiwał głową, a Witalij Markowicz, jego zastępca do spraw handlowych, bardzo kiepski mag, ale za to urodzony biznesmen, mówił:

– W ten sposób całkowicie pokryliśmy wydatki bieżące, nie musimy sięgać do… e… specjalnych metod finansowania naszej działalności. Jeżeli zebranie podtrzyma moje propozycje, będziemy mogli trochę podnieść uposażenie współpracowników, przede wszystkim pracownikom operacyjnym, rozumie się.

Wypłaty związane z czasową niezdolnością do pracy, renty dla rodzin poległych też powinny… e… ulec pewnemu podwyższeniu. I możemy sobie teraz na to pozwolić…

To śmieszne, że magowie, zdolni do przekształcania ołowiu w złoto, węgla w diamenty, a pociętego papieru w karty kredytowe, zajmują się działalnością handlową. Ale, tak naprawdę, przynosi to podwójne korzyści. Po pierwsze, daje zajęcie tym Innym, których zdolności są zbyt małe, żeby mogli z nich się utrzymać. Po drugie, maleje ryzyko naruszenia równowagi sił.

Na mój widok Borys Ignatjewicz skinął głową i powiedział:

– Dziękuję, Witalij. Myślę, że sytuacja jest jasna, żadnych narzekań na działalność nie ma. Będziemy głosować? Dziękuję. Teraz, kiedy wszyscy są obecni…

Przekradłem się do wolnego krzesła pod uważnym wzrokiem szefa i usiadłem

– Możemy przejść do głównego tematu.

Siemion, który -jak się okazało – siedział obok mnie, nachylił głowę i wyszeptał:

– Główny temat to uiszczenie składek partyjnych za marzec…

Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Czasami w Borysie Ignatjewiczu rzeczywiście budził się stary partyjny funkcjonariusz. Jednak niepokoiło mnie to znacznie mniej niż wówczas – na przykład – gdy zachowywał się jak średniowieczny inkwizytor albo jak emerytowany generał; ale możliwe nie mam racji

– Główny temat to protest Dziennego Patrolu, który otrzymałem dwie godziny temu – powiedział szef.

Nie od razu zrozumiałem wagę problemu. Dzienny i Nocny Patrol ciągle chodziły sobie w drogę. Protesty były zjawiskiem cotygodniowym, czasami widziano je na poziomie oddziałów regionalnych, czasami dopiero w trybuje w Brnie… Później jednak zrozumiałem, że protest, z powodu którego zwołano rozszerzone zebranie Patrolu, nie może należeć do zwyczajnych. -Sens protestu – szef potarł nos – sens protestu jest następujący… Dzisiejszego ranka, w rejonie zaułku Stolesznikowa zabito kobietę, sługę Ciemności-Oto krótki opis zdarzenia.

Na moje kolana rzucono parę kartek wydruku komputerowego. Wszyscy stali także otrzymali takie same podarki. Przebiegłem oczami tekst: „GalinaRogowa, lat dwadzieścia cztery… Inicjowana w wieku lat siedmiu, rodzina nie należy do Innych. Wychowana pod patronatem Ciemności… opiekun -Anna Czernogorowa, mag czwartego stopnia… W wieku ośmiu lat

Galina Rogowa została zidentyfikowana jako wilkołak-pantera. Zdolności średnie…”

Krzywiąc się przeglądałem, jej dossier. Chociaż, w zasadzie, nie było na co krzywić. Rogowa była po stronie Ciemności, ale w Dziennym Patrolu nie pracowała. Warunków Traktatu przestrzegała, na ludzi nie polowała. Ani Nawet tych dwóch licencji, które jej oferowano po osiągnięciu pełnoletniości i po zawarciu małżeństwa, nie wykorzystała. Z pomocą magii osiągnęła wysokie stanowisko w korporacji budowlanej Ciepły Dom, wyszła za mąż za zastępcę dyrektora. Jedno dziecko, chłopczyk… zdolności Innego nie zauważono. Kilkukrotnie wykorzystała zdolności Innej dla samoobrony, raz zabiła napastnika. Ale nawet w tym wypadku nie zniżyła się do kanibalizmu…

– Oby jak najwięcej było takich wilkołaków, no nie? – rzekł Siemion.

Przekartkował stroniczki i chrząknął. Zaintrygowany spojrzałem na koniec dokumentu.

Tak. Protokół oględzin. Rozcięcie na bluzce i na marynarce – prawdopodobnie uderzenie cienkim kindżałem. Zamówionym, oczywiście, zwykłym żelastwem wilkołaka się nie zabije… Ale co zdziwiło Siemiona?

Aaa, to!

Na ciele nie stwierdzono żadnych widocznych obrażeń. Żadnych. Przyczyna śmierci – kompletna utrata energii życiowej.

– Nieźle – powiedział Siemion. – Pamiętam, podczas wojny domowej polecono mi złapać wilkołaka-tygrysa. A ten drań pracował w Czeka i w dodatku nie był tam osamotniony…

– Czy wszyscy zapoznali się z danymi? – spytał szef.

– Można zadać pytanie? – na drugim końcu sali uniosła się chuda ręka. Prawie wszyscy się uśmiechnęli.

– Pytaj, Julio – szef kiwnął głową.

Najmłodsza współpracowniczka Patrolu wstała, niepewnie poprawiła włosy. Ładniutka dziewczyna, choć trochę infantylna. Ale nie bez powodu wzięli ją do działu analitycznego.

– Borysie Ignatjewiczu, jeśli dobrze rozumiem, doszło do magicznego oddziaływania drugiego stopnia. Czy też pierwszego?

– Możliwe, że tylko drugiego – potwierdził szef.

– A to oznacza, że mogli to uczynić tylko… pan – Julia na chwilkę zamilkła, zawstydzona. – I jeszcze Siemion… Ilja… albo Garik. Prawda?

– Garik nie potrafiłby – rzekł szef. – Ilja i Siemion – tak.

Siemion coś mruknął, jakby ten komplement nie był mu miły.

– Istnieje jeszcze możliwość, że tego zabójstwa dokonał ktoś z naszych, przebywający w Moskwie przejazdem – rozmyślała na głos Julia. – Ale przecież mag o takiej mocy nie mógł pojawić się w mieście niezauważenie, wszyscy są obserwowani przez Dzienny Patrol. Tak więc wystarczy sprawdzić tylko alibi trzech osób i jeśli okaże się, że mają – nie można do nas mieć żadnych pretensji?

– Juleczko – szef pokiwał głową. – Do nas nikt nie ma żadnych pretensji. Chodzi o to, że w Moskwie działa mag Światła, nie zarejestrowany i nie poznany z Traktatem. A to bardzo poważna sprawa…

– W takim razie – oj – powiedziała Julia. – Proszę wybaczyć, Borysie Ignatjewiczu.

– Wszystko w porządku – szef skinął. – Od razu przeszliśmy do sedna sprawy. Kogoś przegapiliśmy. Ktoś nam prześliznął się między palcami. Po Moskwie włóczy się mag Światła o dużej mocy. Nic nie rozumie – i zabija sługi Ciemności.

– Zabija? – spytał ktoś z sali.

– Tak. Przejrzano archiwum, podobne przypadki stwierdzono trzy lata temu – wiosną i jesienią, i dwa lata temu -jesienią. W każdym przypadku nie stwierdzono obrażeń zewnętrznych, ale odzież ofiar była przecięta. Dzienny Patrol prowadził śledztwa, ale bezskutecznie. Wydaje się, że zrzucili przyczynę śmierci na współczynnik przypadkowości… teraz któryś z nich poniesie karę.

– A z naszych?

– Także. Siemion kaszlnął i niezbyt głośno powiedział: