– Olga…
Drzwi w ścianie, które zawsze uważałem za drzwi szafy, otworzyły się. Weszła Olga, poprawiając włosy i uśmiechając się. Dżinsy i bluzka były szczególnie obcisłe, tak jak to bywa tylko po gorącym prysznicu. Za jej plecami dostrzegłem wielką łazienkę z jakuzi i panoramicznym oknem na całą szerokość ściany – z pewnością półprzepuszczalnym.
– Ola, poradzisz sobie? – zapytał szef. Mowa była o czymś, o czym już rozmawiali.
– Sama? Nie.
– Mówię o tym drugim.
– Poradzę sobie, oczywiście.
– Stańcie plecami do siebie – polecił szef.
Nie chciałem oponować. Serce jednak mi zabiło – czułem, że stanie się coś poważnego.
– I otwórzcie się oboje – zażądał Borys Ignatjewicz.
Zmrużyłem oczy, odprężyłem się. Plecy Olgi były gorące i wilgotne, nawet przez bluzkę. Dziwne uczucie, stać dotykając dziewczyny, która przed chwilą zajmowała się miłością… miłością – nie z tobą.
Nie, nie byłem w niej ani trochę zakochany. Może dlatego, że pamiętałem ją w nieludzkiej postaci, a może dlatego, że bardzo szybko wytworzyły się między nami stosunki przyjacielskie i partnerskie. Może i z powodu stuleci, dzielących nasze urodziny – mimo jej młodego ciała widziałem w jej oczach pył wieków. Zostaliśmy przyjaciółmi, i nic więcej.
Ale stać razem z kobietą, której ciało jeszcze przeżywa cudze pieszczoty, przyciskać się do niej – to specyficzne wrażenia…
– Zaczynamy… – powiedział szef, może nazbyt ostro. Wymówił kilka niezrozumiałych słów w jakimś dawnym języku, który może rozbrzmiewał na Ziemi przed tysiącami lat…
Lot.
To był rzeczywisty lot -jakby ziemia usunęła się spod nóg, jakby ciało straciło swoją wagę. Ogarnęła mnie fala tak szaleńczej i czystej radości, niczym nie uzasadnionej, że aż mi w oczach pociemniało. Upadłbym, ale moc, bijąca z podniesionych rąk szefa podtrzymywała mnie i Olgę na niewidocznych nitkach, zmuszała do wyginania się, przyciskaniu się do siebie.
A potem nitki się poplątały.
– Wybacz, Antoni – rzekł Borys Ignatjewicz – Nie mieliśmy czasu na wyjaśnienia i dyskusję. Milczałem. Siedziałem ogłuszony na podłodze i patrzyłem tępo na swoje ręce – na cienkie palce z dwoma srebrnymi obrączkami, na nogi – zgrabne długie nogi, wilgotne po kąpieli i oblepione zbyt obcisłymi dżinsami, w jaskrawych biało-niebieskich adidasach na maleńkich stopach.
– To nie na długo – powiedział szef.
– Do jasnej… – chciałem przekląć, skoczyłem, usiłując podnieść się z podłogi, ale zamilkłem, gdy usłyszałem swój głos. Piersiowy, miękki, kobiecy głos.
– Antoni, spokojnie – młody mężczyzna stojący obok mnie wyciągnął rękę i pomógł mi się podnieść. Gdyby nie jego pomoc, upadłbym. Mój środek ciężkości całkowicie się przemieścił. Stałem się niższy, a świat wyglądał zupełnie inaczej…
– Olga? – spytałem, patrząc na swoje byłe ciało.
Moja partnerka, która teraz zamieszkała w moim ciele, machnęła ręką. W roztargnieniu patrzyłem na jej… na swoją… twarz, zauważyłem, że rano niedokładnie się ogoliłem. I że na moim czole dojrzewa niewielki czerwony pryszczyk, jak u podrostka w wieku dojrzewania.
– Antoni, spokojnie. Ja też po raz pierwszy zmieniłam płeć.
Nie wiem czemu, ale jej uwierzyłem. Bez względu na swój wiek, Olga mogła nigdy nie znaleźć się w takiej dwuznacznej sytuacji.
– Przyzwyczaiłeś się? – spytał szef.
Ciągle przyglądałem się sobie, to podnosząc ku twarzy ręce, to wpatrując się w swoje odbicie w szybach gablotek.
– Idziemy – Olga pociągnęła mnie za rękę. – Borysie, chwileczkę… – Jej ruchy były tak samo niepewne jak i moje. Nawet bardziej. – Światło i Ciemność, jak wy, mężczyźni, możecie chodzić? – nagle krzyknęła.
Wtedy i ja zaśmiałem się, w pełni pojąwszy ironię losu. Mnie, cel prowokacji stronników Ciemności, schowano ukrywając w ciele kobiety! W ciele kochanki szefa, tak wiekowej jak katedra Notre Damę!
Olga dosłownie wepchnęła mnie do łazienki – mimo woli z satysfakcją doznałem własnej siły – i nachyliła nad jakuzi. Puściła mi w twarz strugę zimnej wody z prysznica, wcześniej już zapobiegliwie przygotowanego, leżącego na subtelnie różowym fajansie.
Prychając wyrwałem się z jej rąk. Ledwie powstrzymałem się przed wlepieniem Oldze – czyli jednak sobie? – kilku policzków. Widocznie zaczynały się budzić nawyki motoryczne cudzego ciała.
– Ja nie histeryzuję-powiedziałem ze złością. – To jest po prostu śmieszne.
– Naprawdę? – Olga patrzyła na mnie zmrużywszy oczy. Czy taki naprawdę jest mój wzrok, kiedy wyraża życzliwość zmieszaną ze powątpiewaniem?
– Na sto procent.
– W takim razie spójrz na siebie.
Podszedłem do lustra – także wielkiego i luksusowego, jak wszystko w tej ukrytej łazience, i spojrzałem na siebie.
Rezultat był dziwaczny. Przyglądając się swojej nowej postaci, całkowicie się uspokoiłem. Pewnie gdybym znalazł się w innym, ale męskim ciele – szok byłby większy. A tak wszystko było normalne, oprócz stale odczuwanego wrażenia, że rozpoczął się bal przebierańców.
– Nie oddziałujesz na mnie? – spytałem. – Ty albo szef?
– Nie.
– A więc mam żelazne nerwy.
– Szminka ci się rozmazała – zauważyła Olga. I zachichotała. – Umiesz malować sobie usta?
– A skądże? Oczywiście, że nie.
– Nauczę. To nietrudne. I tak się tobie jeszcze nieźle udało, Antoni.
– Niby co?
– Tydzień później – i musiałabym cię nauczyć korzystać z podpasek.
– Jak każdy normalny mężczyzna oglądający telewizję, potrafię robić to doskonale. Podpaskę należy oblać jaskrawo niebieskim płynem, a potem silnie ścisnąć w dłoni.
Rozdział 2
Wyszedłem z gabinetu i zatrzymałem się na chwilę, walcząc z pokusą powrotu.
W każdej chwili mogłem odmówić udziału w tym zaproponowanym przez szefa planie. Wystarczy tylko wrócić, powiedzieć parę słów i my z Olgą znajdziemy się ponownie w naszych prawdziwych ciałach. Ale w tej półgodzinnej rozmowie usłyszałem dostatecznie wiele, by zaakceptować zamianę ciał jako jedyną dobrą odpowiedź na prowokację Ciemności.
W końcu nie można rezygnować z leczenia, dlatego że bolą zastrzyki…
Klucze do mieszkania Olgi leżały w mojej torebce. Tam były też pieniądze i karta kredytowa w maleńkiej portmonetce, kosmetyczka, chusteczka, podpaska – tylko po co ona, przecież to mi się nie powinno przydać, napoczęte opakowanie tik-taków, grzebień, garść drobnych na dnie, lusterko, miniaturowy telefon komórkowy…
Ale puste kieszenie dżinsów zaniepokoiły mnie, miałem wrażenie, że coś zgubiłem. Przez chwilę grzebałem w nich, próbując znaleźć chociażby zapomnianą monetę, ale tylko upewniłem się, że podobnie jak większość kobiet Olga wszystko nosiła w torebce.
Wydawałoby się, że puste kieszenie to z pewnością nie największa strata, jaką dzisiaj poniosłem. Mimo to ten drobiazg wywoływał u mnie rozdrażnienie. Przełożyłem z torebki do kieszeni kilka banknotów i poczułem się pewniej.
Szkoda tylko, że Olga nie nosi odtwarzacza…
– Cześć – podszedł do mnie Garik. – szef wolny?
– U niego… u niego jest Antoni… – odpowiedziałem.
– Coś się stało, Ola? – Garik uważnie patrzył na mnie. Nie wiem, co on wyczuł – obcą intonację, niezgrabne ruchy, nową aurę. Ale jeżeli nawet agent operacyjny, z którym ani ja, ani Olga nigdy specjalnie nie utrzymywaliśmy kontaktów, wyczuwa zmianę – na niewiele się to przydało.
W tym czasie Garik niepewnie, nieśmiało, uśmiechał się. To mnie całkowicie zaskoczyło – nigdy nie zauważyłem, żeby Garik próbował flirtować z pracownicami Patrolu. Miał problemy z zawarciem znajomości nawet ze zwykłymi kobietami i miał kosmicznego pecha w sprawach sercowych.