– Ty naprawdę lubisz bułki? – ze zdziwieniem spytała Świetlana.
– Lubię. Z masłem i konfiturami – rzekłem pochmurnie.
– Wydaje mi się, że ktoś obiecał dbać o to ciało.
– A co złego robię? Możesz mi wierzyć, cały organizm się zachwyca.
– No-no – odezwała się Swietłana. – Dowiedz się też od Olgi, jak ona dba o figurę.
Zawahałem się, ale mimo to rozciąłem kolejną bułkę na połówki i posmarowałem je, nie żałując sobie, konfiturami.
– A komu przyszła do głowy ta genialna idea schowania ciebie w ciele kobiety?
– Wydaje się, że szefowi.
– Nie wątpię.
– Olga to podtrzymała.
– No, pewnie… Borys Ignatjewicz to dla niej pan i władca.
Co do tego to miałem pewne wątpliwości, jednak zmilczałem. Swietłana wstała, poszła do szafy. Otworzyła ją, w zamyśleniu spojrzała na wieszaki.
– Szlafroczek nałożysz?
– Co? – zakrztusiłem się bułką.
– A co? Będziesz tak chodził po mieszkaniu? Te dżinsy na tobie pękają. Przecież to niewygodne.
– A żadnego dresu nie znajdziesz? – żałośnie spytałem. Swietłana spojrzała na mnie szyderczo, ale potem zmiłowała się:
– Znajdzie się.
Prawdę mówiąc, coś podobnego wolałbym zobaczyć na kimś innym. Na Swietłanie, na przykład. Króciutkie białe szorty i bluzka. Ni to w tenisa pograć, ni to zacząć drobić truchcikiem.
– Przebieraj się.
– Swieta… Nie sądziłem, że cały wieczór spędzimy w mieszkaniu.
– Nieważne. I tak się przyda, a więc trzeba sprawdzić, czy pasuje ten rozmiar. Przebieraj się, a ja pójdę nastawić wodę na herbatę.
Swietłana wyszła, a ja powoli ściągnąłem dżinsy. Zacząłem rozpinać bluzkę, mając kłopoty ze znalezieniem, nieznanych, bardzo drobnych guziczków, potem z nienawiścią spojrzałem na siebie w lustro.
Sympatyczna dziewczyna, nie ma co mówić. Od razu można fotografować do magazynu softcore.
Cierpliwie przebrałem się i usiadłem na kanapie. W telewizji leciała jakaś opera mydlana – straszne, że Świetlana włączyła ten kanał. Zresztą, na pozostałych zapewne było to samo…
– Świetnie wyglądasz. – Swieta, proszę, nie trzeba – poprosiłem. – I bez tego mi duszno.
– Dobrze, wybacz – szybko zgodziła się, siadając obok. – Co powinniśmy teraz robić?
– My? – z lekkim naciskiem powtórzyłem.
– Tak, Antoni. Przecież nie przyszedłeś tu tak sobie.
– Muszę powiedzieć, w jakie kłopoty się wpakowałem.
– Przypuśćmy. Ale skoro szef… – słowo „szef” Świetłana potrafiła wymówić jakoś z nadzwyczajnym smaczkiem, z szacunkiem i ironią jednocześnie – pozwolił tobie ujawnić mi… Widać, mam tobie pomóc. Chociażby tylko dlatego, że tak zdecydowało Przeznaczenie… – nie wytrzymała. Poddałem się.
– Nie wolno mi pozostawać samemu. Ani na minutę. Ciemność celowo poświęca swoje pionki albo je zabijając, albo pozwalając im zginąć. A za mordercę mam być uznany ja.
– Wrabiają?
– Tak. Dokładnie. Jeśli ta prowokacja jest skierowana przeciw mnie, to teraz dojdzie do jeszcze jednego zabójstwa. I to wtedy, kiedy ja… no, ich zdaniem, oczywiście… nie będę miał alibi.
Swietłana patrzyła na mnie, podpierając podbródek rękoma. Powoli pokiwała głową:
– I wtedy ty wyskoczysz z tego ciała jak diabełek z pudełka. Okaże się, że W żaden sposób nie mogłeś dokonać tych seryjnych zabójstw… Wróg zostanie skompromitowany.
– Mhm…
– Wybacz… jestem dopiero od niedawna w Patrolu, może czegoś nie rozumiem…
Zaniepokoiłem się. Swietłana, zamilkłszy chwilkę, kontynuowała:
– Wtedy… kiedy to wszystko zdarzyło się ze mną… Jak to wtedy było? Ciemność próbowała mnie inicjować. Wiedzieli, że Nocny Patrol to zaobserwuje, i nawet doszli do tego, że ty możesz interweniować i pomóc.
– Tak.
– Dlatego rozegrano kombinację, poświęcono kilka figur, stworzono kilka fałszywych ośrodków siły. I Nocny Patrol początkowo chwycił przynętę.
Gdyby szef nie zaplanował swojej kontrkombinacji, gdybyś ty nie zaczął atakować, na nic nie zwracając uwagi…
– Byłabyś teraz moim wrogiem – powiedziałem. – Studiowałabyś dzisiaj w Dziennym Patrolu.
– Nie o tym chciałam mówić, Antoni. Jestem wdzięczna i tobie, i całemu Patrolowi, tobie przede wszystkim… Tylko teraz nie o tym chciałam… Zrozum, to, co teraz opowiedziałeś, jest tak samo prawdopodobne jak tamta historia. Jak wszystko dokładnie tam pasowało? Parka wampirów-kłusowników. Chłopiec o dużych zdolnościach Innego. Dziewczyna z ogromnym czarnym wirem. Globalna klęska wisząca nad miastem.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Patrzyłem na nią i czułem, jak policzki mi czerwienieją. Dziewczyna, która jeszcze nie przeszła nawet jednej trzeciej kursu podstawowego, nowicjusz w naszych sprawach, analizuje w mojej obecności sytuację tak, jak ja to powinienem był zrobić…
– Co teraz się dzieje? – Świetlana nie zauważyła, że coś mnie dręczy. – Seryjny zabójca likwiduje tych z Ciemności. Ty znajdujesz się na liście podejrzanych. Szef natychmiast wykonuje podstępny i sekretny ruch: ty z Olgą zamieniacie się ciałami. Tak, tylko czy ten ruch jest rzeczywiście taki? Sądzę, że praktyka zamieniania ciała jest dosyć popularna. Borys Ignatjewicz przecież niedawno po nią sięgnął, prawda? Czy on kiedykolwiek stosował ten sam podstęp dwa razy z rzędu? Przeciw temu samemu przeciwnikowi?
– Nie wiem. Swieta, nikt mnie nie wtajemnicza w detale operacyjne.
– W takim razie rusz głową. I jeszcze jedno. Czy naprawdę Zawulon jest takim prymitywnym, mściwym histerykiem? Przecież ma już setki lat, prawda? Od dawna jest dowódcą Dziennego Patrolu. Jeśli temu maniakowi…
– Dzikusowi.
– Jeśli Dzikusowi od kilku lat jawnie pozwalają buszować po ulicach Moskwy, przygotowując prowokację, to rzeczywiście szef Dziennego Patrolu będzie tracił taki skarb, na taki drobiazg? Wybacz Antoni, ale powiedzmy sobie szczerze – nie jesteś zbyt ważnym celem.
– Rozumiem. Jestem magiem piątej rangi… oficjalnie. Ale szef powiedział, że tak naprawdę mogę pretendować do trzeciej rangi.
– Biorąc nawet to pod uwagę.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i rozłożyłem ręce:
– Poddaję się. Na pewno masz rację. Ale opowiedziałem tylko to, co wiem.
I żadnych innych wariantów nie widzę.
– To znaczy, że będziesz wypełniał polecenia? Chodzić w spódniczce ani na minutę nie pozostając sam?
– Wstępując do Patrolu wiedziałem, że tracę część wolności.
– Część – Świetlana parsknęła. – Dobrze powiedziane. W porządku, ty wiesz lepiej… Rozumiem, że noc spędzimy razem?
Skinąłem głową:
– Tak. Ale nie tutaj. Dla mnie lepiej, jeżeli będę przebywał wśród ludzi.
– A sen?
– Nie spać kilka nocy to nie problem – wzruszyłem ramionami. – Sądzę, że ciało Olgi jest wytrenowane nie gorzej od mojego. Przez ostatnie kilka miesięcy prowadziła wielkoświatowe życie.
– Antoni, mnie nie nauczono jeszcze tych sztuczek. Kiedy mam spać?
– Za dnia. Na zajęciach.
Skrzywiła się. Wiedziałem, że Świetlana zgodzi się, to było nie do uniknięcia. Jej charakter nie pozwoliłby na to – nie odmówiłaby pomocy nawet przygodnie poznanemu człowiekowi. Ja, mimo wszystko, nie byłem takim.
– Pójdziemy do „Maharadży" – zaproponowałem.
– Co to?
– Hinduska restauracja, bardzo porządna.
– Czynna do rana?
– Nie, niestety. Ale pomyślimy, dokąd pójść potem.
Świetlana patrzyła na mnie tak długo, że przeniknęła moją wrodzoną grubą skórę. Co ja znowu zrobiłem nie tak?
– Antoni, dziękuję ci – z uczuciem powiedziała Swietłana. – Ogromnie. Zaprosiłeś mnie do restauracji. Czekałam na to już dwa miesiące.