Выбрать главу

– Tak, to prawda – potwierdziłem. – Ty…

– A ja go spytałem, czy w spisach pozostali moi rodzice.

I teraz nie znalazłem żadnej odpowiedzi. Wiedziałem, jaka była odpowiedź szefa

– Dobrze, już sobie pójdę… – Igor odstąpił na krok. – Papieros się wypalił… Rzuciłem niedopałek, skinąłem głową.

– A skąd wracasz? Już późno…

– Z treningu, zajmuję się pływaniem. Nie… to naprawdę pan?

– A pamiętasz sztuczkę z rozbitym kubkiem? Igor słabo się uśmiechnął. Najtańsze tricki wywierają na ludziach największe wrażenie.

– Pamiętam. Ale… – zamilkł, patrząc obok mnie.

Odwróciłem się.

To dziwne uczucie widzieć siebie z boku. Chłopak z moją twarzą, idący moim krokiem, w moich dżinsach i swetrze, na pasku discman, w ręku mała torba. Uśmiech – lekki, ledwo zauważalny – też mój. Nawet oczy, fałszywe. zwierciadło, były moje.

– Cześć, Antoni – powiedziała Olga. – Dobry wieczór Igor.

To, że chłopak znajdował się tutaj, jej nie zdziwiło. W ogóle wyglądała na bardzo spokojną.

– Dzień dobry – Igor patrzył to na mnie, to na nią. – Antoni jest teraz w pani ciele?

– Dokładnie tak.

– Pani jest sympatyczna. Ale skąd mnie pani zna?

– Widziałam ciebie, kiedy znajdowałam się w mniej sympatycznym ciele. A teraz wybacz, ale Antoni ma duże kłopoty. Musimy je natychmiast rozważyć.

– Mam sobie pójść? – Igor jakby zapomniał, że przed chwilą sam chciał to zrobić.

– Tak. I nie obrażaj się, tutaj zaraz będzie gorąco… bardzo gorąco. Chłopiec spojrzał na mnie.

– Na mnie poluje Dzienny Patrol – wyjaśniłem. – Wszyscy słudzy Ciemności w Moskwie.

– Dlaczego?

– Długa historia. Leć do domu.

Nie było to zbyt grzeczne i Igor nachmurzył się, skinął na pożegnanie.

spojrzał na peron – akurat nadjeżdżał pociąg.

– Przecież was obronią? -ciągle trudno było mu się zorientować, kto jest w którym ciele. – Wasz Patrol?

– Spróbuje – miękko odpowiedziała Olga. – A teraz idź, proszę. Mamy mało czasu, i z każdą chwilą jest go coraz mniej.

– Do widzenia – Igor zawrócił i pobiegł do pociągu. Jego trzeci krok był już poza granicą ochronnego kręgu i o mało go nie przewrócono.

– Gdyby został, jestem pewna, że przeszedłby na naszą stronę… – patrząc za nim powiedziała Olga. – Dobrze byłoby zanalizować prawdopodobieństwa… dlaczego spotkaliście się w metrze.

– Przypadek.

– Nie ma przypadków. Ech… Antoni, kiedyś czytałam linie prawdopodobieństw zdarzeń tak łatwo, jak otwartą książkę…

– I ja nie odmówiłbym wiarygodnego proroctwa.

– Prawdziwych proroctw nie można zamówić. Dobra, do roboty. Chcesz powrócić do dawnego ciała?

– Tak. Najchętniej tu i teraz.

– Jak chcesz – Olga wyciągnęła ręce, moje ręce, i wzięła mnie za ramiona. Wrażenie było głupie, dwuznaczne. Ona widocznie odczuwała to samo, bo uśmiechnęła się:

– Ale się szybko wpakowałeś w tę kabałę, Antoni! Miałam takie nadzwyczajne plany na wieczór…

– Może powinienem podziękować Dzikusowi, że uniemożliwił twoje plany? Olga skupiła się, przestała się uśmiechać.

– Dobrze. Do dzieła.

Stanęliśmy do siebie tyłem, opierając się plecami. Wyprostowane ręce unieśliśmy na wysokość ramion. Schwyciłem palce Olgi… swoje palce…

– Wróć mi moje… – powiedziała Olga.

– Wróć mi moje – powtórzyłem za nią.

– Hesser, zwracamy ci twój dar.

Przebiegł mnie dreszcz, kiedy skojarzyłem, że wymówiła oryginalne imię szefa. I jakie imię!

– Hesser, zwracamy tobie twój dar! – szybko powtórzyła Olga.

– Hesser, zwracamy tobie twój dar!

Olga przeszła na jakiś dawny język -jej mowa brzmiała miękko i śpiewnie, wymowę miała taką, jakby to był jej rodzimy język. Ale z bólem zauważyłem, z jakim trudem zdobywa się na ten czarodziejski wysiłek, prawdę mówiąc niezbyt wielki, na poziomie mocy maga drugiej rangi.

Zmiana ciała to jak wyprostowanie sprężyny. Nasze świadomości pozostają w cudzych ciałach tylko dzięki energii, włożonej przez Borysa Ignatjewicza Hessera. Wystarczy odrzucić dar i wracamy do swoich pierwotnych postaci. Jeśli któreś z nas byłoby magiem pierwszej rangi, nie byłby potrzebny wet kontakt fizyczny, wszystko stałoby się na odległość.

Olga podniosła głos – wymówiła ostatnią formułę odmowy.

Przez chwilę nic się nie działo. Potem spazm skręcił mnie we dwoje, rzuciło mną, przed oczami wszystko popłynęło i poszarzało, jakbym pogrążał się w ku. Przez moment zobaczyłem całą stację, wszystko – zakurzone kolorowe witraże, brudną posadzkę, powolne ruchy ludzi, tęcze aur, dwa wijące się ciała, jakby rozpięte na sobie…

Potem mnie popchnęło, wcisnęło, wsunęło w cielesną powłokę.

– A… – wysyczałem, upadając na posadzkę, w ostatniej chwili wystawiając ręce. Mięśnie drżały, w uszach szumiało. Powrotne przemieszczenie okazało: znacznie mniej komfortowe, może dlatego, że nie kierował nim szef.

– Wszystko w porządku? – słabo spytała Olga. – Oj… no, ty draniu…

– Co? – spojrzałem na dziewczynę. Olga już wstawała, krzywiąc się:

– Mogłeś… pardon, zajść do toalety! -Tylko za zgodą Zawulona.

– Niech ci będzie… zapomnijmy. Antoni, mamy jeszcze z kwadrans. Opowiadaj.

– A co dokładnie?

– To, czego się domyśliłeś. Mów. Przecież nie bez powodu chciałeś wrócić do swojego ciała, masz na pewno jakiś plan.

Kiwnąłem, wyprostowałem się, wytarłem zabrudzone dłonie. Poklepałem i po kolanach, otrzepując dżinsy. Pod pachą uwierał mnie zbyt mocno ścięty rzemień, podtrzymujący kaburę… trzeba będzie poluźnić. Ludzi w metro było już niewielu, główne potoki spłynęły. Ale ci, którzy pozostali, już nie zajęci lawirowaniem w tłumie, znaleźli czas na myślenie – rozjarzały się tęcze, dobiegały nas odgłosy cudzych emocji.

Jak silnie ograniczono zdolności Olgi! W jej ciele musiałem się natężać, y zobaczyć sekretny świat ludzkich uczuć. A tymczasem to takie proste, zupełnie proste… Tym nawet nie można się chwalić.

– Nie jestem potrzebny Dziennemu Patrolowi, Ola. W ogóle. Jestem zwyczajnym magiem średniej rangi.

Potaknęła.

– Ale polowanie jest wycelowane we mnie. Nie ma już żadnych wątpliwości. A to oznacza… oznacza, że nie będę łupem, lecz wabikiem. Tak jak wabikiem był Igor, kiedy celem miała być Swieta.

– Dopiero teraz to zrozumiałeś? – Olga pokiwała głową. – Rzecz jasna. Jesteś tylko wabikiem.

– Dla Świetlany?

Czarodziejka skinęła potakująco.

– Zrozumiałem to dopiero dzisiaj – przyznałem się. – Godzinę temu, kiedy Swieta chciała stawiać opór Dziennemu Patrolowi, podniosła się do piątej rangi. Jednym zamachem. Gdyby zaczęła się bójka, zabiliby ją. Przecież nami można równie łatwo kierować jak ludźmi. Ludzi można popychać w różnych kierunkach, w stronę Dobra i w stronę Zła, tych z Ciemności – łapać na ich podłostki, na egoizm, na żądzę władzy i sławy, a nas – łowić na miłość. Tutaj jesteśmy bezbronni, jak dzieci.

– Tak.

– Szef już wie? – spytałem. – Ola?

– Tak.

Wyciskała z siebie słowa, jakby ją trzymano za gardło. Nie wierzę! Magowie Światła, którzy przeżyli tysiące lat, nie znają uczucia wstydu. Tak często ratowali świat, że znają na pamięć te wszystkie nieetyczne chwyty i pułapki. Nie znają wstydu Wielkie Czarodziejki – nawet te byłe. Zdradzano je dostatecznie często.