Выбрать главу

Zaśmiałem się.

– Ola, od razu zrozumiałaś? Kiedy tylko dotarł protest? Zaczyna się polowanie na mnie, ale jego celem jest Swietłana?

– Tak.

– Tak, tak, tak! Ale wcale nie uprzedziliście ani mnie, ani jej?

– Swietłana musi dojrzeć. Przeskakując po kilka stopni – w oczach Olgi zapłonął ogień. – Antoni… jesteś moim przyjacielem. I powiem ci uczciwie… Zrozum, nie mamy teraz czasu na powolne, dokładne wychowanie Wielkiej. Jest nam koniecznie potrzebna, tak bardzo, że nawet sobie tego nie możesz wyobrazić. Sił jej wystarczy. Zahartuje się, nauczy się koncentrować i używać mocy, a najważniejsze – nauczy się ją powstrzymywać.

– A jeśli zginę – to tylko doda jej siły woli i wzmoże nienawiść do Ciemności?

– Tak. Ale nie zginiesz, jestem pewna. Cały Patrol szuka Dzikusa, podniesiono wszystkich na nogi. Pokażemy go sługom Ciemności i oskarżenie zostanie z ciebie zdjęte…

– Zginie zaś nie zainicjowany na czas mag Światła. Nieszczęsny, samotny, zgorzkniały, pewny, że tylko on w pojedynkę walczy z Ciemnością.

– Tak.

– Dzisiaj ty ze mną we wszystkim się zgadzasz – powiedziałem bez żadnej złości. – Olga, a jeśli to co robicie, to podłość?

– Nie – w jej glosie nie było wątpliwości. Widać stawki są bardzo wysokie.

– Ile czasu muszę przetrzymać, Wasza Światłość?

Zadrżała.

Kiedyś, bardzo dawno temu, była to przyjęta forma zwracania się do siebie

Patrolu. Światłość… dlaczego to słowo utraciło swoje poprzednie znaczenie, dlaczego teraz brzmi tak głupio jak zwracanie się per „gentelman" do brudnych bezdomnych pod kioskiem z piwem?

– Chociaż do rana.

– Noc to już nie nasza pora. Dzisiaj wszyscy słudzy Ciemności wyjdą na ulice Moskwy. I będą mieli do tego prawo.

– Tylko dopóty, dopóki nie znajdziemy Dzikusa. Przetrzymaj.

– Olga… – zrobiłem krok ku niej, dotknąłem dłonią jej policzka, na moment zupełnie zapominając o różnicy wieku – co to tysiąc lat w porównaniu z niekończącą się nocą – o różnicy mocy, wiedzy.

– Olga, czy ty sama wierzysz, że dożyję do jutra?

Czarodziejka milczała.

Kiwnąłem głową. Nie było już o czym więcej mówić.

Ciekawe, ciekawe,

Zgubić się o świcie.

Stukać w przezroczyste drzwi

I wiedzieć, że nikt nie odpowie…

Pstryknąłem przycisk i włączyłem odtwarzacz w trybie przypadkowym. Nie to, że piosenka nie odpowiadała mojemu nastrojowi, wręcz przeciwnie.

Kocham metro nocą. Sam nie wiem dlaczego. Nie ma na co patrzeć, widać tylko obmierzłe reklamy i zmęczone, jednakowe ludzkie aury. Szum silnika, porywy wiatru w półotwartych oknach, wstrząsy na szynach. Tępe oczekiwane na swoją stację.

Ale i tak kocham.

Nas tak łatwo można złapać na wabik miłości…

Zadrżałem, wstałem, podszedłem do drzwi. W zasadzie zamierzałem pojechać do końca linii.

– Ryska, następna stacja – Aleksiejewska…

Znowu, napięci, milczą jak grób, Ciągle o jednym, uparcie, Bo dzisiaj – trędowatych klub Ogłasza sezonu otwarcie…

Może być…

Już kiedy wstąpiłem na ruchome schody, poczułem przed sobą lekkie falowanie mocy. Przebiegłem wzrokiem po schodach jadących w przeciwnym kierunku i prawie od razu dostrzegłem sługę Ciemności.

Nie, to nie był etatowy pracownik Dziennego Patrolu. Mag o niewielkiej mocy, czwartej albo piątej rangi, raczej nawet piątej – mocno się wytężał skanując otoczenie. Całkiem jeszcze młody, miał trochę więcej niż dwadzieścia lat, z długimi jasnymi włosami, w pomiętej, rozpiętej kurteczce. Miał miłą twarz, chociaż pełną napięcia.

A co ciebie ściągnęło do Ciemności? Co zdarzyło się nim po raz pierwszy wstąpiłeś w Zmrok? Pokłóciłeś z koleżanką? Pożarłeś się z rodzicami? Oblałeś sesję egzaminacyjną na uczelni albo dostałeś lufę w szkole? Przydeptali ci nogę w autobusie?

Ale najgorsze jest to, że zewnętrznie się wcale nie zmieniłeś. Możne nawet wyładniałeś. Twoi przyjaciele ze zdziwieniem zauważyli, jak wesoło i fajnie jest w twoim towarzystwie, jak łatwo odnosi się sukces, jeżeli zaczyna się cokolwiek robić razem z tobą. Twoja dziewczyna odkryła w tobie wiele nieznanych jej wcześniej zalet. Rodzice nie uskarżali się na to, że ich syn zmądrzał i wydoroślał. Wykładowcy byli zachwyceni utalentowanym studentem.

I nikt nie wie, jaką cenę zapłacisz, pobierając ją ze swojego otoczenia. Jak zacznie znikać twoja dobroć i współczucie.

Przymknąłem oczy i na wpół położyłem się na poręcz. Jestem zmęczony, trochę pijany, na nic nie zwracam uwagi, słucham muzyki…

Jego wzrok prześliznął się po mnie, popłynął niżej… zadrżał, zatrzymał się…

Nie miałem czasu na przygotowanie się, zmianę postaci, zamazanie aury. Nie spodziewałem się, że poszukiwania w metro już rozpoczęto.

Chłodne, przenikające jak poryw wiatru, muśnięcie. Chłopak porównywał mnie z otrzymanym portretem, rozesłanym najpewniej do wszystkich sług Ciemności w Moskwie. Czynił to nieporadnie, zapomniawszy o ochronie, nie zauważywszy, jak moja świadomość prześliznęła się po przebitej przez niego w Zmroku ścieżce i dotknęła jego myśli…

Radość. Zachwyt.Tryumf. Znalazłem. Zdobycz. Dadzą mi więcej mocy, docenią. Awansują. Sława. Rozwinąć się. Nie doceniali! Zrozumieją. Zapłacą.

Miałem nadzieję, że chociaż w jakimś kąciku świadomości znajdą się inne myśli. Na przykład, że jestem wrogiem, że walczę z Ciemnością, że zabiłem jego kolegów.

Nie ma. Nic nie ma. Myślał tylko o sobie.

Zanim młody mag wyciągnął swoje niezgrabnie poruszające się kleszcze, dobyłem swoje. Tak, wielkich zdolności to on nie ma, połączyć się z Dziennymi Patrolem z metra nie potrafi. I nie zechce. Jestem dla niego jak zaszczute zwierzę, niegroźne jak królik, a nie wilk.

No chodź, przyjacielu.

Wyszedłem z metra, śmignąłem w bok od drzwi i poszukałem swojego cienia. Szara sylwetka zakołysała się nad ziemią i wstąpiłem w nią.

Zmrok…

Przechodnie stali się przezroczystymi dymkami, samochody poruszały się jak żółwie, światło latarni ściemniało, stało się przygniatające, ciężkie. Cisza, dźwięki zlały się w jeden ledwie słyszalny głuchy łomot.

Zanadto się pospieszyłem, mój mag dopiero wjeżdża na górę idąc moim śladem… Ale czułem moc, byłem jej pełny aż po czubek głowy. To z pewnością i Olgi. W mojej postaci przywróciła sobie swoje poprzednie możliwości i napełniła ciało energią… nie zużywszy ani odrobinki. Nawet jej to do głowy nie przyszło, bez względu na cynizm…

„Gdzie jest granica, zrozumiesz sama" – powiedziałem Swietłanie. Olga zna granicę od wieków, o wiele lepiej niż ja.

Poszedłem wzdłuż muru, zajrzawszy przez beton na tunel eskalatorów, na ich taśmy. Ciemna plama wznosiła się na jednej z nich. Dosyć szybko, mag się śpieszył, przeskakiwał stopnie, ale jeszcze nie wyszedł z ludzkiego świata. Oszczędza siły. No chodź, chodź…

Zamarłem.

Naprzeciw mnie nad ziemią unosił się kłębiący się obłoczek, kawałek chmury w formie ludzkiej postaci.

Inny… Były Inny.

Możliwe, że był nasz. Ale też możliwe, że nie, ci z Ciemności też po śmierci odchodzą gdzieś tam. A teraz to był po prostu mglisty, rozmyty obłoczek, wieczny pielgrzym Zmroku.

– Pokój tobie, poległy – powiedziałem. – Kimkolwiek byłeś.

Kołysząca się sylwetka zatrzymała się przede mną. Pasemko mgły wysunęło się z obłoku i wyciągnęło się w moim kierunku.

Czego on chce? Przypadki, kiedy mieszkańcy Zmroku próbowali się skontaktować z żywymi, można było policzyć na palcach!

Ręka – jeśli to można uznać za rękę – drżała. Białawe mgliste niteczki obrywały się, rozpuszczając się w Zmroku, spadały na ziemię.