Ciało nie wytrzymało.
Na sekundę szkło pokryło się krwią, ale natychmiast oczyścił je z niej wiatr. Pozostała jedynie ciemna sylwetka maga, zmniejszająca się, obracająca się w potoku powietrza. Wiatr ściągał go w kierunku baru „Trzy Prosiaczki", modnej knajpki znajdującej się u podnóża wieży.
Niewidzialny zegar, tykający w mojej świadomości, cyknął, i za jednym zamachem skrócił pozostający mi czas o połowę.
Zszedłem ze szkła, przeszedłem się dookoła, popatrując nie na ludzi – ci rozstępowali się sami – ale w Zmrok. Nie, więcej ochroniarzy tutaj nie było. Muszę teraz tylko znaleźć miejsce, gdzie znajduje się sztab. Na górze, w pomieszczeniach służbowych wieży, wśród aparatury? Nie sądzę. Raczej w bardziej komfortowych warunkach.
Jeszcze jeden ochroniarz, ze służby wieży, stał przy schodach prowadzących na dół, do restauracji. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby zrozumieć: na niego już oddziaływano, i to całkiem niedawno. Dobrze tylko, że zrobiono to powierzchownie i pospiesznie.
I bardzo dobrze, że w ogóle uznano, iż ingerencja jest konieczna. To przecież pałka o dwóch końcach.
Ochroniarz otworzył usta, chcąc krzyknąć.
– Milczeć! Idziemy! – zwięźle rozkazałem.
Nie mówiąc ani. słowa, ochroniarz poszedł za mną.
Weszliśmy do toalety – maleńkiej i bezpłatnej atrakcji wieży, najwyżej położone pisuar i sedesy w Moskwie… Przesunąłem ręką w powietrzu – z jednej z kabinek, zapinając spodnie, wyskoczył pryszczaty wyrostek, mężczyzna przy pisuarze jęknął, ale przerwał i z szklistymi oczyma wyszedł.
– Rozbieraj się – rozkazałem ochroniarzowi i sam zacząłem ściągać mokry sweter.
Kabura pozostała na wpół rozpięta, „orzeł pustyni” jest o niebo lepszy od starego makarowa. Ale mnie to specjalnie nie wzruszało. Najważniejsze, że mundur znalazł się prawie na czas.
– Jeśli usłyszysz wystrzały – powiedziałem ochroniarzowi – to zejdziesz na dół i spełnisz swoje obowiązki. Rozumiesz?
Skinął.
– Kieruję ciebie ku Światłu – wymówiłem zaklęcie werbujące. – Odrzuć Ciemność, broń Światła. Daję ci wzrok, odróżniaj Dobro od Zła. Daję ci wiarę, idź za Światłem. Daję ci odwagę, walcz z Ciemnością.
Kiedyś sądziłem, że nigdy nie będę potrafił wykorzystać prawa do użycia wolontariuszy. Jaką, w tej prawdziwej Ciemności, mają wolność wyboru? Jak można wciągać człowieka w nasze intrygi, jeśli same Patrole powołano do istnienia jako zaprzeczenie tejże wolności wyboru?
Teraz zadziałałem bez wahań. Wykorzystałem tę furtkę, którą pozostawili magowie Ciemności, zleciwszy ochroniarzowi czuwać nad bezpieczeństwem ich sztabu… no, tak na wszelki wypadek, tak jak ludzie trzymają w mieszkaniach malutkiego pieska, który wprawdzie nie może kąsać, ale potrafi głośno szczekać. Ja też mam prawo skaptować ochroniarza, by stanął po mojej stronie. Przecież nie był ani dobrym, ani złym, był najzwyklejszym człowiekiem, z w miarę kochaną żoną, starymi rodzicami, którym nie zapominał pomagać, malutką córeczką i prawie dorosłym synem z pierwszego małżeństwa, słabiutką Wara w Boga, poplątanymi zasadami moralnymi, kilkoma standardowymi marzeniami… przeciętny, dobry człowiek.
Kąsek armatniego mięsa rzucony pomiędzy armie Światła i Ciemności.
– Światło z tobą – powiedziałem. I malutki, żałosny człowieczek skinął głową, z rozjaśnioną twarzą. W jego oczach pojawiło się uwielbienie. Takie jak parę godzin temu, gdy patrzył na maga Ciemności, dającego mu byle jak rozkaz i pokazującego mu moją fotografię.
Po chwili ochraniarz stał, w mojej mokrej i śmierdzącej odzieży, przy schodach. A ja schodziłem w dół, zastanawiając się, co zrobię, jeśli w sztabie będzie Zawulon? Albo inny mag takiej rangi?
Wtedy nie zdołam utrzymać maski choćby przez sekundę.
Sala Brązowa… Przeszedłem drzwi, rozejrzałem się po tym bezsensownym, okrągłym wagonie-restauracji. Koło, z ustawionymi na nim stołami, powoli się obracało.
Z niewiadomego powodu sądziłem, że Ciemności rozmieściły swój sztab w Złotej albo Srebrnej sali. Dlatego byłem trochę zdziwiony tym, co zobaczyłem.
Kelnerzy płynęli niczym śnięte ryby, roznosząc do stołów alkohole, które zresztą są tutaj zakazane. Bezpośrednio przede mną, na dwóch stołach rozłożono terminale komputerowe, podłączone do dwóch komórek. Ciągnąć kable do niezliczonych sieci łączności wieży nawet nie próbowano… zatem sztab został powołany nie na długo. Trzech młodych, długowłosych chłopaków w skupieniu pracowało – ich palce biegały po klawiaturach, na ekranach przewijają się linijki tekstów, w popielniczkach paliły się papierosy. Nigdy dotąd nie widziałem programistów Ciemności, ale tutaj, rzecz jasna byli tylko zwykli operatorzy, a nie administratorzy systemów. I niczym się nie różnili od któregokolwiek z naszych magów, siedzących w sztabie przy podłączonych do sieci notebookach. A może nawet byli nieco przystojniejsi od niejednego z nich…
– Sokolniki są już całkiem przykryte – powiedział jeden z chłopaków. Niezbyt głośno, ale jego głos niósł się po całej restauracji i kelnerzy zadrżeli, myląc krok.
– Linia Taganka-Krasnaja Priesnia – pod pełną kontrolą – odezwał się drugi. Chłopaki spojrzeli na siebie i zaśmiali się. Pewnie trochę rywalizowali ze sobą – kto pierwszy złoży raport z gotowości swoich rejonów.
Polujecie na mnie, polujecie…
Przeszedłem przez restaurację, kierując się do baru. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Nieporadny człowiek, ochroniarz, jeden z tych, którzy miał pełnić rolę stróżującego psa. A teraz ochroniarzowi zachciało się napić piwa – zupełnie utracił poczucie obowiązku… Albo zdecydował się sprawdzić bezpieczeństwo nowych gospodarzy. Oddelegowano drużynę do Nocnego Patrolu rozkazem króla… Taram-pam-pam, tara-ra-ra…
Niemłoda kobieta przy dystrybutorze piwa mechanicznymi ruchami przecierała kufle. Kiedy zatrzymałem się przed nią, zaczęła w milczeniu nalewać mi piwo. W jej oczach było pusto i ciemno, przekształcono ją w marionetkę i krótki, ale oślepiający wybuch wściekłości udało mi się zdusić w sobie z wielkim trudem. Nie można. Nie mam prawa do ujawniania emocji. Jestem także automatem. Marionetki nie mają uczuć.
Później zobaczyłem dziewczynę, siedzącą na wysokim, obrotowym krześle naprzeciw baru, i znowu zamarło moje serce.
Jak mogłem o tym nie pomyśleć?
O powołaniu sztabu operacyjnego należy poinformować przeciwnika. Do każdego sztabu polowego jest wówczas kierowany obserwator przeciwnej strony. To część Traktatu, jedna z zasad gry, wygodna – nawet jeśli jest to tylko złudzenie – dla obu stron. I w naszym sztabie, jeśli go powołają, usiądzie ktoś reprezentujący Ciemność.
Tu siedziała Tygrysek.
Początkowo wzrok dziewczyny prześliznął się po mnie obojętnie i już sądziłem, że mnie nie zauważyła.
Jednak zaczęła mnie obserwować.
Widziała już człowieka-ochroniarza, którego wygląd przybrałem. I coś jej się nie zgadzało z obrazem zachowanym w pamięci. Wywołało alarm. Moment – i spojrzała na mnie przez Zmrok.
Stałem, nie ruszając się, nie próbując się ukryć.
Dziewczyna odwróciła wzrok, spojrzała na siedzącego naprzeciw maga. Nie był słaby – oceniłem jego wiek na zbliżony do setki, a poziom mocy na nie mniej niż trzecią rangę. Nie był słaby, był za to pełen samozadowolenia.
– Wszystko jedno. Wasze działania są formą prowokacji – spokojnie powiedziała. – Dzienny Patrol jest pewien, że Dzikus to nie Antoni.
– A kto, w takim razie?
– Nieznany nam, niepełnowartościowy mag Światła. Mag Światła, kontrolowany przez Ciemność.
– Po co, dziewczyno? – szczerze zdziwił się mag. – Wyjaśnij mi, proszę. Po co mamy tracić swoich – choćby nie byli nawet najcenniejsi…