Выбрать главу

Oni przecież także potrafią kochać.

– Dziękuję – powiedziałem i opuściłem nieugaszonego papierosa w przepełnioną popielniczkę. – Bardzo mi pomogłeś.

– Drobiazg – nie oglądając odpowiedział na odczepnego operator. Z wysuniętym językiem doczepiał na mapie kolejną kropkę – szeregowego sługę Ciemności, który dołączył do obławy. Z czego ty się cieszysz, głupku… ci, którzy wyprawiają ten bal, na twojej mapie nigdy się nie pokażą. Lepiej byś sobie pograł w żołnierzyki i tak samo upiłbyś się władzą…

Poszedłem na spiralne schodki. Złość, z którą tutaj jechałem – zabijać i najprawdopodobniej zostać zabitym, zniknęła. Pewnie właśnie w taki moment żołnierza podczas przegranej bitwy ogarnia lodowaty spokój. A chirurgowi przestają drżeć ręce, kiedy chory zaczyna umierać na stole operacyjnym.

Jakie warianty rozważałeś, Zawulonie?

Że zacznę się trzepotać w sieci obławy i na te podrygi zlecą się wszyscy – i z Ciemności, i ze strony Światła… wszyscy, i szczególnie – Świetlana?

Przeliczyłeś się.

Że poddam się albo zostanę schwytany i rozpocznie się niespieszny, przeciągający się, wymykający się spod kontroli proces… który zakończy się wybuchem szalonego gniewu Świetlany w Trybunale?

Przeliczyłeś się.

Że rozpocznę bójkę z całym sztabem operacyjnym, złożonym z magów-nieudaczników, powybijam ich, ale potem znajdę się w pułapce na wysokości jednej trzeciej kilometra, a Swietłana rzuci się do wieży…

Przeliczyłeś się.

Że przejdę się po sztabie, dowiem się, że o Dzikusie tutaj nikt nic nie wie, i postaram się przeciągnąć czas?

Możliwe.

Pierścień się zaciska, wiem. Już zamknął się na przedmieściach, na Moskiewskiej Okrężnej Drodze, potem podzielono miasto na sektory, odcięto magistrale transportowe… Teraz jeszcze nie jest za późno zbiec w najbliższe, jeszcze nie przejrzane rejony, znaleźć ukrycie, spróbować się schować… przecież jedyną radę, jaką mógł mi dać mój szef było to, żebym się trzymał, przeciągał czas, dopóki Nocny Patrol miota się i szuka Dzikusa…

Przecież nieprzypadkowo kierujesz mnie w ten rejon, gdzie doszło do naszej małej, zimowej draki. Prawda? Nie mogę o niej nie wspomnieć… a to oznacza, że tak albo inaczej będę działał pod wpływem wspomnień.

…Platforma widokowa była już pusta. Całkowicie. Ostatni zwiedzający uciekli, a i personelu nie było – tylko zwerbowany przeze mnie człowiek stał przy schodach, ściskając w ręku pistolet, płonącymi oczyma wpatrując się w dół.

– Znowu się przebieramy – rozkazałem. – Przyjmij wyrazy wdzięczności od Światła. Później zapomnisz o wszystkim, o czym rozmawialiśmy. Pójdziesz do domu. Będziesz pamiętał tylko tyle, że dzień był zwyczajny, taki jak wczoraj. Żadnych zdarzeń.

– Żadnych zdarzeń! – z gotowością wypalił ochroniarz, wyskakując z mojej odzieży. Ludzi tak łatwo skierować ku Światłu albo ku Ciemności – ale są najbardziej szczęśliwi wtedy, kiedy im pozwala się być sobą samym.

Rozdział 6

Po wyjściu z wieży zatrzymałem się, wsunąłem ręce w kieszenie. Patrzyłem przez chwilę na bijące w niebo światła reflektorów, na oświetloną budkę punktu kontrolnego.

Tylko dwóch rzeczy nie rozumiałem w tej grze, którą prowadziły teraz Patrole… a dokładniej – kierownictwa Patroli.

Ten, który odszedł w Zmrok – kto to był, po której stronie? Uprzedzał mnie, czy może straszył?

Chłopak. Igor – nasze spotkanie było przypadkowe czy też nie? Jeśli nieprzypadkowe – to splot linii Przeznaczenia czy kolejna zagrywka Zawulona?

O mieszkańcach Zmroku właściwie niczego nie wiedziałem. Możliwe, że i sam Hesser nic nie wiedział.

A o Igorze można pomyśleć.

On jest nierozdaną kartą w tej grze. Nawet jeśli jest tylko szóstką, ale jednak atutową, jak i my wszyscy. A nawet najmniejsze atu czasami są niezbędne. Igor już przebywał w Zmroku – pierwszy raz, kiedy próbował mnie zobaczyć, drugi – ratując się przed wampirzycą. Niezbyt dobry układ kart, szczerze mówiąc. W obu sytuacjach kierował nim strach… i co tam mówić, jego przyszłość praktycznie jest już przesądzona. Może jeszcze kilka lat utrzymywać się i na granicy między człowiekiem a Innym, ale jego droga wiedzie ku Ciemności.

Prawdzie zawsze lepiej jest patrzeć prosto w oczy.

Najpewniej należy do Ciemności. I to nie ma znaczenia, że obecnie jest zwykłym, dobrym chłopcem. Jeśli przeżyje, będę musiał przy spotkaniach żądać, by pokazał dokumenty… Albo pokazywać swoje.

Prawdopodobnie Zawulon może na niego oddziaływać. Skierować w ten sam punkt, gdzie ja się znajduję. A to mi przypomina, że i moje miejsce pobytu doskonale wyczuwa – ale na to jestem przygotowany.

Ale jaki sens miało to „przypadkowe" spotkanie?

Według operatora dzielnicy WDNCh na razie nie przeczesują. A mnie mogła przyjść do głowy szalona myśl, by wykorzystać chłopaka – ukryć się u niego w domu albo posłać po pomoc. Mogłem pójść do niego do domu. Tak?

Zbyt skomplikowane. Nawet za bardzo… mnie i tak łatwo można złapać. Coś mi umyka… coś najważniejszego.

Szedłem w stronę ulicy, już nie spoglądając na wieżę, mieszczącą dzisiaj atrapę sztabu Ciemności, prawie już zapominając o okaleczonym ciele maga-ochroniarza, walającym się gdzieś tutaj, u stóp wieży. Czego oni ode mnie oczekują? Czego? Zacznijmy od tego.

Mam zostać wabikiem. Mam wpaść w łapy Dziennego Patrolu. W taki sposób, żeby nie było żadnych wątpliwości co do mojej winy… i to faktycznie się stało…

A Świetlana dłużej nie wytrzyma. Możemy ochronić ją samą i jej rodzinę. Ale nie możemy ingerować w jej własne decyzje. I jeśli zacznie mnie ratować, wyciągać z lochów Dziennego Patrolu, odbijać w Trybunale, zniszczą ją, szybko i bez wahania. Zawulon liczy na jej nerwowy odruch. Cała gra była przygotowana już bardzo dawno temu, kiedy mag Ciemności Zawulon zobaczył w Przyszłości zjawienie się Wielkiej Czarodziejki i tę rolę, którą przeznaczono dla mnie. Przygotowano pułapki. Pierwsza nie wypaliła. Druga już rozwarła swoją drapieżną paszczę. Możliwe, że przed nami jest jeszcze i trzecia.

Ale co tutaj robi ten dzieciak, jeszcze niezdolny do ujawnienia swoich magicznych zdolności?

Zatrzymałem się.

Przecież jest po stronie Ciemności, czyż nie?

Kto z naszych zabija sługi Ciemności? Słabe, nieporadne, nie zdradzające tendencji do rozwoju…

Jeszcze jeden przypisany mi trup… ale po co?

Nie wiem. Ale to, że chłopak jest już skazany i że spotkanie w metro nie było przypadkowe, wiedziałem już na sto procent. Albo znowu widzę przyszłość, albo kolejny fragment łamigłówki znalazł się na swoim, zaplanowanym miejscu.

Igor zginie.

Przypomniałem sobie, jak patrzył na mnie na peronie, zasępiony, ale równocześnie chciał mnie i spytać o coś, i obrazić. Kolejny raz wykrzyczeć mi w oczy tę prawdę o Patrolach, która dotarła do niego zbyt wcześnie. Jak odwrócił się i pobiegł do pociągu.

„Przecież was obroni? Wasz Patrol?"

„Spróbuje".

Oczywiście, że spróbuje. Będą wszyscy szukać Dzikusa.

I oto odpowiedź!

Zatrzymałem się, ściskając dłońmi głowę. Światło i Ciemność, jak jestem głupi! Jak niewyobrażalnie naiwny!

Dopóki Dzikus jest żywy – pułapka się nie zamknie. Zrobić ze mnie psychopatę-zabójcę, kłusownika Światła, to za mało. Trzeba jeszcze zniszczyć prawdziwego Dzikusa.

Ciemność albo przynajmniej Zawulon, wie kim on jest. Więcej – potrafią nim sterować. Podrzucać ofiary, tych, z których nie będzie żadnych korzyści. Teraz Dzikus nie jest na etapie kolejnej heroicznej walki z Ciemnością – już całkowicie pogrążył się w boju. Słudzy Ciemności spadają na niego z wszystkich stron, najpierw kobieta-wilkołak, potem mag Ciemności w restauracji… teraz chłopiec. Pewnie mu się wydaje, że świat zwariował, że zbliża się Apokalipsa, że siły Ciemności podbijają świat. Nie chciałbym być na jego miejscu.