Выбрать главу

Ale Ciemności nie było. Nie było! Całkiem nie było!

– Kim jesteś? – spytał Maksym, prawie zapomniawszy o chłopaczku-magu. Ten powoli podszedł do nieoczekiwanego ratownika.

– Pracownik Patrolu. Antoni Gorodecki, Nocny Patrol. Posłuchaj mnie.

Wolną ręką Antoni złapał chłopca i schował za plecy. Aluzja była w pełni zrozumiała.

– Nocny Patrol? – Maksym ciągle jeszcze próbował znaleźć w nieznajomym jakiś ślad Ciemności. Ale nie znajdował – i to go wystraszyło jeszcze bardziej. – Jesteś z Ciemności?

On nic nie rozumiał. Próbował mnie sondować – czułem to przenikliwe, nie do powstrzymania, ale równocześnie nieumiejętne przeszukanie. Nawet nie wiem, czy dałoby się przed nim zamknąć. W tym człowieku albo Innym, w tym wypadku oba te określenia były niesprzeczne, czuło się jakąś pierwotną siłę, szaleńczy, fanatyczny nacisk. Nie zamykałem się.

– Nocny Patrol? Jesteś z Ciemności?

– Nie. Jak się nazywasz?

– Maksym – Dzikus powoli podchodził bliżej. Wpatrywał się w mnie, jakby wyczuwał, że już spotkaliśmy się, tylko miałem inny wygląd. – Kim jesteś?

– Pracownikiem Nocnego Patrolu. Wszystko ci wyjaśnię, wysłuchaj mnie. Ty jesteś magiem Światła.

Twarz Maksyma zadrżała, skamieniała.

– Zabijasz tych z Ciemności. Wiem o tym. Dzisiaj rano zabiłeś dziewczynę-wilkołaka. Wieczorem, w restauracji, wykończyłeś maga Ciemności.

– Ty… też?

Możliwe, że mi się wydawało. A może naprawdę w jego głosie naprawdę pojawiła się nadzieja. Demonstracyjnie wsunąłem pistolet do kabury.

– Jestem magiem Światła. Co prawda niezbyt silnym. Jednym z setek w Moskwie. Jest nas wielu, Maksymie.

Jego oczy się rozszerzyły i zrozumiałem, że trafiłem w cel. Nie był szaleńcem, który wyobraża sobie, że jest supermanem i jest dumny z tego. Pewnie niczego tak nie pragnął w życiu, jak spotkać towarzysza broni.

– Maksymie, nie dostrzegliśmy ciebie na czas – powiedziałem. Czyżby udało się wszystko załatwić pokojowo, bez przelewania krwi, bez bezsensownej bójki dwóch magów Światła? – To nasza wina. Podjąłeś walkę w pojedynkę, narobiłeś szkód. Maksymie, wszystko jeszcze można naprawić. Przecież nie słyszałeś o Traktacie…

Nie słuchał mnie, miał gdzieś jakiś tam nieznany Traktat. To, że nie jest sam, było dla niego najważniejsze.

– Walczycie z Ciemnością?

– Tak.

– Wielu was?

– Tak!

Maksym znowu spojrzał na mnie i znowu przenikliwy oddech Zmroku błysnął w jego oczach. Próbował dostrzec kłamstwo, zobaczyć Ciemność, Zło i nienawiść – tylko tyle przecież potrafił.

– Przecież nie jesteś z Ciemności – prawie żałośnie powiedział. – Widzę to. A nigdy się nie pomyliłem!

– Jestem z Patrolu – powtórzyłem. Rozejrzałem się – nikogo dookoła nie było. Coś odstraszało ludzi. Pewnie to była jakaś część zdolności Dzikusa.

– Ten chłopak…

– Też jest Innym – szybko odpowiedziałem. – Jeszcze się nie określił, czy stanie po stronie Światła czy…

Maksym zaprzeczył głową:

– On już jest w Ciemności.

Spojrzałem na Igora. Chłopak powoli podniósł oczy.

– Nie – powiedziałem.

Aura była dobrze widoczna -jaskrawa czysta tęcza, zmieniająca się, zwykła u bardzo malutkich dzieci, ale nie u prawie dorosłych podrostków. Własny los, nieokreślona przyszłość.

– Z Ciemności – Maksym pokiwał głową. – Nie widzisz? Ja się nie mylę, nigdy. Zatrzymałeś mnie i nie dałeś zlikwidować wysłannika Ciemności.

Na pewno nie kłamał. Dano mu niewiele – ale za to szczodrze. Maksym potrafi widzieć Ciemność, wyszukiwać najbardziej drobne jej piętna w cudzych duszach. Nawet więcej, właśnie taką powstającą iskierkę Ciemności widzi najwyraźniej.

– Nie zabijamy wszystkich z Ciemności, jak leci.

– Dlaczego?

– Mamy zawieszenie broni, Maksymie.

– Jak może istnieć zawieszenie broni z Ciemnością?

Przebiegł mnie zimny dreszcz – w jego głosie nie było cienia wątpliwości.

– Każda wojna gorsza jest od pokoju.

– Tylko nie ta – Maksym podniósł rękę z kindżałem. – Widzisz? To podarek… podarek od mojego przyjaciela. Zginął i możliwe, że przez kogoś takiego jak ten chłopak. Ciemność jest podstępna!

– Mnie o tym mówisz?

– Oczywiście. Może i jesteś po stronie Światła – jego twarz skrzywiła się w gorzkim uśmieszku. – Ale w takim razie wasze Światło dawno przygasło. Nie ma przebaczenia dla zła. Nie ma zawieszenia broni w walce z Ciemnością.

– Nie ma przebaczenia dla Zła? – Teraz i ja byłem zły. I to jeszcze jak. – Kiedy ty zakłułeś w toalecie maga Ciemności… dlaczego nie zostałeś tam jeszcze z dziesięć minut? Nie mogłeś patrzeć, jak będą krzyczały jego dzieci, jak będzie płakać jego żona? Oni nie są z Ciemności, Maksymie! To zwykli ludzie, którzy nie mają naszych sił! Wyciągnąłeś spod kul dziewczynę…

Zadrżał, ale jego twarz i tak nie utraciła kamiennego spokoju.

– Zachowałeś się jak bohater! Ale to, że ją chcieli zabić za ciebie, za twoje przestępstwo? O tym ty nie wiesz?

– To wojna!

– Ty sam ją wywołałeś – wyszeptałem. – Sam jesteś jak dziecko ze swoim dziecięcym kindżałem. Tam gdzie rąbią drwa, wióry lecą, tak? Wszystko dozwolone w wielkiej bitwie o Światło?

– Ja nie walczę o Światło – też zniżył głos – nie o Światło, lecz przeciw Ciemności. To wszystko, co mi dano. Rozumiesz? I nie myśl… dla mnie to nie drwa i nie wióry. Nie prosiłem o tę moc, nie marzyłem o niej. Ale jeśli już się pojawiła… nie mogę inaczej.

Kto, do cholery, jego nie wypatrzył?

Dlaczego nie wyszukaliśmy Maksyma od razu, jak tylko stał się Innym?

Z niego byłby świetny agent operacyjny. Po długich kłótniach i wyjaśnieniach. Po miesiącach nauki, po latach treningów, po upadkach, pomyłkach, pijaństwie, próbach samobójczych. W końcu -jeśli nie sercem, bo tej możliwości mu nie dano, lecz swoim chłodnym, bezkompromisowym rozumem-pojąłby zasady walki. Prawa, wedle których Światło i Ciemność wiodą swoją wojnę; prawa, dzięki którym pozbywamy się wilkołaków ścigających ofiary i zabijamy swoich, nie umiejących się powstrzymać przed zabijaniem sług Ciemności.

Teraz stoi przede mną mag Światła, który w ciągu kilku ostatnich lat zlikwidował więcej stronników Ciemności niż agent operacyjny ze stuletnim stażem pracy. Samotnik, zahartowany. Potrafiący nienawidzić i niezdolny do miłości.

Odwróciłem się, wziąłem Igora za ramiona – stał za mną cały czas, cicho, nie wysuwając się, z uwagą wysłuchując naszą rozmowę. Wypchnąłem go naprzód, przed siebie. Powiedziałem:

– On jest magiem Ciemności? Możliwe. Obawiam się, że możesz mieć rację. Minie kilka lat i ten chłopak poczuje swoje uzdolnienia. Będzie szedł przez życie, a wokół niego będzie pełzła Ciemność. Z każdym krokiem będzie mu się żyło lżej i łatwiej. Każdy jego krok ktoś opłaci swoim bólem. Pamiętasz bajkę o Syrence? Wiedźma dała jej nogi, ona chodziła, a w jej stopy wbijały się rozpalone noże. Ta bajka jest o nas, Maksymie! My zawsze chodzimy po nożach, i do tego nie można się przyzwyczaić. Tylko że Andersen nie powiedział wszystkiego. Wiedźma mogła w inny sposób rzucić swój czar. Syrenka idzie, a noże tną innych. To droga tych z Ciemności.

– Mój ból jest we mnie – powiedział Maksym. I ogarnęła mnie szaleńcza nadzieja, że jest jednak zdolny zrozumieć. – Ale to nie powinno… nie ma prawa niczego zmieniać.

– Jesteś gotowy go zabić? – skinąłem głową, wskazując na Igora. -Maksym, powiedz? Jestem pracownikiem Patrolu… znam granicę pomiędzy dobrem i złem. Nawet zabijając tych z Ciemności możesz mnożyć zło. Powiedz – jesteś gotowy zabić?