Выбрать главу

– Opowiadałem już – odpowiedział Siemion. – Dosyć łatwo.

– Niewielka ingerencja u nauczycieli i rodziców -śmiejąc się powiedział Ilja, zatrzymawszy samochód przed bramą. – I małą dziewczynkę od razu przepełniła dobroć i miłość do otaczającego ją świata…

– Ilja! – osadził go Siemion. Był opiekunem Julii, opiekunem dosyć leniwym, praktycznie nie ingerującym w rozwój młodej czarodziejki. Ale teraz wyraźnie nie spodobała mu się gadanina Ilji.

Julia była utalentowaną dziewczynką i Patrol pokładał w niej poważne nadzieje. Ale nie aż takie, żeby przeganiać ją po labiryntach moralnych dylematów w takim tempie jak Swietłanę… przyszłą Wielką Czarodziejkę.

Pewnie ta myśl przyszła nam, mnie i Świecie, do głowy równocześnie, bo spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. Spojrzeliśmy i od razy oczy nasze skierowały się każde w inną stronę.

Naciskała na nas niewidoczna ściana, naciskała, rozdzielając. Ja na zawsze pozostanę magiem trzeciej rangi. Swietłana już niedługo przerośnie mnie, a w krótkim czasie – bardzo krótkim, ponieważ nasze kierownictwo Patrolu uważa to za niezbędne – zostanie czarodziejką poza wszelkimi rangami.

I wtedy wszystko, co nam pozostanie, to przyjacielski uścisk dłoni przy spotkaniu i kartki na urodziny i Boże Narodzenie.

– Zasnęli tam, czy co? – oburzył się Ilja, który podobnymi problemami w ogóle się nie przejmował. Wysunął się przez okno – do samochodu od razu wdarło się gorące, choć czyste powietrze. Pomachał ręką, zaglądając w obiektyw kamery telewizyjnej, umocowanej nad wrotami. Zatrąbił.

Wrota zaczęły się powoli otwierać.

– Tak już lepiej… – skomentował mag, wprowadzając samochód na podwórze.

Działka okazała się wielka i gęsto obsadzona drzewami. Zadziwiające, jak wznosili dom, nie uszkadzając tych gigantycznych sosen i jodeł. Oprócz malutkiego kwietnika, otaczającego nieczynną fontannę, nie można było, oczywiście, dostrzec żadnych grządek. Na wybetonowanym placyku przed domem już stało pięć samochodów. Poznałem starą niwę, którą jeździł – z patriotyzmu – Daniił, sportowy samochód Olgi -jak ona nim dojechała po drodze gruntowej? Między nimi stała podniszczona furgonetka, którą jeździł Tola, i jeszcze dwa samochody, znane mi sprzed biura, ale nie wiedziałem, czyje.

– Nie czekali na nas – oburzał się Ilja. – Zabawa już się toczy, wszyscy się już weselą, a najlepsi ludzie Patrolu tłuką się po wiejskich wybojach…

Wyłączył silnik i w tej samej sekundzie Julia radośnie zapiszczała:

– Tygrysek!

Lekko przeskoczyła przeze mnie, otworzyła drzwi i wyskoczyła z samochodu.

Siemion krótko zaklął i błyskawicznie ruszył za nią. W porę.

Gdzie te psy się chowały wcześniej, nie wiem. W każdym razie nim Julia opuściła samochód, niczym nie dawały znać o sobie. Ale gdy tylko jej nogi dotknęły ziemi, ze wszystkich stron w milczeniu rzuciły się płowe cienie.

Dziewczynka zapiszczała. Miała dostatecznie dużo zdolności, żeby poradzić sobie z wilczym stadem, nie tylko z pięcioma-sześcioma psami. Ale do tej pory nigdy nie brała udziału w żadnej awanturze i straciła głowę. Prawdę mówiąc i ja nie spodziewałem się tutaj napaści. I tym bardziej takiej. Psy w ogóle nie atakują Innych. Tych z Ciemności się boją. A ze Światła – lubią. Trzeba bardzo dużo wysiłku włożyć w ich tresurę, żeby zdusić w nich wrodzony strach przed chodzącymi źródłami magii.

Świetlana, Ilja i ja – wszyscy rzuciliśmy się do wyjścia z samochodu. Ale Siemion nas już wyprzedził. Jedną ręką podniósł dziewczynkę, drugą nakreślił w powietrzu linie znaku. Sądziłem, że skorzysta z zaklęć odstraszających albo odejdzie w Zmrok, ewentualnie spali psy na popiół. Zazwyczaj z instynktowną reakcją łączą się najprostsze zaklęcia.

Siemion sięgnął po freezkriogenizację temporalną. Dwa psy dosięgła w locie – otoczone błękitnym światłem ciała zawisły nad ziemią, wyciągając do przodu wąskie pyski z wyszczerzonymi kłami. Krople śliny spadały błyszczącym błękitnym gradem z kłów.

Te trzy psy, które zlodowaciały na ziemi, wyglądały mniej efektownie.

Tygrysek już dobiegła do nas. Twarz jej pobladła, oczy się rozszerzyły. Przez sekundę patrzyła na Julię – dziewczynka nadal piszczała, ale już coraz ciszej, siłą inercji.

– Wszyscy cali? – w końcu powiedziała.

– A niech cię… – wymamrotał Ilja, opuszczając magiczną buławę. – Co ty za zwierzęta hodujesz?

– Nic by nie zrobiły! – ze skruchą powiedziała Tygrysek.

– Tak? – Siemion wyjął spod pachy Julię, postawił na ziemi. W zamyśleniu przesunął palcem po obnażonym kle wiszącego w powietrzu psa. Mocna pokrywa lodu sprężynowała pod jego palcem.

– Przysięgam! – Tygrysek przycisnęła ręce do piersi. – Chłopaki… Swieta, Juleczka… wybaczcie. Nie zdążyłam ich zatrzymać. Psy są wytrenowane – mogą tylko przewrócić i przytrzymać nieznajomych.

– Nawet Innych?

– Tak…

– Nawet ze Światła? – w głosie Siemiona pojawił się prawdziwy zachwyt.

Tygrysek spuściła oczy i skinęła.

Julia podeszła do niej, przytuliła się i powiedziała stosunkowo spokojnie:

– Nie wystraszyłam się. Tylko straciłam głowę.

– Dobrze, że ja nie straciłem głowy – chmurnie stwierdził Ilja, chowając broń. – Pieczone psie mięso to zbyt egzotyczne danie. Tygrysek, ale przecież mnie twoje psy znają!

– Ciebie by nie ruszyły…

Napięcie powoli opadało. Rozumie się, nic strasznego by się nie stało, leczyć się nawzajem umiemy… ale piknik nie zapowiadałby się wesoło.

– Wybaczcie – jeszcze raz powiedziała Tygrysek. Objęła nas przepraszającym spojrzeniem.

– Słuchaj, a właściwie po co ci to? – Swieta wzrokiem pokazała na psy.

– No, powiedz mi, po co ci psy? Przecież twoich zdolności wystarczy, żeby obronić się przed oddziałem zielonych beretów… po co ci rottweilery?

– To nie rottweilery, to bullteriery ze Staffordshire…

– Jaka różnica!

– Już raz złapały złodzieja. Bywam tu tylko dwa dni w tygodniu, codziennie z miasta tu nie dojeżdżam.

Wyjaśnienie nie było zbyt przekonujące. Proste zaklęcie odstraszające – a nikt z ludzi blisko tutaj by nie podszedł… Ale nikt nie zdążył o tym powiedzieć – Tygrysek wytrąciła nam broń z ręki:

– Mam taki charakter…

– Długo jeszcze psy będą tak wisiały? – przysuwając się do niej jak poprzednio, spytała Julia. – Chcę się z nimi zaprzyjaźnić. Inaczej nie uwolnię się od kompleksu, który nieuchronnie wywrze wpływ na mój charakter i na moje predylekcje seksualne.

Siemion parsknął. Swoją repliką, ciekawe tylko, na ile spontaniczną, a na ile rozmyślną, Julia ugasiła konflikt.

– Do wieczora ożyją. Gospodyni, zaprosisz nas do domu?

Pozostawiając psy wiszące i stojące dookoła samochodu ruszyliśmy do domu.

– Tygrysek, ale tutaj ślicznie! – powiedziała Julia. Już zupełnie nas ignorowała, przykleiła się do gospodyni. Prawdopodobnie czarodziejka była jej idolem, któremu wybacza się wszystko, nawet zbyt czujne psy.

Ciekawe, dlaczego zawsze fetyszem stają się niepospolite zdolności?

Julia – to wspaniała czarodziejka-analityk, zdolna rozplątywać nici rzeczywistości, znajdować ukryte magiczne przyczyny wydawałoby się zwykłych zdarzeń. Jest zdolna, w oddziale ją uwielbiają, i nie tylko dlatego, że jest maleńką dziewczynką, ale i walecznym kompanem, cenną, czasami nawet niezastąpioną współpracowniczkę. Ale jej idol to Tygrysek, czarodziejka-wilkołak, mag bojowy. Czy nie mogłaby naśladować dobrotliwej staruszki Pauliny Wasiljewny, dorabiającej sobie w oddziale analitycznym na pół etatu, albo zakochać się w naczelniku oddziału, imponującego wyglądu, podstarzałym lowelasie Edku.