Выбрать главу

– A skąd ten pośpiech ze Świetlaną?

– Nikt nie przypuszczał, że w tym stuleciu narodzi się jeszcze jedna wielka czarodziejka. Hesser musiał improwizować, przebudowywać wszystko w trakcie prac.

– Dlatego tobie przywrócono poprzednie ciało? Nie tylko za efekty pracy?

– Przecież sam wszystko rozumiesz! – w oczach Olgi dojrzałem błysk złości. – Po co mnie męczysz?

– Ty nadzorujesz jej przygotowanie? Opierając się na swoim doświadczeniu?

– Tak. Zadowolony?

– Olga, przecież jesteśmy po tej samej stronie barykady – wyszeptałem.

– W takim razie nie roztrącaj kolegów łokciami!

– Olga, jaki jest cel? Czego ty nie umiałaś zrobić? Co ma zrobić Swieta?

– Ty… – rzeczywiście straciła głowę. – Antoni… blefowałeś! Milczałem.

– Nic nie wiesz! Kręgi na wodzie… wiesz, gdzie patrzeć, żeby je dostrzec!

– Załóżmy. Ale najważniejsze odgadłem?

Olga patrzyła na mnie, przygryzając wargi. Potem pokiwała głową:

– Zgadłeś. Szczere pytanie, szczera odpowiedź. Ale nie będę niczego wyjaśniać. Nie powinieneś wiedzieć. To nie dotyczy ciebie.

– Mylisz się.

– Nikt z nas nie życzy zła Swietłanie – ostro powiedziała Olga. – Zrozumiałeś?

– My nie umiemy życzyć zła. Tylko że czasami nasze dobro niczym się od niego nie różni.

– Antoni, kończymy rozmowę. Nie mam prawa tobie odpowiadać. I nie należy psuć innym tego przypadkowego odpoczynku.

– Naprawdę przypadkowy? – spytałem. – Olga?

Już się opanowała i twarz jej się zmieniła, stała się nieprzenikniona. Zbyt kamienna jak na takie pytanie.

– I tak dowiedziałeś się za dużo – podniosła głos i ponownie zaczęła mówić władczym tonem.

– Olga, nigdy nie puszczano na urlop wszystkich razem. Nawet na dobę. Dlaczego Hesser wygnał pracowników Światła z miasta?

– Nie wszystkich.

– Paulina Wasiljewna i Andrzej się nie liczą. Dobrze wiesz, że to są pracownicy biurowi. Moskwa pozostała bez żadnego członka Patrolu!

– Ci z Ciemności także przycichli.

– Co z tego?

– Antoni, starczy.

Zrozumiałem, że więcej z niej nie wycisnę. Skinąłem:

– Dobrze, Olga. Pół roku temu byliśmy sobie równi… chociaż tylko przypadkiem. Teraz, jak widać, już nie. Wybacz. Nie moje problemy, nie moje kompetencje.

Potaknęła. To było tak niespodziewane, że nie wierzyłem własnym oczom.

– W końcu to zrozumiałeś…

Kpi sobie ze mnie? Albo uznała, że postanowiłem do niczego się nie wtrącać?

– Na ogół jestem dosyć rozgarnięty – powiedziałem. Spojrzałem na Swietłanę – o czymś wesoło rozmawiała z Tolą.

– Nie gniewasz się? – spytała Olga.

Dotknąłem jej dłoni i uśmiechnąłem się, potem wszedłem do domu.

Chciało mi się coś zrobić. Tak bardzo, jakbym był dżinem, wypuszczonym z butelki po tysiącletnim uwięzieniu. Cokolwiek – budować pałace, niszczyć miasta, programować w Basicu albo haftować krzyżykami.

Drzwi otworzyłem nie dotykając ich – pchnąłem poprzez Zmrok. Nie wiem, dlaczego. Rzadko mi się to zdarza, czasami – jeśli już bardzo dużo wypiję lub jestem bardzo zły.

W gościnnym nikogo nie było. Oczywiście, po co siedzieć w domu, kiedy na dworze – gorący szaszłyk, chłodne wino i dość dużo leżaków pod drzewami…

Rzuciłem się w fotel. Odszukałem na stoliku swój albo Swiety kieliszek, napełniłem koniakiem. Wypiłem jednym haustem, jakby to nie był piętnastoletni „świąteczny", lecz tania wódka. Nalałem sobie znowu.

W tej chwili weszła Tygrysek.

– Nie masz nic przeciw? – spytałem.

– Nie, oczywiście… – czarodziejka usiadła obok. – Antoni, zdenerwowałeś się?

– Nie zwracaj uwagi.

– Pokłóciliście się ze Swietą? Zaprzeczyłem głową:

– To nie to…

– Antoni, czy ja coś niewłaściwego zrobiłam? Chłopakom się nie podoba?

Spojrzałem na nią z nie udawanym zdziwieniem.

– Tygrysek, no coś ty! Wszystko jest świetne. Wszystkim się podoba.

– A tobie?

Nigdy wcześniej nie zauważyłem u czarodziejek-wilkołaków takiej wrażliwości. Spodobało się – nie spodobało… wszystkim przecież się nie dogodzi.

– Ciągle przygotowują Świetlane – powiedziałem.

– Do czego? – dziewczyna lekko się zachmurzyła.

– Nie wiem. Do czegoś, czego nie mogła zrobić Olga. Do czegoś bardzo niebezpiecznego i bardzo ważnego jednocześnie.

– To dobrze – sięgnęła po kieliszek. Nalała sobie sama, łyknęła koniak.

– Dobrze?

– No tak. Że nad czymś pracują, przygotowują – Tygrysek szukała czegoś wzrokiem, potem skupiła się i spojrzała na wieżę hi-fi stojącą pod ścianą. – Wiecznie gdzieś pilot się zapodziewa…

Wieża ożyła, zaświeciła się. Zagrał Queen -„Kind of Magie". Wysoko oceniłem naturalność jej gestu, kierowanie układami elektronicznymi na odległość – to nie takie łatwe jak wiercenie dziur w ścianie wzrokiem czy rozganianie komarów piorunami kulistymi.

– Jak długo przygotowywałaś się do pracy w Patrolu? – spytałem.

– Od siódmego roku życia. Mając szesnaście już brałam udział w operacjach.

– Dziewięć lat! A przecież miałaś prostsze zadanie, twoja magia jest wrodzona. A ze Świetlany chcą ulepić wielką czarodziejkę w ciągu pół roku!

– No… ciężko – zgodziła się dziewczyna. – Myślisz, że szef nie ma racji?

Wzruszyłem ramionami. Mówić, że szef nie ma racji to tyle, co zaprzeczać, że słońce wschodzi na wschodzie. On setki… jakie tam setki, tysiące lat uczył się nie robić błędów. Hesser może postępować twardo, a nawet okrutnie. Może prowokować tych z Ciemności i wystawiać na cios nas, ze Światła. Wszystko może. Tylko nie błądzić.

– Wydaje mi się, że on przecenia Swietłanę.

– Coś ty! Szef analizuje…

– Wszystko. Wiem. Bardzo dobrze gra w tę starą grę.

– I Swietłanie życzy dobra – uparcie powtórzyła czarodziejka. – Rozumiesz? Możliwe – po swojemu. Ty byś postąpił inaczej, i ja, i Siemion, i Olga… Wszyscy z nas postąpiliby inaczej. Ale to on kieruje Patrolem. I ma do tego pełne prawo.

– Lepiej wie? – złośliwie spytałem.

– Tak.

– A jak z wolnością? – znowu napełniłem kieliszek. Zdaje mi się, że był zbędny, w głowie już mi zaczynało szumieć. – Wolnością?

– Mówisz jak ci z Ciemności – parsknęła dziewczyna.

– Wolę myśleć, że to oni mówią jak ja.

– Przecież to wszystko takie proste, Antoni – Tygrysek nachyliła się do mnie, spojrzała w oczy. Pachniała koniakiem i czymś lekkim, kwiatowym, ale, wątpliwe, by to były perfumy – wilkołaki nie znoszą kosmetyków. – Ty ją kochasz.

– Kocham. Kto o tym nie wie…

– I wiesz, że niedługo poziom jej mocy przewyższy twój.

– Jeżeli już nie przewyższył… – nie zacząłem o tym mówić, ale przypomniałem sobie, jak łatwo Święta wyczuła magiczne ekrany w ścianach.

– O wiele ciebie przewyższy. Będziecie nieporównywalni. Jej problemy będą dla ciebie niezrozumiałe i nawet obce. Obok niej będziesz się czuł tępawym wsiunem, żigolakiem, zaczniesz tęsknić za przeszłością…

– Tak – skinąłem i ze zdziwieniem stwierdziłem, że kieliszek już jest pusty. Napełniłem go pod bacznym spojrzeniem gospodyni. – A więc nie zostanę. Mnie to nie jest potrzebne.

– A nic innego ci nie dano.

Nie podejrzewałem, że potrafi być tak okrutna. I tego, że będzie przeżywać to, czy wszyscy są zadowoleni z jej gościny i przyjęcia, też się nie spodziewałem. I tej nieprzyjemnej prawdy o sobie – także.

– Wiem.

– A skoro wiesz, to oburzasz się, że szef tak na siłę ciągnie Swietłanę na górę tylko z jednej jedynej przyczyny.