Sam tego chciałem. Sam do tego doprowadziłem. I teraz nie mam na kogo się złościć. Zamiast cały wczorajszy wieczór rozważać z Siemionem złożoność światowej walki Dobra ze Złem, trzeba było zostać ze Swietą. Zamiast patrzeć wilkiem na Hessera i Olgę z ich przewrotną prawdą – bronić swojej. 1 nie myśleć, nigdy nie myśleć o tym, że zwycięstwo jest niemożliwe.
Wystarczy tak pomyśleć – i przegrana gotowa.
Kto winny, powiedz, braciszku,
Że jeden żonaty, drugi bogaty,
Że jeden śmieszny, drugi zakochany,
Że jeden głupi, drugi twój wróg.
I czyja wina, że tam i tu
Na siebie czekają i tym żyją,
Ale dzień jest nudny, a noc pusta
Nie ma ciepłego miejsca…
Ciemnieje światło i milkną dźwięki,
I twoje ręce szukają nowej męki,
I jeśli twój ból już opada -
To idzie nowa bieda…
Kto winny i w czym tkwi sekret,
Że goryczy nie ma i szczęścia nie ma,
Bez klęsk nie ma zwycięstw
I równy jest rachunek sukcesów i bied.
I czyja wina, że jesteś sam,
Życie jest jedno, i takie długie,
I takie nudne, a ty wciąż czekasz
Że w końcu kiedyś umrzesz…
– A właśnie nie – wyszeptałem, ściągając słuchawki. – Nie doczekacie się.
Nas tak długo uczono – dawać i nie brać nic w zamian. Składać z siebie ofiarę dla dobra innych. Każdy krok -jak na karabiny maszynowe, każde spojrzenie – mądre i szlachetne, żadnych pustych myśli, ani jednego grzesznego pomysłu. Przecież my jesteśmy Innymi. Staliśmy ponad tłumem, rozwijając swoje nieskalane sztandary, naciągaliśmy chromowane buty, nakładaliśmy białe rękawiczki. A tak, w swoim maleńkim światku pozwalamy sobie na wszystko. Każdy postępek znajduje uzasadnienie, głębokie i wzniosłe. Jedyny w swoim rodzaju pokaz: pierwszy raz na arenie… my – w białym, a wszyscy dookoła – zbrukani.
Bokiem mi to już wychodzi!
Gorące serce, czyste ręce, chłodna głowa… czy to nie był przypadek że podczas rewolucji i wojny domowej ci ze Światła prawie w pełnym składzie wstąpili do Czeka? A ci, którzy nie wstąpili… w większości wyginęli. Z rąk tych z Ciemności, a nawet jeszcze lepiej – z rąk tych, których bronili. Ludzie to zrobili – z głupoty, podłości, tchórzostwa, chciwości, zawiści. Gorące serce, czyste ręce… Głowa niech pozostaje chłodna. Inaczej nie wolno. Ale z wszystkim pozostałym się nie zgadzam. Niech serce będzie czyste, a ręce gorące. Mnie się tak bardziej podoba!
– Nie chcę was bronić – powiedziałem w ciszę letniego poranka. – Nie chcę! Dzieci i kobiet, staruszków i ułomnych… nikogo… żyjcie, jak wam się chce. Otrzymajcie to, na co zasługujecie! Uciekajcie od wampirów, bijcie pokłony magom Ciemności, całujcie kozła pod ogon! Jeśli zasłużyliście – otrzymujcie! Jeśli moja miłość mniej znaczy niż wasze szczęśliwe życie, nie chcę wam dawać szczęścia!
Oni mogą i powinni stać się lepsi, oni to nasze korzenie, nasza przyszłość, to nasi podopieczni. Mali i wielcy ludzie, stróże i prezydenci, złodzieje i policjanci. W nich jarzy się światło, które może rozgrzewać życiodajnym ciepłem albo rozbłysnąć śmiercionośnym płomieniem…
Nie wierzę!
Widziałem was wszystkich. Stróżów i prezydentów, bandytów i gliniarzy. Widziałem, jak matki biją swoich synów, a ojcowie gwałcą córki. Widziałem, jak synowie wyganiają matki z domów, a córki dosypują ojcom arszenik. Widziałem, jak ledwo za gośćmi zamykają się drzwi i nie przestający się uśmiechać mąż bije po twarzy brzemienną żonę. Widziałem, jak zamykając drzwi za pijaniutkim mężem, który wybiegł do sklepu po kolejną butelkę, żona obejmuje i namiętnie całuje jego najlepszego przyjaciela. To jest bardzo proste – widzieć. Trzeba tylko umieć patrzeć. Dlatego nas tego też uczą wcześniej niż patrzenia przez Zmrok – uczą nie patrzeć…
Ale my i tak patrzymy.
Oni są słabi, krótko żyją, wszystkiego się boją. Nie wolno nimi pogardzać i tym bardziej ich nienawidzić. Ich można tylko kochać, współczuć i chronić. To nasza praca i nasz obowiązek. My jesteśmy – Patrolem.
Nie wierzę!
Nikogo nie można zmusić do popełnienia podłości. W błoto nie można zepchnąć, w błoto wchodzi się samemu. Jakiekolwiek byłoby nasze życie, niczego nie usprawiedliwia i nie przewiduje się, że będzie cokolwiek usprawiedliwiać. Ale usprawiedliwienia zawsze są poszukiwane i zawsze są pod ręką. Wszystkich ludzi tak uczono i wszyscy okazali się wzorowymi uczniami.
A my, z pewnością, jedynie jesteśmy najlepszymi z najlepszych.
Tak, na pewno, ależ oczywiście, byli, są i będą ci, którzy nie stali się Innymi, ale jakoś potrafili zostać ludźmi. Tylko, że ich jest mało, tak mało… A może, po prostu boimy się przyjrzeć im uważniej? Boimy się zobaczyć to, co może się ukazać?
– Żyć dla was? – spytałem. Las milczał, już wcześniej zgadzał się z każdym moim słowem.
Dlaczego mamy składać wszystko w ofierze? Siebie i tych, których kochamy?
Dla tych, którzy nigdy o tym się nie dowiedzą i nigdy tego nie docenią?
A nawet jeśli się dowiedzą, to jedynie się doczekamy, że zdziwieni będą kiwać nad nami głową i podsumują nas jednym słowem: „Frajerzy!"
Może warto byłoby choć raz pokazać ludzkości, co to za jedni ci Inni? Co może jeden Inny, nie skrępowany Traktatem, i taki, co się wyrwał spod kontroli Patroli?
Nawet uśmiechnąłem się, wyobraziwszy to sobie. Tę sytuację w ogóle, a nie siebie w niej – mnie szybko by zatrzymali. Także jakiegokolwiek wielkiego maga albo wielką czarodziejkę, którzy zdecydowaliby się naruszyć Traktat i odsłoniliby przed światem ludzi świat Innych.
Ale byłoby hałasu…
Żadne ufoludki, desantujące równocześnie na Kremlu i w Białym Domu, takiej sensacji by nie wywołały.
Oczywiście, że nie.
To nie moja droga.
Przede wszystkim dlatego, że nie jest mi potrzebna władza nad światem ani totalne zamieszanie.
Chcę jednego; zęby kobietę, którą kocham, nie zmuszano, by składała siebie w ofierze. Dlatego, że droga Wielkich – to właśnie czyn ofiarny. Te przedziwne siły, których nabierają, zmieniają ich całkowicie.
My wszyscy nie jesteśmy całkiem ludźmi. Ale przynajmniej pamiętamy, że byliśmy ludźmi. I możemy jeszcze cieszyć się i smucić, kochać i nienawidzić. Wielcy magowie i czarodziejki przekraczają granice ludzkich emocji. Pewnie przeżywają własne, ale my ich nie możemy i tak zrozumieć. Nawet Hesser, mag ponad kategoriami, nie jest Wielkim. A Olga nie poradziła sobie i nie stała się Wielką.
Coś tam spartaczyli. Nie udała im się ogromna operacja w walce z Ciemnością.
I teraz są gotowi poświęcić nową kandydatkę.
Dla ludzi, którzy mają gdzieś i Światło, i Ciemność.
Przeganiają ją po wszystkich tych kręgach wiedzy, które powinien poznać każdy Inny. Już awansowała na trzecią rangę, teraz podciągają jej świadomość do tego poziomu. W bardzo, bardzo szybkim tempie.
Z pewnością w tym szaleńczym wyścigu do niewiadomego celu jest i dla mnie miejsce. Hesser wykorzysta wszystko, co tylko nawinie się pod rękę, włącznie ze mną. Cokolwiek robiłem – polowałem na wampiry, ścigałem Dzikusa, jako Olga przebywałem ze Swietą… wszystko to obracało się na jego korzyść.
I cokolwiek teraz bym zrobił – to także jest z pewnością przewidziane.
Jedyna nadzieja w tym, że nawet Hesser nie może przewidzieć wszystkiego.
Że wymyślę to jedyne posuniecie, które zburzy jego plan. Wielki plan mocy Światła.
I przy tym nie narobi ono zła. Ponieważ wtedy… wtedy czeka mnie Zmrok.
A Swietłanę, bez względu na wszystko – wielka służba.