Выбрать главу

– Jeśli mogę coś powiedzieć…

– Mów, proszę.

– Będąc na pana miejscu, nie spieszyłbym się tak, Antoni ze Światła.

– Ja i tak zbyt długo zwlekałem, Aliszerze ze Światła – uśmiechnąłem się. W Patrolu przywykłem uważać siebie za jednego z najmłodszych magów, ale… wszystko mija. A dla tego nowicjusza jestem już autorytetem. Na razie.

– Pewnego razu usłyszysz, jak czas szeleści, niczym piasek przeciekając przez twoje palce. Wtedy – wspomnij mnie. Powodzenia!

Rozdział 6

Upał.

Szedłem po Starym Arbacie. Malarze, rysujący szablonowe portrety, muzykanci, grający stereotypową muzykę, handlarze, sprzedający podobne do siebie pamiątki, cudzoziemcy ze standardowym zaciekawieniem w oczach, moskwianie z widocznym rozdrażnieniem przechodzący obok atrap matrioszek…

Wstrząsnąć wami?

Pokazać małe przedstawienie?

Pożonglować błyskawicami? Połknąć prawdziwy ogień? Spowodować, by bruk się rozstąpił i wytrysła fontanna mineralnej wody? Wyleczyć z tuzin żebrzących kalek? Nakarmić snujące się dzieci pozbawione opieki stworzonymi z powietrza ciastkami?

Ale po co?

Rzucą mi garści drobnych za pioruny kuliste, którymi powinno się niszczyć zło. Fontanna mineralnej okaże się przedziurawioną rurą wodociągową. Ci ułomni żebracy i tak są zdrowsi i bogatsi od większości przechodniów. Dzieci rozbiegną się, ponieważ już od dawna wiedzą, że bezpłatnych ciastek nie ma.

Tak, rozumiem Hessera, rozumiem wszystkich magów wysokich rang, którzy od tysięcy lat walczą z Ciemnością. Nie można żyć wiecznie z poczuciem bezsilności. Nie można wiecznie tkwić w okopach – to wykańcza armię pewniej niż kule wrogów.

Ale co ja mam z tym wspólnego?

Czy koniecznie trzeba skroić sztandar zwycięstwa z mojej miłości?

I co z tym mają wspólnego ci ludzie?

Łatwo świat przewrócić i postawić na nogi, ale kto sprawi, by ludzie nie upadli?

Czy naprawdę jesteśmy niezdolni do wyciągania wniosków?

Wiedziałem, co zamierza zrobić Hesser… a dokładniej, co będzie zgodnie z jego rozkazem robiła Świetlana. Rozumiałem, czym to się może skończyć, i nawet byłem w stanie sobie wyobrazić, jakimi kruczkami z Traktatu będą uzasadniać swoje oddziaływanie na Księgę Przeznaczenia. Miałem informacje o czasie przeprowadzenia operacji. Jedyne, czego nie wiedziałem – to miejsce i obiekt operacji.

I to było fatalną niedogodnością

Trzeba iść pokłonić się Zawulonowi.

A potem, prościutko, w Zmrok…

Doszedłem do połowy Arbatu, kiedy wyczułem – leciutkie, tuż na granicy wrażliwości – drżenie Mocy. Gdzieś blisko mnie dochodziło do magicznego oddziaływania, niezbyt silnego, ale…

Ciemność!

Cokolwiek bym myślał o Hesserze i choćbym nie wiem jak się z nim pokłócił, byłem jednak nadal żołnierzem Nocnego Patrolu.

Sięgnąłem jedną ręką do kieszeni, do amuletu, i wezwałem swój cień. Wstąpiłem w Zmrok.

Och, jak tu wszystko zapuszczone!

Już dawno nie chodziłem po centrum Moskwy w Zmroku.

Siny mech pokrywał wszystko zbitym, gęstym dywanem. Wolno poruszające się nici stwarzały wrażenie falującej wody. Ode mnie rozchodziły się kręgi – mech równocześnie i chłonął moje emocje, i starał się odpełznąć jak najdalej. Ale drobne stworzenia Zmroku teraz mnie nie interesowały.

W szarej przestrzeni, pod pozbawionym słońca niebem nie byłem sam.

Przez sekundkę patrzyłem na dziewczynę, odwróconą do mnie plecami. Patrzyłem, czując jak złośliwy uśmiech wkrada się na moje usta. Uśmiech niegodny maga Światła. Też mi, „niezbyt silne oddziaływanie”!

Magiczne oddziaływanie na trzecim poziomie?

Niesłychane!

To już bardzo poważna sprawa, dziewczyno. Tobie chyba rozum odjęło. Trzeci poziom – to w ogóle nie w twojej mocy, posługujesz się cudzym amuletem.

Spróbuję załatwić to sam.

Podszedłem do niej, nawet nie usłyszała kroków na miękkim sinym dywanie. Smętne cienie ludzi przepływały przez Zmrok, a ona była zbyt zajęta.

– Antoni Gorodecki, Nocny Patrol – powiedziałem. – Alicjo Donnikowa, jesteś aresztowana.

Wiedźma krzyknęła, odwróciła się. W jej rękach był amulet – kryształowa piramidka, przez którą tylko co oglądała przechodniów. W pierwszym odruchu chciała schować amulet, a następnie – spojrzeć przez piramidę na mnie.

Schwyciłem ją za rękę, uniemożliwiłem ten ruch. Przez chwilę staliśmy obok siebie, a ja powoli zwiększałem nacisk, wykręcając wiedźmie dłoń. Podobna scena pomiędzy mężczyzną i kobietą wyglądałaby bardzo haniebnie. U Innych siła fizyczna nie zależy od płci, a nawet nie od wytrenowanych mięśni. Siła jest dookoła – w Zmroku, w okrążających nas ludziach. Nie wiadomo, ile jej mogła pobrać z otaczającego nas świata Alicja, może nawet więcej niż ja.

Ale ja złapałem ją na przestępstwie, na gorącym uczynku. W pobliżu zaś mogli znajdować się inni członkowie Patrolu. Stawianie oporu pracownikowi innego Patrolu, który oficjalnie oznajmił o aresztowaniu, to wystarczający powód do natychmiastowej likwidacji.

– Nie stawiam oporu – powiedziała Alicja i otworzyła dłoń. Piramidka miękko upadła w mech, a ten zakipiał, wzburzył się, powlekając kryształowy amulet.

– Piramidka mocy? – zadałem retoryczne pytanie. – Alicjo Donnikowa, popełniłaś przestępstwo magicznego oddziaływania trzeciego poziomu.

– Czwartego – szybko powiedziała.

Wzruszyłem ramionami.

– Trzeciego, czwartego – to nieważne. Wszystko jedno, Alicjo, trybunał. Wpadłaś.

– Nic nie zrobiłam – wiedźma usilnie starała się ukryć swe zdenerwowanie. – Mam imienne zezwolenie na noszenie piramidki. Ja jej nie używałam.

– Alicjo, każdy mag wyższej rangi odczyta z tego cudeńka całą informację-Opuściłem rękę i zmusiłem siny mech, by się rozstąpił, a piramidka – wskoczyła w moją dłoń. Była zimna, bardzo zimna.

– Nawet ja mogę z niej odczytać jej historię… -powiedziałem. -Alicjo Donnikowa, Inna, z Ciemności, wiedźma Dziennego Patrolu, czwartej rangi -wnoszę oficjalne oskarżenie o naruszenie Traktatu. Przy próbie stawiania oporu będę zmuszony cię zlikwidować. Ręce za plecy.

Wypełniła rozkaz. I zaczęła mówić, szybko, przekonywająco, wkładając w swój głos wszystko, czym władała:

– Antoni, poczekaj, proszę, wysłuchaj mnie… Tak, próbowałam piramidkę, ale zrozum, po raz pierwszy powierzono mi amulet takiej mocy! Antoni, przecież nie jestem głupia, w środku Moskwy napadać na przechodniów, po co mi to? Antoni, przecież oboje jesteśmy Innymi! Zgódź się, załatwmy to polubownie? Antoni!

– Jakie tu może być polubowne załatwienie? – spytałem chowając piramidkę do kieszeni. – Idziemy.

– Antoni, dam ci oddziaływanie czwartego… trzeciego poziomu! Dowolne oddziaływanie trzeciego poziomu, na korzyść Światła! To nie moja głupia zabawa z piramidką, lecz pełnowartościowe oddziaływanie!

Przyczynę jej paniki nie trudno było mi zrozumieć. Śmierdząca sprawa. Pracownik Dziennego Patrolu prywatą powodowany wysysa życie z ludzi – skandal niesłychany… Pójdzie pod sąd, to pewne.

– Nie masz pełnomocnictwa do zawierania takich kompromisów. Szefowie Ciemności dezawuują twoją obietnicę.

– Zawulon potwierdzi!

– Tak? – zawahałem się, słysząc pewność w jej głosie. Być może jest kochanką Zawulona? Ale i tak byłoby to zadziwiające… – Alicja, ja już raz z tobą zawarłem umowę o polubownym…

– Oczywiście, przecież to ja sama zaproponowałam, by wybaczyć tobie twoje oddziaływanie…

– I czym się to skończyło? – uśmiechnąłem się. – Pamiętasz?

– Teraz jest inna sytuacja, prawo złamałam ja… – Alicja spuściła wzrok. – Będziesz miał prawo… prawo do rewanżu. Ty nie potrzebujesz zezwolenia na magię trzeciego poziomu dla Światła? Na żadną magię dla dobra Światła? Będziesz mógł zmienić dwudziestu łajdaków na proroków! Spopielić na miejscu zbrodni dziesiątkę zabójców! Zapobiec katastrofie, a nawet lokalnie zwinąć czas! Antoni, czy to nie jest warte mojego głupiego wybryku? Zobacz, dookoła wszyscy żyją! Nie zdążyłam niczego zrobić, dopiero zaczęłam…