Выбрать главу

Dubhe objęła ją, a ona poddała się temu gestowi uczucia prawie z rozpaczą. Na zewnątrz świt zaczynał barwić nowy dzień.

Ta sama jasność rzucała blade światło na luksusową komnatę położoną cztery piętra wyżej niż część, którą zajmowała służba. Forra, przybyły do pałacu kilka godzin wcześniej, siedział na sporym, wysokim krześle. Przed nim klęczał zakapturzony mężczyzna.

— Słucham — wymamrotał namiestnik Dohora ze skrywanym uśmiechem na wargach.

18. Przebaczenie i zemsta

Dubhe i Theana obudziły się o świcie. Był to dzień uzyskania przebaczenia przez Neora. W całym pałacu wrzało.

Rozpoczęły od wykonania rytuału. Theana nałożyła go na Dubhe w milczeniu, kilkoma wystudiowanymi gestami. Stało się to już ich zwyczajem. Kiedy tylko skończyły, ubrały się w ciszy, nie patrząc sobie w oczy, po czym udały się do kuchni po rozkazy.

Dubhe była rozkojarzona; chociaż bardzo się starała, nie potrafiła wybić sobie z głowy Learchosa. Między nią a księciem wisiało jeszcze pewne pytanie, a nad odpowiedzią na nie myślała całą noc. Im dalej szła, tym bardziej była przekonana, że Learchos nie będzie w stanie udźwignąć śmierci ojca. Zabicie kogoś nie leżało w jego naturze, nawet lata szkolenia nie mogły zmienić sytuacji. A ona mu nie pomoże.

Umrzesz, zanim zobaczysz go na tronie. Nie ma dla was przyszłości.

Dreszcz przebiegł po jej ramionach i girlanda, którą właśnie splatała w ogrodzie, wypadła jej z dłoni.

— Sanne! Musisz bardziej uważać! — wykrzyknęła jedna z jej towarzyszek, pracująca nieopodal.

Dubhe uśmiechnęła się.

— Przepraszam, to pewnie zmęczenie — wykręciła się, natychmiast wracając do swojego zajęcia.

Naprawdę nie wiedziała, co ma robić. Czy lepiej pozwolić Learchosowi odejść swoją drogą, czy też iść za nim, dopóki to możliwe, dopóki klątwa jej nie strawi?

Próbowała znaleźć właściwą odpowiedź, kiedy jej uwagę przykuł jakiś błysk pod portykiem. Za jedną z kolumn dostrzegła księcia, wpatrującego się w nią z poważną miną. Miał na sobie reprezentacyjną zbroję, a u jego boku zwisał błyszczący miecz. Dubhe poczuła, że brakuje jej tchu. Niebezpiecznie było spotykać się tak otwarcie, ale z drugiej strony było to też podniecające. Odłożyła girlandę na trawę; następnie, kiedy była pewna, że nikt w tamtą stronę nie patrzy, podniosła się i pobiegła w stronę kolumnady, starając się utrzymać kontrolę nad sercem bijącym jej w piersi jak oszalałe. Kiedy tylko dotarła do Learchosa, on pociągnął ją za kolumnę i pocałował z żarem.

— Widzą nas — powiedziała natychmiast, wyrywając się z tego uścisku.

Learchos uśmiechnął się, a ona, zawstydzona, przygładzała sobie włosy.

— Jutro musisz dać nam odpowiedź. — Dubhe przełknęła ślinę. — Chcę wiedzieć, jaka ona będzie.

— Pójdę z tobą — powiedziała po kilku chwilach.

— A więc zabijesz go?

Odgłos kroków sprawił, że obydwoje podskoczyli. Ukryli się głębiej w cieniu, ale Learchos nie rozluźnił uścisku.

— A zatem?

— Powiedziałam, że pójdę z tobą.

Książę westchnął. W jego głosie usłyszała cień rozczarowania.

— Dubhe, on i tak umrze. Jeżeli jednak stanie się to z twojej ręki, ja i ty będziemy mogli żyć w pokoju.

— Sam siebie oszukujesz. Nigdy nie będziesz potrafił udźwignąć ciężaru jego śmierci.

— Ty będziesz ze mną, a to mi wystarczy.

— Gdzie jest książę? — Niezbyt odległy głos sprawił, że zamarli.

— Musisz iść — powiedziała Dubhe ledwo słyszalnie i oderwała się od niego.

Learchos złapał ją za ramię.

— Ja chcę ciebie — szepnął jej.

— Musisz iść — powtórzyła i wyrwawszy się, wróciła na swoje miejsce.

Rozpoczęcie ceremonii powitało wspaniałe słońce. Ogród był wypełniony ludźmi, wśród których wyróżniali się szlachta i dygnitarze innych krain, pozostających pod władzą Dohora. Pośrodku ustawiono drewnianą scenę, na której wznosił się tron. U jego stóp — długi, czerwony dywan. To tam Neor miał się ukorzyć przed poproszeniem swojego króla o przebaczenie, tak aby przesłanie tej ceremonii było całkiem jasne.

Dubhe przyglądała się temu wszystkiemu od strony jednego z portyków. Ona i Theana nie miały do spełnienia żadnej roli aż do obiadu, dlatego otrzymały pozwolenie na przyglądanie się pierwszej części ceremonii w stosownej odległości od miejsc szlacheckich. Znalazły dyskretne miejsce, z którego miały rozległy widok na scenę.

Żołnierze wkroczyli jako pierwsi, z włóczniami w gotowości, poubierani w szkarłatne szaty. Dubhe ledwo mogła dojrzeć ich twarze, ale jedna z nich wydała jej się dziwnie znajoma. Rzuciła niespokojne spojrzenie na tłum i wypatrzyła w nim inne znane twarze. Zabójcy. Wśród zgromadzonych ludzi było wielu Zwycięskich. Dziewczyna po raz pierwszy widziała, żeby uczestniczyli w publicznym wydarzeniu w pałacu. Jaki interes mieli w tym, aby zapędzić się aż tutaj?

Przed tłumem przedefilowali teraz dygnitarze, ustrojeni w brokatowe szaty. Wśród nich znajdowali się też Forra i Learchos. Dubhe przesunęła za nimi spojrzeniem, dopóki nie usiedli w pierwszym rzędzie.

Wreszcie nadszedł król. Miał surową i groźną twarz wielkiego wodza. Dubhe poznawała tę minę; w ciągu dni spędzonych w pałacu nauczyła się, że miał ją wyrytą na twarzy przy każdej oficjalnej okazji. Władca surowy i sprawiedliwy, człowiek noszący na barkach odpowiedzialność za życie swojego ludu, i dla niej gotowy spełniać czyny nawet okrutne. Taką właśnie maskę Dohor uwielbiał przybierać.

Kiedy dotarł do tronu, pośród nowych dźwięków trąb podniósł się herold.

— Dzisiaj Czcigodny Monarcha gromadzi tutaj swój lud, aby pozwolić mu uczestniczyć w akcie swej najwyższej łaskawości. On, straszliwy w gniewie, lecz wielkoduszny w przebaczaniu, przyjmuje na własny dwór poddanego, który bardzo zbłądził. Najjaśniejszy Pan wybaczy jego błąd i pozwoli owemu poddanemu powrócić do pałacu i znów w nim zamieszkać.

Obwieszczenie to przypieczętowały zupełnie niespontaniczne okrzyki. Kiedy publiczność uspokoiła się, wszedł Neor. Nie miał na sobie swoich zwykłych jaskrawych szat, a jego włosy były krótko przycięte. Cały jego wygląd mówił o pokucie i wstrzemięźliwości. Ubrany był w płócienną koszulę, taką samą jak te, jakie nosili młodzieńcy podczas pierwszego roku w Akademii.

Dubhe uśmiechnęła się ironicznie. Dohor z pewnością okazywał wielkoduszność, udzielając przebaczenia, ale nie chciał pozbawić się przyjemności z upokorzenia tego, komu wybaczał.

Jej uwagę przykuł charakterystyczny błysk ostrza. Coś się działo. Instynktownie spojrzała w stronę Learchosa. Na scenie było spokojnie. Neor dotarł pod tron i powoli wyciągał się na ziemi. Kiedy leżał już całkowicie wyprostowany, dwóch żołnierzy wycelowało w jego plecy włócznie.

Po zgromadzonych przebiegł natarczywy pomruk.

Dohor powstał.

— Dzisiaj, drogi kuzynie, znajdujesz się tutaj, aby załatać rozdarcie, które powstało między nami wiele lat temu. Leżąc na ziemi, prosisz mnie, abym przyjął cię ponownie do mojej świty i pozwolił ci włączyć się do twoich zadań tutaj, w pałacu. A ja jestem z tego rad. Zanim postanowiłeś się zwrócić przeciwko mnie, byłeś wartościowym współpracownikiem. — Uśmiechnął się nieznacznie. — Teraz zamierzam odzyskać cennego sprzymierzeńca i mieć po swojej stronie twoje zdolności militarne i umysłowe.

Dubhe zauważyła, że Learchos nerwowo bawi się rękojeścią miecza. Zatem ona również powoli wsunęła dłoń pod spódnicę i zacisnęła palce na metalu sztyletu. Powietrze było przepełnione napięciem.