— Ja umrę w moim łóżku za wiele, bardzo wiele lat, i Świat Wynurzony będzie u moich stóp. Uda mi się to, w czym Aster odniósł porażkę... Następne stulecia będą o mnie pamiętać.
Learchos nie przestał się uśmiechać.
— Będę czekał na ciebie w piekle razem z moją matką.
Pewny siebie wzrok Dohora załamał się na chwilę. Po chwili władca dał znak strażom stojącym w głębi sali. Dwóch żołnierzy podeszło i wzięło księcia za ramiona. Odszedł, uśmiechając się. Wreszcie był wolny, wolny od swego ojca.
19. O krok od celu
— Nie rozumiemy się — prychnął Sennar.
Lonerin, spocony i zdyszany, patrzył na niego wykończony. W dłoni trzymał sztylet, który dał mu czarodziej, i już od kilku godzin próbował przenieść do niego własną duszę.
— Nie potrafisz panować nad przedmiotem wystarczająco długo.
Lonerin popatrzył na broń zniechęcony. Została wykuta przez samego Livona i Sennar wygrał go od Nihal w pojedynku, kiedy byli jeszcze dziećmi. Trzymał zatem w garści przedmiot legendarny, ale dla niego w tej chwili nie było to nic więcej, tylko zwykły sztylet.
— Staram się wytrzymać — powiedział, kiedy odzyskał oddech. — Ale to jest tak, jak gdyby coś przywoływało mnie z powrotem na zewnątrz...
Sennar pozostał lodowaty.
— To chyba oczywiste. W naturze twojej duszy z pewnością nie leży poddanie się wtłoczeniu w jakiś sztylet.
Lonerin westchnął.
— A czy nie ma jakiejś sztuczki, która by...
— Już sam powinieneś ją znaleźć.
Ta odpowiedź go zdumiała. Jak to możliwe, że tak genialny czarodziej jak Sennar tak nie nadaje się do nauczania? Pełne przeciwieństwo Folwara, który nigdy się nie złościł i często go wychwalał, pełen nieskończonej cierpliwości.
— No dobrze, ale nie znalazłem — upierał się. — Dlatego może jakaś sugestia mogłaby być dobrym początkiem.
Prawie od razu pożałował twardości swoich słów, bo Sennar spojrzał na niego srogo.
— Nie mam ci nic do powiedzenia. Każdy czarodziej musi znaleźć własną drogę.
— A jeżeli jej nie znajdę?
— To nici z rytu.
Lonerin poczuł, jak wzbiera w nim gniew.
— Mój nauczyciel starał się mi pomagać, kiedy miałem jakiś problem ze zrozumieniem czegoś. Wybaczcie, ale w ogóle nie jesteście mi pomocni, a wręcz nie pomijacie żadnej okazji, aby umniejszyć moją pracę.
Sennar przybrał lekceważącą pozę.
— Mam spore wątpliwości, czy twój nauczyciel kiedykolwiek musiał nauczyć cię zaklęcia na takim poziomie zaawansowania. W każdym razie sądzę, że jesteś już dość duży, aby iść naprzód sam, i nie potrzebujesz, żeby ktoś cię karmił. Panujesz nad magią. Teraz postaraj się sam znaleźć rozwiązanie. Ja nie mogę ci pomóc. — Podsunął mu przed oczy poczerniałą i zeschłą dłoń. — Oto, co pozostało mi ze wszystkich moich mocy! Spaliłem je prawie całkowicie w ciągu zaledwie jednej nocy, a kiedy mówię „spaliłem”, nie używam metafory. I nie mogę przekroczyć tej granicy. Dlatego albo jakoś dasz sobie radę, albo porzucisz swoje marzenia o chwale i przestaniesz zgrywać bohatera za wszelką cenę. Znajdziemy innego czarodzieja, który uczy się łatwiej niż ty.
Lonerin popatrzył w ziemię, obrażony. Był zmęczony tymi wszystkimi reprymendami, tym denerwującym sposobem, w jaki Sennar zwracał się do niego od momentu, kiedy wyruszyli.
— Jutro będziemy dalej próbować — uciął krótko i zaczął przygotowywać się do snu.
Sennar przyglądał się całej tej scenie, nie przestając się uśmiechać.
— Łatwo rezygnujesz jak na kogoś spragnionego zemsty.
Lonerin odwrócił się gwałtownie.
— Dlaczego powiedzieliście, że nadaję się do tej misji, skoro uznaliście mnie za nieudolnego? Mogliście wziąć ze sobą kogoś innego i wyjaśnić Radzie, że nie wydaję się wam odpowiednią osobą.
— Bo dysponujesz odpowiednim potencjałem — powiedział Sennar nieporuszony. — Masz zdolności i nawet wolę. Ale twój nauczyciel przyzwyczaił cię, że możesz czuć się jak najlepszy w grupie, i cały czas wierzysz, że wszystko będzie przychodzić ci bez trudu, tak jak to się działo do tej pory.
Mówił prawdę, ale jego zachowanie było nie do wytrzymania. Lonerin nie mógł już dłużej znieść tego trudnego współżycia. Odwrócił się, aby mu to powiedzieć, i wtedy napotkał jego wzrok.
Był pełen sarkazmu, ale w środku połyskiwało wyzwanie.
Nie, nie pozwoli mu wygrać.
— Spróbuję jeszcze raz — powiedział z przekonaniem, zaciskając w dłoniach sztylet.
Barahar był ogromnym portem, największym w całym Świecie Wynurzonym. Sennar wiele o nim słyszał, ale był tam tylko raz, jako dziecko. Było to miasto rodzinne jego ojca i pamiętał, że wówczas zrobiło na nim wielkie wrażenie. Stały tam prawdziwe domy z dachami pokrytymi dachówkami, a wszędzie panowało poruszenie. Ów splątany labirynt zaułków i niebudzące zaufania twarze czyniły ten port miejscem fascynującym, ale i niebezpiecznym.
— Barahar to ziemia, gdzie krąży wiele pieniędzy i, jak wszystkie bogate miejsca, jest zepsute złotem — wyjaśnił mu jego ojciec.
Od tamtej pory Sennar nigdy więcej tu nie powrócił. Z Baraharem wiązało się zbyt wiele niemiłych wspomnień. Jego matka umarła tutaj, kiedy on i Nihal opuścili Świat Wynurzony, a jego siostra po prostu zniknęła. Pewnego dnia powiedziała, że chce, aby pozwolić jej iść swoją drogą, i od kiedy przeszła przez próg, było tak, jak gdyby nikt jej nigdy nie widział ani nie znał.
Kiedy tylko wkroczyli do portu, morskie powietrze połechtało mu nos. Sennar rozkoszował się każdą nutą tego zapachu, przypominającego dom. Krzyki mew goniły się po wąskich i krętych uliczkach, a jego ogarnęła niszcząca tęsknota za tamtymi tak odległymi latami, kiedy był jeszcze młody i pełen wielkich nadziei.
Najstarsza część miasta wdrapywała się na skałę, a ta nowsza znajdowała się na krawędzi wychodzącego nad morze urwiska.
Położony nieco z boku port rozwijał się wzdłuż dość szerokiej zatoczki, w której skąpana była skała. Zaułki były brudne i nieprzejezdne, pokryte nierównym brukiem, pełnym wyrw. Nachylenie było spore, do tego stopnia, że po chwili nawet Lonerin dostał zadyszki. Jednak ten chaos kolorowych fasad, z których każda różniła się od pozostałych jakimś malunkiem, przemawiał do Sennara znanym językiem. Barahar był najbardziej charakterystycznym miastem Krainy Morza. Można było tutaj znaleźć ludzi pochodzących z każdego zakątka Świata Wynurzonego. Było tu wszystko, co tylko dobrego i strasznego miał ten kraj.
Lonerin przyśpieszył kroku, starając się iść bliżej starego czarodzieja. Wydawał się zagubiony w tym miejscu i Sennar nie mógł mieć do niego o to pretensji. Wiedział, że pochodzi z Krainy Nocy, miejsca dość zimnego i spokojnego. W Baraharze ludzie krzyczeli do siebie z jednego okna do drugiego, zaułki rozbrzmiewały prostackimi głosami, a powietrze pachniało rybami. Prawdziwy mieszkaniec Krainy Morza kochał to wszystko, ale ta atmosfera z pewnością musiała niemało peszyć cudzoziemca.
Niestety, on też nie znał już tak dobrze miasta i w końcu zaczęli błąkać się po położonej blisko portu dzielnicy ubóstwa, bez określonego celu. Kiedy słońce wskazało południe, schronili się w jakiejś tawernie, aby zjeść i postanowić, co dalej.
W środku dominował zapach dymu i Lonerin wydawał się nieswój.
— Nie podoba ci się to miejsce, prawda? — spytał go Sennar z uśmiechem.
— Nie jestem przyzwyczajony — odpowiedział chłopak.
Oberżysta od razu rozpoznał w Sennarze krajana. Czarodziej był tym mile połechtany. Sądził, że długie przebywanie na obcej ziemi starło z niego każdy ślad jego pochodzenia, ale najwyraźniej wcale tak nie było. Przyjemnie było znowu rozkoszować się prostą mową swojego ludu, tym dziwnym sposobem przeciągania ostatnich głosek w słowach. A poza tym to przyjęcie. Ciągłe poklepywanie po plecach, a na końcu oberżysta postawił im dwa rekiny, miejscowy trunek.