Выбрать главу

Lonerin był pełen wątpliwości na widok szklanki wypełnionej fioletowym płynem. Wiedział, co to jest, ale nigdy nie ośmielił się tego spróbować. Powiedziano mu, że napój ten schodzi po gardle powoli, jak żywy ogień. Zwlekał nad kielichem, a potem popatrzył na Sennara w nadziei, że ten zmieni zdanie. Starzec nawet nie zaszczycił go spojrzeniem. Wpatrywał się w szklanicę jak zaczarowany.

Czy będę jeszcze w stanie? Połknął wszystko jednym haustem, zamknął oczy i czekał. Ogień wyruszył z gardła i zszedł niżej, po szyi, aż zaczął palić go w piersi. Doskonałe.

Skierował na Lonerina zadowolony wzrok.

— Jeżeli czytałeś moje fatalne Kroniki, to pewnie wiesz, jaki jest zwyczaj. Kto jest dorosły, musi to wypić jednym łykiem, bez wahania. To taki ryt przejścia.

Lonerin patrzył nieufnie na ciemny kolor płynu.

— To mocne...

— Gdyby takie nie było, co to byłby za ryt przejścia?

Młodzieniec zawahał się chwilę, po czym wziął szklankę i opróżnił ją za jednym zamachem. Sennar patrzył, jak chłopak w jednej chwili robi się czerwony, i wybuchnął śmiechem. Był zabawny, kiedy tak starał się ukryć kaszel, aby nie rzucało się to w oczy. Odzyskał oddech dopiero po kilku sekundach, a oczy mu łzawiły.

— Misja spełniona — powiedział czarodziej, klepiąc go po ramieniu.

Lonerin skierował do niego wzruszony uśmiech.

— No co? — spytał Sennar.

— Widać, że jesteście w domu.

Stary czarodziej zaczerwienił się. Rzeczywiście, dawno nie czuł się tak dobrze i niemal go to zirytowało. Przez tak wiele lat uważał, że nie ma już prawa ani do pokoju, ani do pogody ducha. Był to winien Nihal, a teraz też Tarikowi i Talyi. Jego ból był wiecznym hołdem, który składał na ich grobach, niejako ceną, jakiej zapłacenia wymagali od niego zmarli, aby mogli spoczywać w pokoju.

Zapadła cisza i przez resztę obiadu żaden z nich nie odezwał się słowem.

Na krótko, zanim podnieśli się, aby odejść, Sennar zapytał gospodarza, gdzie mogą znaleźć kolekcjonera.

— Jasne, Ydath! Ale on nie mieszka wśród nas, zwykłych robaków. On siedzi sobie w chłodzie, na szczycie skały, wśród bogaczy.

— A możecie nam powiedzieć dokładniej, gdzie to jest? — spytał Lonerin.

Oberżysta wybuchnął gromkim śmiechem.

— Nie ma takiej potrzeby. Kiedy tylko znajdziecie się na górze, natychmiast poznacie jego dom. To najokazalszy i otoczony największym przepychem pałac w całym Baraharze, nie możecie się pomylić.

Zaczął sprzątać ze stołu, żegnając się, ale potem zawrócił, jak gdyby o czymś zapomniał.

— Aha, dzięki bogom, aby tam wejść, nie musicie się wdrapywać po zaułkach. — Błyskawicznym spojrzeniem obrzucił kij Sennara, a stary czarodziej z godnością wytrzymał jego wzrok, w którym kryła się litość. — Zbudowali tu wyciągi z krążków linowych, prawdziwy cud techniki, a jeden jest zaraz tutaj, z tyłu, jak tylko skręcicie w uliczkę. Radzę wam z nich skorzystać, to jedna z atrakcji naszego miasta!

Lonerin i Sennar przytaknęli.

— Kupimy talizman? — spytał młodzieniec, kiedy zostali sami.

— Złożymy mu ofertę.

— Nie sądzę, żebyśmy mieli wystarczająco dużo pieniędzy. W końcu to kolekcjoner. Co będzie, jeżeli nie przyjmie naszej propozycji?

— Nasza misja jest ważniejsza niż wszelkie moralne skrupuły.

— Moglibyśmy spróbować wyjaśnić mu sytuację...

— Tak, a w ten sposób wiadomość od razu dotrze do uszu Gildii.

Lonerin westchnął, przesuwając palcem po krawędzi szklanki. Potem, zupełnie niespodziewanie, zaczął chichotać.

— Co jest?

— Zdaje się, że kradzież jest pewną stałą mojej misji. Najpierw podróżowałem ze złodziejką, teraz przypada nam to...

— Środki, jakimi realizuje się własne cele, często nie są współmierne do szlachetności owego celu. Ale w tym przypadku waga naszej misji je usprawiedliwia — powiedział uroczyście Sennar.

— A kto decyduje, jak daleko można się posunąć?

— Własne sumienie. — Sennar oparł się plecami na krześle i przyglądał się Lonerinowi z ledwo zaznaczonym uśmiechem. — Jesteś dokładnie taki sam, jak ja w twoim wieku. Czysty i niewinny...

Lonerin skrzywił się.

— Doskonale wiem, że w życiu istnieją kompromisy.

— Tak... ale nigdy na nie nie przystałeś, prawda?

Lonerin odwrócił wzrok. Sennar za to złagodził swój.

— Gdybym mógł żyć tak długo, aby widzieć cię, kiedy będziesz w moim wieku, byłbym szczęśliwy, gdyby okazało się, że muszę zmienić zdanie i że jesteś tak samo czysty, jak teraz. Ale nie sądzę, żebyś taki został, bo życie zmusza do akceptowania rzeczy, które do niedawna byłyby nie do pomyślenia. A przecież istnieje wiele gorszych czynów, niż jakaś drobna kradzież, nie uważasz? Przecież tak naprawdę popierasz podróż twojej przyjaciółki, chociaż dziewczyna wybiera się, aby popełnić morderstwo.

Czerwień Lonerina sięgnęła aż po korzenie włosów.

— Już oparłem się niektórym formom pokusy i odrzuciłem pewne kompromisy.

Sennar skoncentrował własne spojrzenie na szklance.

— Szczęściarz z ciebie — mruknął.

On nie mógł powiedzieć tego samego o sobie. Miał okazję zabić, wiele lat temu, aby pomścić śmierć Lajosa, giermka Nihal, i nie cofnął się przed tym. Do dziś z zawstydzeniem przypominał sobie szaloną radość, jaką mu to sprawiło. To właśnie tego nie mógł sobie przebaczyć, nawet mimo upływu tylu lat.

Otrząsnął się i znowu popatrzył na swojego młodszego towarzysza.

— Czy to, co zamierzamy zrobić, wydaje ci się kompromisem, na który możesz się zgodzić?

Lonerin przez kilka chwil milczał w zamyśleniu.

— Tak — powiedział wreszcie. — Tak — powtórzył bardziej zdecydowanie.

Pałacyk Ydatha stanowił kwintesencję przepychu. Zawieszony pomiędzy morzem a niebem, cieszył się widokiem zapierającym dech w piersiach. Jego olbrzymi ogród otoczony był wysokimi kamiennymi murami zasłaniającymi go przed niedyskretnymi oczami. Jedyne wejście prowadziło przez bramę strzeżoną przez uzbrojonego wartownika, który chodził tam i z powrotem pomiędzy dwiema białymi kolumnami ozdobionymi na szczycie kamiennymi lwami. Sennarowi udało się wymóc na nim, aby zaanonsował kolekcjonerowi ich przybycie dopiero po tym, jak Lonerin przedstawił się jako najwyższy czarodziej Rady Wód. Skłamał bardzo niechętnie. Gdyby naprawdę zostali zmuszeni do wykradzenia talizmanu, ta wina niesłusznie oczerniłaby jego przełożonych. Kolejny kompromis niemożliwy do odrzucenia? Wolał o tym nie myśleć.

Uzyskali zaproszenie na ten sam wieczór, na kolację, więc młodzieniec postanowił poświęcić popołudnie, aby zdobyć odpowiednie na tę okazję szaty. Sennar pozostał w oberży, w której jedli obiad, aby odpocząć, a Lonerin sam poruszał się po Baraharze. Miał ochotę zwiedzić to miejsce, będące dokładnym przeciwieństwem jego krainy. Chciał przed odjazdem ogłuszyć się tutejszym chaosem zapachów i kolorów. Dlatego zabawiał się, wielokrotnie korzystając z tych szczególnych środków transportu opisanych przez oberżystę. Były to metalowe kabiny ciągnięte w górę i w dół przez niewolników Famminów, którzy wysiłkiem samych tylko ramion uruchamiali ciężkie i złożone mosiężne mechanizmy tego prawdziwego cudu techniki. Z góry można było podziwiać całe miasto.