Выбрать главу

Tego wieczoru dwóch czarodziejów w odświętnych szatach, gotowych na rozpoczęcie farsy, stawiło się przed bramą pałacyku Ydatha.

— Miałeś dobry pomysł z tymi ubraniami — zauważył Sennar, patrząc na ogród, przez który przechodzili. — Nasz gospodarz wydaje się typem, który zwraca uwagę na takie rzeczy.

Rzeczywiście, wszystko wokół nich kapało bogactwem. Zwierzęta i rzadkie ptaki spokojnie przechadzały się pomiędzy śnieżnobiałymi fontannami, z których tryskała woda, tworząc skomplikowane gry wodne. Park był ogromny i zadbany, cały obstawiony posągami i dekoracjami.

Kiedy dotarli do środka, Ydath przyjął ich, siedząc już przy stole. Był to mężczyzna w średnim wieku, o dość potężnej posturze, ubrany w przesadnie zdobioną tunikę w wątpliwym guście, ale z pewnością bardzo kosztowną. Kiedy zobaczył Lonerina, pochylił głowę na znak powitania.

— Jest dla mnie wielkim zaszczytem gościć przy moim skromnym stole tak znamienitą osobistość.

Słysząc tak wyszukany język, młodzieniec rzucił spojrzenie na towarzysza, ale powstrzymał cisnący mu się na twarz uśmiech.

Kolacja była pasmem następujących po sobie wystawnych dań, umilanym dźwiękami fletu, na którym grała cudownej urody dziewczyna siedząca w głębi sali. Dopiero kiedy skończyli grzecznościowe pogawędki, Lonerin mógł przejść do interesującego ich tematu.

— Wiemy, że jesteście wytrawnym kolekcjonerem i że posiadacie przedmiot, który Rada pragnęłaby kupić.

Ydath pociągnął łyk wina i nadstawił uszu.

— Pochlebiacie mi. Ja jestem tylko osobą ciekawą świata, z zamiłowaniem do dawnych cymeliów — powiedział, wstając od stołu. — Chodźcie za mną, proszę.

Sennar i Lonerin nie dali się prosić i przeszli za nim do obszernego pawilonu, gdzie gromadził swoje skarby. Widać było wyraźnie, że w większości są to kiepsko wykonane kopie, które kupił, myśląc, że chodzi o autentyczne przedmioty. Niesamowite, ile bibelotów się tam znajdowało. W pewnej chwili Sennar stanął jak wryty. Lonerin podążył za jego wzrokiem i jego serce zatrzymało się na moment.

Leżał na podeście, świetnie wyeksponowany, ale prawie nie do poznania. Talizman władzy.

Ydath musiał zauważyć ich reakcję, bo rozciągnął usta w wieloznacznym uśmiechu.

— Widzę, że wasze oczy rozpoznały najcenniejszy okaz mojej kolekcji — powiedział afektowanym tonem. Następnie wziął artefakt swymi tłustymi palcami i podniósł go ku światłu świec. — Moi panowie, oto talizman Nihal.

Jak na ironię, wśród owej masy bibelotów był to jedyny autentyczny przedmiot, jedyny, co do którego byłoby lepiej, aby Ydath nie znał jego prawdziwej natury. Lonerin poczuł żelazny uchwyt na ramieniu: Sennar opierał się o niego, jak gdyby w nim szukał choćby najmniejszego pocieszenia. Chłopak mógł sobie z łatwością wyobrazić, co musi czuć stary czarodziej, widząc ten przedmiot, i to w rękach kolekcjonera.

— To jest właśnie ten okaz, o którym wcześniej wspominałem.

Ydath zdawał się zdumiony.

— Nasza szlachetna Rada naprawdę jest tym zainteresowana?

Lonerin przytaknął.

— Ma on historyczną wartość, chyba rozumiecie?

Ydath zmierzył ich obu zmieszanym spojrzeniem.

— A skąd wiedzieliście, że to ja go mam?

— Szukaliśmy go od pewnego czasu, aż wreszcie udało się nam odtworzyć trasę jego wędrówki...

Ydath zacisnął go w palcach, jak gdyby chciał zapobiec, by mu go zabrali.

— Ależ ja wiele zapłaciłem, aby go mieć, a poza tym jest mi niesłychanie drogi...

— W pełni wynagrodzimy wam waszą stratę.

Ydath wyglądał jak dziecko, któremu ktoś chce ukraść ukochaną zabawkę. Usta mu się trzęsły, a oczy stawały się coraz większe.

— Pięć tysięcy karoli — zaryzykował Lonerin; było to wszystko, co mieli. Nawet nie zostałoby im nic na opłacenie oberżysty.

Ydath opuścił wzrok, ale młodzieniec nie dał mu czasu do namysłu.

— Cały Świat Wynurzony będzie wam wdzięczny na wieki. Mężczyzna wydawał się poruszony tym patriotycznym wezwaniem. Popatrzył na talizman i wreszcie podjął decyzję.

— Zgoda. Ale pozwólcie, abym zatrzymał go do świtu... — powiedział błagalnie. — Potem przysięgam, że będzie wasz.

Lonerin rzucił spojrzenie Sennarowi, jednak ten wciąż był pogrążony we własnych myślach. Wówczas kiwnął głową, w nadziei, że podejmuje słuszną decyzję.

— Dziękuję! — wykrzyknął Ydath z błyszczącymi oczami. — Nie zawiodę, jeżeli to dla najwyższego dobra naszego ludu — dodał prawie wzruszony.

Dwóch czarodziejów zeszło do oberży na piechotę. Było późno i wyciągi były zamknięte. Podczas marszu nikogo nie spotkali i młodzieniec zdziwił się, widząc to miasto takie puste. Sennar szedł przed nim szybko, zupełnie jak gdyby nie miał niesprawnej nogi. Lonerin wiedział już, że robił tak, kiedy był wstrząśnięty. To nieprawda, że czas leczy rany. Istniały rzeczy, które pozostawały zablokowane w wiecznej teraźniejszości, bez możliwości rozwiązania.

— Przynajmniej misja została wypełniona — zauważył, kiedy już byli blisko oberży.

— Właśnie — odpowiedział ponuro Sennar. — Z czasem nauczysz się, że dotarcie do celu pozostawia w tobie tylko większą pustkę — dorzucił.

Lonerin nie dodał nic więcej.

Dzwon zabrzmiał, kiedy na zewnątrz jeszcze nie świtało. Sennar wyskoczył z łóżka i szarpnął Lonerina za ramię. Ten przebudził się nagle i usłyszał dobiegające zza okna głosy.

— Piraci — rzucił wzburzony Sennar.

Lonerin wyjrzał przez okno w samej koszuli i popatrzył w kierunku portu. Płomienie omiatały łodzie i magazyny, ale przede wszystkim paliła się wysoko położona część miasta. Poczuł, że serce mu staje.

— Ydath... — zamruczał.

Nie zastanawiając się dłużej, zbiegł po schodach, postanowiwszy wyjść i upewnić się, że talizman nie został skradziony. Musiał coś zrobić, cokolwiek, jednak kiedy dotarł do sali oberży, zastąpił mu drogę gospodarz. W koszuli nocnej, z zardzewiałym mieczem w dłoniach nakazał mu, aby nie przekraczał drzwi.

— Niemądrze jest teraz wychodzić, na zewnątrz trwa wojna, chłopcze!

— Przepuść mnie, do diabła! — wrzasnął Lonerin, ale Sennar złapał go za ramiona.

— To nie ma sensu. I tak już tam dotarli. Możemy tylko czekać.

— Ale może moglibyśmy interweniować, może Ydath potrzebuje pomocy! Moglibyśmy...

— Dać się zabić — dokończył ponuro Sennar. — Byłeś kiedyś na wojnie? Mimo woli Lonerin zmuszony był pokręcić głową. — A ja tak i czas, kiedy mogłem walczyć magią z najemnikami, już minął. Nie pozostaje nam nic innego, tylko usiąść.

Lonerin zacisnął pięści, a starzec wszedł na wyższe piętro.

Do następnego poranka Barahar został całkowicie splądrowany. Ludzie płakali na ruinach domów; ocaleli przechodzili przez trupy żołnierzy, tarasujące drogę w zaułkach. Atak piratów był straszliwy, nie oszczędzono też pałacyku kolekcjonera. Kiedy Lonerin i Sennar tam dotarli, zastali Ydatha w ogrodzie. Z twarzą poczerniałą od dymu, z tuniką podartą i poszarpaną w wielu punktach patrzył na wynoszone ciała swoich sług, niedające oznak życia. Kiedy ich zobaczył, wydawało się, że ich nie rozpoznaje.

— Było tak jasno, wydawało się, że dnieje — mruknął oszołomiony, nie dodając więcej.

Jest wstrząśnięty i więcej nie da się z niego wydobyć — pomyślał Sennar.