— Volco nie ma z tym nic wspólnego — zdołał jedynie powiedzieć. W celi zobaczył, jak jego stary ordynans płakał, błagając króla o uwolnienie Learchosa. Również przy tej okazji starał się go chronić, nie dbając o własny los.
— Być może nie ma z tą historią nic wspólnego, ale jest odpowiedzialny za to, kim się stałeś — rzucił jego ojciec ze złością.
— Jutro każę mu ściąć głowę. Czas zaprowadzić w tym miejscu porządki.
Learchos zacisnął pięści i zęby. Nie mógł znieść myśli, że Volco poniesie za jego winę tak surową karę, lecz nie był w stanie zaprotestować.
— Nie sądziłem, że ten moment kiedykolwiek nadejdzie — zaczął jego ojciec. — Zaskoczyłeś mnie, wiesz? Zawsze uważałem cię za nieudolnego i nigdy nawet nie pomyślałem, że mógłbyś się do czegoś takiego posunąć. A już zorganizowanie spisku i stanięcie przeciwko mnie... Zresztą, ja też, gdybym musiał zabić mojego ojca, aby dotrzeć do tronu, prawdopodobnie bym to zrobił. Istnieją wyższe marzenia, które zasługują na pewne poświęcenia.
Przyjrzał się Learchosowi rozbawionym spojrzeniem.
— Ten Karno to naprawdę słabeusz, wiesz? Na widok narzędzi tortur zaczął się trząść jak osika. Prawie od razu wszystko wyśpiewał i wcale nie było trudno poskładać razem wszystkie kawałki — dodał, chichocząc. — Wydawało mi się jednak dziwne, żebyś to ty był sprawcą tego wszystkiego, i rzeczywiście, okazało się, że mózgiem był Neor. Ty tylko podczepiłeś się pod niego, bo uznałeś go za zwycięzcę. Nawet się nie zorientowałeś, jaki mizerny spisek uknuliście. Ja na twoim miejscu sam poszedłbym do mojego ojca i we śnie poderżnąłbym mu gardło.
Learchos zaczerwienił się, czując do siebie wstręt. To wszystko prawda. A on jeszcze wahał się, zanim przyłączył się do spisku. Zamknął oczy, jego ciało przebiegło drżenie.
Nie mogę mu dłużej pozwalać, aby traktował mnie w ten sposób, muszę przeciąć więź, która mnie z nim łączy.
Wśród jego myśli wyłonił się obraz Dubhe.
— Ja nie jestem taki jak ty.
— Co? — spytał Dohor, podnosząc sobie dłoń do ucha. — Jeżeli chcesz mi coś powiedzieć, radzę ci podnieść głos, bo nie słyszę cię, jak tak szepczesz.
W dalszym ciągu się uśmiechał, w sposób, w jaki dorosły uśmiecha się, słysząc pozbawione sensu wypowiedzi dziecka. Learchos poczuł, jak w piersi rośnie mu nienawiść, której szukał.
— Ja nie jestem taki jak ty. Ja nie buduję sobie dróg z trupów niewinnych ludzi.
Na doskonałym uśmiechu Dohora nie pojawiła się nawet najmniejsza rysa.
— Dobrze o tym wiem, wcale nie musisz mi tego powtarzać. Zawsze byłeś zbyt delikatny i nigdy nic nie rozumiałeś z mechanizmów władzy. Ty nie chcesz zostać królem, ty chcesz się tylko ode mnie uwolnić. To dlatego ukryłeś się za Neorem.
Learchos poczuł, jak jego serce przyśpiesza, ale nie chciał się poddać.
— Mylisz się. Twoja śmierć nie zmieniłaby nic z tego, co się stało. Uczyniłeś ze mnie mordercę, paląc wokół mnie ziemię i zmuszając mnie, abym przypominał twojego syna.
Wyraz twarzy króla stwardniał.
— Nie waż się wspominać o swoim bracie.
Tym razem to Learchos się uśmiechnął.
— Jasne, mój brat, nieosiągalny wzór. Gdyby dorósł, stałby się taki jak ja, nie łudź się.
— On nie był mięczakiem, on nigdy by mnie nie zawiódł. — Kostki króla stały się białe, kiedy ściskał poręcze tronu.
— Dorósłby i udałoby ci się wzbudzić nienawiść nawet i w nim, bo nie potrafisz nic innego. Czegokolwiek się dotkniesz — niszczysz to. Tak zrobiłeś z moją matką, tak zrobiłeś ze mną, tak zrobiłeś z tą krainą i teraz chcesz to samo zrobić z całym tym światem.
— Król musi utrzymać władzę — oświadczył Dohor.
— Właśnie... ale ty nie możesz już nikomu zaufać, prawda? Jesteś sam na tym tronie i myślisz, że tak ci dobrze. Wystarcza ci władza, jesteś zadowolony z tego, że śpisz co noc w innym pokoju, i nawet nie wzrusza cię fakt, że twój kuzyn próbował cię zabić. Chciał to zrobić, aby uwolnić tę ziemię od twojej plugawości, i to dlatego go poparłem.
Dohor roześmiał się głośno, a echo, jakie rozległo się w sali, wzmocniło jego groteskowy głos. Learchos nie poruszył się. Jego serce biło teraz powoli, a nieprzerwany strumień słów, które kryły się w jego piersi od lat, wreszcie wypływał mu na usta.
— Ach, synu... Jesteś tylko tchórzem, który próbuje pokryć własny strach głupimi ideałami.
— To ty sprawiłeś, że żyłem w strachu i obrzydzeniu do samego siebie, każąc mi masakrować niewinnych cywilów. To jest coś, czego ci nie przebaczyłem i nigdy nie przebaczę. Ale w odróżnieniu od ciebie, który zgnijesz w piekle, nie mogąc już zawrócić, ja mam jeszcze przed sobą drogę i zamierzam nią pójść. Mogę uratować Świat Wynurzony.
— Świat Wynurzony to bestia, którą trzeba okiełznać — powiedział surowo Dohor. — Gdybym to nie ja objął władzę, zrobiłby to ktoś inny.
— Mylisz się. Jeżeli ja obejmę tron, na którym siedzisz, oddam wszystkie ziemie, jakie podbiłeś, a po tobie nie pozostanie nawet wspomnienie.
Dohor oparł się o tron i przybrał złowrogi wyraz twarzy. Następnie skrzywił kąciki ust w dzikim grymasie.
— Czy ty naprawdę sądzisz, że nikt nie podjąłby kolejnej próby? Jesteś naprawdę żałosny, Learchosie. Bycie pierwszym przed innymi leży w naturze człowieka; nie możesz tego zmienić.
— To nieprawda, bo dopóki starczy mi tchu, będę temu zapobiegał.
Król popatrzył na niego przez moment zdumionym wzrokiem, po czym rozluźnił się, jak gdyby wreszcie znalazł rozwiązanie wszystkich problemów.
— Tak czy inaczej to już koniec. Jestem tobą zmęczony — powiedział, machając dłonią. — Czas, abym spłacił długi moim przyjaciołom. Pójdziesz do Domu i tam zostaniesz złożony w ofierze Thenaarowi, temu samemu bogu, który wkrótce da mi niewyobrażalną władzę. Będziesz zadowolony: będzie też z tobą tamta dziewczyna, którą uratowałeś i która, z pewnością ucieszy cię ta wiadomość, sama jest morderczynią. Zdrajczynią, gwoli ścisłości.
Learchos pozwolił sobie na ledwo słyszalne westchnienie ulgi. Dubhe zatem żyła. Prawdopodobnie została uwięziona, lecz była żywa.
— Teraz to ty jesteś naiwny.
Dohor spojrzał na niego pytająco.
— Przypływ się zmienia i twój czas się skończył. Sądzisz, że ten spisek zrodził się z niczego? Sądzisz, że wystarczy zabić mnie i innych? Ty sam zasiałeś i wkrótce będziesz zbierał plony. Być może ja umrę, ale ty szybko za mną podążysz.
Dohor podniósł się na nogi i stanął przed nim. Learchos policzył zmarszczki na jego czole, zauważył w jego zbielałych oczach początki zaćmy, popatrzył na jego już zwiotczałe ciało i przestał się bać. Człowieczek. Człowieczek, który być może mógł go zgnieść, ale który wkrótce dozna gorzkiego zawodu, patrząc na swoje zniszczone królestwo.
Bo Learchos wiedział o Idzie, o Sennarze i o misji ustalonej z Radą Wód. Powiedziała mu o tym Dubhe, kiedy między nimi nie było już żadnej zasłony kłamstwa.
To starzec. Tylko starzec, jest zrobiony z ciała, jak wszyscy, i na niego też wystarczy ostrze.