Выбрать главу

– Popatrz pani na moją brodę. Ogolili mi połowę, a dalej nie chcą, bo za twarda. Rozumie pani coś z tego?

– Nie. Czemu nie chce pan go ogolić? – Klepnęła golarza w ramię.

– Ma za twardą brodę i jeszcze skupia tam całą swoją energię!

– Pieprzyć twoich przodków! Co ty wygadujesz, do cholery?

Golarz pokazał wyszczerbioną brzytwę.

– Może niech pani podejmie męską decyzję i zdejmie mi te kajdany, to się sam ogolę. To moja ostatnia prośba w życiu – rzekł Sima Ku do funkcjonariuszki.

Pani oficer, która wcześniej brała udział w jego schwytaniu, wahała się przez chwilę, po czym poleciła strażnikowi:

– Zdejmij mu kajdanki.

Strażnik, trzęsąc się ze strachu, zdjął kajdanki Simie Ku i czym prędzej odskoczył na bok. Sima Ku rozmasował sobie spuchnięte nadgarstki i rozprostował ręce. Pani oficer zabrała brzytwę golarzowi i wręczyła mu. Sima Ku przyjął narzędzie i z uczuciem popatrzył w jej czarne, podobne do winogron oczy, ozdobione gęstymi brwiami.

– Nie boi się pani, że ucieknę albo popełnię samobójstwo? – spytał.

– Nie byłbyś prawdziwym Simą Ku, gdybyś to zrobił – odparła z uśmiechem.

– Kto by pomyślał, że to właśnie kobieta zrozumie mnie naprawdę – westchnął Sima Ku.

Uśmiechnęła się lekceważąco.

Sima Ku przyjrzał się jej twardym, czerwonym wargom, po czym przesunął spojrzenie niżej, na klatkę piersiową, gdzie pod mundurem w kolorze khaki rysowały się spore wypukłości.

– Piersi ma pani niemałe, siostrzyczko! – zauważył.

– Śmierć blisko, a tobie jeszcze zbytki w głowie! – wycedziła gniewnie przez zaciśnięte zęby.

– Byłem w życiu z wieloma kobietami, siostrzyczko – rzekł ponuro Sima Ku. – Co za szkoda, że nie zdążyłem pójść do łóżka z żadną komunistką!

Funkcjonariuszka z wściekłością wymierzyła mu policzek, tak głośno, że kurz posypał się z krokwi. Uśmiechnęła się i oznajmiła, jakby nic się nie stało:

– Mam młodą szwagierkę, która jest komunistką. To bardzo bezkompromisowa osoba i ma piękne, duże piersi…

Poczerwieniała. Splunęła Simie Ku w twarz i rzuciła niskim głosem:

– Uważaj, kundlu, bo cię wykastruję!

Pełen gniewu i rozpaczy krzyk Simy Tinga rozproszył gorzkie wspomnienia Simy Ku. Zobaczył kilku żołnierzy, przeprowadzających jego starszego brata przez tłum.

– Jestem niewinny! To fałszywe oskarżenie! Mam wielkie zasługi, już dawno zerwałem z moim młodszym bratem… – szlochał Sima Ting, lecz nikt nie zwracał uwagi na jego słowa.

Sima Ku westchnął, czując w sercu ukłucie winy. Jego starszy brat był dobrym, lojalnym krewnym, w ciężkich czasach zawsze troszczył się o niego, choć jego słowa nieraz temu przeczyły. Sima Ku przypomniał sobie, jak wiele lat temu wybrał się z bratem do miasta.

Byłem jeszcze niewyrośniętym chłopakiem. Pewnego razu poszliśmy z bratem odbierać długi. Kiedy szliśmy uliczką Pudrową, wyskoczyła grupka upudrowanych i uróżowanych kobiet i gdzieś go wciągnęła. Gdy wrócił, miał całkiem pustą sakiewkę. „Braciszku – powiedział. – Kiedy wrócimy do domu, powiemy ojcu, że nas napadli i okradli po drodze". Innym razem, a było to Święto Środka Jesieni, brat spił się do nieprzytomności. Mąż kobiety, z którą spał, rozebrał go do naga i powiesił na soforze. „Braciszku, pomóż mi zejść, migiem, migiem!" Z głowy leciała mu krew. „Co się stało, bracie?" – spytałem. Zawsze był bardzo dowcipny. Powiedział: „No cóż, braciszku, główka nieźle się zabawiła, a głowa musiała zapłacić!"

Sima Ting miał miękkie kolana i nie był w stanie stać samodzielnie.

– Sima Ting, gadaj, gdzie jest skarbiec Szczęśliwej Rezydencji? – spytał go wioskowy urzędnik. – Jeśli nie powiesz, pójdziesz na śmierć razem z nim!

– Nie ma żadnego skarbca! W czasie reformy rolnej przekopali wszystko na trzy stopy w głąb! – tłumaczył się żałośnie Sima Ting.

– Nie rób tyle hałasu, braciszku – rzekł z uśmiechem Sima Ku.

– To przez ciebie moja krzywda, głupcze! – krzyknął Sima Ting. Sima Ku pokręcił głową z gorzkim uśmiechem.

– Dość tego zamieszania! – krzyknął oficer służby bezpieczeństwa do wioskowego urzędnika, trzymając dłoń na kolbie pistoletu. – Zabierzcie stąd tego człowieka! Czy wy tu w ogóle macie jakieś zasady?

– Pomyśleliśmy, że może tak uda nam się coś z niego wyciągnąć – odparł wioskowy urzędnik, ciągnąc Simę Tinga z powrotem.

Oficer kierujący egzekucją podniósł czerwoną flagę i donośnym głosem oznajmił:

– Gotowi!

Żołnierze z plutonu egzekucyjnego podnieśli broń, czekając na komendę. Sima Ku spoglądał w czarne wyloty luf z lodowatym uśmiechem. W tym momencie nad wałem rozbłysło czerwone światło, zapach kobiety wypełnił niebo i zasnuł ziemię.

– Kobiety to wspaniała rzecz! – zawołał Sima Ku.

Zagrzmiał głuchy huk wystrzałów. Czaszka Simy Ku rozpadła się na części jak roztrzaskana tykwa; czerwona posoka i biały mózg trysnęły na wszystkie strony. Jego ciało na chwilę zastygło w bezruchu, po czym runęło do przodu.

W tym momencie, niczym w punkcie kulminacyjnym przedstawienia, tuż przed opadnięciem kurtyny, wdowa Cui Fengxian z wioski Piaszczyste Doły, ubrana w kurtkę z czerwonego jedwabiu i zielone spodnie, z kiścią złotych jedwabnych kwiatów we włosach, sfrunęła ze szczytu wału i wylądowała obok zwłok Simy Ku. Przypuszczałem, że rzuci się na jego ciało i uderzy w płacz, lecz tego nie zrobiła – być może przeraził ją widok rozpłatanej czaszki Simy Ku. Wyjęła zza pasa nożyce. Myślałem, że wbije je sobie w serce, by towarzyszyć Simie Ku na jego ostatniej drodze, lecz myliłem się. Na oczach tłumów zatopiła ostrze w klatce piersiowej martwego Simy Ku. Następnie zakryła twarz i uciekła ze szlochem, zataczając się w biegu.

Widzowie stali nieruchomo jak drewniane słupy. Niezbyt godnie brzmiące ostatnie słowa Simy Ku zapadły wszystkim w umysły, łaskocząc je od środka niczym wijące się robaczki. Czy kobiety rzeczywiście są wspaniałą rzeczą? Może i są. Owszem, kobiety są wspaniałą rzeczą, ale w istocie wcale nie są „rzeczą".

Część piąta

37

W dzień osiemnastych urodzin Shangguana Jintonga Shangguan Pandi zabrała Lu Shengli. Jintong siedział na wale, spoglądając posępnie na fruwające nad wodą jaskółki. Z lasu wyłoniła się Sha Zaohua i przyniosła mu w prezencie maleńkie lusterko. Na klatce piersiowej ciemnoskórej dziewczynki już pojawiały się wypukłości. Jej odrobinę zezujące, czarne oczy, podobne do małych kamyczków na dnie rzeki, lśniły namiętnym blaskiem.

– Schowaj je lepiej i daj Simie Liangowi, kiedy wróci – rzekł Shangguan Jintong.

Sha Zaohua wyciągnęła zza pasa większe lustro.

– To jest dla niego – wyjaśniła.

– Skąd wzięłaś tyle lusterek? – zdziwił się Jintong.

– Ukradłam ze spółdzielczego sklepu – odparła szeptem. – Na targu w Wopu poznałam niesamowitego złodzieja, przyjął mnie na uczennicę. Kiedy skończę terminować, ukradnę dla ciebie, co tylko zechcesz. Mój nauczyciel zwinął radzieckiemu konsultantowi złoty ząb prosto z ust i zegarek prosto z ręki!

– Boże drogi! Przecież to przestępstwo!

– Mój nauczyciel mówił, że mała kradzież to przestępstwo, ale wielka kradzież – nie! – zaprotestowała Sha Zaohua. – Wujaszku, jak się nie dostaniesz do szkoły średniej, będziesz mógł się ode mnie uczyć złodziejstwa. – Złapała go za dłoń. – Masz takie delikatne, drobne paluszki, byłby z ciebie świetny złodziej!