Trzeci Fan, korzystając z bliskich stosunków z naszą rodziną, zwracał szczególną uwagę matki na spotkania Trzeciej Siostry z Hanem Ptaszkiem, sącząc do jej uszu jad.
– Droga siostrzenico, twoja Trzecia Córka i ten łowca ptaków… To niemoralne i wbrew obyczajom, co ludzie powiedzą?
– To jeszcze dziecko! – żachnęła się matka.
– Twoje córki nie są takie jak inne dziewczęta w ich wieku – przypomniał Trzeci Fan.
– Powiedz tym ludziom, co rozsiewają wstrętne plotki, żeby poszli do diabła! – ucięła matka.
Matka pozbyła się Trzeciego Fana, ale gdy Trzecia Siostra wróciła, niosąc na wpół martwego żurawia z czerwonym czubem, przystąpiła do poważnej rozmowy.
– Nie możemy ciągle jeść cudzych ptaków, Lingdi – rzekła.
– Dlaczego? – spytała siostra, patrząc matce prosto w oczy. – Dla niego schwytać ptaka to tyle, co dla ciebie zabić pchłę.
– Tak czy owak, to wciąż jego ptaki. Na pewno zdajesz sobie sprawę z tego, że za przysługi należy się rewanż.
– Odwdzięczę mu się w przyszłości – odparła Trzecia Siostra.
– A czym mu się odwdzięczysz?
– Wyjdę za niego – odrzekła siostra najnaturalniej w świecie.
– Lingdi – ton matki stał się surowy – twoje dwie starsze siostry narobiły rodzinie Shangguan wystarczająco dużo wstydu. Tym razem nie ustąpię, cokolwiek na to powiesz.
– Matko – rzekła Trzecia Siostra, wyraźnie rozgniewana – łatwo ci mówić, a gdyby nie Han Ptaszek, ciekawe, jak on by teraz wyglądał – siostra wskazała mnie, a potem małego Simę – albo on!
Matka spojrzała na moją pulchną twarzyczkę, a potem na różowe policzki małego Simy. Nie mogła znaleźć słów.
– Od dzisiaj nie będziemy jeść tych ptaków – oznajmiła po dłuższej chwili – czy ci się to podoba, czy nie!
Następnego dnia Trzecia Siostra przyniosła sznurek dzikich gołębi i rzuciła je matce pod nogi ze złością.
Nieoczekiwanie nadszedł ósmy miesiąc. Stada dzikich gęsi nadlatywały z dalekiej północy i osiedlały się na podmokłych terenach na południowy zachód od wioski. Mieszkańcy Dalanu i przybysze przystąpili do polowań za pomocą haków, sieci i innych wypróbowanych sposobów. Początkowo łowy były owocne, a po wszystkich ulicach i zaułkach fruwały gęsie pióra. Jednak ptaki szybko nauczyły się bronić przed myśliwymi, przenosząc się w najgłębsze, najbardziej niedostępne, wewnętrzne rejony bagien, gdzie nie docierały nawet lisy. Najzmyślniejsze sztuczki myśliwych stały się nieskuteczne. Tylko Trzecia Siostra codziennie przynosiła do domu gęś – czasem martwą, czasem żywą i nikt nie miał pojęcia, w jaki sposób Han Ptaszek je łapał.
Wobec okrutnej rzeczywistości matka mogła tylko pójść na kompromis. Gdybyśmy przestali jeść podarunki Hana Ptaszka, dopadłoby nas niedożywienie i jak większość mieszkańców wioski cierpielibyśmy na duszności, puchlinę głodową, a w naszych niespokojnych oczach igrałyby błędne ogniki. Przyjmowanie zaś jego darów oznaczało, że do naszych zięciów, oprócz przywódcy zbrojnej bandy i specjalisty od wysadzania mostów, dołączył mistrz łowienia ptaków.
Rankiem szesnastego dnia ósmego miesiąca Trzecia Siostra udała się na swoje miejsce schadzek, a my siedzieliśmy w domu i czekaliśmy. Wszyscy mieliśmy już trochę dość woniejącej trawą gęsiny i mieliśmy nadzieję, że Han Ptaszek trochę urozmaici nasze menu. Nie mieliśmy śmiałości marzyć, że Trzecia Siostra przyniesie nam tym razem jedno z tych wielkich ptaszysk o pysznym mięsie, lecz kilka turkawek, przepiórek, dzikich kaczek lub gołębi było całkiem prawdopodobne.
Trzecia Siostra wróciła jednak z pustymi rękami i z oczyma czerwonymi jak brzoskwinie od płaczu. Matka spytała czym prędzej, co się stało.
– Hana Ptaszka porwali jacyś ludzie, ubrani na czarno, mieli strzelby i jechali na rowerach…
Razem z nim porwali kilkunastu innych silnych mężczyzn. Powiązali ich sznurkiem jak szarańcze. Han Ptaszek walczył ze wszystkich sił, mięśnie jego ramion napinały się i pęczniały niby nadmuchiwane piłki. Żołnierze bili go po pośladkach i krzyżu kolbami strzelb, kopali w nogi. Oczy mu poczerwieniały, jakby za chwilę miała z nich buchnąć krew albo ogień.
– Jakim prawem mnie więzicie? – krzyczał.
Jeden z żołnierzy rozmazał mu na twarzy garść błota, oślepiając go. Han wył niczym dzikie zwierzę w potrzasku. Trzecia Siostra biegła za nimi, w końcu zatrzymała się i zawołała:
– Hanie Ptaszku!
Gdy uszli kolejny odcinek drogi, Trzecia Siostra znowu stanęła i zawołała:
– Hanie Ptaszku!
Żołnierze obejrzeli się, śmiejąc się złośliwie.
– Będę na ciebie czekała, Hanie Ptaszku!
– Idź do diabła, kto ci kazał czekać?! – odkrzyknął Han Ptaszek. W tamto południe, siedząc nad garnkiem ziołowej zupy, w której odbijały się nasze twarze, w pełni zrozumieliśmy – matka także – jak bardzo Han Ptaszek był ważny dla naszej rodziny.
Trzecia Siostra padła na kang z płaczem. Przepłakała dwa dni i dwie noce. Matka próbowała najróżniejszych sposobów, by ją uspokoić, lecz bez skutku.
Trzeciego dnia po porwaniu Hana Ptaszka Trzecia Siostra zeszła z kangu. Boso, z obnażonymi piersiami, bez odrobiny wstydu wyszła na podwórze i wskoczyła na konar granatowca, wyginając elastyczną gałąź w długi łuk. Matka podbiegła czym prędzej, by ją ściągnąć, lecz siostra znów sprężyła się do skoku, wylądowała zręcznie na sterkulii, po czym przeskoczyła na katalpę, a stamtąd na kalenicę naszego krytego strzechą dachu. Poruszała się niewiarygodnie zwinnie, jakby nagle wyrosły jej wielkie skrzydła. Siedziała okrakiem na kalenicy, patrząc prosto przed siebie; na jej twarzy rozkwitał promienny uśmiech. Matka stała na podwórku z zadartą głową i prosiła lękliwie:
– Lingdi, córeczko kochana, zejdź na dół, matka już nie będzie ci przeszkadzać, zrobisz, co zechcesz…
Trzecia Siostra nie reagowała, jakby rzeczywiście zamieniła się w ptaka i przestała rozumieć ludzką mowę. Matka zawołała na podwórko moją Czwartą, Piątą, Szóstą, Siódmą i Ósmą Siostrę, a nawet małego łobuza Simę i kazała nam wszystkim wołać Trzecią. Siostry wołały ze łzami w oczach, a Trzecia Siostra nie zwracała na nie najmniejszej uwagi. Przekrzywiła głowę i zaczęła skubać własne ramię jak ptak czeszący pióra. Potrafiła przekręcić głowę tak mocno, jakby jej szyja stała się czymś w rodzaju osi i sięgała z łatwością nie tylko barku, lecz także do własnych maleńkich sutków, które mogłaby bez trudu ssać. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że jest w stanie ugryźć się we własny pośladek albo w stopę – gdyby miała ochotę, sięgnęłaby ustami do dowolnego miejsca na swoim ciele. W gruncie rzeczy sądzę, że Trzecia Siostra, siedząc wtedy na kalenicy, stała się w pełni częścią świata ptaków: myślała jak ptak, zachowywała się jak ptak, miała nawet ptasią minę.