Выбрать главу

Najstarsza Siostra usiadła przy stole naprzeciwko oficera i wydęła gniewnie wargi.

– Panie oficerze Jiang, zaprosić bóstwo do domu nie jest łatwo, ale wyprosić jeszcze trudniej!

– Skoro zaprosić trudno, kto by chciał wypraszać? – odparł Jiang ze śmiechem.

– Usiądź, mamo – poleciła Najstarsza Siostra. – Nie obawiaj się, oni nic ci nie zrobią.

– Nigdy nie mieliśmy wobec was złych zamiarów – rzekł oficer z uśmiechem. – Proszę usiąść, cioteczko.

Matka z Zaohua na ręku usiadła na krześle w kącie. Razem z Ósmą Siostrą stanęliśmy tuż obok, uczepieni matczynego ubrania. Mały Sima oparł główkę na ramieniu Szóstej Siostry; z kącika ust ciekła mu strużka śliny. Szóstą Siostrę sen morzył tak mocno, że się kołysała. Matka pociągnęła ją za rękę i kazała usiąść. Siostra otworzyła oczy tylko na moment i natychmiast zaczęła chrapać. Oficer Jiang wyjął papieros i postukał nim o paznokieć kciuka. Obmacał kieszenie, zapewne w poszukiwaniu zapałek, lecz bez powodzenia. Najstarsza Siostra uśmiechnęła się złośliwie. Jiang podszedł z papierosem w ustach do szklanej lampy, nachylił się nad płomieniem, zmrużył oczy. Ba-da ba-da – pyknął wargami, zaciągając się dymem. Płomień podskakiwał w szklanym kloszu, końcówka papierosa jarzyła się czerwono. Oficer wyprostował się, wyjął go z ust i zacisnął wargi; z jego nozdrzy wydobyły się dwie strużki gęstego dymu. Z daleka dobiegały wciąż huki eksplozji, łomotały drewniane ramy okien, na nocnym niebie migotała ognista poświata. Co chwila rozlegały się jakieś okrzyki i lamenty; niektóre były całkiem wyraźne. Oficer Jiang z uśmiechem patrzył na Laidi, tak jakby rzucał jej wyzwanie.

Laidi siedziała jak na szpilkach, kręcąc się na skrzypiącym i trzeszczącym krześle. Była blada, trzymała się poręczy drżącymi rękami.

– Kawaleria komendanta Sha weszła na nasze pole minowe – rzekł Jiang z żalem w głosie. – Co za szkoda, tyle pięknych koni…

– To jakieś brednie – odparła Najstarsza Siostra, podnosząc się z krzesła, lecz kolejna, jeszcze głośniejsza seria eksplozji usadziła ją z powrotem.

Oficer Jiang wstał i pukając od niechcenia w drewnianą kratę, oddzielającą salon od reszty domu, powiedział jakby do siebie:

– Sosna koreańska. Ciekawe, ile sosen wycięto, żeby zbudować ten dom. Jak pani myśli? – Spojrzał na Laidi. – Te wszystkie filary, krokwie, drzwi, podłogi, ściany, stoły, krzesła…

Najstarsza Siostra kręciła się na swoim miejscu.

– Zużyli pewnie cały las! – dokończył oficer z wielkim żalem w głosie, jakby właśnie spoglądał na porębę pełną rozrzuconych pni. – Trzeba kiedyś wyrównać rachunki – dodał zrezygnowanym tonem, zapominając o wyimaginowanym wyciętym lesie. Podszedł do Najstarszej Siostry, stanął sztywno w rozkroku i prawą ręką podparł się pod bok, zginając łokieć pod ostrym kątem. – Oczywiście – zaczął znowu – naszym zdaniem, Sha Yueliang w gruncie rzeczy różni się od zaprzysięgłych, zatwardziałych zdrajców, w końcu ma za sobą wspaniałą przeszłość w partyzantce antyjapońskiej. Jeśli wyrzeknie się swoich haniebnych postępków, chętnie przyjmiemy go z powrotem na naszego towarzysza. Pani Sha, pani mąż niedługo zostanie naszym więźniem – powinna go pani przekonać…

– Nie złapiecie go! – rzuciła ostro Najstarsza Siostra, rozsiadłszy się wygodnie na krześle. – Nawet o tym nie myślcie! Jego dżip jest szybszy od waszych koni.

– Cóż, miejmy nadzieję – rzekł oficer Jiang, opuścił rękę i stanął w zwykłej pozycji. Wyjął papierosa i podał Shangguan Laidi.

Laidi cofnęła się odruchowo, a on przysunął go jeszcze bliżej. Najstarsza Siostra, unosząc głowę, spojrzała w tajemniczo uśmiechniętą twarz oficera i sięgnęła po papierosa drżącą ręką, chwytając go między dwa pożółkłe od nikotyny palce. Oficer Jiang zbliżył swojego do połowy wypalonego papierosa do ust i zdmuchnął popiół, przez co koniuszek nieco mocniej się rozjarzył. Przysunął czerwono żarzący się koniec w kierunku twarzy Laidi. Najstarsza Siostra znów popatrzyła mu prosto w oczy; Jiang wciąż się uśmiechał. Laidi czym prędzej zacisnęła papierosa w ustach i pochyliła się do przodu; koniuszki obu papierosów zetknęły się ze sobą. Usłyszeliśmy cmoknięcie jej warg. Matka wpatrywała się w ścianę drewnianym wzrokiem, Szósta Siostra i mały Sima drzemali, Sha Zaohua milczała. Dym zasnuł twarz Najstarszej Siostry. Podniosła głowę i odchyliła się do tyłu; jej klatka piersiowa zrobiła się wklęsła. Laidi wyglądała na znużoną.

Palce, w których trzymała papierosa, były mokre jak świeżo wyłowione pijawki. Żarząca się końcówka szybko przesuwała się coraz bliżej jej ust. Laidi była potargana, wokół jej warg rysowało się kilka głębokich zmarszczek, miała sine obwódki wokół oczu. Uśmiech pomału znikał z twarzy Jianga, niczym kropla wody na powierzchni gorącego metalu, kurcząca się do rozmiarów czubka igły, świetlistego punktu, który w jednej chwili wyparowuje z cichym sykiem. Jiang wyrzucił papierosa, tak krótkiego, że niemal parzył go w palce, zmiażdżył go czubkiem buta i wielkimi krokami opuścił pokój.

Z sąsiedniego salonu dobiegły nas jego krzyki:

– Musimy koniecznie złapać Sha Yuelianga! Choćby się schował w szczurzej norze, trzeba go stamtąd wykopać!

Trzasnęła odkładana słuchawka telefonu.

Matka popatrzyła współczująco na Najstarszą Siostrę, która opadła bezwładnie na krzesło, jakby jej ciało nagle utraciło szkielet. Podeszła do Laidi, ujęła jej pożółkłą od tytoniu rękę, przyjrzała jej się dokładnie i pokręciła głową. Najstarsza Siostra osunęła się na podłogę, uklękła i objęła matkę za nogi. Podniosła głowę; jej wargi poruszały się jak u ssącego niemowlęcia; z ust wydobył się jakiś nieartykułowany dźwięk. Z początku miałem wrażenie, że się śmieje, lecz szybko zorientowałem się, że to płacz. Wytarła oczy i nos o matczyne nogi.

– Mamo, nawet na chwilę nie przestałam o tobie myśleć, tęskniłam za siostrami, za bratem…

– Żałujesz? – spytała matka.

Najstarsza Siostra wahała się przez chwilę, potem pokręciła głową przecząco.

– To dobrze – powiedziała matka. – Trzeba iść tą drogą, którą Bóg nam wyznaczy. Gdybyśmy potem żałowali, nie byłby z tego zadowolony.

Matka podała Najstarszej Siostrze małą Sha Zaohua.

– Popatrz na nią – poleciła.

– Jeśli mnie rozstrzelają, będziesz musiała ją wychować, mamo – rzekła Laidi, delikatnie głaszcząc ciemną twarzyczkę niemowlęcia.

– Jeśli cię nie rozstrzelają, także ja będę ją wychowywać – odparła matka.

Najstarsza Siostra chciała jej oddać dziecko.

– Nie, teraz ty ją potrzymaj – zaprotestowała matka. – Ja idę nakarmić Jintonga.

Podeszła do krzesła i zadarła bluzkę. Ukląkłem na krześle i zabrałem się do ssania. Trzymając ubranie, matka nachyliła się nade mną.

– Trzeba przyznać temu Sha, że jest kimś. Będę musiała go przyjąć na zięcia, skoro już rozwiesił mi tyle królików na drzewach… Ale ten człowiek nie zajdzie daleko. Te króliki mi to powiedziały. Oboje nie macie szans z Jiangiem. On jest jak igła schowana w kłębku bawełny. Ma zęby w brzuchu.

Króliki wiszące na drzewach niczym dojrzałe owoce doprowadziły kiedyś moją matkę do wściekłości. A teraz te same króliki wiszące na drzewach sprawiły, że matka przyjęła Sha Yuelianga na zięcia i te same króliki każą jej mieć pewność, że Sha Yueliang przegra z oficerem Jiangiem.

Tuż przed świtem, w mroku, stado srok zmęczonych wiszeniem na niebie w charakterze mostu obsiadło dach naszego pomieszczenia, poskrzekując cicho. Obudziłem się. Zobaczyłem matkę siedzącą na krześle z Sha Zaohua na ręku, sam siedziałem na zimnych kolanach Shangguan Laidi, która obejmowała mnie ciasno w pasie długimi, smukłymi rękami. Szósta Siostra i mały Sima wciąż spali, głowa przy głowie. Ósma Siostra opierała się o nogi matki. Oczy matki były pozbawione blasku, kąciki ust obwisły – wydawała się ogromnie zmęczona.