Выбрать главу

Bez wahania oberwała wiszącą gałkę oczną i wyrzuciła. Kulka potoczyła się po błotnistej ziemi; po chwili zatrzymała się, patrząc na nas nienawistnie.

– Komendantko Shangguan, proszę powiedzieć Lu Lirenowi… – zaczął Ma, podnosząc się na noszach i pokazując naszą matkę – że to ta kobieta otworzyła drzwi…

Shangguan Pandi szczelnie owijała gazą głowę Ma; w końcu nie mógł już otworzyć ust.

Wreszcie stanęła przed nami.

– Mamo – odezwała się niepewnie.

– Nie jestem twoją matką – powiedziała matka.

– Mówiłam ci kiedyś – rzekła Pandi – że rzeka dziesięć lat płynie na wschód, a dziesięć na zachód. Wychodząc z wody, obejrzyj muł na swoich stopach.

– Już oglądałam. Wszystko już oglądałam.

– Wiem o tym, co się wydarzyło w naszej rodzinie. Zaopiekowałaś się moją córką, więc wszystko ci wybaczę.

– Nie potrzebuję twojego przebaczenia. Wystarczająco długo żyję na tym świecie…

– Odzyskaliśmy całą naszą ziemię – oznajmiła Pandi. Matka spojrzała w niebo, na pędzące chmury.

– Panie, błagam, otwórz oczy i popatrz na ten świat… – szepnęła. Shangguan Pandi zbliżyła się i obojętnie pogłaskała mnie po głowie.

Wyczułem nieprzyjemną woń lekarstw na jej palcach. Nie pogłaskała Simy Lianga – zresztą Sima Liang, jak przypuszczam, nigdy by jej na to nie pozwolił. Zgrzytał ząbkami jak małe zwierzątko – gdyby odważyła się go dotknąć, z pewnością odgryzłby jej palec. Pandi uśmiechała się kpiąco.

– Nieźle, nieźle – zwróciła się do Szóstej Siostry. – Amerykańscy imperialiści dostarczają naszym wrogom samolotów i dział, pomagają im mordować ludzi na wyzwalanych ziemiach!

– Piąta Siostro – rzekła Szósta Siostra, obejmując Babbitta – zostaw nas w spokoju. Zamordowaliście Drugą Siostrę, jeszcze wam mało?

W tym momencie z młyna wyłonił się Sima Ku, śmiejąc się histerycznie, z trupem Zhaodi na rękach. Wcześniej, gdy jego żołnierze wyroili się na zewnątrz jak pszczoły, sam pozostał na miejscu. Zawsze elegancki, o wypolerowanych do połysku guzikach, w ciągu nocy zmienił się nie do poznania. Jego twarz, spuchnięta od deszczu, a potem wysuszona, pokryta bladymi zmarszczkami, przypominała ziarnko wymoczonej fasoli; oczy miał wyblakłe i pozbawione blasku, włosy na szerokiej głowie przyprószyła siwizna. Z bezkrwistym ciałem Drugiej Siostry w ramionach padł na kolana przed naszą matką.

Twarz matki wykrzywiła się jeszcze bardziej. Jej kości policzkowe drgały spazmatycznie; nie była w stanie wydusić słowa. Łzy zalały jej oczy. Wyciągnęła rękę i pogłaskała głowę Drugiej Siostry. Chwyciła się dłonią za podbródek i wyjąkała z trudem:

– Zhaodi, moje dziecko… Wszystkie moje córki same wybrały sobie mężów, każda poszła swoją drogą. Nie chciałam wami rządzić i nie zdołałam was uratować. Wszystkie… powierzyłyście swój los Niebiosom…

Sima Ku zostawił ciało Drugiej Siostry i wyszedł na spotkanie Lu Lirena, który w towarzystwie kilkunastu strażników podążał w stronę młyna. Zatrzymali się w odległości dwóch kroków od siebie. Dwie pary oczu wpiły się w siebie nawzajem niczym wojownicy w morderczym zwarciu. Krzyżujące się miecze spojrzeń, sypiące się wokoło iskry. Po kilku rundach ciągle nie było ani zwycięzcy, ani przegranego. Lu Liren roześmiał się oschle: „Cha, cha, cha! Cha cha! Cha cha cha!" Sima Ku zaśmiał się lodowato: „He he he! He he! He he he!"

– Bracie Sima, nieźle ci się wiodło od naszego ostatniego spotkania!

Minął rok, odkąd wygnałeś nas z tej ziemi. Któż by przypuszczał, że ciebie spotka ten sam los?

– Sześciomiesięczny kredyt łatwo spłacić. Lecz brat Lu żąda zbyt dużych odsetek.

– Jestem głęboko zasmucony tragiczną śmiercią twojej szanownej żony – rzekł Lu Liren – lecz nic nie można na to poradzić. Rewolucja przypomina wycięcie guza nowotworowego. Zawsze trzeba przy tym uszkodzić kawałek zdrowego ciała, nie można jednak z tego powodu rezygnować z operacji. Mam nadzieje, że potrafisz to zrozumieć.

– Nie zapluwaj się po próżnicy, lepiej od razu mnie wykończ! – parsknął Sima Ku.

– Nie mamy zamiaru postąpić z tobą w tak prostacki sposób – odparł Lu Liren.

– W takim razie oszczędź sobie fatygi, sam to załatwię.

Wyciągnął z kieszeni pistolecik, odbezpieczył i zwrócił się do naszej matki:

– Teściowo, czynię to, by cię pomścić – oznajmił, po czym przystawił sobie lufę do skroni.

– A więc jednak jesteś tchórzem! – rzucił ze śmiechem Lu Liren.

– No dalej, zastrzel się, żałosny robaku!

Ręka Simy Ku zadrżała.

– Tato! – krzyknął Sima Liang.

Sima Ku odwrócił głowę i spojrzał na syna. Powoli opuścił rękę. Zaśmiał się sarkastycznie i rzucił pistolet Lu Lirenowi.

– Weź go sobie – rzekł.

– To damska zabawka – oświadczył Lu Liren, podrzucając broń na dłoni, po czym wzgardliwym gestem rzucił pistolecik stojącym z tyłu żołnierzom. Zatupał mokrymi, ubłoconymi butami. – Prawda jest taka – ciągnął – że odkąd oddałeś mi broń, nie mam już żadnego wpływu na twój los. To moi zwierzchnicy zadecydują, co się z tobą stanie – czy skończysz w niebie, czy też w piekle.

Sima Ku pokręcił głową.

– Mylisz się całkowicie, komendancie Lu. Nie ma dla mnie miejsca ani w niebie, ani w piekle. Moje miejsce jest gdzieś pomiędzy jednym a drugim. A ty pewnego dnia znajdziesz się w tym samym punkcie co ja.

– Zabierzcie ich – polecił Lu Liren stojącym obok żołnierzom.

– Dalej! Ruszać się! – pokrzykiwali strażnicy, poszturchując lufami Simę Ku miesięcy Babbitta.

– Chodź – zachęcał Babbitta Sima Ku. – Mnie sto razy zastrzelą, ale tobie włosek z głowy nie spadnie!

Babbitt, wciąż podtrzymując Szóstą Siostrę, zbliżył się do Simy Ku.

– Pani Babbitt może zostać – oznajmił Lu Liren.

– Komendancie Lu, ocal nasze małżeństwo… w zamian za to, że pomogłam mojej matce opiekować się Lu Shengli – poprosiła Szósta Siostra.

Lu Liren, poprawiając pęknięte okulary, rzekł do matki:

– Proszę ją jakoś przekonać.

Matka zdecydowanie pokręciła głową, po czym ukucnęła.

– Dzieci – zwróciła się do mnie i Simy Lianga – pomóżcie mi.

Razem z Simą Liangiem podnieśliśmy trupa Shangguan Zhaodi i zarzuciliśmy matce na plecy.

Matka z martwą Drugą Siostrą na grzbiecie pokuśtykała błotnistą drogą do domu. Szliśmy z Simą Liangiem po obu stronach, podtrzymując z wysiłkiem sztywne nogi Zhaodi, by nieco ulżyć matce. Maleńkie, okaleczone krępowaniem stopy matki zostawiały na drodze głębokie ślady, które pozostały widoczne jeszcze przez kilka miesięcy.

24

Woda w Rzece Wodnego Smoka gwałtownie wezbrała. Siedząc na kangu, obserwowałem przez okno toczące się mętne, żółtawe fale, sięgające niemal poziomu wałów. Na nasypie stała grupka żołnierzy z Niezależnego Batalionu. Patrzyli na wodę i głośno o czymś dyskutowali.

Matka na podwórzu smażyła placki na patelni, Sha Zaohua dokładała do ognia. Opał był mokry, płomień miał ciemnożółty kolor i buchał gęstym czarnym dymem. Słońce świeciło blado.

Sima Liang wszedł do izby, wnosząc na sobie gorzki zapach sofory.

– Chcą zabrać mojego tatę, Szóstą Ciotkę i wuja do głównej kwatery – powiedział do mnie półgłosem. – Mąż Trzeciej Ciotki i inni budują tratwę, którą zamierzają popłynąć w dół rzeki.