Выбрать главу

– Porządnie ostra ta dymka!

Matka podała kolejne zwinięte placki mnie i Ósmej Siostrze.

– Jintong, podaj to mężowi Szóstej Siostry. Yunü, podaj to Szóstej Siostrze – poleciła.

Naśladując Shangguan Laidi, zanurzyłem placek w trzymanej przez Simę Lianga paście sojowej i podsunąłem go Babbittowi. Jego usta rozchyliły się nieładnie; odgryzł odrobinę przednimi zębami. Z błękitnych oczu Amerykanina popłynęły strumienie łez. Schylił się, dotknął uwalanymi sosem wargami mojego czoła i cmoknął głośno. Następnie znowu podszedł do matki – przypuszczam, że chciał ją objąć, lecz nie mógł tego uczynić z powodu związanych rąk, toteż schylił się tylko i niczym koza skubiąca listki musnął wargami jej czoło.

– Nigdy cię nie zapomnę, mamo – powiedział.

Ósma Siostra wymacała sobie drogę do Simy Lianga, który pomógł jej zanurzyć placek w paście. Trzymając go oburącz, podniosła głowę. Jej czoło wyglądało jak skorupka kraba, oczy jak głębokie studnie; nos miała prosty, usta szerokie, wargi delikatne jak płatki róży. Ósma Siostra, którą zawsze pomiatałem, była naprawdę biednym małym jagniątkiem.

– Szósta Siostro, Szósta Siostro, jedz… – poprosiła cieniutkim głosikiem.

Oczy Szóstej Siostry wypełniły się łzami. Chwyciła Ósmą Siostrę w objęcia.

– Moja biedna siostrzyczko… – załkała.

Sima Ku zjadł cały placek.

Lu Liren, który cały czas spoglądał na przeciwległy brzeg rzeki, odwrócił się i powiedział:

– No dobra, wsiadajcie na tratwę.

– O nie, jeszcze nie skończyłem jeść – zaprotestował Sima Ku. – W dawnych czasach na dworze, przed wykonaniem wyroku, skazaniec zawsze mógł wcześniej najeść się do syta. Wasz Siedemnasty Batalion jest humanitarną jednostką, więc czy nie moglibyście chociaż dać mi się nasycić tymi plackami z cebulą? Zwłaszcza że robiła je nasza wspólna teściowa…

– Niech będzie – rzekł Lu Liren, zerknąwszy na zegarek. – Niech towarzysz napełnia swój żołądek, a my tymczasem przeprawimy pana Babbitta na drugi brzeg.

Głuchoniemy i sześciu żołnierzy z drzewcami w rękach ostrożnie weszli na tratwę, która zachwiała się i zanurzyła z jednej strony; woda zaczęła powoli wlewać się na pokład. Dwóch żołnierzy na brzegu, trzymających liny, odchyliło się mocno do tyłu, by poskromić przekorną łódź.

– Staruszku, czy może wsiąść jeszcze dwóch? – zwrócił się do Zunlonga zaniepokojony Lu Liren.

– Trudno powiedzieć. Lepiej niech tych dwóch z wiosłami zejdzie na ląd – rzekł Stary Zunlong.

– Han Ertu, Pan Yongwang, zejdźcie na ląd – rozkazał Lu Liren.

Han i Pan z wiosłami w dłoniach zeskoczyli z tratwy, która zakołysała się tak mocno, że kilku żołnierzy o mało nie wpadło do wody. Głuchoniemy, który wciąż paradował w samej bieliźnie, zakrzyknął gniewnie:

– Zdjąć! Zdjąć! Zdjąć! – Od tej pory już na dobre przestał mówić „A-ao!

– Może być? – spytał Starego Zunlonga Lu Liren.

– W porządku – odrzekł Stary Zunlong i przyjął łopatę z rąk jednego z żołnierzy. – Szczerze podziwiam i szanuję pańską humanitarną jednostkę. W dziesiątym roku republiki przeprawiałem się przez tę rzekę razem z senatorem. Jeśli pan dowódca pozwoli, ja, stary, chciałbym i tym razem wykonać tę robotę zwierzęcia pociągowego…

– Drogi staruszku – odezwał się Lu Liren, wyraźnie wzruszony – o to samo chciałem pana poprosić, lecz nie miałem śmiałości. Jeśli to pan stanie u steru, będę całkowicie spokojny. Ma ktoś wódkę?

Nadbiegł ordynans i podał Lu Lirenowi poobijaną manierkę. Lu odkręcił ją, zbliżył wylot do nosa, wciągnął powietrze i powiedział:

– Prawdziwa wódka z sorga. Zapraszam pana na drinka w imieniu moich zwierzchników!

Oburącz podał manierkę Staremu Zunlongowi, który, także wzruszony, otrzepał dłonie z kurzu i przyjął naczynie. Pociągnął parę gulgoczących łyków i oddał manierkę Lu Lirenowi. Gdy wycierał usta wierzchem dłoni, rumieniec z jego twarzy rozlał się na szyję, a stamtąd rozprzestrzenił się na klatkę piersiową.

– Panie dowódco Lu, piłem z pańskiego dzbana, nasze serca od tej chwili są złączone – oznajmił.

– Czemu tylko serca? Nasze wątroby, płuca i wnętrzności także się połączyły – oznajmił ze śmiechem Lu Liren.

Z oczu Starego Zunlonga trysnęły łzy wzruszenia. Sprężył się, skoczył na tratwę i wylądował stabilnie na rufie. Tratwa zakołysała się lekko. Lu Liren z zadowoleniem pokiwał głową.

Podszedł do Babbitta, spojrzał na jego związane ręce i uśmiechnął się przepraszająco.

– Panie Babbitt, wiem, że to kłopotliwe dla pana. Komendant Yu i dyrektor Song wymienili pana z nazwiska, więc przypuszczam, że będzie pan traktowany ze specjalnymi względami.

– To mają być te specjalne względy? – spytał Babbitt, podnosząc spętane ręce.

– W pewnym sensie – odparł Lu Liren spokojnie. – Mam nadzieję, że nie weźmie pan sobie tego zbytnio do serca. Proszę już iść, panie Ba.

Babbitt ogarnął nas pożegnalnym spojrzeniem, zrobił potężny krok i znalazł się na tratwie, która tym razem zachwiała się wyjątkowo mocno, a pasażer razem z nią. Stary Zunlong podparł Babbitta wiosłem od tylu, pomagając mu utrzymać równowagę.

Shangguan Niandi, niezdarnie naśladując Babbitta, pocałowała w czoło mnie, a potem Ósmą Siostrę. Cienkimi jak źdźbła szczypioru palcami przeczesała jej miękkie, lniane włosy.

– Siostrzyczko kochana, niech Pan Niebios da ci dobre życie! – westchnęła, skinęła głową matce i stłoczonym wokół niej pozostałym dzieciom i odwróciła się w stronę tratwy.

– Nie musisz z nim iść, Szósta Siostro – po raz kolejny przypomniał jej Lu Liren.

– Piąty Szwagrze – powiedziała spokojnie – mówi się, że tak jak odważnik nigdy nie zjedzie z ramienia wagi, tak żona nie powinna opuszczać męża. Czy wy z Piątą Siostrą nie byliście tak samo nierozłączni?

– Z całego serca dobrze ci życzę – zapewnił Lu Liren – ale nie będę ci stał na przeszkodzie. Możesz płynąć.

Dwóch strażników podniosło Shangguan Niandi pod ramiona i wsadziło na tratwę. Babbitt wyciągnął ku niej związane ręce, by dać jej oparcie. Tratwa zanurzyła się głęboko i krzywo – niektóre miejsca znalazły się całkowicie pod wodą, inne wystawały o cal ponad powierzchnię.

– Komendancie Lu – rzekł Stary Zunlong – najlepiej byłoby, gdyby pasażerowie usiedli, towarzysze przy wiosłach też.

– Proszę siadać, proszę siadać – polecił Lu Liren. – Panie Babbitt, dla pana własnego bezpieczeństwa proszę, by pan usiadł.

Babbitt usiadł na tratwie, co praktycznie oznaczało siedzenie w wodzie. Naprzeciwko niego Shangguan Niandi była w podobnej sytuacji. Głuchoniemy i jego pięciu żołnierzy rozsiadło się po obu stronach tratwy, tylko Zunlong pozostał na stojąco, zakorzeniwszy się stabilnie na rufie.

Na przeciwległym brzegu wciąż wymachiwano czerwoną flagą.

– Daj sygnał – polecił Lu Liren sygnałowemu – niech będą gotowi na ich przyjęcie.

Oficer sygnałowy wyciągnął swój gruby pistolet, wycelował wysoko w powietrze nad wodą i wystrzelił trzy flary. Czerwona flaga naprzeciwko przestała się poruszać; grupka czarnych ludzików szybko rozbiegła się wzdłuż srebrzystej linii wody.