– Czy twój szef wie, że pożyczyłeś jaguara?
– Tak, z tym nie ma problemu.
– Nie ma? Ciekawe…
– Ach, to bardzo długa historia. Spojrzała na niego.
– Opowiesz mi ją kiedyś?
Spojrzenie, jakim go obrzuciła, uświadomiło mu, że nadszedł już czas, aby zagrać w otwarte karty.
– Tak, Mandy, na pewno ci ją opowiem.
Usiadła w miękkim skórzanym fotelu, a Daniel zamknął za nią drzwi, po czym usadowił się wygodnie obok niej. Mandy z lubością dotknęła drewnianej kierownicy.
– Zniewalający, nieprawdaż? Chciałabyś poprowadzić?
– Teraz? Coś ty? – Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. – Żartujesz chyba? To bardzo miło z twojej strony, ale chwilowo muszę odmówić. Przywykłam do jeżdżenia czymś zdecydowanie mniejszym. A poza tym, ten szaleńczy ruch na ulicach…
– Czymś mniejszym, to znaczy czym?
Amanda pomyślała w tym momencie o swoim cudownym porsche zaparkowanym w garażu przy domu. Lecz w ostatniej chwili ugryzła się w język.
– To mały, zielony vauxhall.
– Bardzo słuszny wybór. Jest niezwykle praktyczny. Moje cudo pije benzynę jak smok. A zdobycie części to już zupełny horror. Dlatego nie używam go zbyt często. – Spojrzał na nią wymownie, lecz zaraz potem poczuł się nieswojo. Chyba powiedział trochę za dużo. – Ale dzisiaj to całkiem specjalna okazja.
– Czy to właśnie powód, dla którego jesteś tak bardzo z siebie zadowolony? A może Sadie zmieniła zdanie?
– Niezupełnie – mruknął z lekką rezygnacją, po czym włożył klucz do stacyjki. – Nie tracę jednak nadziei.
ROZDZIAŁ ÓSMY
– Co za koszmar – mruknął Daniel pod nosem. Dokąd też ona mogła pójść? Gdzie się włóczy po nocy? A raczej rozbija na motocyklu? Same znaki zapytania. Chwilami zdawało mu się, że wychowywanie tak zbuntowanej nastolatki przerasta jego możliwości. Przez moment łudził się, że poszła do Annabel. Lecz jeden krótki telefon wystarczył, by sprowadzić go na ziemię. Nie było jej tam. Zupełnie nie wiedział, co robić.
Klnąc na czym świat stoi, wyrzucał sobie, że rozpuścił Sadie i zapomniał, jak z nią rozmawiać. Krótko mówiąc, nie radził sobie z nią. Czuł się jak kompletny idiota. W poszukiwaniu córki zadzwonił nie tylko do Boba, ale do jej wszystkich przyjaciół mieszkających w Londynie. Na próżno. Wciąż jeszcze miał nadzieję, że zrobiła to z przekory, jemu na złość, tylko po to, by go przestraszyć. Jeśli o to jej chodziło, to wygrała. Zdesperowany zadzwonił nawet do matki Vicky. Gdy przekonał się jednak, że Sadie nie dotarła do babci, szybko zakończył rozmowę. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie nieprzerwanego potoku słów i przykrych wyrzutów.
Jedyne, co mu pozostało, to wsiąść do samochodu, jeździć po ulicach Londynu i szukać Sadie z nadzieją, że być może zauważy gdzieś jej motocykl. Najprawdopodobniej przed jakimś barkiem z frytkami i hamburgerami. Stosunkowo często zdarzało się jej, że chcąc rozładować napięcie, opychała się czym popadnie. Ostatnią rzeczą, jaką miał ochotę przeżyć, to znaleźć Sadie w garażu z Nedem. Dlatego też desperacko odpychał od siebie tę ewentualność. W końcu jednak, gdy wyczerpał już wszystkie inne możliwości, pojechał również i tam. Od razu dostrzegł motocykl Sadie zaparkowany przed małą kafejką naprzeciwko garażu. Mimo że w środku paliło się jeszcze światło, drzwi były zamknięte. Nie pozostało mu więc nic innego, jak sprawdzić, czy nie ma jej w biurze. Na widok ochroniarza skinął głową i wszedł do środka.
Ned Gresham miał wyznaczony dzisiaj późny kurs. Odbierał kogoś z Southampton. Daniel nie miał najmniejszych wątpliwości, że i Sadie o tym wiedziała. Lexus Neda stał na parkingu. A więc kierowca już wrócił. Wokół panowała jednak absolutna cisza. Dan postanowił zajrzeć do pomieszczenia dla kierowców. Stanął pod drzwiami i zaczął nasłuchiwać. I rzeczywiście usłyszał głos Neda:
– Sadie, nie szalej! Po prostu wracaj do domu. Ojciec na pewno martwi się o ciebie.
– Nie jestem dzieckiem! Mam już szesnaście lat. Mogę ci to udowodnić! – Do uszu Daniela dotarł metaliczny zgrzyt rozpinanego zamka błyskawicznego. To skórzana kurtka kombinezonu, pomyślał. Drzwi były uchylone, więc lekko wsunął głowę. Mimo kiepskiego światła i sporego dystansu dostrzegł, że pod kombinezonem Sadie była zupełnie naga. Ogarnęła go niepohamowana wściekłość i zarazem rozpacz. Już miał pchnąć drzwi i wtargnąć do środka, ale powstrzymał go nieco znudzony głos Greshama.
– Świetnie to zaaranżowałaś. Jeśli chcesz się z kimś przespać, to znajdź sobie chłopaka w twoim wieku.
– Ty świnio, ty… – Rzuciła się na niego z pięściami. Daniel był nieco zaskoczony. Stwierdził bowiem, że jego córka ma niezwykle urozmaicony język.
– Ach, Sadie, daj sobie spokój. Spadaj, zaraz mam randkę.
Amanda westchnęła ciężko, gdy usłyszała tę historię.
– Biedna dziewczyna. Musiała czuć się straszliwie upokorzona. I co było dalej? – zapytała po chwili. – Co zrobiłeś?
– Wycofałem się po cichutku, zanim któreś z nich zdołało mnie zauważyć. Kiedy kilka minut po mnie wśliznęła się do domu, siedziałem i oglądałem wiadomości. Wierz mi, to było najdłuższe dziesięć minut mego życia. Liczyłem na to, że po takim przeżyciu będzie wolała zostać w domu, ale nie miałem pewności. A kiedy dzisiaj rano wychodziła do pracy, wyglądała fatalnie: jakby ją ktoś przeżuł i wypluł.
– Poszła rano do pracy?
– Jak widzisz! Jestem przecież z tobą. Zasugerowałem jej, że wygląda nie najlepiej i powinna zostać w domu. Nawet za cenę odwołania naszego dzisiejszego spotkania.
– Zrozumiałabym. Sadie jest na pierwszym miejscu. To jasne.
– No cóż, powiedziała, że czuje się dobrze. Zaproponowała nawet, że zrobi zakupy na weekend. – Spojrzał na nią wymownie. – Mimo wszystko chyba będzie mi jej brakowało, kiedy wróci do szkoły w przyszłym tygodniu.
– Przecież będziesz widywał ją wieczorami. Uniósł brwi.
– Przepraszam, myślałem, że wiesz. Jest w szkole z internatem, w Dower House. Zastanawiałem się, czy nie przenieść jej do Londynu. Ale zdecydowałem zostawić ją tam, gdzie jest.
– Czyli w Dower House?
– Tak. Dlaczego się tak dziwisz? Masz coś przeciwko szkołom z internatem? To zresztą była jej decyzja. Ja…
Amanda zaprzeczyła ruchem głowy.
– Ależ skąd, mówiłam ci już, sama chodziłam do szkoły z internatem – wpadła mu w słowo. Jednocześnie zastanawiała się, jak mógł pozwolić sobie jako kierowca na zapłacenie tak słonego czesnego. – Chodzi tylko o to, że ja też skończyłam szkołę w Dower House.
– Nie żartuj! Ależ ten świat jest mały.
Dotarli do autostrady. Daniel przyspieszył i samochód zaczaj wprost płynąć po szosie. Nareszcie byli sami. Znalazła jakąś kasetę i wsunęła ją do magnetofonu. Przejeżdżali obok lotniska Heathrow. Obserwowała przez okno startujące samoloty i rozmyślała nad tym, jakim cudem było go stać na to, by wysłać córkę do jednej z najdroższych szkół w kraju.
Zdała sobie nagle sprawę, jak niewiele Daniel o niej wie. Miała przecież mieszkanie w jednej z najdroższych dzielnic Londynu, sportowy samochód, prowadziła prężne przedsiębiorstwo… I to nie dlatego, by zdobyć środki do życia, lecz dla własnej przyjemności. Jej ojciec postarał się, by zabezpieczyć ją do końca życia. Nie mówiła o tym wszystkim, by Daniel nie czuł się skrępowany w jej towarzystwie. Przynajmniej wmawiała sobie, że właśnie dlatego przemilczała pewne sprawy.