Ale on miał pieniądze. I to był ten jego sekrety o którym wspominała Beth. Jak tego dokonał? Skąd je miał? Wygrał w zakładach piłkarskich? Koperta, którą wręczyła jej Beth, stała się nagle wielce intrygująca. Nie dawała Amandzie spokoju. Leżała na dnie torebki. Ręka Amandy powędrowała bezwiednie w jej kierunku. Przez moment miała ochotę sprawdzić, co jest w środku. Tu i teraz. Korzystając z tego, że Dan skoncentrowany jest na prowadzeniu samochodu. W tym momencie spojrzał na nią tym swoim uśmiechem, który powodował, że zapominała o bożym świecie. Jej zaciśnięte na kopercie palce rozluźniły się.
– Zaraz będziemy na miejscu. Mam nadzieję, że nie jesteś zmęczona.
Po chwili wjechali na niewielką polanę otoczoną gęstym, liściastym lasem. Grube pnie drzew lśniły w słońcu. Na środku stała przepiękna, stara leśniczówka. Była bardzo zadbana i przytulna. Zapraszała wręcz do swego wnętrza. Wokół domu pyszniły się kolorowe rabaty kwiatowe i przeuroczy skalniak, pokryty dywanem drobnych roślin.
– No to jesteśmy – rzucił Dan, patrząc na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
– Boże, jak ni cudownie. Zupełnie jak w bajce! – wykrzyknęła radośnie.
Odetchnął z wyraźną ulgą i roześmiał się.
– A ja jestem wilkiem i zaraz cię zjem! – Mówiąc to, splótł ręce wokół jej talii. Ich usta połączyły się w długim pocałunku. Całował jej oczy, policzki, szyję… Nie mógł się pohamować. Nie chciał przestać. – Ta kobieta wzbudzała w nim szalone uczucia. Emocje sięgnęły zenitu, gdy odpinał haftki jej stanika. Ona zaś już dawno zapomniała o tej cholernej kopercie, która jeszcze przed chwilą nie dawała jej spokoju.
Zaśmiała się nagle.
– O co chodzi? – Podniósł głowę i zobaczył w jej oczach rozbawione ogniki.
– Och, zachowujemy się jak para nastolatków kochających się w samochodzie.
Zamyślił się, słysząc te słowa.
– Kiedy byłem nastolatkiem, nie miałem samochodu. Jeśli mam poczuć się jak nastolatek… – wysiadł z samochodu, wziął ją na ręce i delikatnie położył na ziemi -… co myślisz o tym?
Cóż mogła myśleć, czując jego dłonie na swoim spragnionym ciele? To było to, o czym cały czas marzyła. Pospiesznie rozpięła guziki jego koszuli, ściągnęła ją nerwowo i rzuciła za siebie. Przez moment przebiegło jej przez myśl, że zapewne o kilka kroków stąd stoi wygodne, ciepłe łóżko…
Amanda zatraciła się zupełnie. Leżała praktycznie naga w ramionach Daniela i właściwie cały świat mógłby przestać w tym momencie dla niej istnieć. Zdawała sobie doskonale sprawę, że zachowuje się jak zwariowana nastolatka. Ale było jej to naprawdę obojętne.
Gdy uspokoiła się i ucichła, Daniel wyszeptał:
– Chyba będzie lepiej, jeśli przeniesiemy się w bardziej komfortowe warunki.
– Dlaczego? – zapytała, przeciągając się rozkosznie.
– Zdaje mi się, że leżę na jakiejś szyszce. Spojrzała na niego ze zdziwieniem
– Przecież tu nie ma drzew iglastych.
Zsunął ją z siebie
– Popatrz sama! I jak wynagrodzisz mi ten odcisk na plecach? – spytał z szelmowskim uśmiechem.
Amanda rozejrzała się dokoła.
– Jak tu pięknie. Moglibyśmy się trochę przejść – zaproponowała.
– Masz na myśli spacer do domu?
– Wydaje mi się, że na lunch jest jeszcze trochę za wcześnie – powiedziała, wciągając bluzkę.
– Moglibyśmy jeszcze coś zrobić w celu zaostrzenia apetytu, prawda?
– Taaak? – wyszeptała przeciągle, a w jej głosie zabrzmiało lekkie zdziwienie.
– Pozwól jednak, że najpierw cię oprowadzę,
– Ależ ty jesteś przewrotny! Choć właściwie mogłam się tego po tobie spodziewać.
Wyciągnął w stronę Amandy obie ręce i pomógł jej wstać. Potem podniósł torebkę i pozbierał jej zawartość, która rozsypała się po trawie. Weszli do domu tylnymi drzwiami.
Urocza, lśniąca czystością kuchnia, spiżarnia i mały warsztat stanowiły część gospodarczą. Po drugiej stronie znajdował się przestronny, wygodnie urządzony salon. Spodobał się Amandzie. Grube zasłony, miękki dywan, kominek, olbrzymia, stara szafa i rozłożyste fotele. W powietrzu unosił się zapach lawendy. Na górze było kilka przytulnych sypialni i całkiem nowa, prześliczna łazienka.
Chodzili po pokojach bez słowa, lecz Amanda widziała kątem oka, że cały czas bacznie ją obserwował. Ich wycieczka zakończyła się w głównej sypialni, Wszystko było tam z drewna. Ogromne drewniane łoże, drewniane szafki nocne i duża drewniana szafa ubraniowa. Podeszła do małego okienka. Zdawało jej się, że tego właśnie od niej oczekiwał.
– Co tam jest za lasem? – zapytała z głupia frant.
– Nie kończące się pola i łąki. Właśnie tam uczyłem Sadie jeździć. Najpierw na motocyklu, a potem samochodem. O właśnie, samochód to następna rzecz, którą chciałaby mieć. Mandy… – Nagle głos Daniela zabrzmiał poważnie. Stanął tuż obok niej. – Ja nie wynająłem tego domku. On należy do mnie.
– Do ciebie? A dlaczego nic nie powiedziałeś?
– Wiem, że to głupie. Miałem ci wszystko wytłumaczyć już wcześniej. Bo widzisz, Mandy, ja nie jestem szoferem. Szlag by to trafił – wyrwało mu się znienacka. Był bardzo zdenerwowany. – Wybacz mi to kłamstwo. Zbudowałem tę firmę od zera.
Nagle wszystkie elementy zaczęły do siebie pasować. Jakby ktoś ułożył porozrzucane puzzle w zgrabny obrazek. A zatem Daniel Redford nie był facetem, który rozglądał się nerwowo w nadziei na znalezienie odpowiedniej partii… Tego się przecież najbardziej obawiała. Ale dlaczego nic jej nie powiedział?
– Zacząłem z jednym samochodem, dwadzieścia lat temu.
– Ach tak…
– Wiem, że powinienem był powiedzieć ci wcześniej. Gniewasz się na mnie?
Gniewać się? Była po prostu wściekła. Dosłownie gotowała się w środku. Dała się złapać na pospolitą gierkę… Skromny szofer… Dlaczego Beth nie powiedziała jej o tym? Do licha, już ona jej wygarnie. Nie chciała jednak, by dostrzegł jej poruszenie.
– A czy mam ku temu powód? To świetny żart – powiedziała, próbując się uśmiechnąć. Choć tak naprawdę, chciało jej się płakać.
Przez moment uwierzył, że wszystko jest w porządku.
– Mandy… przepraszam. Wybacz mi. Wiem, popełniłem błąd. Nie powinienem był cię okłamywać. Powinienem ci powiedzieć…
– Dlaczego więc tego nie zrobiłeś?
Nic nie odpowiedział. Milczenie pogrążyło go jeszcze bardziej.
– No cóż, zdaje się, że wszystko rozumiem – powiedziała z sarkazmem w głosie. Ale czy ona nie zrobiła czegoś bardzo podobnego? Oczywiście, mogłaby usprawiedliwiać samą siebie, wmawiać sobie, że zrobiła to po to, by go chronić, by nie czuł się skrępowany w jej towarzystwie. Lecz to z pewnością nie był główny powód jej postępowania. A jeśli on wiedział, kim była w rzeczywistości? Niczego nie była już pewna. Szkoda, że żadne z nich nie potrafiło być do końca szczere.
– Zamierzałem wyjaśnić ci wszystko w garażu. Chciałem zaprosić cię do biura… i wytłumaczyć ci…
– A ja pokrzyżowałam twoje plany. Przyjechałam za wcześnie i znalazłam cię w kombinezonie, grzebiącego pod samochodem…
– Chciałem ci wszystko powiedzieć tamtej nocy, gdy przyjechałem do ciebie. Ale cóż…
– Sprawy potoczyły się inaczej, niż planowałeś. Przytaknął skinieniem głowy.
– Nie przejmuj się, mogło być gorzej… – I jest, pomyślała. Ona wciąż nie powiedziała mu prawdy o sobie.
– No właśnie, mógłbym powiedzieć ci, że jestem milionerem, będąc w rzeczywistości żebrakiem.
– A jesteś milionerem?
– Chyba tak, przynajmniej na papierze. Choć większość stanowią aktywa firmy i inwestycje. Sporo zainwestowałem w nieruchomości.
– To rozsądne posunięcie.