Выбрать главу

– A czy podają jakiś zasadniczy powód?

– Mówią o płonącej myszy… i o tym, że płakałeś, gdy Peyna postawił ci zarzuty…

Piotr ponuro kiwnął głową. Tak. Płacz okazał się poważnym błędem, ale nie był w stanie go opanować… stało się.

– Ale większość z nich mówi, że zostałeś złapany, że chciałeś zostać królem i że tak musiało być.

– Chciałem zostać królem, więc tak musiało być – powtórzył Piotr.

– Tak, panie – strażnik stał i patrzył żałośnie na Piotra.

– Dziękuję. Odejdź teraz, proszę.

– Panie, chciałbym przeprosić…

– Przeprosiny przyjęte. Idź, proszę. Muszę się zastanowić.

Wyglądając jakby żałował, że w ogóle się urodził, strażnik wyszedł i zamknął za sobą drzwi.

Piotr rozłożył serwetkę na kolanach, ale nie jadł. Wszelki głód, jaki wcześniej odczuwał, znikł bez śladu. Skubnął serwetkę i pomyślał o matce. Był zadowolony – bardzo się cieszył, że nie dożyła, żeby to zobaczyć – być świadkiem tego, na co mu przyszło. Całe życie miał szczęście, czasami wydawało się, że nie może przydarzyć mu się pech. Teraz wyglądało na to, że wszystkie nieszczęścia, jakie mogły nastąpić w przeciągu lat, zostały zebrane i trzeba było za nie zapłacić natychmiast, z procentem za szesnaście lat.

„Ale większość z nich mówi, że chciałeś zostać królem, więc tak musiało być”.

Miało to pewne głębsze znaczenie. Chcieli dobrego króla, którego można kochać. Ale chcieli także wiedzieć, że o włos uratowali się od złego króla. Chcieli mroków i tajemnic; pragnęli strasznych opowieści o zepsuciu rodziny królewskiej. Bóg jeden wiedział dlaczego.

„Mówią, że chciałeś zostać królem, więc tak musiało być”.

Peyna uwierzył, pomyślał Piotr, i strażnik uwierzył; wszyscy uwierzą. To nie jest koszmarny sen. Zostałem oskarżony o zamordowanie ojca i nic – ani moje dobre sprawowanie, ani miłość do niego nie ochroni mnie przed tym zarzutem. A część z nich po prostu chce wierzyć, że ja to zrobiłem.

Piotr starannie złożył serwetkę i przykrył nią talerz z zupą. Odechciało mu się jeść.

44

Proces odbył się, wszyscy się wielce dziwowali, i napisano mnóstwo historii na ten temat, które możecie sobie przeczytać. Ale całą sprawę można streścić w sposób następujący: Piotr, syn Rolanda, został postawiony przed sędzią najwyższym przez płonącą mysz; osądzony przez spotkanie siedmiu, które nie było rozprawą sądową; skazany przez strażnika, który przedstawił wyrok plując do zupy. Oto cała opowieść, ale czasami opowieści mówią więcej niż księgi historyczne, i o wiele krócej.

45

Gdy Ulrich Wicks, który wyciągnął białą kulę, zajął miejsce Peyny, ogłosił werdykt sądu, widzowie – których większość od lat przysięgała, że Piotr zostanie najlepszym królem w długiej historii Delainu – zaczęli wściekle bić brawo. Poderwali się na nogi, rzucili do przodu i gdyby nie powstrzymał ich kordon strażników z dobytymi mieczami, być może obaliliby wyrok dożywotniego więzienia i wygnania na szczyt Iglicy i zlinczowali młodego księcia. Gdy go wyprowadzano, ślina padała niczym deszcz. Piotr był cały mokry. Jednak szedł z podniesioną głową.

Drzwi po lewej stronie wielkiej sali sądowej prowadziły do wąskiego przedsionka. Miał on długość mniej więcej czterdziestu kroków, a potem zaczynały się spiralne schody. Wiodły one coraz wyżej i wyżej, aż na sam szczyt Iglicy, gdzie na Piotra oczekiwały dwa pokoje, w których miał od tej pory mieszkać do końca życia. Schody miały w sumie trzysta stopni. Wrócimy do Piotra, gdy znajdzie się już na górze, w swoich pokojach i we właściwym czasie; musicie bowiem wiedzieć, że jego historia jeszcze się nie skończyła. Ale nie będziemy z nim wchodzić na górę, albowiem była to haniebna wspinaczka, odejście z prawnie należnego miejsca króla na dole i wspinanie się, nadal z wyprostowanymi ramionami i podniesioną głową, na stanowisko więźnia stanu na górze – nie byłoby ładnie iść za nim ani za kimkolwiek innym w taką drogę.

Zamiast tego porozmawiajmy przez jakiś czas o Tomaszu i zobaczmy, co się stało, gdy odzyskał zmysły i dowiedział się, że został królem Delainu.

46

Nie – szepnął Tomasz głosem, w którym nagle zabrzmiało przerażenie.

Oczy rozszerzyły mu się w bladej twarzy. Usta zadrżały.

Flagg właśnie powiedział mu, że został królem Delainu, ale Tomasz nie wyglądał jak chłopiec, którego poinformowano, że został królem, lecz jak ktoś, kogo powiadomiono, że następnego ranka zostanie zastrzelony.

– Nie – powtórzył. – Nie chcę zostać królem. Mówił prawdę. Całe życie gorzko zazdrościł Piotrowi, ale jedyną rzeczą, jakiej nie pragnął, było objęcie tronu. Stanowiło to odpowiedzialność, o jakiej Tomasz nie marzył nawet w najbardziej szalonych snach. A teraz jeden koszmar następował po drugim. Jakby nie wystarczało, że wróciwszy do przytomności dowiedział się, że brata uwięziono w Iglicy za zamordowanie swojego ojca, króla. Teraz pojawił się Flagg z okropną wieścią, że Tomasz został królem zamiast Piotra.

– Ale ja nie chcę zostać królem, nie będę królem. Ja… odmawiam! STANOWCZO ODMAWIAM!

– Nie możesz odmówić, Tomaszu – powiedział energicznie Flagg. Zdecydował, że tak najlepiej podejść do chłopca: przyjaźnie i energicznie. Tomasz potrzebował Flagga bardziej niż kogokolwiek w życiu. Flagg wiedział to, ale zdawał sobie również sprawę, że znajdował się całkowicie na jego łasce. Chłopak przez jakiś czas będzie dziki i narowisty, gotów na wszystko, więc należy uzyskać panowanie nad nim tu i teraz.

Potrzebujesz mnie, Tomku – pomyślał, ale nie zrobię tego błędu i ci o tym nie powiem. Nie, to ty musisz mi to powiedzieć. Nie może istnieć żadna wątpliwość co do tego, kto tu rządzi. Ani teraz, ani kiedykolwiek.

– Nie mogę odmówić? – szepnął Tomasz. Poderwał się na łokciach, gdy usłyszał okropną nowinę Flagga. Teraz znów opadł na poduszki. – Nie mogę? Znów się źle czuję. Myślę, że wraca mi gorączka. Poślij szybko po doktora. Chyba trzeba będzie mi postawić pijawki. Ja…

– Czujesz się świetnie – powiedział Flagg wstając. – Naszpikowałem cię doskonałymi lekarstwami, gorączka ci przeszła i teraz potrzebujesz tylko świeżego powietrza. Ale jeśli chcesz, żeby doktor powiedział ci to sam Tomku (czarnoksiężnik postarał się, żeby w jego głosie zabrzmiała nutka wyrzutu), wystarczy zadzwonić. – Flagg wskazał dzwonek i uśmiechnął się lekko. Nie był to zbyt przyjemny uśmiech. – Rozumiem, że chcesz schować się w łóżku, ale nie byłbym twoim przyjacielem, gdybym ci nie powiedział, że wszelkie schronienie, jakie wydaje ci się zapewniać łóżko albo próby pozostania chorym, jest złudne.

– Złudne?

– Radzę ci wstać i zacząć pracować nad odzyskaniem sił. Ceremonia koronacyjna odbędzie się za trzy dni. Zostaniesz zaniesiony w łóżku na podwyższenie, gdzie będzie czekał Peyna z koroną i berłem, co jest dość upokarzającym sposobem objęcia władzy, ale zapewniam cię, że jeśli zajdzie potrzeba, Peyna nie cofnie się przed tym. Królestwo bez głowy to niepewne królestwo. Peyna dopilnuje, żebyś został ukoronowany jak najprędzej.

Tomasz leżał oparty o poduszki usiłując przyjąć do wiadomości te informacje. Oczy jego przybrały wyraz przestraszonego zająca.

Flagg zdjął swój podszyty czerwienią płaszcz z oparcia łóżka, narzucił na ramiona i zapiął złoty łańcuch u szyi. Następnie wziął z kąta laskę o srebrnej główce. Wykonał nią rewerans, a następnie złożył Tomaszowi głęboki ukłon. Płaszcz… kapelusz… laska… wszystko to przeraziło chłopca. Nadeszła straszna chwila, w której potrzebował starego maga bardziej niż kiedykolwiek w życiu, a Flagg wyglądał jakby… jakby…