Выбрать главу

— Co tam znajomi czy Woltampernow — usłyszałem swój głos i nie od razu zrozumiałem, że powiedział to dubel. — Walka, przecież to Nobel!

„Oczywiście że Nobel! Zdjęcia we wszystkich gazetach… I Lenka, która teraz traktuje mnie trochę z góry — oczywiście, ona jest piękna, a ja nie! — zrozumie wreszcie… I pospolite nazwisko Kriwoszein (kiedyś szukałem w encyklopedii sławnych ludzi o tym samym nazwisku, lecz na próżno; Kriwoszłykow jest, Kriwonogow jest, ale Kriwoszeinów jeszcze nie ma) będzie dźwięczeć jak grom: Kriwoszein! Ten Kriwoszein!…”

Głupio mi się zrobiło od tych myśli. Pełne pychy marzenia znikły. Rzeczywiście, co teraz będzie? Co robić dalej z tym odkryciem?

Zamknąłem dziennik.

— No więc jak? Będziemy produkować podobnych sobie? Zarzucimy świat Kriwoszeinami. Zresztą można także innymi, jeśli się utrwali ich w maszynie… Niech to diabli! Jak to… W żaden sposób nie można tego sklasyfikować!

— No tak. A tak było spokojniutko… — dubel pokręcił głową.

Właśnie, tak było spokojniutko… „Piękna pogoda, prawda? Pani w którą stronę?” „W przeciwną!” „Ja właśnie też, a jak pani na imię?” „A co to pana obchodzi?” — i tak dalej i dalej, do pałacu ślubów, do kliniki położniczej, porcji pasów za zabitego z procy kota i spaloną po ukończeniu siódmej klasy znienawidzoną „Zoologię”.

Jak pięknie sformułował to w swoim artykule kierownik dnieprowskiego Urzędu Stanu Cywilnego: „Rodzina jest środkiem przedłużenia gatunku i zwiększenia zaludnienia państwa”. I nagle — niech żyje nauka! — pojawia się środek konkurencyjny, wsypujemy i wlewamy odczynniki z katalogu Gławchimtorgu, wprowadzamy przez układ czujników informację i otrzymujemy człowieka. W dodatku ukształtowanego, gotowego: z mięśniami i wyższym wykształceniem technicznym, z nawykami i doświadczeniem życiowym… „Wygląda na to, że robimy zamach na coś, co jest najbardziej ludzkie w człowieku: na miłość, ojcostwo i macierzyństwo, na dzieciństwo! — Przebiegł mnie dreszcz. — W dodatku jest to bardzo wygodne. Bardzo wygodne — i to jest najstraszniejsze w naszych racjonalistycznych czasach!”

Dubel podniósł głowę. W jego oczach ujrzałem lęk i niepewność!

— Słuchaj, ale dlaczego to ma być straszne? Po prostu pracowaliśmy, ściślej mówiąc, ty pracowałeś. Zmontowałeś układ doświadczalny i wyszło odkrycie: sposób przekształcenia informacji w człowieka — odwieczne marzenie alchemików. Rozszerzenie naszych wiadomości o człowieku jako układzie informacyjnym… No i dobrze! Niegdyś królowie szczodrze płacili za takie prace… Co prawda później ścinali głowy pechowym badaczom, ale jeśli się zastanowić, to mieli rację — nie pchaj się, jak nie potrafisz. Ale nam nic nie będzie. Raczej przeciwnie. No, dlaczego więc to ma być straszne?

„Dlatego, że to nie średniowiecze — odpowiadałem sobie — I nie ubiegły wiek. A nawet nie początek dwudziestego wieku, kiedy wszystko było jeszcze przed nami. Wtedy odkrywcy mieli moralne prawo rozłożyć ręce i powiedzieć: bardzo nam przykro, ale nie przewidzieliśmy, że tak fatalnie wyjdzie… My, ich szczęśliwi potomkowie, takiego prawa nie mamy. Bo już wiemy. Bo wszystko już było.

…Wszystko było: opracowane naukowo ataki gazowe, opracowane naukowo Majdanek i Oświęcim, opracowane naukowo Hiroszima i Nagasaki. Opracowane naukowo z zastosowaniem matematyki plany totalnej zagłady. Ograniczenie wojen — też opracowane naukowo… Minęły dziesiątki lat od ostatniej wojny światowej, usunięto ruiny i zgliszcza, zbudowano wszystko od nowa, resztki pięćdziesięciu milionów ofiar rozpadły się i przemieszały z ziemią, narodziły się i dorosły setki milionów ludzi, a pamięć o tym, co było, nie słabnie. Strasznie jest pamiętać o tym wszystkim, ale jeszcze straszniej zapomnieć. Dlatego że nie wszystko stało się przeszłością. Pozostała świadomość, do czego zdolny jest człowiek.

Odkrywcy i badacze to tylko specjaliści w swojej dziedzinie.

Aby wydrzeć przyrodzie jej tajemnice, muszą poświęcić tyle trudu i pomysłowości, że na rozmyślania ogólne — co z tego wyjdzie w życiu — nie starcza im ani sił, ani czasu. I wtedy zbiegają się inni: mali ludzie, dla których każdy wynalazek i każde odkrycie to tylko nowy sposób osiągnięcia starych celów — władzy, bogactwa, wpływów, sławy i dających się kupić przyjemności. Jeżeli oddamy im naszą metodę, dojrzą w niej tylko jedno: korzyść! Dublować słynnych śpiewaków, aktorów i muzyków? Nie, nie opłaca się — lepiej wytwarzać płyty i pocztówki. Warto natomiast wypuszczać w nakładzie masowym ludzi dla określonych celów: wyborców dla zwycięstwa nad przeciwnikiem politycznym (lepiej, niż wyrzucać setki milionów na kampanię wyborczą), kobiety do domów publicznych, pracowników w deficytowych zawodach, żołnierzy służby nadterminowej… a można też specjalistów grzecznych i wąsko ukierunkowanych, żeby pracowali nad następnymi wynalazkami i nie wtykali nosa w nie swoje sprawy. Cóż może być gorszego niż człowiek do określonych celów, człowiek- narzędzie!? A co robi się z maszynami, które spełniły swoje zadanie, wysłużyły się? Na przetop, do ognia, pod prasę, na złom. Z ludźmi-narzędziami można robić to samo.”

— E, to może u nich… — dubel wykonał nieokreślony ruch ręką. — U nas społeczeństwo do tego nie dopuści.

„A czy u nas nie ma ludzi, którzy gotowi są wykorzystać wszystko — od idei komunizmu do kłamliwych audycji radiowych, od stanowiska służbowego do cytatów z klasyków — aby zdobyć dobrobyt, wyższe stanowisko, a później jeszcze większy dobrobyt i jeszcze, i jeszcze, za każdą cenę? Ludzi, którzy najmniejszy zamach na swoje przywileje próbują interpretować jako ogólną katastrofę?”

— Są — przytaknął dubel. — A jednak ludzie zasadniczo są dobrzy, bo inaczej świat dawno przekształciłby się w zgraję gryzących się nawzajem bydląt i zginąłby bez żadnej wojny termojądrowej. I mimo to… jeśli pominąć drobne naturalne nieprzyjemności w rodzaju powodzi, trzęsień ziemi czy epidemii wirusowych — wszystkim swoim nieszczęściom, nawet i tym najgorszym, winni są sami ludzie.

Bo podporządkowywali się temu, czemu podporządkowywać się nie należało, bo zgadzali się z tym, czemu powinni się byli sprzeciwiać, bo uważali, że to do nich nie należy. Bo wykonywali pracę, za którą lepiej płacono, a nie tę, która jest potrzebna wszystkim… Gdyby większość ludzi na świecie dostosowała swoje sprawy i zajęcia do interesów ludzkości, nie musielibyśmy obawiać się tego odkrycia.

Ale tak nie jest. I dlatego odkrycie może stać się postrachem, jeśli wpadnie w ręce choćby tylko jednego wpływowego i obrotnego łajdaka.

Przecież zastosowanie odkryć naukowych jest sprawą czysto techniczną. Technika powstała kiedyś, by pomagać człowiekowi w walce z przyrodą. Ale teraz łatwo ją przystosować do walki człowieka z człowiekiem. A tu technika żadnych problemów nie rozwiązuje, ale wręcz przeciwnie — stwarza ie. Ileż problemów naukowych, technicznych i społecznych zrodziło jedno odkrycie dokonane dwadzieścia lat temu — synteza helu i wodoru? Oddamy nasze odkrycie innym — i życie stanie się jeszcze straszniejsze. A „sława” przypadnie nam i wszyscy będą dokładnie wiedzieli, kogo i za co przeklinać.

— Słuchaj, a może by tak… — powiedział dubel. — Niczego nie widzieliśmy, niczego nie wiemy. Dosyć już strasznych, odkryć, niech ludzie uporają się choć z tymi, które już są. Wyłączymy zasilanie, zakręcimy krany… Co?

„I nic nie było. Ze zużytych odczynników jakoś się rozliczę, z pracy sklecę jakieś sprawozdanie i zajmę się czymś prostszym, bardziej niewinnym…”