— M-m… ależ nie, ja tak… ogólnie…
— Ach. ogólnie! Abstrakcyjny syn, tak?
— Właśnie.
— Wobec tego powinieneś rozmawiać o tym z jakąś abstrakcyjną kobietą, a nie ze mną!
Kobiety przyjmują wszystko w zadziwiająco konkretny sposób.
Ale z tego, co powiedziała, można wyróżnić jedną cechę — mądrość. A na tym to ja się znam.
Z logicznym myśleniem u człowieka jest znacznie gorzej niż w układach elektronicznych. Szybkość opracowywania informacji jest mizerna: 15–20 bitów na sekundę, dlatego co chwilę trzeba włączać linię opóźniającą. Wystarczy zapytać kogoś znienacka o cos bardziej skomplikowanego niż „Która godzina?”, by w odpowiedzi usłyszeć:
„Hę!” albo „Czego?” Nie oznacza to bynajmniej, że rozmówca jest przygłuchy — po prostu w czasie, w którym powtarza się pytanie, w popłochu zastanawia się. co powiedzieć. Niekiedy i tego jest za maio i wtedy rozlega się: „M-m… Widzisz… e-e… jak by to powiedzieć…
chodzi o to, że…”
Czas na papierosa. Zasiedziałem się. Na wolność!
Ranek jak śpiew skrzypiec. Świeża zieleń. Błękitne niebo, czyste powietrze…
Przez park do garażu idzie sobie Pasza Pukin, ślusarz, pijanica i krętacz. Po męsku dźwiga na swoich zgarbionych ramionach swój przeklęty los. Zaraz sprawdzę na nim!
— Powiedz, Pasza, czego chciałbyś od życia w taki poranek?
— O, pan inżynier! — Ślusarz, jak gdyby czekał na to pytanie, patrzy na mnie przenikliwie i z zachwytem. — Powiem jak bratu: dziesięć rubli do pierwszego! Słowo daję, oddam!
Zaskoczony wyjmuję dziesiątkę, daję mu i dopiero w tym momencie uświadamiam sobie, że Pasza jeszcze nigdy i nikomu długu nie oddał. Takiego faktu jeszcze nie zarejestrowano.
— Dziękuję, panie inżynierze! Do grobowej deski!… — Pukin pośpiesznie chowa pieniądze. Na jego nalanej twarzy maluje się żal, że nie poprosił o więcej. — A czego pan chciałby od życia w taki poranek?
— H-m… właściwie… widzisz… n-no… na przykład, żebyś zwrócił ten dług.
— U mnie jak w banku! — i Pasza kroczy dalej.
No tak… I co? Zdaje się, że i u mnie z myśleniem logicznym nie najlepiej. Dziwne, w każdej chwili moja sieć nerwowa opracowuje całą Niagarę informacji, z jej pomocą wykonuję najbardziej złożone, niedostępne żadnej maszynie czynności (na przykład pisanie), i żeby w porę nie skojarzyć!… Słowem, należy przygotować maszynie-matce informację o tym, jak być mądrym, jak dobrze kojarzyć. Jeśli Bóg mnie tym nie obdarzył, to niech chociaż nowy dubel skorzysta.
Niech będzie mądrzejszy ode mnie, może mnie nie wygryzie…”
„3 sierpnia. Tak, ale żeby do maszyny wprowadzić informację, trzeba ją przecież mieć! A ja jej nie mam.
Teraz dzielę swój czas między kamerę informacyjną i bibliotekę.
Przerzuciłem już nie mniej niż tonę wszelakiej literatury i nic.
Można by zwiększyć objętość mózgu dubla — to nietrudne: widzę, jak powstaje mózg. Nie ma jednak związku między ciężarem mózgu a rozumem człowieka. Mózg Anatola France'a ważył kilogram, mózg Turgieniewa — dwa kilo, a mózg jakiegoś kretyna prawie trzy kilo, dokładnie 2850 gramów.
Można by także zwiększyć powierzchnię kory mózgowej, liczbę zakrętów — i to nie jest trudne. Jednak między liczbą zakrętów a intelektem również nie ma bezpośredniego związku.
Wiem, od czego zależy intelekt człowieka — od szybkości działania komórek nerwowych. Przecież to jasne. W maszynach elektronicznych największe znaczenie ma właśnie szybkość działania. Jeżeli maszyna nie zdąży rozwiązać zadania w tym krótkim czasie, w którym w startującej rakiecie spala się paliwo, rakieta zamiast wyjść na orbitę, wali się koziołkując na ziemię.
Większość głupstw, jakie popełniamy, ma podobny mechanizm.
Nie nadążamy w niezbędnym czasie rozwiązać zadania, zbyt powoli kojarzymy. Zadania w życiu są nie mniej skomplikowane od wprowadzenia rakiety na orbitę. A czasu zawsze jest mało. Aż strach pomyśleć, ile głupstw popełnia się na całym świecie dlatego tylko, że w ciągu sekundy jesteśmy w stanie przerobić zaledwie dwadzieścia, a nie dwieście bitów informacji logicznej!
I cóż? Lawina artykułów, referatów, monografii na temat ulepszenia logiki i przyśpieszenia pracy maszyn matematycznych (chociaż ich szybkość działania zbliża się już do 10 milionów operacji na sekundę) i nic na temat udoskonalenia logiki i szybkości myślenia człowieka. Szewc bez butów…
Jednym słowem, przykre to, ale z tym pomysłem trzeba poczekać…”
Doktorant Kriwoszein w zamyśleniu drapał się w szyję. „Tak, rzeczywiście…” Nie zastanawiał się nad tym problemem, jakoś nie było okazji, a może dlatego, że z czasem było tak, jak ze stypendium doktoranckim — ledwo go starczało. Jedyne, czym się zajmował, to udoskonalenie własnej pamięci, a i to przyszło samo — zbyt wiele trzeba było pamiętać jednocześnie, aby przekształcić samego siebie.
A kiedy kończył doświadczenie, zbędna informacja przeszkadzała w następnym. Musiał więc opanować chemię świadomego zapominania, „ścierał” w korze mózgowej te drobne szczegóły, do których bardziej się opłacało dochodzić od nowa, niż zapamiętywać.
Ale to już całkiem inna sprawa. O sprawności logicznej mózgu nie myślał. Poczuł zakłopotanie. Zagłębił się w biologii, zapominając zupełnie, że przyszedł tam, jako inżynier-systemolog poszukiwać nowych możliwości w człowieku… Wygląda na to, że to nie on prowadził pracę, ale praca jego. Robił tylko to, co się łatwo dawało uchwycić. „Ludzkość może zginąć z tego powodu, że każdy robi tylko to, co się łatwo daje uchwycić” — powiedział Androsjaszwili. I to bardzo łatwo.
„Ale niełatwo jest zbliżyć się do tego problemu — w ustroju ludzkim informację przenoszą jony, a ich nie sposób zmusić do takiej prędkości, jaką mają szybkie i lekkie elektrony w maszynach matematycznych… Ech, wygląda na to, że próbuję się usprawiedliwiać.
Człowiek bardzo szybko rozwiązuje złożone zadania — porusza się, pracuje, mówi, a co się tyczy logiki, to może po prostu ma zbyt małe doświadczenie biologiczne. Zwierzęta w procesie ewolucji nie potrzebowały myśleć — we wszystkich sytuacjach musiały „podejmować kroki”: ugryźć, zawyć, skoczyć, podpełznąć — i to im szybciej, tym lepiej. A gdyby w walce o byt potrzebne im było rozwiązywanie układów równań, prowadzenie rozmów dyplomatycznych, handel lub zgłębianie zagadek przyrody, to można by się nie obawiać o rozwój ich logiki! Tutaj trzeba pomyśleć, zastanowić się.”
„4 sierpnia. Migotanie lampek na pulpicie maszyny uspokoiło się. A więc cała informacja o mnie została zapisana w maszynie-matce. I gdzie są teraz wszystkie moje marzenia, wady, budowa jelit, myśli i niezbyt interesujący wygląd zewnętrzny? W sześcianach pamięci magnetycznej? W elementach bloku krystalicznego? A może zostały rozpuszczone w złocistej cieczy zbiornika? Nie wiem.
Zresztą to nieważne.
Jutro próbne odtwarzanie. Tylko próba i nic więcej.”
„5 sierpnia. Godzina czternasta zero pięć. „Można! ” W zbiorniku, w płynie o barwie słońca, zacząłem powstawać nowy, widmowy j a. Obraz taki sam jak podczas syntezy królika, poza tym że jednocześnie z układem krwionośnym w górnej części zbiornika tworzy się mglisty, szarawy zgęstek, który później przekształci się w mózg. Mózg, dla którego informacji korygującej nie mam. Chciałaby dusza…