Płyn dookoła zaczął szybko purpurowieć. Ból nie ustępował.
— Czapkę włóż, czapkę! — krzyknął Krawiec.
— Jaką czapkę, po co? — z bólu i widoku krwi nie bardzo kojarzyłem.
Wtedy on wcisnął mi na głowę „czapkę Monomacha”, zaszczekał przełącznikami i ból ustąpił natychmiast. W ciągu kilku sekund ciecz oczyściła się z krwi. Poczułem w ręce miłe swędzenie i zaczął dziać się cud — na moich oczach dłoń stawała się przezroczysta!
Najpierw ukazały się czerwone sploty mięśni. Po minucie rozpłynęły się, a poprzez czerwonawą galaretkę zaczęły białawo przeświecać kostki palców. W pobliżu ścięgien nadgarstka rytmicznie pulsując przetaczało krew liliowe naczynie.
Ogarnął mnie lęk i wyszarpnąłem rękę ze zbiornika. Natychmiast poczułem ból. Dłoń była cała, tylko błyszczała, jak posmarowana tłuszczem. Z przezroczystych palców ściekały, ciężkie krople. Spróbowałem poruszać palcami, ale bez skutku. I nagle zauważyłem, że ich koniuszki grubieją na kształt kropli… Był to straszny widok.
— Włóż z powrotem, rękę stracisz! — krzyknął Krawiec.
Włożyłem i skupiłem całą uwagę na skaleczeniu. Swędziało w przyjemny sposób właśnie tam. „Tak, maszyno.. to, to…” — zachęcałem ją. Swędzenie stopniowo słabło i dłoń ponownie stała się nieprzezroczysta. Odetchnąwszy z ulgą, wyciągnąłem ją — skaleczenia już nie było, tylko na jego miejscu uwypuklała się czerwono-fioletowa blizna. W zagłębieniach pojawiły się przezroczyste kropelki surowicy. Blizna w przykry sposób pobolewała i swędziała. Z pewnością nie było to jeszcze wszystko. Znowu opuściłem rękę do zbiornika… I znowu przezroczystość, swędzenie, „To, to, maszyno…” Wreszcie swędzenie ustąpiło i dłoń znowu stała się nieprzezroczysta.
Całe doświadczenie trwało dwadzieścia minut. A teraz sam nie mógłbym wskazać miejsca skaleczenia.
Trzeba sobie wszystko uporządkować… Najciekawsze jest to, że nie musiałem maszynie przekazywać żadnej szczegółowej informacji, jak leczyć skaleczenie, zresztą i tak nie potrafiłbym tego zrobić.
Bardzo możliwe, że moje zachęcanie „to, to” też było zbędne — samo odczucie bólu zrodziło w moim mózgu wystarczająco wymowne prądy czynnościowe.
Można więc sądzić, że maszyna-matka włącza się na sygnał o zakłóceniu równowagi informacyjnej w układzie. Ale takim sygnałem może być nie tylko ból — może to być rozkaz woli, żeby coś w sobie zmienić, niezadowolenie („nie to”). A dalej można sterować za pomocą odczuć.
Maleńki, nic nie znaczący w porównaniu z całą resztą eksperyment. Przecież skaleczenie można było zalać jodyną, zabandażować i tak by się zagoiło…
Najważniejszy eksperyment, największe osiągnięcie spośród wszystkich uzyskanych podczas całego roku pracy! Teraz odkrycie można zastosować nie tylko do syntezy i udoskonalania sztucznych dubli, ale także do przekształcania złożonego układu informacyjnego, zawartego w najbardziej skomplikowanym roztworze biologicznym, który w uproszczeniu określamy nazwą „człowiek”. Przekształcenie dowolnego człowieka!”
„20 lutego. Tak, ciekły układ włącza się do ustroju człowieka również na rozkaz woli. Dzisiaj w ten sposób pozbyłem się owłosienia na lewej ręce aż po łokieć. Zanurzyłem rękę w zbiorniku i nałożyłem „czapkę”. Rozkaz „Nie to!” skoncentrowany na włosach.
Pokłuwanie i swędzenie nasiliło się. Skóra stała się przezroczysta. W ciągu minuty włosy znikły.
Krawiec, posługując się tą metodą, na małym i wskazującym palcu w ciągu pięciu minut wyhodował dwucentymetrowe paznokcie.
Następnie zanurzył w cieczy obie dłonie i przekształcił rysunek linii papilarnych w coś podobnego do śladów bieżnika opony samochodowej. Potem próbował przywrócić poprzedni rysunek, ale nie udało mu się, bo zapomniał, jak wyglądał.
Teraz już wiadomo, czemu nie udawały nam się próby z królikami. Przecież nie mają one ani świadomości, ani woli, ani poczucia niezadowolenia z siebie. To sposób dla człowieka. I tylko dla człowieka!”
Dalej doktorant czytał szybko, zapamiętując najważniejsze szczegóły. Przerzucał kartki dziennika i jakby fotografował je pamięcią. Wszystko było dla niego zrozumiałe. Kriwoszein i Krawiec inną drogą doszli do tego samego, co on — do sterowania przemianą materii w ustroju człowieka. Z tą różnicą, że za pomocą maszyny.
I to było właśnie bardzo ważne, że za pomocą maszyny. Teraz jego odkrycie to nie unikat, nie rodzaj ułomności, ale wiedza o tym, jak można przekształcać samego siebie. Nie wystarcza sama metoda przekształcania — trzeba jeszcze dysponować pełną informacją o organizmie ludzkim. Takiej informacji jednak nie mieli i mieć nie mogli. A jego „wiedzę o odczuciach” można będzie teraz zapisać w maszynie i w ten sposób przekazać innym. Wszystkim ludziom. I każdy człowiek będzie mógł osiągnąć niesłychaną potęgę.
Doktorant w rozmarzeniu zmrużył oczy i usiadł wygodniej… Co tam walka z chorobami — o nich wkrótce nie pozostanie nawet wspomnienie! Człowiek i bez maszyn opanuje wszystkie żywioły.
…Błękitne głębiny oceanów, do których nie można dotrzeć bez skafandra czy batyskafu. A człowiek-delfin, który wytworzy sobie skrzela i płetwy, będzie mógł rozkoszować się wodnym żywiołem, żyć w nim, pracować i podróżować.
…Można wybrać i inny żywioł — wytworzyć sobie skrzydła, latać, szybować jak orzeł w ciepłych powietrznych prądach.
…Złowrogie obce planety o atmosferze nasyconej trującym chlorem, rozpalone przez słońce i żar nie ostygłej jeszcze magmy albo pogrążone w kosmicznym mrozie, zakażone śmiercionośnymi bakteriami. A człowiek będzie mógł na nich żyć tak swobodnie jak na Ziemi, bez skafandra i osłon biologicznych… Wystarczy mu tylko przestroić swój organizm tak, aby wykorzystywał chlor zamiast tlenu, lub zastąpić zwykłe białko swoich tkanek związkami krzemoorganicznymi.
Przecież w człowieku nie to jest najważniejsze, że oddycha tlenem. Nie jest również ważne, że ma ręce i nogi. Można mieć skrzela, skrzydła, płetwy, oddychać fluorem, wymienić węgiel białek na krzem i mimo to pozostać człowiekiem. A można też mieć normalne kończyny, białą skórę, głowę i dokumenty i nie być nim.
— Tak, ale”. — Kriwoszein w zamyśleniu oparł się łokciami o biurko i znowu wrócił do notatek.
„… — Znikną choroby i kalectwa, nie będą groźne rany ani zatrucia. Każdy będzie mógł stać się odważny, silny, piękny, nauczy się mobilizować rezerwy swojego organizmu, aby wykonać pracę, która poprzednio wydawała się ponad siły. Ludzie staną się jak bogowie!
No, co się tak mądrze uśmiechasz? Przecież to jest właśnie t e n sposób nieograniczonego ulepszania człowieka!
— Mądry jestem, więc się mądrze uśmiecham — odpowiedział chłodno Krawiec. — Znów cię poniosło. Mogą z tego wyjść jeszcze i inne rzeczy.
— Daj spokój! Czyż każdy człowiek nie stara się być lepszy, doskonalszy?
— Stara się — w miarę swoich pojęć o tym, co jest dobre i doskonałe. Mogą z tego wyniknąć na przykład „kąpiele kosmetyczne Kriwoszeina”.
— Jakie znowu kąpiele?
— A takie… po pięć rubli za seans. Przychodzi jakaś paniusia, rozbiera się za parawanem, zanurza się w roztworze biologicznym.
Operator, jakiś tam Żora Szerwerpupa, były fryzjer damski, wkłada sobie na głowę „czapkę Monomacha” i kłania się: „Czym możemy służyć?” „Tera mnie pan zrób na Bardotke — zamawia klientka — tylko żeby była ciut-ciut postawniejsza i bruneta. Mój chłop gustuje w brunetach…” Czego się krzywisz? Nawet da Żorce na piwo. A klienci płci męskiej będą się robić na supermężczyznę Jeana Marais albo na piękność Północy — Olega Striżenowa. A w następnym sezonie będzie moda na Lollobrigidę i Witalija Zubkowa, tak jak teraz na ich fotosy…