Выбрать главу

Dwie ładne dziewczyny przeszły i nie spojrzały na mnie. Bo i po co mają na mnie patrzeć? Niebo bez chmurki, słońce stoi wysoko, egzaminy zdane. A tym trolejbusem można dojechać do plaży.

…Malec, którego zamknęli w domu, przylgnął nosem do szyby.

Spostrzegł, że na niego patrzę, i wykrzywił się do mnie. Ja się też do niego wykrzywiłem. Na to on urządził całą pantomimę…

Kocham życie, bardzo kocham życie! I nie trzeba mi lepszego, niech będzie takie, jakie jest, tylko żeby… Co tylko żeby? Co? A niech cię!…

O to właśnie chodzi, żeby było lepsze. Dużo złego dzieje się na świecie.

Pójdę więc. Nie zdradziłem was, ludzie. Wiele będzie można dokonać dzięki temu odkryciu. Będzie można dodać ludziom piękna i rozumu, zaszczepić im nowe zdolności, a nawet nowe cechy biologiczne. Można będzie, na przykład, zrobić tak, że człowiek uzyska zmysł radiowy, będzie widział w ciemności, słyszał ultradźwięki, wyczuwał pole magnetyczne, emitował sygnały radiowe, mierzył czas bez chronometru z dokładnością do ułamków sekundy, a nawet odczytywał myśli na odległość. Chcecie? Wszystko to zresztą nie jest chyba najważniejsze.

Ważne jest to, że pójdę. Jeśli się nie uda, pójdzie następny, a po nim jeszcze następny… Tak właśnie będzie!” — Nikt nie zginął, do diabła! — trzęsąc się w trolejbusie, szeptał doktorant nieposłusznymi wargami. — Nikt nie zginął…

„…Idę, Życie! Dzięki ci, losie, czy jak tam cię zwać, za wszystko, czym mnie obdarzyłeś. Aż strach pomyśleć, że mogłem poprzestać na małym i zadowolić się odcinaniem kuponów. Niech będą w moim życiu sprawy i ciężkie, i straszne, kłopoty i cierpienia, byle tylko nie było miałkości. Obym nigdy nie poprzestał na walce o dobrobyt, pomyślność, na lęku o własną skórę, gdy chodzi o ważne sprawy.

Noc mija, a spać się nie chce i nie chce. Głupie to zajęcie — sen.

Tego też chyba można się pozbyć. Powiadają, że w Jugosławii jest taki dziwak, który nie śpi już od trzydziestu lat, a wciąż jest w dobrej formie:

„Północ! Spijcie spokojnie, mieszkańcy Madrytu! Czcijcie króla i królową! I oby diabeł nie znalazł się na waszej drodze…” Tak, w tych czasach czekałby mnie stos — i po wszystkim!

Nie, nie śpijcie spokojnie, ludzie. Nie czcijcie ani króla, ani królowej! I niech diabeł znajdzie się na waszej drodze — to nic strasznego. Kiedy byłem chłopcem, marzyłem (o czym to ja nie marzyłem), że gdy będę musiał iść, aby wykonać poważne, ryzykowne zadanie, porozmawiam na pożegnanie z ojcem. Nie miałem poważnych zadań. Nie doczekał się ojciec. Cóż, spróbujemy teraz.

— Widzisz, tato, jutro mnie wypadnie stać na przedpiersiu okopu. Bałeś się wtedy?

— Jak by ci tu odpowiedzieć? Trochę się oczywiście bałem… Do niemieckich okopów ze czterysta metrów, trafić we mnie łatwo.

Bratanie się wtedy nie było takie powszechne, trochę strzelali. Parę razy i do mnie strzelili, wśród Niemców też różni byli ludzie. Ale nie trafili. Może postraszyć tylko chcieli…

— A co to za kara jakaś dziwna — stać na przedpiersiu?

— Rząd Tymczasowy wprowadził. Specjalnie dla tych, co agitowali przeciw wojnie imperialistycznej. „Ach tak, to oni wszyscy twoi bracia-robotnicy i bracia-chłopi?! Zobaczymy, jak będą do ciebie kropić.” I na dwie godziny. A innych nawet na cztery.

— Sprytne, nie ma co mówić… Tato, a czy wiedziałeś… że… że ci nie wierzę?

— Wiedziałem, synku… Ale to nic. Czasy były takie paskudne. Ja sam nie zawsze sobie wierzyłem… A ty co tam wymyśliłeś?

— Doświadczenie związane ze sterowaniem informacją we własnym organizmie. W jego wyniku człowiek powinien uzyskać sposób analizy i syntezy swego ustroju, psychiki, pamięci… rozumiesz?

— Zawsze ty, Walka, mądrze gadasz. Nie rozumiem ja tej waszej nauki. Kiedyś to z zawiązanymi oczyma rozkładałem i składałem maksyma. A tego nie rozumiem… Co to da?

— Widzisz… Ty na przykład walczyłeś o powszechną równość, prawda? Pierwszy etap tej idei już się dokonuje, znikają różnice między biednymi i bogatymi, między silnymi i słabymi. Społeczeństwo daje teraz jednakowe możliwości wszystkim. Ale oprócz różnic istniejących w społeczeństwie są różnice istniejące w samych ludziach. Głupiec nie jest równy utalentowanemu, brzydki — pięknemu, a chory i kaleka — zdrowemu… A jeśli mi się powiedzie, każdy człowiek będzie mógł stać się takim, jakim zechce — rozumnym, pięknym, młodym, uczciwym…

— Młodym, rozumnym, pięknym — to jasne. Wszyscy będą chcieli. Ale być uczciwym — to trudna sprawa. Najtrudniej być uczciwym.

— Ale jeśli będzie wiedział dokładnie, że jedna informacja doda mu podłości i cwaniactwa, a inna — uczciwości i szlachetności, to przecież nie będzie się wahał, co wybrać?!

— Jak by to powiedzieć… Są ludzie, dla których ważne jest tylko, aby w cudzych oczach wyglądali na uczciwych, bo wtedy to nawet kraść można, byle nie nakryli. Tacy wybiorą cwaniactwo.

— Wiem… Nie mówmy teraz o nich, tato. Jutro doświadczenie.

— To właśnie ty musisz tam iść? Uważaj, synku…

— A któżby inny? Powiedz, a ty mogłeś zeskoczyć do okopu?

— Na dole dwaj oficerowie pilnowali. Od razu by mnie wykończyli.

— A ubłagać ich nie mogłeś?

— Pewnie, że mogłem. Wystarczyło tylko powiedzieć, że nie będę już agitował, że pójdę od bolszewików, zaraz by się zgodzili.

— To czemu nie powiedziałeś?

— Ja — im?! Nawet do głowy mi nie przyszło. O czym innym myślałem: że jeśli mnie postrzelą, to koniec z brataniem na naszym odcinku.

— A czemu tak myślałeś? Tak bardzo kochałeś ludzi? A przecież zabijałeś ich — i przedtem, i później.

— I ja zabijałem, i mnie zabijali — czasy były takie.

— No to czemu?

— Twardy byłem wtedy, pewnie dlatego. Bardzo twardy wtedy byłem. Myślałem, że sam stoję przeciw całej wojnie.

— No więc widzisz, tato, ja teraz też jestem taki twardy.

— Pewnie, jak już trafiłeś na przedpiersie, trzeba stać twardo. To prawda. Tylko ty swoich spraw z tym okopem nie równaj, synku. Ja przecież nawet tych dwu godzin nie wystałem. Komitet żołnierski ogłosił alarm batalionu, oficerów wykończyli i koniec… A tobie ma kto pomóc?

Na to pytanie nie miałem odpowiedzi i wymyślona rozmowa skończyła się.

No, wystarczy. Pora spać! Kukułko, kukułko, ile lat będę żył?”

Rozdział szósty

— Tam jacyś z Ziemi przylecieli, wasza ekscelencjo.

— Z Zie-mi?… Zie-mia, Ziemia, hm…

— To ta planeta, gdzie skomponowano

„Zemstę nietoperza”, wasza ekscelencjo.

— Aha! Tram-tiri-tiri, tram-tiri-riri, tram-pam-pam-pam! Świetny kawałek. Przyjmijcie ich tam według trzeciej kategorii.

Rozmowa we wszechświecie

Doktorant Kriwoszein wdrapał się na czwarte piętro i wszedł do mieszkania. Wiktor Krawiec i dubel Adam stali paląc na balkonie.