Później jednak, kiedy w bunkrze odkryje oszustwo, nie będzie dlań warta nawet tyle co ziarnko piasku na drodze. Zemści się na zdrajczyni ze straszliwą siłą!
Numer Jeden siedział sztywno, wciśnięty w kąt samochodu. Wyraz twarzy miał niezgłębiony.
Przypomniał sobie moment, kiedy samochód wpadł na przydrożny głaz i gdy chwilę później odzyskali równowagę.
Nigdy jeszcze nie widział swego pana do tego stopnia rozwścieczonego! Przez moment wydało mu się, że wysoki, kościsty Per Olav Winger zmienia się w małego ohydnego stwora, na którego widok nawet Numer Jeden ogarnęły mdłości.
Iluzja wkrótce zniknęła, lecz wrażenie obrzydzenia pozostało.
Ostrożnie zerknął na swego szefa. Kim on właściwie był? Lynx miał mu za co dziękować, to prawda, ale teraz ze strachu włos zaczął mu się jeżyć na głowie.
Marco i jego przyjaciele wysiedli z pociągu w Oppdal i zaczęli rozglądać się za firmą wynajmującą samochody.
Halkatla jaśniała z dumy słysząc pochwały, na jakie zresztą sobie zasłużyła.
– Marco. – Rune wziął towarzysza za ramię. – Ten motocykl… Przy tym dużym eleganckim domu.
– To hotel – wyjaśnił Marco. – Rzeczywiście, przypomina mój motocykl. Ale Tova musiała dotrzeć dużo dalej! Powinna już być wysoko w górach.
Motocykl jednak był jego, poznał numer.
Zaskoczeni weszli do hotelu.
Nie, żadnej Tovy Brink tu nie było.
– A Morahan? – dopytywał się Marco.
Recepcjonistka, tonąc w jego przepastnych oczach, niemal zapomniała o odpowiedzi.
– Słucham… Tak, państwo Morahanowie są w pokoju numer dwieście dwa.
Morahanowie? Spojrzeli po sobie. Odszukali pokój 202 i bardzo delikatnie zapukali do drzwi.
– Kto tam? – spytała Tova drżącym głosem.
– Marco. I Rune z Halkatlą.
Drzwi od razu się otworzyły i nastąpiło radosne powitanie.
– Nie dojechaliście dalej? – spytał Marco z wyrzutem.
– To moja wina – zmieszał się Morahan. – Nie byłem widać tak silny jak sądziłem i musieliśmy dość często się zatrzymywać.
– A ja uznałam, że najlepiej będzie, jak wypoczniemy tu przez noc – wpadła mu w słowo Tova.
– My więc także zostajemy – zdecydował Marco. – Deptali nam po piętach, ale na kilka godzin zostali zatrzymani. W dolinie Drivy. W nocy będziemy tu bezpieczni. Ale motocykl nie był dostatecznie dobrze ukryty, tak nie można robić!
Tova spłoniona przyznała, że o tym nie pomyślała. Wraz z Markiem zeszła na dół, by lepiej zakamuflować pojazd i zarezerwować pokoje dla nowo przybyłych.
– Gdzie macie samochód? – spytała, gdy przeprowadzali motocykl na tyły budynku.
– Straciliśmy go. Przyjechaliśmy pociągiem. Jak się miewa Morahan?
– Źle. Ale nalegał, bym pozwoliła mu sobie towarzyszyć i nie mogłam mu tego zabronić. Wiesz, ostatnie życzenie umierającego. Marco, czy naprawdę nic nie możesz dla niego zrobić? No tak, nie jesteś teraz dostatecznie silny. A tak bym chciała, żeby żył!
– Chyba bardzo go polubiłaś – uśmiechnął się Marco.
– Mogłabym, ale dwie rzeczy stoją temu na przeszkodzie.
– Jakie?
– Po pierwsze, nikt nie może się we mnie zakochać i przez cały czas jestem tego świadoma. Druga rzecz to moje uczucia do kogoś innego.
Marco przystanął i ujął jej twarz w swe ciepłe dłonie.
– Kochana Tovo – rzekł czule. – Wiedz, że jestem twoim najlepszym przyjacielem. Ale nigdy się w nikim nie zakocham, taki los został mi wyznaczony.
– Twój ojciec mógł – przypomniała mu. – Ale Saga była piękna…
Potrząsnął głową, uśmiechając się przy tym tak miękko i łagodnie, że Tovie łzy zakręciły się w oczach.
– Mnie czeka zadanie – wyznał cicho. – Tak jak ciebie i Nataniela. Ale moje jest poważniejsze niż wasze. Po to się urodziłem. Całe moje życie poświęcone było niesieniu pomocy wam, żeby następnie wspólnymi siłami pognębić Tengela Złego. Kiedy już znajdę miejsce, w którym ukryta jest woda zła, odzyskam swą dawną moc. Ale to nic nie zmieni, Tovo. Ludzka miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną dla mnie nie istnieje. Co jednak nie wadzi mojej wielkiej sympatii dla ciebie!
Przyciągnął ją do siebie i delikatnie ucałował. Tova stała jak słup soli, zapomniała nawet oddychać. Wreszcie Marco wypuścił ją z objęć.
– Dalej nigdy się nie posunę. Chodź, czekają na nas.
– Stój – rzekła, kładąc mu rękę na ramieniu. – Chciałabym ci tylko podziękować. Więcej nie było mi potrzeba, Marco. Wiem teraz, że moja miłość do ciebie, tak, bo to była miłość, niczego więcej nie oczekiwała. Nie było w niej erotyzmu. Jesteś dla mnie snem i tylko snem. Chcę zatrzymać cię jak rycerza z baśni, rycerza na czarnym koniu, bo biały do ciebie nie pasuje. Bardzo mi pomogło, kiedy dowiedziałam się, że twoje serce nie bije mocniej dla żadnej innej kobiety. Jeśli wolno mi będzie nadal cię podziwiać i wielbić, i wiedzieć, że jesteś moim przyjacielem, to nie chcę już niczego więcej. To szczera prawda!
– Przez cały czas o tym wiedziałem, Tovo. Naprawdę świetnie się rozumiemy. I bardzo chciałbym, aby Morahanowi dane było przeżyć!
Tova nagle przestała wyraźnie widzieć, bo oczy wypełniły jej się łzami.
– Ja także tego pragnę. Wiem, że on mnie nie chce, ale nareszcie czuję się wolna i zrozumiałam, jak bardzo się z nim związałam. Do tej pory ty mi przeszkadzałeś!
Uścisnął ją za rękę i uśmiechnął się ciepło, jak tylko on potrafił.
– Dobrze, że zamieszkacie w jednym pokoju, on nie powinien być sam. Ale przez moment bezwstydnie przypuszczaliśmy, że chcecie nocować razem z całkiem innych powodów.
– Zwariowałeś – oburzyła się Tova. – Naprawdę myśleliście, że on… No, znów zaczynam swoje! Zdaniem Iana odstraszam wszystkich tym moim wiecznym brakiem wiary w siebie.
– Bardzo rozsądnie powiedziane – zgodził się Marco. – Wszyscy twoi przyjaciele wiedzą, że uważasz się za najbrzydszą osobę na świecie, nie musisz powtarzać im tego do znudzenia. Zresztą wcale nie jesteś brzydka, jesteś osobowością!
– Dziękuję, znam to na pamięć!
Kiedy nowo przybyli rozlokowali się już w swoich pokojach, Tova i Ian ponownie zasiedli w fotelach. Czuli się cudownie rozluźnieni, w kieliszkach znów było wino.
– Opowiedz mi teraz dalszy ciąg historii Ludzi Lodu – zachęcił Morahan.
– To zabrałoby co najmniej rok – stwierdziła Tova. – Ale opowiem ci parę historyjek…
Za oknem zapadał zmrok, a Morahan słuchał z uwagą. Wreszcie Tova zorientowała się, że opadają mu powieki, butelka z winem też była już niemal pusta, a ona sama mówiła coraz bardziej nieskładnie.
Przerwała opowieść i usiadła u stóp Morahana, żeby zdjąć mu buty. Pozwolił na to, uśmiechając się lekko, i z wysiłkiem ściągnął koszulę. Po jego powolnych ruchach Tova poznała, że musi być śmiertelnie zmęczony.
– Idź pierwsza do łazienki – rzekł sennie.
Tova posłuchała.
Kiedy już leżeli w łóżkach, Morahan nagle jakby się ocknął. Może sprawiło to spryskanie twarzy wodą? Tova przez całą podróż miała wrażenie, że jest tak zmęczona, że wystarczy, iż położy się do łóżka i zaraz zaśnie. Nigdy jednak nie rezygnowała z wieczornego mycia. Zwykle ożywiało ją ono i miała poważne problemy ze spaniem.
Zauważyła, że jej myśli czepiają się teraz rozmaitych drobiazgów. Poprosiła Iana, by opowiedział coś więcej o sobie.
– Nie mam już nic do powiedzenia.
– Powiedz, o czym myślisz, co lubisz, a czego nie lubisz. O marzeniach i pragnieniach… Och, przepraszam! Zapomnij, o co cię poprosiłam!
– Jakże mógłbym zapomnieć? – rzekł z goryczą. – Dopiero teraz wiem, co chciałbym zrobić ze swym życiem. A jest już za późno, zresztą o tym dużo już rozmawialiśmy.