– Viveko, jadę do biura. Coś się stało, muszę się tym zająć.
Mruknęła coś w odpowiedzi, czyli usłyszała. Erling szybko włożył kurtkę i sięgnął do haczyka przy drzwiach po kluczyki do samochodu. Tego nie przewidział. Cholera, co robić?
W dni takie jak ten Mellberg czuł się bardzo dobrze we własnej skórze. Musiał tylko sobie przypomnieć, po co tu jest, i postarać się, by ukrywając zadowolenie, przybrać odpowiednią minę, wyrażającą współczucie i zarazem determinację. Lubił stać w świetle reflektorów, dobrze się czuł w takich sytuacjach. Był również ciekaw, jak zareaguje Rose-Marie na widok jego zdjęć w gazetach, pokazujących go jako silnego człowieka. Przybrał odpowiednią postawę, wypiął pierś i wyprostował ramiona. Stał tak, chociaż niemal go oślepiały błyski fleszy. To okazja, której nie może przepuścić.
– Macie jeszcze minutę na zdjęcia. Potem poproszę, żebyście już dali spokój – powiedział władczym tonem. Delektował się tym, czuł się do tego wręcz stworzony. Trzask fleszy. W końcu powstrzymał je, podnosząc rękę, i rozejrzał się po sali.
– Jak państwo wiedzą, dziś rano znaleźliśmy zwłoki Lillemor Persson. – Po tych słowach podniósł się do góry las rąk. Mellberg skinął łaskawie głową reporterowi dziennika „Expressen”.
– Czy już wiadomo, czy została zamordowana?
Wszyscy z długopisami w pogotowiu niecierpliwie czekali na odpowiedź. Mellberg odchrząknął.
– Dopóki nie poznamy wyników sekcji zwłok, dopóty nie możemy niczego stwierdzić na pewno. Ale wszystko wskazuje na to, że została pozbawiona życia.
Rozległ się szmer komentarzy. W ruch poszły długopisy, ruszyły kamery z logo stacji i programu informacyjnego. Wszystkie światła skierowano na Mellberga. Przez chwilę zastanawiał się, której stacji dać pierwszeństwo, by ostatecznie zdecydować się na kamerę TV4. Potem kiwnął przyzwalająco reporterowi popołudniówki.
– Czy już macie podejrzanego?
Zapadła pełna napięcia cisza. Wszyscy czekali na odpowiedź. Mellberg zmrużył oczy.
– Przesłuchaliśmy kilka osób – powiedział. – Ale na obecną chwilę nie mamy żadnego podejrzanego.
– Czy emisja „Fucking Tanum” zostanie przerwana? – Tym razem pytanie zadał reporter telewizyjnego dziennika „Aktuellt”.
– Nie mamy uprawnień, a w obecnej sytuacji również powodu, by na to nalegać. Decyzję w tej sprawie podejmuje producent programu i dyrekcja stacji telewizyjnej.
– Ale czy można nadal nadawać program rozrywkowy, jeśli zostaje zamordowana jedna z uczestniczek? – nalegał ten sam reporter.
Mellberg odpowiedział z widoczną irytacją:
– Jak już mówiłem, nie mamy na to wpływu. Pytajcie o to dyrekcję stacji.
– Czy ofiara została zgwałcona?
Pytania padały gęsto jak pociski.
– Odpowiedź będziemy znali po sekcji.
– A czy coś wskazuje na to, że została zgwałcona?
– Była naga, gdy ją znaleziono. Niech pan sam wyciągnie wnioski. – W tym momencie Mellberg się połapał, że chyba się pospieszył. Nie wytrzymał presji. Radość i podniecenie zaczęły ustępować. To jednak zupełnie co innego, niż stać i odpowiadać na pytania lokalnej prasy.
– Czy miejsce, w którym znaleziono ofiarę, pozostaje w jakimś związku z samą zbrodnią? – Tym razem pytanie zadał jeden z miejscowych reporterów, mimo konkurencji dziennikarzy wielkomiejskich mediów, mających w rozpychaniu się łokciami większe doświadczenie.
Mellberg zastanawiał się, co odpowiedzieć. Nie chciał znów czegoś palnąć.
– W obecnej chwili nic na to nie wskazuje – powiedział w końcu.
– Gdzie znaleziono zwłoki? – podczepiły się popołudniówki. – Podobno trafiły do śmieciarki. Czy to prawda?
Wszystkie spojrzenia skierowały się na Mellberga. Zwilżył nerwowo usta.
– Bez komentarza.
Cholera, nie są głupi, domyślą się, że to oznacza potwierdzenie. Chyba powinien był posłuchać Hedströma, który przed samą konferencją prasową zaproponował, że sam odpowie na pytania. Ale, do diabła, przecież nie odda nikomu występu przed kamerami! Na samo wspomnienie wyprostował się i poczuł nowy przypływ odwagi.
– Słucham. – Wskazał dziennikarkę, która od pewnego czasu bezskutecznie wymachiwała ręką.
– Czy policja już przesłuchała któregoś z uczestników „Fucking Tanum”?
Mellberg kiwnął głową. Nie widział przeciwwskazań, żeby się podzielić tą informacją, skoro tamtym tak zależy na pokazywaniu się w mediach i nie boją się wystawiać na pośmiewisko.
– Owszem, przesłuchaliśmy ich.
– Czy kogoś z nich podejrzewacie o to morderstwo? – Kamera dziennika telewizyjnego „Rapport” filmowała, a reporter podstawił Mellbergowi wielki mikrofon.
– Po pierwsze, nie mamy jeszcze pewności, czy doszło do morderstwa, po drugie, w tej sytuacji nie mamy powodu.
Nieprawda. Czytał raport Molina i Kruse. Na tej podstawie już stwierdził, kto jest sprawcą. Ale nie będzie głupi, nie podzieli się swoją cenną wiedzą, zanim zagadka nie zostanie ostatecznie rozwiązana.
Pytania były coraz bardziej jałowe. Odpowiadając na nie, Mellberg coraz częściej musiał się powtarzać. W końcu znudzony oznajmił, że zamyka konferencję. Wśród trzasków fleszy zdecydowanym krokiem wyszedł z sali. Zależało mu na tym, żeby w wieczornych wiadomościach Rose-Marie zobaczyła mężczyznę co się zowie.
W ciągu kilku dni, które upłynęły od śmierci Barbie, już kilka razy zauważyła, że ludzie szepczą i pokazują ją palcami. Wprawdzie od czasów „Big Brothera” była przyzwyczajona, że się na nią gapią, ale teraz było to zupełnie co innego. Nie ciekawość ani podziw, że pokazuje się w telewizji, tylko szukanie sensacji i żądza krwi, od której cierpła jej skóra.
Gdy im powiedzieli o śmierci Barbie, w pierwszym odruchu chciała uciekać, wracać do domu, jedynego miejsca, w którym mogłaby się skryć. Zdawała sobie jednak sprawę, że to żadne wyjście, że w domu czeka ją ta sama co zawsze pustka i samotność. Nikt jej nie obejmie, nie pogłaszcze po głowie, nie wykona nawet najdrobniejszego gestu pocieszenia. Tak rozpaczliwie za tym tęskniła.
Nie ma nikogo, kto zaspokoiłby jej tęsknotę. Ani w domu, ani tutaj. Równie dobrze może zostać.
Jonna miała wrażenie, że stojąca za nią kasa nadal jest pusta, choć siedziała w niej już inna dziewczyna, jedna ze stałych pracownic. Dziwne, że czuje taką pustkę po Barbie. Przecież zawsze burczała na nią albo zbywała byle czym. Niemal nie dostrzegała w niej człowieka. Teraz, poniewczasie, odkryła, że mimo swej niepewności, naiwności i nieustannej potrzeby zwracania na siebie uwagi Barbie wnosiła do ich życia mnóstwo radości. Nigdy nie traciła otuchy, zawsze się śmiała, cieszyła się wszystkim, co ich spotykało, i jeszcze starała się rozweselać innych. A oni odpłacali jej szyderstwem. Widzieli w niej głupią lalunię, która nie zasługuje na szacunek. Dopiero teraz widzieli, ile w rzeczywistości im dawała.
Jonna obciągnęła rękawy. Nie chciała wystawiać rąk na spojrzenia pełne współczucia, zdziwienia i obrzydzenia. Pocięła się jeszcze mocniej niż zwykle. Od śmierci Barbie robiła to codziennie i znacznie głębiej niż przedtem. Cięła, dopóki krew nie chlusnęła z rany. Ale widok czerwonej pulsującej krwi nie uśmierzał jej lęków. Nic już na nie nie pomagało.
Czasem w jej głowie odzywały się wzburzone głosy, jakby słuchała nagrania. Dochodziły jakby z zewnątrz albo z góry. Straszne. Źle się stało, okropnie. Ogarniała ją ciemność i nie umiała się jej przeciwstawić. Ciemność, którą chciała rozproszyć przez krew i rany, wezbrała w niej jak niepohamowany gniew.